26 września 2015

Rozdział XIII: Emocjonujące prasowanie

Znacie to uczucie, kiedy z dnia na dzień poziom waszej frustracji rośnie, choć nawet nie znacie przyczyny? Targają wami emocje – huragan szaleje w sercu i w myślach, czujecie się, jakbyście mieli za chwilę eksplodować z nadmiaru negatywnej energii… chociaż tak naprawdę nic takiego się nie wydarzyło. Dzień za dniem, wszystko wygląda tak samo. A jednak w was ciągle coś się zmienia.
Od kilku miesięcy nie mogłam ogarnąć samej siebie. Z początku całą winę zwalałam na Horana, który świadomie czy też nie, doprowadził mnie na skraj wytrzymałości. Nigdy w życiu nie czułam aż tak ogromnego cierpienia i gniewu, jak tej pamiętnej nocy, kiedy otrzymałam wiadomość, że Niall spotyka się z Lovato zaledwie kilka tygodni po naszym zerwaniu. Co prawda teraz to wspomnienie nie powinno robić na mnie większego wrażenia – w końcu dowiedziałam się prawdy. Wyjaśnił mi, że ich związek nie jest prawdziwy i wcale nie czuje do niej tego, co do mnie. Nie potrafiłam jednak wymazać z pamięci tego wywiadu, w którym ogłaszał światu, że Nemi jest prawdziwe. Shipperki dostały zawału… ja również, choć z innego powodu. 
Pamiętam, że jedyne, o czym mogłam wtedy myśleć, była zdrada Nialla. Fakt, że całowali się jeszcze przed sfingowanym związkiem doprowadzał mnie do szaleństwa. W końcu oznaczało to, że przez jakiś czas naprawdę był nią zainteresowany, a to całe chodzenie na niby mogło doprowadzić do ponownego wzbudzenia w nim tych okropnych uczuć. Chyba własnie tego najbardziej się bałam. Że Horan zmieni zdanie i ostatecznie zostanie z Lovato, choć nie raz próbował wybić mi ten pomysł z głowy.
Kiedyś myślałam, że Niall to najsłodszy, najcudowniejszy chłopak na świecie. Prawdomówny, czuły, oddany, troskliwy… „Takiego faceta to ze świecą szukać” powiedziałam raz mamie, po wymienieniu miliona jego zalet. Sądziłam, że Niall stanie się moim księciem z bajki, który co dzień będzie mi przynosił bukiet czułych słów i dary w postaci tysięcy całusów.
Prawda była taka, że Niall wcale nie był idealny. Był tylko człowiekiem. Popełniał tyle błędów, że czasem miałam ochotę złapać się za głowę. Dobrze wiedziałam, że gdybym była bardziej uparta czy mściwa, prawdopodobnie nigdy nie doszlibyśmy do porozumienia, bo chłopak należał do tych osób, które zwyczajnie nie potrafią przyznawać racji innym. Nawet kiedy wiedział, że zrobił coś nie tak, udawał, że wcale ta nie jest. Doprawdy irytujące.
Horan potrafił kłócić się ze mną o największe drobnostki – dlaczego wstawiłaś pusty karton do lodówki? Prosiłem cię, żebyś kupiła płatki zbożowe, jak mogłaś zapomnieć, skoro powtarzałem to dwa razy? Dzwoniłem do ciebie, czemu nie odbierasz? Po co ci ten telefon, jak wiecznie jesteś poza zasięgiem? Jak nie pamiętasz o ładowaniu, to może wreszcie zainwestujesz w bank baterii? Znowu mam na ubraniach pełno twoich włosów! Może kupisz sobie wreszcie jakieś witaminy?
Zawsze, nigdy, znowu, tylko, wreszcie, jak, dlaczego, przecież... standardowe słowa, bez których chyba w ogóle nie potrafił układać zdań.
Czasami miałam go dość. Jedyne co potrafił, to narzekać. Zdaje się, że był w tym mistrzem.
– Any, dlaczego nie uprasowałaś mi koszuli? Przecież cię prosiłem – zapytał, wyciągając w moją stronę pomięte ubranie.
– Nie mówiłeś nic o koszuli. Zresztą, masz ręce, to sam sobie uprasuj – burknęłam, wypinając kabel od żelazka z kontaktu.
Doprawdy nie wiem, kiedy zmieniliśmy się w to stare, zgorzkniałe małżeństwo, które nawet nie potrafi już odpowiednio okazać sobie uczuć. Czasem zastanawiałam się, czy wprowadzenie się do mieszkania Nialla to dobry pomysł. Co, jeżeli po przeprowadzce będzie tylko gorzej? Może byliśmy ze sobą za długo? Może w ogóle do siebie nie pasowaliśmy?
Za tydzień miałam przewieźć wszystkie swoje rzeczy. Mieliśmy wreszcie zacząć wspólne życie w nowym, tylko naszym miejscu. Powinnam się cieszyć, a zamiast tego wyszukiwałam coraz to więcej minusów. Problemy piętrzyły się w mojej głowie, jak stos nieodrobionych prac domowych na biurku co drugiego ucznia.
– Mówiłem przecież. „Any, jak już prasujesz, to weź też moją koszulę” – zacytował swoje podobno wypowiedziane wcześniej słowa.
Prychnęłam i odwróciłam się do niego tyłem. Zajęłam się wieszaniem swoich ubrań na wieszakach, próbując go ignorować. Położył rękę na moim ramieniu, jakby chciał zwrócić na siebie moją uwagę. Westchnęłam.
– Teraz będziesz udawać, że nic się nie stało? – zapytał.
Rzuciłam trzymane w ręce rzeczy na podłogę i wreszcie zaszczyciłam go chłodnym spojrzeniem. Zmarszczył brwi i zacisnął mocno usta, jakby hamował wybuch złości. Koszula, którą wciąż ściskał poszła w ślady moich ubrań. Przez chwilę staliśmy w ciszy. Każde z nas czekało, aż to drugie się odezwie.
Nie wytrzymałam.
– A stało się? – warknęłam.
– No… niby nie, ale… – zaczął, ale mu przerwałam.
– To o co ta cala kłótnia?
– Wcale się nie kłócę. Tylko pytam, bo…
– Powtarzam: masz ręce, to sobie sam uprasuj – dodałam chłodno, poprawiając wciąż opadające na twarz niesforne kosmyki włosów.
Pomału wszystko zaczynało mnie drażnić.
– Co się z tobą dzieje, Any? – zapytał cicho, jakoś niepewnie..
– Nic. Po prostu mam już dość.
– Mnie? – Otworzył szerzej oczy, jakby nie dowierzał. Na kilka sekund zrobiło mi się przykro. Nie chciałam go niczym martwić. Miałam problemy ze sobą, nie z nim. Jednocześnie… w pewnym sensie miał rację, więc nie mogłam do końca zaprzeczyć bez kłamania.
– Wszystkiego, Niall. Nie czuj się wyróżniony – burknęłam. Odwróciłam się, dając mu do zrozumienia, że nie mam ochoty na rozmowę. Chciałam uciąć temat, jeszcze zanim powiedziałam coś, czego mogłam potem żałować.
– Zaczynasz mnie wnerwiać, wiesz? Od wszystkich się ostatnio odcinasz, siedzisz sama w pokoju, a jak wreszcie na chwilę raczysz się z niego wyłonić, to się na mnie wyżywasz! – poskarżył się, podnosząc głos.
Jego nagły wybuch trochę mnie zdziwił. Jakoś wcześniej nie przyszło mi do głowy, że moje zachowanie może aż tak na niego wpłynąć.
– Wcale się na tobie nie wyżywam! To ty oczekujesz ode mnie nie wiadomo czego!
– Prasowanie tak cię zdenerwowało? – zapytał zbity z tropu.
Przewróciłam oczami.
– Wszystko mnie ostatnio denerwuje! Demi, mama, Riven, Luke, ty… pomału zaczynam wątpić w nasz związek, wiesz? Zauważyłeś, jak się ostatnio zachowujemy? Brakuje mi tego, co mieliśmy na początku. Czułości, namiętności, bliskości… Gdzie się to wszystko podziało, co? Ile jesteśmy razem, żebym mówiła takie rzeczy? Pięćdziesiąt lat, do cholery?! – Z każdym kolejnym słowem mówiłam coraz głośniej. Nie zorientowałam się nawet, kiedy zaczęłam krzyczeć.
Sama nie wiedziałam, dlaczego właściwie mu to wszystko powiedziałam. Niemalże od razu zrobiło mi się głupio, bo czułam, że w pewnym sensie przesadzam. Od dziecka miałam skłonności do wyolbrzymiania spraw. Dorastając nauczyłam się większość z nich ignorować, bo zwyczajnie zbrzydło mi słuchanie narzekań rodziców i brata. „Ogarnij się”. „Nic się nie stało”. „Uspokój się, przecież wszystko jest w porządku”. 
Przez chwilę wydawało mi się, że Niall zareaguje podobnie. Jednak on tylko stał w miejscu, nie ruszając się nawet o milimetr. Jakoś dziwnie na mnie patrzył. Trochę tak, jakbyśmy nie widzieli się przez co najmniej parę miesięcy.
Może własnie tak było? Może wreszcie pierwszy raz widzieliśmy się naprawdę. W całej okazałości. Bez tajemnic.
– Mam wrażenie, że Demi i Luke nas… zepsuli – dodałam już nieco ciszej, próbując jakoś obronić swoje wcześniejsze słowa. – Zastanawiam się… może nie powinniśmy jeszcze się przeprowadzać? To znaczy… ja nie powinnam się do ciebie wprowadzać, bo jeżeli tak teraz ma wyglądać nasza rzeczywistość… to ciągłe narzekanie i ta bezuczuciowość… to mnie chyba przerasta. Jeżeli tak ma być, to ja podzię...
Nie dane mi było dokończyć swojej myśli, bo Niall mocno wpił się w moje wargi, uciszając mnie w ten jedyny przyjemny sposób.
Poczułam jego zimne dłonie na policzkach, co trochę mnie zdezorientowało. Horan do tej pory miał… bardzo charakterystyczny sposób całowania, który dobrze zdążyłam już poznać. Jedną rękę zawsze kładł na mojej szyi, a drugą na plecach, przyciągając mnie do siebie tak, że między nami nie było nigdy nawet centymetra przestrzeni.
Ta nagła zmiana... to wystarczyło, żebym trochę wyluzowała. Skoro wciąż udawało mu się mnie zaskakiwać i to tak prostymi gestami… może nie było z nami tak źle? Może jeszcze nie odkryliśmy swoich wszystkich kart i gra wciąż się toczyła, a ja jak zwykle niepotrzebnie histeryzowałam?
Nie wiem, w którym momencie przeniósł ręce na moje plecy – zorientowałam się dopiero, kiedy poczułam je pod materiałem czarnej koszulki. Wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł przyjemny dreszcz, kiedy ustami dotknął mojej szyi. Westchnęłam cicho i przywarłam do niego całym ciałem, prosząc go o więcej. Doprawdy nie mam pojęcia, jak to się stało, że chwilę później leżeliśmy już na łóżku. Jego język skutecznie odwracał moją uwagę od całego świata.
– Jaka bezuczuciowość, skarbie? – szepnął mi do ucha. Chyba źle ocenił odległość, bo przez przypadek musnął wargami moją skórę. A może zrobił to specjalnie? Zadrżałam w odpowiedzi. – Za mało razy dziennie powtarzam ci, że cię kocham? – zapytał, składając czuły pocałunek na moich ustach. – Moja księżniczka potrzebuje więcej uwagi?
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Moje serce galopowało, zupełnie jakby brało udział w jakimś wyścigu. Moje ręce drżały, kiedy dotykałam jego twarzy. Wodziłam po niej palcami, kreśląc bliżej nieokreślone wzory. Pytanie, które zadał, dotarło do mnie z opóźnieniem. Skinęłam tylko głową – w tym momencie w ogóle sobie nie ufałam. O ile udałoby mi się wykrztusić chociaż słowo, mój głos pewnie od razu zdradziłby burzę uczuć, którą we mnie wywołał w tak krótkim czasie.
– Wszystko można zmienić, wystarczy powiedzieć słowo – powiedział, znów kradnąc buziaka.
Tym razem wrócił do bycia… sobą. Jedną z zalet Nialla było to, że nigdy nigdzie się nie spieszył. Zdawać się mogło, że w ten sposób chciał mi pokazać, jak bardzo szanuje spędzony ze mną czas. Jakby wspólne chwile były najważniejsze na świecie. Jak gdyby nic oprócz nas tak naprawdę się nie liczyło.
Miałam dziwne wrażenie, że robił to specjalnie, bo wiedział, że działa mi tym na nerwy. Często nie potrafiłam się powstrzymać i sama inicjowałam dalszą część gry. Chyba go to w jakiś chory sposób satysfakcjonowało. Tym razem niestety przerwał pocałunek, nim zdążyłam jakkolwiek na niego odpowiedzieć. Warknęłam z irytacji, a Niall tylko się zaśmiał, widząc moje niezadowolenie.
– Nie chcesz ze mną mieszkać? – zapytał, bawiąc się końcówkami moich włosów. To był dość nietypowy moment na zadanie podobnego pytania, ale zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Horan miał tendencję do rozmawiania na dziwne tematy w bardzo ciekawych okolicznościach.
Moje milczenie chyba wziął za odpowiedź twierdzącą, bo posmutniał. Westchnął, na chwilę przymykając powieki.
– Chcę, Niall. Oczywiście, że chcę – powiedziałam cicho, poprawiając jego rozczochraną grzywkę. Sądziłam, że kiedy otworzy oczy, to zobaczę w nich ulgę albo radość. Niestety ujrzałam tylko niepokój w najczystszej postaci.
– Więc o co chodzi? Skąd te dziwne przemyślenia? – drążył temat.
Gdybym miała jak, wzruszyłabym ramionami. Niall co prawda cały czas podtrzymywał się na łokciach, jednak i tak częściowo czułam na sobie jego ciężar. Trochę utrudniał mi swobodne poruszanie się, więc w odpowiedzi tylko pokręciłam głową. Nie chciałam o tym rozmawiać. Wolałam uporać się najpierw z własnymi myślami. W samotności. Najlepiej w swoim łóżku, wpatrując się w sufit.
Horan jednak nie dawał za wygraną i powtórzył pytanie.
– Nie wiem, po prostu się martwię i tyle – odpowiedziałam, uchylając mu rąbka tajemnicy. Gdybym mogła, to wpuściłabym go do swojego umysłu, żeby sam przekonał się o tym, jaki panuje w nim chaos. Chociaż… z drugiej strony mógłby zobaczyć zbyt wiele. W końcu istniały rzeczy, o których wolałam mu na razie nie mówić oraz tematy, których nie lubiłam przy nim poruszać.
– Jak zwykle… nic tylko się martwisz.
Uśmiechnął się delikatnie, czym niemal od razu poruszył moje serce. Wyglądał uroczo.
– Skończmy te tematy. Mamy ciekawsze rzeczy do roboty – stwierdziłam, inicjując kolejną tego wieczoru pieszczotę. Nie bronił się, a wręcz przeciwnie. Obydwoje trochę stęskniliśmy się za dotykiem i bliskością. Nie wiedzieć czemu, ostatnio naprawdę się od siebie oddaliliśmy. Jakby sprawy z zewnątrz za bardzo nas przytłoczyły. Może częściowo przez fakt, że wciąż musieliśmy ukrywać nasze relacje przed światem, a może zwyczajnie na trochę zapomnieliśmy, że każdy związek trzeba pielęgnować?
Na szczęście w porę zareagowaliśmy, bo nasze uczucia względem siebie zdecydowanie nie zdążyły jeszcze wygasnąć. Wręcz miałam wrażenie, że dopiero zaczynają się naprawdę rozpalać.

*

– Jakie plany na dzisiaj? – zapytał Louis, kiedy wieczorem zjawiliśmy się w salonie.
W porównaniu do reszty chłopaków wręcz kipiał dobrą energią. Jak zwykle był radosny, o czym świadczył jego szeroki uśmiech i te dziwne iskierki w oczach. Kiedyś zgodnie stwierdziliśmy z Niallem, że Lou to chodzący przykład człowieka, który jest panem swojego losu. Choć życie wcale go nie oszczędzało i jak każdemu rzucało małe kłody pod nogi, on szedł dalej z podniesioną głową, wybierając najlepsze wyjście z sytuacji: po prostu się tym nie przejmując.
Harry zdecydowanie nie podzielał dzisiejszego entuzjazmu przyjaciela. Przysypiał Louisowi na ramieniu, mrucząc pod nosem, żeby się uspokoił i przestał tak wiercić, bo mu niewygodnie. Ten tylko poklepał go po głowie, w ogóle nie biorąc sobie jego prośby do serca. Opowiadał dalej o tym, jak to Black Rose zostało sprzedane i odrestaurowane, gestykulując przy tym rękami. Teraz była to przytulna knajpka z chińskim żarciem i azjatyckimi napojami alkoholowymi.
– Zawsze chciałem spróbować sake – powiedział Zayn, wreszcie przebudzając się ze swojej standardowej zadumy. Czasem miałam wrażenie, że chłopak w ogóle nie słucha tego, co mówimy. Ale później odpowiadał na temat albo nawet zadawał pytania i cała moja teoria nagle się burzyła. – Myślałem, że napijemy się dopiero w Tokio – dodał, przesuwając wzrokiem po wszystkich zebranych.
– Możemy najpierw spróbować tutejszego, a później porównać go z tym prawdziwie japońskim – mruknął dość niezrozumiale Styles, chyba przy okazji śliniąc koszulkę Louisa. Mój brat skrzywił się nieznacznie, ale nic nie powiedział. – Zaraz… chociaż, może oni sprowadzają sake z Japonii? Nie będzie wtedy smakować tak samo? – palnął, trochę wracając do życia. Podniósł nawet głowę i przetarł oczy wierzchem dłoni. Wyglądał jak śpiący szczeniak. Odwróciłam wzrok, bo ten widok trochę za bardzo przypadł mi do gustu.
Jak dotąd jedynie Liam nie odezwał się do nas słowem. Choć ostatnio spędzony wieczór w klubie z Louisem i Zaynem trochę go rozerwał i na moment chyba udało im się wydobyć z głębi chłopaka prawdziwego, naszego Payna, to w chwilach takich, jak ta, kiedy każdy przysypiał na kanapie, wracał do bycia nowym, nostalgicznym Liamem, któremu na niczym nie zależy. Przykro było na niego patrzeć – aż miało się ochotę go przytulić, chociaż co chwilę powtarzał, że nic mu nie jest. Musiał wylizać rany i poczekać, aż się zagoją, a my postanowiliśmy mu w tym nie przeszkadzać.
– A nie robią go sami? – zastanowił się Louis, marszcząc brwi.
Cała ta wymiana zdań pomału traciła na wartości. W końcu co za różnica, czy robili sake, czy sprowadzali je z Japonii? Czy nie chodziło nam o samo wyjście z domu i wspólne spędzenie wolnego czasu?
Kiedy powiedziałam to na głos, reszta tylko pokiwała głowami. 
Chłopcy zwinęli się do swoich pokoi, żeby trochę się odświeżyć i przebrać w porządniejsze ubrania, niż przyduże dresy. Czekałam na nich w kuchni, bawiąc się swoim telefonem. Standardowo przeglądałam wszystkie najważniejsze dla mnie strony, z których zawsze czerpałam informacje.
Czytałam właśnie kolejny artykuł o kwitnącym związku Demi i Nialla, w pewnym sensie psując sobie humor, kiedy ktoś położył dłonie na moich ramionach. 
Podskoczyłam w miejscu, jakby Horan złapał mnie na jakimś złym uczynku. Skarciłam się w myślach, zastanawiając się, jak idiotycznie cała ta sytuacja musiała dla niego wyglądać. Jakby już nie wiedział, że jestem na bieżąco z ich relacją. Jakby nie spodziewał się, że codziennie przez parę minut katuję się najświeższymi newsami.
Przytulił mnie, śmiejąc się pod nosem. Wciąż uciekałam od niego spojrzeniem, kryjąc się ze swoim zażenowaniem. Wyjął telefon z mojej dłoni, zablokował ekran i włożył go do swojej kieszeni. 
– Masz dziwne pomysły na spędzanie wolnego czasu – stwierdził, wtulając twarz w moje włosy.
– Interesuję się życiem swojego idola jak każda normalna nastolatka – odpowiedziałam z lekką tylko nutką sarkazmu w głosie. 
Zaśmiał się, chociaż miałam wrażenie, że robił to z przymusu.
– Kiedy wrócisz do swojego naturalnego koloru? – zapytał, łapiąc kilka kosmyków moich włosów. Spojrzałam na niego z ukosa, nie kryjąc zdziwienia. – Nie bij, tak tylko pytam. Jak już musisz, to chociaż nie w twarz – dodał, zasłaniając dłonią oczy, jakby to w jakikolwiek sposób miało go uchronić przed atakiem. W razie gdyby jakiś nastąpił, czego oczywiście wcale nie przewidywałam.
Pacnęłam go lekko w głowę, dając mu znak, że ma się opamiętać. Tak też zrobił.
– Co, obecny kolor ci się nie podoba? – odpowiedziałam pytaniem, udając kompletnie obrażoną.
– Na początku nie miałem nic przeciwko. Wyglądasz ślicznie, jak zwykle, ale jak dla mnie trochę... zbyt kobieco – Zmarszczyłam brwi. Nie łapałam jego toku myślenia. – Brakuje mi mojej uroczej i niewinnej Any – wyjaśnił.
Wybuchłam śmiechem. Choć nie miał takiego zamiaru, to szczerze mnie rozbawił.
– Nigdy nie było uroczej i niewinnej Anyi. Ja tylko pozwalałam ci myśleć, że taka istnieje.
Prychnął, jakby do końca nie wierzył w moje słowa. W sumie sama nie wiedziałam, czy mówię poważnie, czy tylko żartuję. Czasem w każdym dowcipie rzuconym ot tak jest nutka głęboko skrywanej prawdy.
– No, papużki nierozłączki, czas wychodzić – krzyknął Harry, zbiegając po schodach. Nawet nie zaszczycił nas jednym spojrzeniem, od razu wpadł do przedpokoju. Usłyszeliśmy głośny huk, przeciągły jęk i bardzo głośno wypowiedziane brzydkie słowo.
– Niezdara – skwitował Niall, odsuwając się ode mnie.
– Oddasz mi telefon? – zapytałam.
Pokręcił głową, szeroko się przy tym uśmiechając. Wzruszyłam ramionami – tak naprawdę nie robiło mi to wielkiej różnicy. I tak nie spodziewałam się, by ktokolwiek się do mnie odezwał. Riven była zbyt zajęta wkuwaniem przepisów drogowych do zbliżającego się wielkimi krokami egzaminu na prawo jazdy. Stanley nie rozmawiał ze mną, odkąd dowiedział się, że wróciłam do Nialla. Zupełnie jak moja mama, która teraz dodatkowo miała na głowie sprawy dotyczące rozwodu. Oprócz chłopaków mało kto się teraz mną interesował, co czasem było trochę przytłaczające.
Kiedy Zayn otworzył drzwi, Louis z Liamem jęknęli przeciągle, od razu wracając do salonu.
– Co wy robicie? – zapytałam, zatrzymując Lou.
– Pada – poskarżył się niczym dziecko, które nie dostało obiecanej wcześniej czekolady.
– No to co? Idziemy do Czterech Sezonów – zarządziłam, szarpiąc go za ramię i niemalże wypychając go za drzwi. Choć na początku trochę się stawiał, kilka sekund później stał już ze mną na podwórku.
Podniosłam wysoko głowę, ciesząc się chłodnymi kroplami na rozpalonej skórze. Choć deszcz często mi przeszkadzał – jak każdemu londyńczykowi – czasem kochałam taką pogodę.
– Pamiętasz, co mówiła nam kiedyś mama? – zapytałam brata, wciąż ciesząc się chwilą z zamkniętymi oczami. Louis chyba przez chwilę się nad tym zastanawiał, jednak ostatecznie zaprzeczył. – Kiedy niebo się wypłacze, świat wreszcie będzie piękniejszy – przypomniałam mu.
– Rzeczywiście – potwierdził moje słowa. Kiedy na niego spojrzałam, uśmiechał się.
Jego włosy już były mokre. Grzywka śmiesznie opadała mu na czoło, przysłaniając widok. Ubrania pomału zaczynały nam przesiąkać, ale żadne z nas się tym nie przejęło. Stojąc w deszczu i przyglądając się bratu, myślałam tylko o tym, jak dobrze było go mieć po swojej stronie. Już chciałam mu o tym powiedzieć, kiedy dołączyła do nas reszta. Każdy trzymał w ręce parasolkę, chroniąc się przed łzami nieba. Niall stanął obok, mnie również otaczając barierą z materiału. Dopiero teraz poczułam, że jestem mokra, kiedy deszcz przestał przelewać na mnie swój smutek. Chłopak wcisnął mi coś w rękę. Jego bluza.
– Świrusy z was – stwierdził poważnym tonem Liam, przygarniając do siebie zmokłego Louisa. Ten tylko zaśmiał się w odpowiedzi.
– Jak się rozchorujesz… – zaczął Niall, ale szybko mu przerwałam.
– Nic mi nie będzie – uspokoiłam go. Zdjęłam mokrą jeansową kurtkę i zastąpiłam ją jego czarną bluzą. Pachniała moimi ulubionymi męskimi perfumami. Chwilę później już trwałam w jego niedźwiedzim uścisku, za który naprawdę byłam wdzięczna. Choć deszcz w ogóle mi nie przeszkadzał, zrobiło mi się bardzo zimno.
– Zamknęliście dom? – zapytałam chłopaków, a kiedy usłyszałam twierdzącą odpowiedź, ruszyliśmy w stronę starego Black Rose. Miejsca, w którym tak dużo do tej pory się wydarzyło, że gdyby nie zmiana właściciela i nazwy… prawdopodobnie nikt z nas nie chciałby tam teraz wracać.
Niestety, Niall w połowie drogi uświadomił sobie, że nie możemy iść przez ulice trzymając się za ręce, bo oficjalnie nie rozstał się jeszcze z Lovato. Zamienił się więc miejscami z Zaynem, z którym szłam teraz pod ramię, chroniąc się pod jego wściekle czerwonym parasolem. Żadne z nas nie narzekało, bo choć na co dzień nie zawsze się z Malikiem dogadywaliśmy, to naprawdę lubiliśmy przebywać w swoim towarzystwie. Przynajmniej tak to odbierałam. Czułam na sobie zawiedziony wzrok Horana, który szedł parę kroków za nami. Chyba spodziewał się, że będzie mi z tego powodu niezmiernie przykro i nie będę w stanie oderwać od niego stęsknionego spojrzenia. Pomylił się, bo dzięki temu w pewnym sensie mogłam postawić na swoim i pogonić go, by wreszcie zakończył związek z Demi.
Kiedy przemierzaliśmy kolejne ulice Londynu, coraz bardziej zatapiałam się w swoim myślach. Zastanawiałam się nad tym, jak to wszystko będzie wyglądać, kiedy naprawdę oficjalnie wrócimy do siebie. Czy fani Nemi nie zrobią nam awantury? Co jeżeli One Direction stracą przez nas fanów? Kiedyś Aniall był dość popularną parą – mieliśmy wśród directioners sporą grupę zwolenników. Teraz żadne z nas nie miało pewności, czy na nowo przypadniemy im do gustu.
Na chwilę zostawiłam nieprzyjemne sprawy za sobą, by skupić się na ciekawszym spostrzeżeniu. Choć to mogło zabrzmieć dziwnie – naprawdę cieszyłam się z mojego wcześniejszego wybuchu złości. Dzięki temu, że wreszcie wyrzuciłam z siebie większość negatywnych emocji… dzięki temu, że Niall wreszcie dowiedział się, co czuję, coś się między nami zmieniło. Oczywiście na lepsze. Dawno nie okazywaliśmy sobie uczuć tak często, jak dzisiejszego dnia. Niall nie odstępował mnie na krok, co było niesamowicie urocze. Przytulał mnie, całował, po prostu sprawiał, że na nowo w nas uwierzyłam. Może przeprowadzka wcale nie była złym pomysłem? Jeżeli tak miała teraz wyglądać nasza wspólna rzeczywistość, to jak najbardziej chciałam jej doświadczyć.
– Anya. – Zayn wypowiedział moje imię, zwracając na siebie całą moją uwagę. – Odpłynęłaś – stwierdził, śmiejąc się cicho. Pokiwałam głową, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć.
Zbliżaliśmy się do Czterech Sezonów. Już z tej odległości z łatwością można było wyczuć w powietrzu charakterystyczny zapach curry. Zaburczało mi w brzuchu, co naprawdę rozbawiło mojego towarzysza. Śmiech Malika… to był dość przyjemny dźwięk dla moich uszu. Chłopak rzadko kiedy tak otwarcie okazywał emocje w mojej obecności.
Gdy przekroczyliśmy bramę Czterech Sezonów, stanęłam jak wryta, nie wierząc własnym oczom. Miałam nadzieję, że niedowidzę przez wciąż przeszkadzający nam deszcz, choć w głębi duszy wiedziałam już, że mam rację. Malik stanął tuż obok mnie, patrząc na mnie z nieskrywanym zdziwieniem. Po chwili powędrował wzrokiem za moim spojrzeniem… i wtedy zrozumiał.
Luke wpatrywał się w nas z równie widocznym niedowierzaniem. Stał do nas przodem, w przeciwieństwie do jego rudowłosej towarzyszki, która żywo gestykulowała rękami. Zapewne opowiadała mu, jak to któregoś dnia uprzykrzała życie swojej kolejnej ofierze.
– Wracamy do domu? – zapytał Zayn. Jego troska była zadziwiająco urocza. Nie sądziłam, że w ogóle się tym przejmie. Raczej przygotowywałam się na to, że będzie mnie poganiał, bo robiło się coraz chłodniej.
Nie odpowiedziałam. Skupiłam całą swoją uwagę na Hemmingsie, który zamiast się ze mną przywitać, wrócił spojrzeniem do swojej partnerki. Nic nie powiedział, nic nie zrobił. Przecież… przecież wystarczyłoby machnąć do nas ręką! Wcale nie oczekiwałam od niego nie wiadomo jakiego powitania! Pomachać… czy to tak wiele?
Po chwili Luke złapał Ines za dłoń i razem weszli do budynku. Czy nasze niespodziewane spotkanie naprawdę nie zrobiło na niego żadnego wrażenia? Teraz w jej towarzystwie zawsze będzie udawał, że mnie nie zna?
To bolało.
– Skurwiel – skwitował Malik, sprawiając, że na mojej twarzy na kilka sekund znów zawitał uśmiech.
– Wrócił do bycia starym Lukiem – stwierdziłam, opierając głowę o jego ramię.
Niall odchrząknął. Czy naprawdę był zazdrosny o własnego przyjaciela? Z całej siły hamowałam wybuch śmiechu. Cała ta sytuacja wydawała się dla mnie tak… absurdalna. Zarówno zachowanie Hemmingsa jak i Niallera, który wciąż spoglądał w naszą stronę, zamiast skupić się na tym, co właśnie próbował przekazać mu Harry.
– Mimo wszystko… jak można zignorować tak piękną dziewczynę i skupić się na takim… potworze? – zapytał, najwyraźniej naprawdę nie rozumiejąc poczynań Luka.
Prychnęłam.
– Potwór… to chyba za lekko powiedziane.
– W głowie mam parę cięższych określeń, ale… nie chciałem przesadzić – wyjaśnił. – To jak? Wracamy do domu, czy chcesz mu jakoś utrzeć nosa? – zapytał.
Oczywiście, że wolałabym mu utrzeć nosa, ale zwyczajnie nie miałam pomysłu na zemstę. Przez chwilę zastanawiałam się nad wszystkimi możliwymi wyjściami z sytuacji, wypisując w głowie listę za i przeciw. Szybko doszłam do wniosku, że ucieczka z Czterech Sezonów byłaby najgorszym możliwym rozwiązaniem – nie dość, że pokazałabym Lukowi i chłopakom, jaka jestem słaba, to jeszcze (o ile Hemmings w ogóle powiedziałby jej, że mnie widział) okazałabym to przed Ines, która tylko czekała na znalezienie moich słabych punktów.
– Wchodzimy – rzuciłam dziarsko.
Z wysoko uniesioną głową weszłam do środka, nawet na chwilę nie opuszczając boku Zayna. Mocno ściskałam jego ramię, przelewając na niego cały swój strach i niepewność. Miałam nadzieję, że nie miał mi tego za złe. Nic jednak nie mówił, więc wzięłam to za dobry znak. Po chwili poczułam jego ciepłą dłoń na swojej lodowatej ręce, którą cały czas go obejmowałam. Spojrzałam na niego pytająco. Dostrzegłam w jego oczach zaniepokojenie. Uśmiechnęłam się niemrawo, próbując jakoś załagodzić sytuację. Nie chciałam, żeby się martwił. Nie powinien.
Usiedliśmy obok siebie. Niestety sytuacja w pewnym sensie zmusiła mnie do puszczenia jego ramienia. Przynajmniej miałam go obok siebie – sama jego obecność w pewien dziwny sposób dodawała mi odwagi. Może dlatego, że wcześniej nazwał Ines potworem, a Luka skurwielem? W ten właśnie sposób ludzie nawiązują najprawdziwsze, najlepsze relacje – kiedy mają wspólnych wrogów.

**
Witajcie! 
Jestem~
Długo zmagałam się z tym rozdziałem, zaczynałam go dwa razy. Ta wersja zdecydowanie bardziej mi się podoba. Mam nadzieję, że Wam też przypadnie do gustu. Dużo Anialla, bo czasem trzeba <3 Witam serdecznie nowych obserwatorów: Believe In Me oraz Dominikę! Mam nadzieję, że Wam się tutaj spodoba ^^ Dodałam nową ankietę, chętnych proszę o głosowanie.
Uwaga! 
Propozycja autorki. 
Tak myślę, żeby każdy był szczęśliwy, zrobimy tak: 
ja spinam tyłek i piszę szybciutko kolejny part, żebyście nie musieli znowu tak długo czekać, a wy pokazujecie mi chociaż raz, że naprawdę tu jesteście i to czytacie. Wystarczy jedno zdanie, to przecież nic wielkiego.
(Naprawdę tęsknie za erą I księgi, kiedy czytelnicy jeszcze mieli w zwyczaju się udzielać ;_;)
W tym miejscu chciałabym podziękować tym najwspanialszym duszyczkom, które co rozdział przypominają mi o swoim istnieniu. Dzięki Wam wciąż tu jestem, skarby!
Dziękuję również każdemu, kto poświęca swój czas na czytanie NU.
LOVE YOU ALL, 
Wasza Martis

20 komentarzy:

  1. Rozdział wspaniały:) Ciekawe jak skończy się scena w restauracji. Zayn będzie wspaniałym przyjacielem, a może kimś więcej?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się , że Any i Niall wreszcie powiedzieli sobie szczerze co ich ( a przynajmniej Anyę ) dręczy. To jakiś krok do przodu. :) Scena w deszczu z Louisem trafiła do mojego serca, to naprawdę bardzo piękne. Boli jednak zachowanie Luke'a. Coś czuje ze to wyjście nie zakończy się dobrze i współudział będzie miał Zayn :P
    czekam na kolejny z niecierpliwością.
    Pozdrawiam :)
    Suomalainen

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem, czytam, życzę weny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na next
    PS. Kocham to jak piszesz :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej! Daję znać, że czytam, praktycznie od samego początku, jak zaczęłaś pisać. Rozdział bardzo przyjemny. Mam nadzieję że wena dopisuje i niedługo wstawisz następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem, czytam i uwielbiaaam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zawsze świetnie. Cieszę się, że każdy rozdział jest tak przemyślany i doskonale wiesz, co chcesz przekazać. Uwielbiam czytać tę historię. Mam nadzieję, że jeszcze długo będziesz mi dawać tyle radości, pisząc kolejne rozdziały. Dziękuję
    Do następnego,
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
  8. Matko, Luke nie mógł sobie wybrać gorszego obiektu westchnień... Na początku lubiłam Ines, ale zrobiłaś z niej taką sukę, że aż mnie boli, gdy widzę jej imię w tekście. Mam nadzieję, że chłopak szybko przejrzy na oczy...
    Przez to opowiadanie jeszcze bardziej nie lubię Demi. Nigdy za nią nie przepadałam, ale teraz moja niechęć do jej osoby weszła na nowy poziom.
    Ciekawi mnie też wątek Zayna i Marisol. Niby się w niej zakochał, ale nie brak mi informacji o niech. Mam nadzieję, że moja ciekawość szybko zostanie zaspokojona. :3
    Piszesz naprawdę fenomenalnie! Gdyby nie szkoła, zapewne pochłonęłabym całe opowiadanie w całości. Niestety, są sprawy ważne i ważniejsze. :/
    Czekam na kolejny rozdział z ogromną niecierpliwością.
    Zapraszam również do siebie na nową notkę cios-przeszlosci

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam i będę czytać :)Zakochalam się w tym opowiadaniu.Mam nadzieję ze next bd juz niebawem.Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam, czytam i uwielbiam :D Jak idzie pisanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że jesteś i czytasz :) z pisaniem nie jest źle - pomysł jest, wena jest, niestety czasu niewiele, ale pomału pomału idzie do przodu! Na 70% dodam go w przyszły weekend :3

      Usuń
  11. PRZEPRASZAM że tak późno przeczytałam ten rozdział 😢 Powiem szczerze, że nie miałam głowy do niczego ostatnio, ale wiedziałam, że czegoś mi brakuje... NOWEGO ROZDZIAŁU NA TWOIM BLOGU! I tak oto jestem, miesiąc później, ale jaka szczęśliwa i usatysfakcjonowana twoim pięknym tworem 💋 Co ja moge powiedzieć, to co zwykle - idealny rozdział, nic dodać, nic ująć :D Chociaż powiem, że na początku się trochę przeraziłam tą kłótnią Nialla i Any, ale niepotrzebnie! Wiem, że nie mogłabyś mi tego zrobić i zniszczyć ich cudowną relacje :) Brakuje mi trochę tych ciepłych chwil między nimi, ale kurcze, i tal jest super ❤❤
    Czekam na kolejny rozdział i postaram się być punktualnie :D
    Buziaki xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tu jesteś! Już myślałam, że Ci się znudziło ^^ Bardzo dziękuję za komentarz i miłe słowa - tak mi się ciepło na sercu zrobiło. cudownie, że wciąż czytasz. Obym Cię nie rozczarowała dalszymi rozdziałami :3
      Pozdrawiam serdecznie, xx
      Martis

      Usuń
  12. piszesz bardzo fajnie i nie mogę doczekać się następnego rozdziału. mam nadzieję że szybko dodasz bo naprawdę bardzo fajnie mi się to czyta. czekam ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej. Pamiętasz o nas jeszcze?:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepraszam ze mnie tak dlugo tu nie bylo, ale w moim zyciu nastapily zmiany i nie mam czasu dla siebie... ale zaleglosci nadrobilam i jestem :D
    ojjj cos czuje ze w nastepnym rozdziale bedzie sie dzialo :D nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu ;)
    buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy rozdział, kochana?!! Nie mogę się doczekać. Błagam pisz jak najszybciej. A co do tego rozdziału:
    z resztą jak każdy jest świetny. Bardzo spodobał mi się motyw tej kłótni, bo wreszcie Niall ją zrozumiał. Cieszę się, że mimo wszystko Anya z nim zamieszka. A co do Zayna, to mam nadzieję, że będzie trzymał łapy przy sobie i poprzestanie na zwyczajnie koleżeńskich stosunkach. Luke to taki debil. Od początku go nie lubiłam. Ale zdecydowanie lepiej jest gdy Anya też go nie lubi, niż jak się do niego ślini. A Ines to tak nienawidzę, że aż mnie w odbycie ściska.
    Twoje opowiadanie jest tak ciekawe i tak idealnie dopracowane, że ja kobieto czekam tylko, aż ty jakąś książkę wydasz.
    Masz niesamowity talent i błagam nie zmarnuj go, bo ja bym się dała pociąć za choć połowę tego co Ty potrafisz.
    Pozdrawiam i czekam na następny.
    Buziaki😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie ma kolejnego rozdziału jak to możliwe?? Rozpaczam nad tym 😢😢😢😢😢😧😧😧 Mam nadzieję, że szybko dodasz kolejny rozdział na tym oto blogu 😍💜😍💜💜💜😂😍💜

    Pozdrawiam Truskaweczka xoxo 💜💜😍😍😘😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie ma kolejnego rozdziału jak to możliwe?? Rozpaczam nad tym 😢😢😢😢😢😧😧😧 Mam nadzieję, że szybko dodasz kolejny rozdział na tym oto blogu 😍💜😍💜💜💜😂😍💜

    Pozdrawiam Truskaweczka xoxo 💜💜😍😍😘😘😘😘

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię! To wiele dla mnie znaczy!