12 lutego 2017

Rozdział XIV: Jeden krok do przodu, dwa do tyłu

Anya
Nie potrafiłam zasnąć. Zegar już dawno wybił drugą w nocy, a ja zamiast spokojnie odpłynąć do krainy Morfeusza, przekręcałam się z boku na bok, jęcząc pod nosem, co chwilę przypadkiem budząc biednego Niallera. Cóż, proponowałam mu, żebyśmy dzisiaj spali osobno - powinien się wyspać, bo z samego rana z resztą chłopaków mieli jakiś ważny wywiad, związany z promocją nowego singla. Horan uparł się jednak, że chce mnie mieć przy sobie... więc teraz słono za to płacił. 
Kiedy po raz kolejny zaklęłam, że życie jest niesprawiedliwe, Niall objął mnie ramieniem i przyciągnął blisko siebie, mrucząc pod nosem jakieś uspokajające formułki.
Po paru godzinach wewnętrznego użalania się nad sobą i denerwowania się na siebie za bezsenność, nie wytrzymałam. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach, wsiąkając w niallerską koszulę.
- Płaczesz? - zapytał zachrypniętym głosem, na wpół śpiąc.
- Nie - szepnęłam, siląc się na spokój.
- Cała drżysz - powiedział cicho, mocniej mnie przytulając. - Pogadajmy - zaproponował, kreśląc nieokreślone linie na moich plecach. 
- Nie chcę. Śpij, wszystko jest w porządku - burknęłam coraz bardziej poirytowana sytuacją. 
Miałam nadzieję, że kiedy z Niallem znów będziemy parą, wszystko zacznie się układać. Ubzdurałam sobie, że to, co do tej pory zdążyło się posypać, miało jakiś związek z naszym rozstaniem. Teraz, gdy wreszcie dopięłam swego i znów zasypiałam w tak dobrze znanych mi ramionach... dotarło do mnie, że "my" nigdy nie byliśmy źródłem problemów. 
Problemy tkwiły gdzieś głęboko we mnie. Zamiast pomału się rozwiązywać, zaczynały się piętrzyć, układać w ogromne stosy, który pomału zaczynały mnie przerastać. Bałam się pomyśleć, co się wydarzy, kiedy wszystkie runą mi na głowę. 
- Any... możemy porozmawiać, jeżeli tego ci trzeba - spróbował raz jeszcze, ale kiedy nie dostał żadnej odpowiedzi, po prostu się ode mnie odsunął. 
Do tej pory bałam się być sama. Teraz... jakimś cudem zaczynałam bać się bycia w związku. Kiedy dał mi trochę przestrzeni, poczułam, jak bardzo jej potrzebowałam. Nie wiedziałam, czy może dlatego, że gdzieś w głębi serca wciąż nie mogłam mu przebaczyć tego wszystkiego, co wydarzyło się w przeszłości, czy może to ja tak bardzo się zmieniłam, odkąd się rozstaliśmy i na nowo zeszliśmy. 
Bez słowa wstałam z łóżka. 
- Chciałem dobrze - warknął w poduszkę Horan. 
- Oczywiście - odpowiedziałam i wyszłam z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
On zawsze chciał dobrze, ale jakimś cudem często wychodziło inaczej. Kiedy dwukrotnie zdradzał mnie z Demi. Kiedy zaproponował przerwę, by w międzyczasie ogłosić światu, że z nią chodzi. Niby to była tylko przykrywka, niby nie łączyło ich prawdziwe uczucie i nie miałam się czym przejmować... przynajmniej tak twierdził. Mimo tego za każdym razem, kiedy o tym myślałam, coś kuło mnie w piersi. 
Za każdym razem, kiedy wychodził z domu, nie mówiąc wcześniej w jakim celu, odchodziłam od zmysłów. Kiedy tylko pisał przy mnie wiadomości, od razu miałam wrażenie, że to do niej. Teraz wszystko, co robił... dla mnie od razu miało jasny cel: to pewnie dla tamtej. 
Chyba przeceniłam swoje możliwości. Nie powinnam była od razu wskakiwać w ten związek. Jak widać wcale nie byłam jeszcze gotowa, by naprawdę mu przebaczyć i o wszystkim zapomnieć. 
Tylko co teraz, kiedy już na nowo byliśmy parą? 
Zeszłam po schodach do kuchni. Nie założyłam butów, bo nie chciałam wdawać się w dyskusję z Niallem. Zimne kafelki nieprzyjemnie drażniły moje stopy. Szybko nalałam wody do swojego ulubionego czerwonego kubka w białe serca i na palcach przeszłam do salonu. Puszysty dywan był fantastycznym wyborem, wreszcie było mi trochę cieplej.
Włączyłam telewizję i zaczęłam skakać po kanałach, bez żadnego konkretnego celu. Była prawie trzecia w nocy, nic ciekawego już nie puszczali. Horrory. Thrillery. Filmy dla dorosłych. Zatrzymałam się na kanale z animacjami dla dzieci. To mnie zawsze uspokajało i sprawiało, że na chwilę odrywałam się od świata.
Tej nocy zasnęłam sama na kanapie w salonie. W ten sposób wreszcie poczułam odrobinę wolności.

*

- Powiesz mi łaskawie, czemu wczoraj ode mnie uciekłaś? - zapytał Niall od razu po wejściu do domu po pracy. Wyglądał na rozczarowanego i lekko rozgniewanego. Zacisnął usta w cienką linię, a na jego policzki wypłynęły czerwone wypieki. Przeczesał palcami rozmierzwione przez wiatr włosy i wreszcie obrzucił mnie spojrzeniem pełnym powagi. 
Mi też wcale nie było do śmiechu.
- Potrzebowałam przestrzeni. I trochę czasu dla siebie - powiedziałam cicho, próbując nie zwracać na siebie uwagi Harry'ego, który grzebał za czymś do jedzenia w lodówce. Miałam wrażenie, że specjalnie się ociągał, żeby zobaczyć dalszy rozwój wydarzeń. 
- Przestrzeni... - powtórzył Horan, rzucając kurtkę na fotel, po czym opadł na niego, w teatralnym geście załamując ręce. - Potrzebujesz przestrzeni? To coś nowego. - Zaśmiał się pod nosem. 
Dziwnie się zachowywał. Zaczynało mnie to irytować. 
- Co w tym śmiesznego? - warknęłam, patrząc na niego z ukosa. 
- Nic... Zupełnie mnie to nie bawi - stwierdził i wygodniej rozsiadł się w fotelu.
- Masz z tym jakiś problem, Niall?
Wyglądał, jakby walczył sam ze sobą. Spojrzał na mnie, rozchylił usta, jak gdyby już miał coś powiedzieć, po czym je zamknął i uśmiechnął się krzywo. Pokręcił głową, znów rozchylił i zamknął usta... i tak w kółko, dopóki nie kazałam mu wreszcie powiedzieć, co mu leży na sercu. Wolałam, żeby był ze mną w pełni, do bólu szczery, niż odstawiał podobne sceny, rodem z nowojorskiego teatru. 
- Odkąd wtedy przypadkiem spotkaliśmy Lukiego w restauracji, z dnia na dzień zaczęłaś zachowywać się coraz dziwniej. Ostatnio nawet... mam wrażenie, że spędzasz więcej czasu z Zaynem i tym nowym... jak mu tam, niż ze mną - powiedział w końcu zadziwiająco cicho i spokojnie. 
Z początku nie wiedziałam, co w ogóle mogę mu na to odpowiedzieć. W naszym związku to on miał największe problemy z wiernością, a mimo tego oskarżał mnie o zdradę? 
- Nie mogę widywać się z przyjaciółmi? Ha... - Zaczęłam się śmiać, choć wcale nie radośnie. To wszystko wyglądało coraz bardziej absurdalnie. - Dla twojej wiadomości, nic zbyt ciekawego się nie wydarzyło. W przeciwieństwie do ciebie wiem, gdzie jest granica i umiem być wierna, kiedy jestem z kimś na wyłączność - warknęłam, podnosząc się z kanapy. 
Ciągłe wracanie do tematu zaczynało mnie pomału nudzić. Mimo tego, nie mogliśmy przejść dalej, dopóki sprawa nie została wreszcie zamknięta w stu procentach. Wiedziałam, że w takiej chwili podąży za mną, więc świadomie skierowałam się do naszego pokoju. Wolałam zająć się tym w spokoju, w naszych czterech ścianach, gdzie mogliśmy mieć trochę prywatności. Harry zadziwiająco się dzisiaj ociągał z przygotowywaniem sobie jedzenia, a i Liam odkąd wyszedł z łazienki, zaczął rzucać nam zaciekawione spojrzenia. Lepiej nie robić sceny przed wszystkimi naszymi znajomymi. 
- Naprawdę będziemy do tego ciągle wracać? - zapytał Niall, kiedy zamknął za nami drzwi z hukiem. 
- Naprawdę musiałeś to zaczynać? - odbiłam piłeczkę. Odwróciłam się do niego przodem i zmierzyłam go spojrzeniem.
Kiedy zobaczyłam jego oczy przepełnione smutkiem, to zmartwienie, które aż odbijało się na jego twarzy... Negatywne emocje pomału zaczęły odpływać. Mimo tego, że ostatnio cały czas mieliśmy pod górkę oraz faktu, że coraz mniej zgrywaliśmy się jako para, wciąż mi na nim bardzo zależało. Spędziliśmy ze sobą naprawdę dużo czasu, odkąd się poznaliśmy, żywiliśmy do siebie wzajemnie niesamowicie ogromne uczucie... Wspomnień niestety nie da się wymazać, co w takich chwilach naprawdę utrudniało sprawę. 
Gdybym mogła na chwilę zapomnieć o wszystkich wspaniałych chwilach, które przeżyliśmy, o początkach naszej wspólnej drogi, o tym, ile razy powiedzieliśmy sobie "kocham cię", może teraz byłoby mi łatwiej się z tego wycofać. Zostawić to wszystko za sobą i zacząć od nowa. Albo chociaż znów zarządzić przerwę, na chwilę się od siebie odciąć i wrócić wtedy, kiedy naprawdę byłabym gotowa. 
Popełniliśmy błąd. 
- Niall... my już... ja wiem, że nadal nam na sobie zależy. Mimo wszystkiego, co się do tej pory wydarzyło, czuję, że nadal cię kocham, ale... my już nie mamy do siebie zaufania. Jak możemy dalej w to brnąć, kiedy nawet... kiedy my już nawet sobie nie ufamy? - zapytałam, odrzucając na bok wszelakie sentymenty. W tym momencie byłam gotowa na parę chwil przestać rozpamiętywać przeszłość i zatroszczyć się o swoją przyszłość. 
Nie sądziłam, że to było możliwe, ale Niall posmutniał jeszcze bardziej. Sentymenty wróciły i uderzyły mnie z większą siłą. Wyglądał na bardzo skrzywdzonego. Przez chwilę w ogóle się nie odzywał, tylko odwrócił się do mnie plecami i otarł twarz dłońmi. 
Zraniłam go. Zraniłam nas oboje, ale gdzieś w głębi duszy byłam pewna, że robię dla nas coś dobrego. Patrzenie na to, jak zamyka się w sobie i z bezradności załamuje ręce, sprawiło, że czułam coraz mocniejszy ucisk w gardle i kłucie w sercu. Może ta pewność była tylko pozorna? 
 - Ja... my... - zaczynał raz po raz, ale co chwilę ucinał zdania. Bał się przyznać mi rację? Bał się zaprzeczyć? Co chodziło mu po głowie? - Naprawdę myślisz, że nie mamy do siebie zaufania? Gdyby tak było, po co w ogóle byśmy próbowali...? Dlaczego zgodziłaś się ze mną zamieszkać, skoro masz tak ogromne wątpliwości? Po co w ogóle robiłaś mi nadzieję?
Zrobił ze mnie potwora. 
Jakimś cudem osadził mnie w charakterze tej złej, kiedy to on od dawna zaburzał nasze relacje. 
- Nie widzisz tego, Niall? Próbowałam ci wybaczyć i zapomnieć, ale nie potrafię! Zraniłeś mnie tak wiele razy i to... tak bardzo, jak jeszcze nikt nigdy dotąd mnie nie zranił! Nawet Luke... nawet on, kiedy wyjechał z kraju po tym, jak wyznałam mu, że go kocham... Zraniłeś mnie jeszcze bardziej, chociaż zawsze myślałam, że ty... że ty jesteś tym jedynym wyjątkiem, tym, któremu tak na mnie zależy, że nigdy by mi tego nie robił. Zachwiałeś naszą relacją, sprawiłeś, że przestałam ci ufać. Ty też zaczynasz wpadać w paranoję, podejrzewasz, że rzucam się na kogo popadnie. Za każdym razem, kiedy wracam do domu, wypytujesz mnie gdzie i z kim byłam. Nie zaprzeczaj, wiem, że już mi nie ufasz. I ja tobie też nie. - Łzy pojawiły się w moich oczach. Szybko spłynęły po policzkach, kapiąc na drewnianą podłogę. Czułam w ustach słoną wodę. Niedługo później zwykły płacz zmienił się w szloch. Zaczęłam krztusić się własnym smutkiem. - Za każdym razem... kiedy... o tobie myślę... pojawia się ona. I boję się, że to się już nigdy nie zmieni. Kocham cię, ale ci nie ufam. Zależy mi na tobie, ale...
- Nie mów tego, Any - szepnął i wziął mnie w swoje objęcia, nim zdążyłam zaprzeczyć. 
Moje ciało było w szoku. Ruchy stały się wolniejsze, coraz ciężej było mi oddychać, czułam, że gdyby nie jego mocne ramiona, osunęłabym się na podłogę. 
- Nasza miłość nie wystarczy? - zapytał z nadzieją.
Nie odezwałam się przez parę następnych minut. Pomógł mi usiąść na brzegu łóżka, sam uklęknął przede mną i wziął moje ręce w swoje. Opuszkami palców zataczał nieznane mi wzory na wierzchu mojej dłoni. Uspokajał mnie, choć przed chwilą tak bardzo go zraniłam. Był przy mnie, kiedy go potrzebowałam.
Czy nasza miłość nie wystarczy? 
- Nie wiem, Niall. Ja już niczego nie jestem pewna. 
- Przejdziemy przez to, Anya. Obiecuję ci, że będziemy jeszcze się z tego śmiać. 
- Niall... Przepraszam, że tak pochopnie zgodziłam się z tobą zamieszkać. Teraz ja muszę poprosić cię o to, o co ty prosiłeś mnie parę miesięcy temu. 
- Any... zastanów się - szepnął, spuszczając wzrok na podłogę. - Chcesz przez to znów przechodzić? 
- Proszę cię. Potrzebuję tej przerwy. Muszę dojść do siebie. Zastanowić się kim jestem... jako ja, nie jako my
Pokiwał głową, puszczając moje dłonie. Myślałam, że się rozgniewa, że zacznie na mnie krzyczeć, że to bzdury i więcej się na to nie zgodzi. Przeszliśmy przez to raz, po co to powtarzać? 
Byłam lekko zaskoczona, kiedy spokojnie usiadł obok i objął mnie ramieniem. Oparliśmy się o siebie nawzajem. Złączyliśmy nasze dłonie i po raz ostatni czule spojrzeliśmy sobie w oczy. To była ta chwila, ten moment, w którym jeszcze mogłam się wycofać. Szybko kalkulowałam wszystko w głowie. Czy to, co robię, ma sens? 
Jego usta odnalazły moje. Tak jak za pierwszym razem, kiedy zdecydowaliśmy się zrobić przerwę, nasz ostatni pocałunek był delikatny, spokojny i pełen nadziei. Jednak dołożyliśmy do niego jeszcze odrobinę żalu i smutku. Wargi Nialla i moje były równie słone od łez, które teraz płynęły już nie tylko po moich policzkach. Pokazał mi swoją słabą stronę, tę, którą tak rzadko miałam okazję oglądać. 
Tym razem to ja zostawiłam jego. Zebrałam w sobie resztki sił, wstałam z łóżka i chwiejnym krokiem wyszłam z pokoju. 
Miałam nadzieję, że kiedy zamknę za sobą drzwi, poczuję się tak, jakbym była wolna. Jak gdybym miała rację i wiedziała, co właściwie chcę tym osiągnąć. 
Nic takiego się nie wydarzyło. 
Poczułam jedynie pustkę i żal do samej siebie. 

*

Luke
Chyba ją lubię. 
Kochać... to za mocne uczucie.
Na pewno czułem do niej coś ogromnego, co sprawiało, że kiedy trzymałem ją w ramionach, wszystko zaczynało się układać. Kiedy była obok, problemy same znajdywały rozwiązania, dobierając się niczym zagubione części układanki. 
Ines sprawiała, że chciałem żyć w pełni, niesamowicie, szalenie, bez ograniczeń. Wydobywała ze mnie cechy, o których istnieniu wcześniej nie wiedziałem. 
Nie była jednak Anyą. I choć zależało mi na niej niemalże w takim stopniu, jak na niej, to Any od zawsze i na zawsze pozostawała moją bratnią duszą. Tęskniłem za nią. Ann sprawiała, że byłem lepszym człowiekiem. Dzięki niej nawet chciałem być lepszy, dla niej, dla rodziny, dla przyjaciół. Gdybym mógł, podarowałbym jej cały świat. Przysłowiową gwiazdkę z nieba. Gdyby tylko mi pozwoliła... chciałbym być dla niej wszystkim. 
Tylko ona potrafiła wzbudzić we mnie tak beznadziejnego romantyka. 
Ines była inna i w sumie ta inność całkiem mi się podobała. Obydwie były niczym ogień i woda, dzień i noc. Zadziwiające, że tak skrajnie odmienne typy osobowości potrafiły tak bardzo mnie pociągać. 
Może po prostu lubiłem mieć to, co ciężko było zdobyć i na co trzeba było zapracować. Ines nigdy nie oddałaby się nikomu ot tak na zawołanie. Na jej zaufanie pracowałem dzień i noc, starając się być najlepszym chłopakiem, jakiego mogła sobie wymarzyć. Jakimś cudem owinęła mnie sobie wokół palca i choć próbowałem się przed tym bronić, w pewien sposób mi to odpowiadało. 
Czy byłem aż tak spragniony odwzajemnionego uczucia, że odrzuciłem wszystko, co do tej pory było dla mnie podporą? Wszystkie wartości, znajomości, marzenia? 
Albo tak bardzo brakowało mi Any i zwyczajnie byłem zmęczony czekaniem, aż wreszcie zwróci na mnie uwagę, że sam odwróciłem się do pierwszej osoby, która stanęła mi na drodze. 
Chyba byłem postrzelony. Tak z natury byłem wariatem, który lubił utrudniać sobie życie, komplikować relacje i pielęgnować dziwne uczucia. 
Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer Any. Poczułem nieodpartą chęć na rozmowę. Nawet jeżeli miałaby mi tylko nawtykać za bycie idiotą i dokonywanie beznadziejnych życiowych wyborów, wciąż potrzebowałem usłyszeć jej głos. Nawet prowizoryczna obecność Anyi w moim codziennym grafiku dodawała mi skrzydeł.
Dlatego nawet kiedy wybrała Horana, nie potrafiłem się od niej zupełnie odsunąć. W końcu była miłością mojego życia, inspiracją, moją muzą. 
Jakkolwiek żałośnie to brzmi. 
Mimowolnie spojrzałem na zegarek wiszący na ścianie. Wpół do ósmej. Byłem umówiony z Nessie na dziewiątą w pubie. Byłem pewny, że zdążę, w końcu ostatnimi czasy moje rozmowy z Tomlinson były krótkie i trochę... sztuczne. Wciąż miała mi za złe, że nie rzuciłem Ines, kiedy dowiedziałem się, że próbowała skłócić ją z Horanem. Cóż, nie powinna mnie za to winić, w końcu skłócenie jej z Niallem było mi jak najbardziej na rękę. Tak, jak nie chciałem widzieć jej załamanej z pękniętym sercem, tak na pewno chciałbym być tym, które to serce z powrotem poskleja. Nie brzmiało to zbyt dobrze, ale taka była prawda. 
Pierwszy sygnał. 
Ciekawe, jak mnie dzisiaj przywita? Na swojej wyimaginowanej liście odhaczyłem już "siema, idioto", "jak tam się ma twój potwór z Loch Ness?" oraz "przypomniałeś sobie, że istnieję?". Urocze.
Drugi sygnał.
Tak bardzo chciałbym dotknąć jej delikatnej skóry. Poczuć jej ulubione różane perfumy i truskawkowo-waniliowy szampon do włosów.
Trzeci sygnał.
Chciałbym wpić się w te pomalowane wiśniowym błyszczykiem usta i całować ją tak, jak jeszcze nigdy dotąd nikogo nie całowałem... delikatnie, ale z pasją. Spokojnie, ale tak, by przekazać jej wszystko, co do niej czuję. 
Matko, Luke, opanuj się, chodzisz z inną - warknąłem do siebie w myślach, powstrzymując się od uderzenia się w czoło. 
Czwarty sygnał.
Coś jest nie tak. Any zazwyczaj szybko odbiera moje telefony. Jest zajęta? Może coś się stało?
Piąty sygnał...
Odebrała!
- Luke... - zaszlochała do słuchawki, a ja cały zesztywniałem. Minęła chwila, nim znów zaczęła mówić. Przez te parę sekund czułem się, jakby ktoś kopnął mnie w brzuch. - Możesz... do mnie... przyjechać? - wydusiła z siebie, nim na dobre zaniosła się płaczem. 
Czułem, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi, rzucił na podłogę i zaczął po nim deptać. Nie wiedziałem, co właściwie wprawiło ją w taki stan. Pojawiła się we mnie ogromna chęć przyłożenia komuś prosto w twarz. Bo mimo wszystko miałem podejrzenia kto mógł doprowadzić ją do skraju wytrzymałości. 
- Jesteś w domu? - zapytałem tylko, siląc się na spokój. Głos mi drżał, a ręce zacisnęły się w pięści. Mało nie zgniotłem własnego telefonu. 
- Tak. 
- Będę najszybciej, jak się da - szepnąłem i nim powiedziałem coś, czego mógłbym później żałować, rozłączyłem się. 
Iść na spotkanie z Ines i wyjść jak najszybciej czy od razu jechać do Any? 
Chyba naprawdę byłbym kretynem, gdybym wybrał teraz Ines ponad najlepszą przyjaciółkę, którą znałem i kochałem od paru lat. Zwłaszcza, że teraz wreszcie dostrzegłem swoją szansę. 

~*~
gif credit to owner
Pewnie już nikt tutaj nie zagląda. Wcale by mnie to nie dziwiło, skoro nic nie pojawiło się od półtora roku. Mimo wszystko tak jak sobie od dawna obiecywałam, zamierzam skończyć tę historię. Wcześniej bałam się, jak przyjmiecie zakończenie, ale szykowałam się na nie bardzo długo i jednak nie zamierzam go zmieniać.
Już za dużo się zmieniło i jeszcze dużo się zmieni.
Pozdrawiam serdecznie, 
Wciąż Wasza Marti