Niall
Dopiero
teraz, gdy od dwóch godzin siedziałem zamknięty w studio nagraniowym z
pozostałą czwórką, zrozumiałem, jaki pomysł z wyjściem do Black Rose był
idiotyczny. Opuściłem próbę tylko po to, by wylewać łzy do szklanki z
alkoholem. Chociaż, na tak na dobrą sprawę, nie byłbym im tutaj wtedy potrzebny.
Żeby próba przebiegła pomyślnie, żeby wszystko poszło gładko i sprawnie,
wszyscy musimy być na maksa skupieni. Mamy przed sobą wyznaczony konkretny cel,
którego nawet na chwilę nie możemy stracić z oczu. Wczorajszego dnia przed
oczami miałem coś zupełnie innego niż platynową płytę.
To
uświadomiło mi również, ile czasu spędzam na ciągłym myśleniu o uroczej,
pięknej Anyi. Szkoda, że tego natłoku myśli nie można po prostu wyłączyć.
Byłoby dużo prościej, gdybym na czas próby skupił się na tym, co ważne dla naszego
zespołu.
Zaśpiewałem
właśnie ostatni wers swojej kwestii w More Than This, jak zwykle w
myślach dedykując tę piosenkę swojej ukochanej, gdy Liam wydarł mi się za
uchem:
– Skup
się, kochasiu!
Zbeształem
go wzrokiem za to, że w ogóle śmiał mi przerwać. Przecież wiedział, jak
szybko można mnie rozkojarzyć. Jeżeli później nie skupię się na swoich
zwrotkach, to wszystko wyłącznie jego wina.
–
Ostatnio harowaliśmy tu przed trzy godziny, kiedy ty nawet nie raczyłeś się
pokazać – dodał Zayn, uśmiechając się cwaniacko.
–
Dlatego dzisiaj cierpisz poczwórnie. – Louis zaśmiał się, niczym szalony
naukowiec.
Przewróciłem
oczami, dając im do zrozumienia, że nie bardzo ruszają mnie ich dowcipy.
Zamiast pomagać mi się skupić, to coraz bardziej mnie rozpraszali. Nigdy nie
sądziłem, że mogą być aż tak mściwi. Tyle, że chyba nie wzięli pod uwagę tego,
iż śpiewanie nie było wcale żadną karą. Nigdy nie nazwałbym tego katuszami, za
bardzo kochałem to, co robiłem. Już otwierałem usta, by coś powiedzieć, kiedy
Harry wpadł mi w jeszcze niewypowiedziane słowa.
– Nie wiem,
jak wy, ale ja mam ochotę na milkshake.
Zszokowało
mnie to, że postanowił się w końcu odezwać, dlatego nawet nie nawrzeszczałem na
niego za to, że nie dał mi dojść do słowa. Harry, odkąd zaciągnęli mnie do
studia, zachowywał się tak, jak gdyby go tam nie było. Trochę jak zwykły cień
na ścianie, który nic, tylko za nami podążał. Próbowaliśmy wydobyć z niego
informacje, dlaczego tak nagle zamknął się w sobie. Niestety, ale zbywał nas
tylko machnięciem ręki, próbując skupić naszą uwagę na gnębieniu mojej
skromnej osoby.
–
Panowie, słyszeliście. Zmywamy się – rzucił uradowany Louis, klaszcząc w
dłonie. – A ty, Niall, mój drogi, kochany Niallerze, lepiej zostań i rozgrzewaj
dalej swój piękny głos. Niedługo wrócimy, w końcu mamy oddać managerowi klucze do
studia, kiedy tylko się pojawi – dodał, będąc już jedną nogą po drugiej stronie
drzwi.
Westchnąłem
ciężko, próbując nie wybuchnąć gniewem. Zasłużyłeś sobie, zasłużyłeś sobie,
zasłużyłeś sobie – powtarzałem w myślach, by nie wypaść z równowagi. Gdy
zamknęli za sobą drzwi, w pomieszczeniu momentalnie zapadła grobowa cisza.
Powzdychałem sobie jeszcze kilka razy, tak dla samej zasady, po czym wstałem ze
stołka, by rozprostować kości. Okrążyłem pomieszczenie kilkakrotnie. Nie było
ono duże, miało na oko trzy na cztery metry kwadratowe. Trzy ściany były
czerwone, czwartej natomiast praktycznie nie było. Za ścianę robiła bowiem
ogromna szyba, która oddzielała od siebie dwa osobne pokoje. Na środku
rozłożony był cały sprzęt – mikrofony, słuchawki, stojaki – nie trudno było
potknąć się o kable, rozłożone na ziemi. W kącie stało pięć wysokich krzeseł ze
skórzanymi siedzeniami. Wyglądały na bardzo drogie i luksusowe. Tak naprawdę
nie wiadomo było, po co te siedzenia w ogóle były kupione. Prawie z nich nie
korzystaliśmy, zazwyczaj nagrywaliśmy na stojąco.
Chwyciłem
za gitarę, którą tuż po wejściu do studia postawiłem w kącie. Z plecaka, który
przytaszczyłem ze sobą, wyciągnąłem
mój notes. Zawsze, gdy spoglądałem w nuty i słowa, które bazgrałem,
przypominały mi się chwile z Anyą na polanie, w środku lasu. Obiecałem jej, że
usłyszy kiedyś piosenkę, którą – na marginesie mówiąc – skończyłem kilka dni
temu, ale za bardzo bałem się jej pokazać. Gdyby nie strach, już dawno
wyznałbym jej, co czuję.
Przysunąłem
krzesło do mikrofonu, by się o nie oprzeć. Przełożyłem pasek gitary przez ramię
i delikatnie przejechałem palcami po strunach instrumentu. Zacząłem grać
przypadkowe akordy, by ponownie wczuć się w jej dźwięki i ewentualnie trochę ją
dostroić.
Niall
Uśmiechnąłem
się do siebie, gdy brzmienie mojego ulubionego instrumentu zaczęło
niebezpiecznie przypominać utwór, który niedawno napisałem. Przymknąłem oczy,
by jeszcze bardziej wczuć się w kojące moje zmysły nuty. Dałem się ponieść
emocjom, które od tak dawna starałem się trzymać na wodzy. Mimo prób
powstrzymania mojego mózgu od płatania mi figli, wyobraziłem sobie postać Anyi.
Wyobraziłem sobie, że stoi tuż przede mną i słucha utworu, który stworzyłem
specjalnie dla niej. Zagrałem w końcu akord, w którym wszedłem z wokalem.
Zacząłem od pomruku, po czym śpiewałem coraz głośniej, stabilizując drżenie
głosu.
Poszedłbym
wszędzie
dla ciebie
Wszędzie, gdziekolwiek byś
prosiła,
Zrobiłbym
dla ciebie wszystko,
Wszystko,
cokolwiek byś chciała.
Spacerowałbym
z tobą
dookoła świata,
Za
jeden twój pocałunek…
Dźwięk
ostatniego akordu cichł wraz z każdą kolejną sekundą, aż wokół mnie znów
zapanowała grobowa cisza. Wsłuchałem się w cichutkie łomotanie mojego serca,
mając wciąż zamknięte oczy. Poczułem się wolny, jak gdybym właśnie wyznał
wszystkie uczucia, które chowałem w sobie. Zawarłem je w piosence, a dzięki
zaśpiewaniu jej, naprawdę zrzuciłem z siebie wielki brzemię, jakim była ta
skryta miłość.
W
pewnej chwili zorientowałem się, że w pomieszczeniu wcale nie znajdowałem się
sam. Usłyszałem miarowy, spokojny oddech tajemniczej osoby, która chyba nawet
nie kryła swojej obecności. Otworzyłem więc oczy i bez zbędnych ceregieli
spojrzałem w stronę drzwi, o które właśnie opierała się Anya. Siadło mi na
psychikę?, zapytałem siebie w myślach. Wydawało mi się, że z tęsknoty zacząłem
sobie wyobrażać jej postać. Standardowy, mocny zapach fiołkowych perfum,
błękitne tęczówki, głębokie spojrzenie, w którym aktualnie krył się podziw i
zadziwienie. Pełne, różowe usta – tylko leciutko pociągnięte jasnoczerwoną
szminką – zawsze układające się w delikatny półuśmiech, teraz były zaciśnięte w
wąską linię. Popadła w chwilową konsternację, a mi nie trudno było tego
dostrzec.
Kiedy
weszła do studia? Czy słyszała fragment utworu, w którym padało jej imię? Czy
właśnie dlatego nie ruszała się z miejsca, nie mówiąc nawet słowa? Czy w jej
oczach byłem już skończony, nawet jako przyjaciel?
Przygryzłem
wargę, nie spuszczając z niej wzroku. Próbowałem wczuć się w jej emocje,
wyczytać z wyrazu twarzy, o czym myślała i czy w ogóle się domyślała. Po krótkiej chwili
milczenia, uśmiechnęła się nieznacznie i podeszła kilka kroków bliżej. Wręczyła
mi kubek kawy prosto ze Starbucks'a. Podając mi go, lekko musnęła skórą dłoni o
moją rękę, co wywołało ciepły dreszcz na moim ciele. Od kilku dni powtarzaliśmy
ten sam gest. Chyba nieświadomie szukaliśmy na wzajem swojego dotyku. Nie
wiedzieć czemu, dodało mi to nieco pewności siebie.
Spojrzałem
w jej oczy, na chwilę się w nich zatapiając. Odwróciła wzrok nieco szybciej niż
zwykle, co trochę mnie zasmuciło.
Dziwnie
czułem się w jej towarzystwie i ciężko było mi to ignorować. Odkąd musiałem
udawać, że wcale nie pamiętałem pocałunku, który zdarzył się zaledwie dzień
wcześniej, nie potrafiłem nie stresować się jej obecnością. Była dość
spostrzegawcza, by zauważyć, że coś było nie tak, dlatego starałem się
potrójnie, by wyglądać jak najbardziej naturalnie.
– Ta
piosenka... była cudowna – powiedziała, gdy już przysunęła sobie krzesełko
i usadowiła się naprzeciw mnie. Uśmiechnąłem się i nic nie mówiąc, pociągnąłem
jeden, wielki łyk kawy. – Czy to ta, nad którą ostatnio tyle pracowałeś? –
dopytywała się.
–
Dokładnie ta. Widzisz, obiecałem ci, że ją usłyszysz. I voilá. – Kąciki jej ust
delikatnie uniosły się ku górze. Upiłem kolejny łyk. – Czy to... – zacząłem,
patrząc na kubek badawczym wzrokiem. Nie potrafiłem do końca określić smaku
płynu, który znajdywał się w środku. Skądś go znałem. Był niesamowity.
–
Espresso. Takie jak lubisz. – Pokiwałem energicznie głową, omal nie wylewając
przy tym odrobiny kawy na spodnie. Odetchnąłem z ulgą, zlizując kilka kropli
cieczy z dłoni, na której, na szczęście, wylądowała. Szkoda by było nowych,
jasnych spodni, które miałem na sobie zaledwie trzy razy.
– Jak
się tutaj dostałaś? – zapytałem, opierając gitarę o krzesło. Byłem naprawdę
ciekaw.
–
Poprosiłam Lou o adres studia. Rodzice zbierali się już do domu, więc
wybłagałam ich, by mnie podrzucili tutaj po drodze.
–
Przepraszam cię, że tak szybko się zwinąłem po obiedzie, ale chłopacy od razu
mnie tutaj zaciągnęli. Gdzieś mieli moje tłumaczenia, że obiecałem ci pomóc w
sprzątaniu. – Machnęła ręką, zbywając moje tłumaczenia. Jej myśli wciąż kręciły
się wokół mojego utworu, co nieco mnie krępowało i nie dawało się odprężyć.
Bałem się, że w końcu mogło paść to pytanie, którego tak bardzo nie chciałem
usłyszeć.
–
Mówiłeś, że twoje utwory są czymś w rodzaju pamiętnika, a to, co w nim
zapisujesz, to są twoje najskrytsze myśli i uczucia – zawahała się,
przykładając dłoń do ust, jak gdyby próbowała odwrócić moją uwagę od swojego
speszenia. Spojrzałem na nią pytająco. – Komu jest dedykowany ten utwór? –
zapytała po chwili namysłu, cichutko, jakby wstydziła się swoich słów. Moje
serce zawsze przyspieszało, kiedy zachowywała się tak słodko i niewinnie.
Odnosiłem wtedy wrażenie, że muszę ją chronić, bo jest taka... delikatna. Choć
zdawałem sobie sprawę z tego, że to nie do końca prawda. Była jedną z
najsilniejszych psychicznie osób, jakie znałem.
Przekląłem
w duchu. Właśnie tego pytania chciałem uniknąć. Nie chciałem mijać się z
prawdą, ale jak mogłem tak po prostu zakomunikować jej, że piosenka została
napisana specjalnie dla niej? Odwróciłem wzrok, próbując opanować drżenie
dłoni. Czułem, że gdybym odezwał się choćby słowem, mój głos podskoczyłby
niemal o oktawę. To zdarzało się tylko w wyjątkowo napiętych i stresujących
sytuacjach, co Any dobrze wiedziała. Od razu zrozumiałaby, że coś jest nie tak.
Dlatego westchnąłem głęboko, odchrząknąłem i dopiero wtedy, kiedy byłem w stu
procentach pewny, że opanowałem nie tyle swoje myśli, co czyny, odpowiedziałem:
– Jest
pewna wyjątkowa dziewczyna, której, mam nadzieję, piosenka się podoba. –
Uśmiechnąłem się promiennie, gdy zobaczyłem minę dziewczyny. Mocno zaczęła się
zastanawiać nad moimi słowami, zapewne w myślach próbowała rozwikłać zagadkę
"wyjątkowej dziewczyny". Zmarszczyła lekko nos i przygryzła dolną
wargę, lustrując mnie wzrokiem.
Zdobyłem
się na odwagę i podszedłem do niej, wcześniej odkładając kubek na ziemię.
Siedziała na krześle, więc nachyliłem się nad nią, spoglądając jej głęboko w
oczy. Tym jednym spojrzeniem próbowałem jej przekazać wszystko, co czuję. O
dziwo, tym razem wcale nie odwróciła wzroku, jakby naprawdę odczytała moje
intencje.
–
Będzie zachwycona, kiedy ją usłyszy – powiedziała z nutką dziwnej desperacji w
głosie. Mówiła cicho, spokojnie.
– Już
ją usłyszała – szepnąłem, a całe napięcie, które czułem do tej pory zniknęło,
jak za dotknięciem magicznej różdżki. Przekrzywiła głowę na bok, z jej ust nie
schodził uśmiech. – Stwierdziła, że to było
przepiękne – mruknąłem.
Napięcie,
które między nami się utworzyło, było całkiem przyjemne. Napełniało mnie
pozytywną energią.
Jej
policzki zaczerwieniły się lekko, a uśmiech stał się bardziej szczery i
optymistyczny. To delikatne zaskoczenie wymalowane na jej twarzy dodawało jej
uroku.
– To
nie jest śmieszne – powiedziała spokojnie. Czy naprawdę sądziła, że to wszystko
jakiś marny dowcip? Przecież wiedziała, że nie byłbym w stanie zrobić czegoś
takiego.
– Nie
śmieszne – przyznałem – ale prawdziwe. – Spuściła głowę, zawstydzona swoją
własną reakcją. Przejechałem opuszkami palców po jej policzku, w końcu delikatnie uniosłem
jej podbródek, by spojrzeć jej w oczy.
Jeszcze
chwilę uciekała ode mnie wzrokiem. Kiedy w końcu się poddała, pozwoliła mi
utonąć w jej zielonych tęczówkach. Wciąż trzymałem dłoń na jej policzku, co
chyba wreszcie przestało ją krępować, bo uśmiechnęła się nieśmiało. Miałem
naprawdę ogromną ochotę ją teraz pocałować.
Anya
Nasze
relacje uległy gwałtownej zmianie, co w pewnym sensie mi się podobało, choć
zrobiło się... dziwnie. Do tej pory nie musieliśmy czuć tej przytłaczającej
niepewności. Gdy byliśmy w swoim towarzystwie nie musieliśmy ukrywać naszych
emocji, teorii, poglądów. Nie musieliśmy ukrywać prawdziwych siebie i to nam
wystarczało. A teraz? Nie dość, że bałam się odezwać, to serce omal nie
wyskoczyło mi z piersi, gdy z każdą kolejną sekundą biło coraz szybciej
i nierytmicznej. Nie potrafiłam wykrztusić z siebie nic sensownego.
Zwłaszcza po słowach, które Niall wypowiedział kilka minut wcześniej. Jego
dotyk rozpraszał mnie tak skutecznie, że nie potrafiłam w myślach sklecić nawet
jednego zdania.
Zbierałam
się już na odwagę, by w końcu się odezwać i przerwać tę okropną ciszę, kiedy
usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Niall odsunął się ode mnie, gwałtownie
zabierając rękę. Miałam ochotę zabić tego, kto nam przerwał, bo
najprawdopodobniej skończyłoby się to tak samo, jak wczorajszy wieczór.
Odwróciłam się, by zobaczyć niespodziewanego przybysza, którym okazał się być
jak najbardziej spodziewany manager. Uśmiechnął się na mój widok i od razu
podszedł, by podać mi dłoń na powitanie. Nie miał bladego pojęcia, że właśnie przerwał
jedną z najcudowniejszych chwil w moim życiu.
– Jak
miło wreszcie cię widzieć – rzucił, wkładając klucze od samochodu do kieszeni. –
Ile to już czasu?
– Ponad
miesiąc. Też się cieszę, że pana widzę – powiedziałam, choć w połowie było to
kłamstwo.
–
Nie miałeś przyjść za... jakąś godzinę? – zapytał Niall, wpatrując się w
zegarek na swoim telefonie. No tak. Chłopcy, których mijałam, gdy wchodziłam do
studia, wybrali się na przechadzkę do Milkshake City. Zapewne szybko nie wrócą,
a to Louis jest szczęśliwym posiadaczem kluczy od studia.
–
Miałem, ale pomyślałem, że popatrzę jak przebiega próba. Szkoda, że z tego co
widzę, to próba w ogóle się nie odbywa – mruknął mężczyzna, grzebiąc za czymś w
swojej podręcznej torbie. – Gdzie reszta? – zapytał, poważniejąc. Z jego
entuzjazmu i dobrego humoru nie pozostało nic.
–
Widzisz, wczoraj źle się czułem – skłamał Niall, patrząc błagalnie w moją
stronę. Porozumiewawcze spojrzenie załatwiło wszystko. Od razu wiedziałam, że
już moja w tym głowa, by jak najszybciej ściągnąć chłopców do studia.
Wyciągnęłam telefon, by wystukać szybkiego, alarmowego SMS–a do Louisa, jednym
uchem dalej słuchając jego tłumaczeń. – Opuściłem próbę, dlatego dzisiaj ja się
produkuję. Reszta rozgrzała trochę swoje głosy i poszła się... przespacerować.
Zapewne zaraz wrócą.
Mina
mężczyzny była nietęga, dlatego wolałam nie odzywać się nawet słowem.
Zwłaszcza, że Horan był raczej dobrym polemistą, załatwiał wszystko w kilka
minut, więc byłam pewna, że i tym razem uda mu się uratować sytuację. Nie
minęło kilkanaście sekund, gdy wibracje mojego telefonu dały znać o odpowiedzi
mojego brata. Gdy manager ustawił się tyłem do mnie, pokazałam ukradkiem Niallowi
dwa kciuki w górę, by się dłużej nie martwił. Według Lou, reszta była zaledwie
kilkadziesiąt metrów od studia, więc istniała szansa, że dostaną się do niego
szybciej, niż facet zdąży się wkurzyć do tego stopnia, by kazać im siedzieć w
nim przez cały dzień.
–
Mniejsza z tym – burknął. – To w takim razie ty dalej pracuj, a ja poczekam
sobie na tamtych. Anya, idziesz? – Pokiwałam niechętnie głową i podążyłam za
mężczyzną ku drzwiom przejściowym z jednego pomieszczenia do drugiego.
– Any? –
Nim przekroczyłam próg, usłyszałam wołanie Nialla. Niepewnie się odwróciłam i
spojrzałam na niego pytająco. Wydawał się być nieco zmieszany, jednak w pewnym
stopniu kipiał pewnością siebie. Znów zmniejszył dzielącą nas odległość do
minimum i zapytał: – Czy istnieje szansa, że dałabyś namówić się na spotkanie
dziś wieczorem? – zapytał, starając się utrzymać kontakt wzrokowy. Trochę się
speszył, dzięki czemu wyglądał przeuroczo.
Mój
wyraz twarzy musiał być przezabawny. Zdziwienie zmieszane z niedowierzaniem i
szczęściem zarazem. Przez chwilę się zastanawiałam, kto był bardziej
zdenerwowany – ja czy on? W głowie pojawiło się jeszcze jedno, zasadnicze
pytanie: pytał poważnie?
– Masz
na myśli... – zaczęłam.
– Tak –
rzucił od razu, nie dając mi nawet skończyć pytania, co wywołało u mnie cichy chichot.
Pokiwałam
głową z entuzjazmem. Niall uśmiechnął się promiennie. Przyciągnął mnie do
siebie i mocno przytulił. Zapach jego perfum po raz kolejny przyprawił mnie o
zawroty głowy, a dotyk sprawił, że nogi na chwilę odmówiły mi posłuszeństwa i
gdyby nie to, że mnie trzymał, to pewnie leżałabym teraz na podłodze. Kiedy
wreszcie zdecydowałam się wyswobodzić z jego objęć (obydwoje przedłużaliśmy tę
chwilę, ile tylko się dało), odprowadził mnie wzrokiem do drzwi. Więc stało się... wreszcie się umówiliśmy. Może jednak da się wyjść ze strefy przyjaźni?
~*~
*Fragment utworu Backstreet Boys –
Anywhere for you

edytowany 21.11.2015r.
#NU_ff
Cześć kochani!
^.^
Dzień opóźnienia, wybaczcie. Ciężko mi się
tworzyło ten rozdział, co chyba nawet widać gołym okiem.
Troszkę krótszy, niż poprzedni, ale tak
musiało być.
Tak, jak wcześniej pisałam w
aktualnościach, chciałam Wam bardzo gorąco podziękować. Za to, że wciąż tutaj
jesteście i brniecie przez to "coś" :D Ponad 11 000 odwiedzin. Gdy
zakładałam tego bloga, nie sądziłam, że dotrwam do tego momentu. A wszystko
dzięki Wam, bo inaczej już dawno straciłabym tę siłę napędową, dzięki której co
tydzień pojawia się coś nowego. No, więc chyba pozostało mi już powiedzieć:
Pozdrawiam i do zobaczenia za tydzień! :)
Kocham, kocham, kocham. No po prostu kocham. Wiem, że się powtarzam, ale inaczej nie mogę. Rozdział zajebisty. Niall i Anya idą na randkę. Sia la la la. Nie mogę się doczekać kolejnego.
OdpowiedzUsuńO boże. o boże. o boże. nareszcie sie doczekałam tego momentu kiedy oni pójdą na tą randkę *.*
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością na czekam na kolejny . :)
I jeżeli masz chwilkę czasu to zapraszam do siebie, drugi rozdział już jest, co prawda krótki, ale w następnym tygodniu postaram się nadrobić, mam nadzieję, że ocenisz moje wypociny :) www.yourheartbeat-mylove.blogspot.com
Yayy, ciesze się niesamowicie jak nigdy w końcu doczekałam się momentu w którym mniej więcej oboje wiedzą gdzie stoją, wiedza co robią i kurde umówili się *-* To takie wspaniałe, ten tydzień przez ciebie będzie jeszcze gorszy w wyczekiwaniu niż mógłby być, ale nic pociesze się poraz 0496743 myślą, że Niall i Anya idą na randkę :) Pozdrawiam ! :)xx
OdpowiedzUsuńWczoraj spędziłam praktycznie cały wieczór na czytaniu całego opowiadania od początku. Niestety nie miałam już siły na skomentowanie, więc udzielę się już pod tym najnowszym postem ;)
OdpowiedzUsuńUwielbiam to, jak piszesz. Jestem pod przeogromnym wrażenie. Historia jest niesamowita i z każdym, kolejnym rozdziałem wciągałam się w nią coraz bardziej.
Jak to dobrze, że Niall wreszcie wydusił z siebie prawdę. Teraz już między nimi może być tylko lepiej! A taką przynajmniej mam nadzieję ;d Chociaż Harry pewnie ciężko to zniesie. Ale dobra! Niech ta dwójka idzie na randkę! Już nie mogę się kolejnego rozdziału doczekać :P
A jeśli masz chwilę czasu, to zapraszam do mnie.
www.charming-type.blogspot.com
Pozdrawiam!
O Boże! Wchodzę, patrzę i widzę kolejny rozdział, a przez głowę przebiega mi myśl "Nowy rozdział? Nie, niemożliwe.", ale w końcu doszłam do wniosku, że dziś jest 13 październik i jest nowy rozdział :)
OdpowiedzUsuńCzytam, czytam i jestem zachwycona historią spotkania Anyi i Nialla. Są razem tacy niewinni, delikatni i onieśmieleni sobą, a to takie urocze ^.^
Wytrzymywałam przez tyle czasu czekając na randkę An i Nialllerka , a dziś na mojej twarzy pojawił się taki szczery uśmiech, bo doczekałam się i wiedziałam, że nie zrobisz nam krzywdy i połączysz naszego blondynka i Anyę.
Aha, dziękuję ci też za to, że przeczytałaś te kilka rozdziałów na moim blogu i skomentowałaś to. :) Jak widziałam twoje komentarze to aż mi się ciepło robiło..
Nie mogę doczekać się ich spotkania :* !
our-love-is-eternal.blogspot.com
Kocham ich po prostu. O rany, to co piszesz czyta się fantastycznie, umiesz stworzyć cudowny klimat i tutaj można się idealnie wczuć tą sytuację. Te momenty z Anyą i Niall'em są po prostu przeurocze. Świetnie opisujesz całą gamę uczuć towarzyszącą bohaterom. W ogóle aż by się chciało być na miejscu Any :D. Chcę ich więcej, więcej i więcej. A ten moment, kiedy Niall wyznał jej, że ta wyjątkowa dziewczyna już słyszała tą piosenkę ach <3 Brak mi słów. Nie mogę się doczekać randki tej dwójki. Pisz szybciutko kolejny rozdział, bo nie wiem czy ja długo wytrzymam ;PP.
OdpowiedzUsuńSuper rozdział :DD KOcham ten blog, to opowiadanie, no i ciebie za to jak pięknie piszesz :DD
OdpowiedzUsuńTo jest zdecydowanie mój ulubiony rozdział <3
OdpowiedzUsuńTaniec radości został odtańczony :P
OdpowiedzUsuńUmówili się, tak tak tak :D
Uwielbiam ten rozdział ;))
Niall i Anya idą na randkę, no w końcu :P
Ja kocham Cię normalnie :DD
Czekam na następny ;))
Pozdrawiam,
M.
Naprawdę świetnie ci wyszło. Jest krócej, niż zazwyczaj, ale to właściwie żaden problem, bo i tak jak wiadomo czyta się genialnie. Nie mam nic do zarzucenia, żadnych błędów, styl jest boski, nic tylko siedzieć i czytać. Zazdroszczę szybkości pisania rozdziałów, tez bym tak chciała mieć, ale niestety, lepszy rydz niż nic. Z niecierpliwością będę czekać na następny rozdział! Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńjest weekend, jestem chora i ledwo widzę na oczy, ale zmusiłam się, bo nie mogłam nie przeczytać i bardzo się z tego powodu cieszę. w końcu! doszło do tego na co tak długo czekałam! w końcu! Niall sie przemógł i zaprosił Anyię na randkę! tak wiec.. dziękuję bardzo :D
OdpowiedzUsuńPoszedłbym wszędzie dla ciebie, Any
OdpowiedzUsuńWszędzie, gdziekolwiek byś prosiła,
Zrobiłbym dla ciebie wszystko,
Wszystko, cokolwiek byś chciała.
Spacerowałbym z tobą dookoła świata,
Za jeden twój pocałunek,
Daleko ponad wywołaniem miłości. AWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW <3
Niall i Anya *.*
Forever shipping Aniall <3
dodaj szybko następny. Chcę sprawozdania z randki Anyi i Nialla :) + rozdział krótki ale jak zawsze cudny :)
Krótki, ale... jejku, prawie cały rozdział tylko z Niallem i Anyą. *-* Rozpłynęłam się jak czekolada podczas czytania tego rozdziału. Mam takiego banana na twarzy, że szkoda słów. Na dodatek jeszcze ten fragment piosenki, którą bardzo lubię. No nie, po prostu umarłam. I strasznie się cieszę, że Niall zebrał się na odwagę i zaprosił główną bohaterkę na randkę. Już nie mogę się doczekać kiedy się spotkają.
OdpowiedzUsuńCzekam na następną część.
www.trzynasty-dzien-milosci.blogspot.com
achh.. <3 cudowny rozdział! cudowny! chcę już kolejny! to takie romantyczne.. ta piosenka.. mm. nie mogę się doczekać kolejnego! pisz go szybko i wstawiaj, kochana! ;*
OdpowiedzUsuńKocham piosenkę Nialla ;)) Cudowna.
OdpowiedzUsuńGdyby nie to, że musiał spędzić czas sam w studio, może nie zaśpiewałby jej dla Any. Dobrze, że dziewczyna nareszcie się dowiedziała. Teraz tylko czekać jak potoczy się randka. Nie mogę się doczekać.
Niestety dopiero dzisiaj przeczytałam nowy rozdział, ponieważ wczoraj nie miałam dostępu do internetu. Uwielbiam piosenkę Nialla i cieszę się, że wreszcie zaprosił ja na randkę. Mam tylko nadzieję, że Harry nic nie będzie mówił.
OdpowiedzUsuńDziękuję za miły komentarz na Zapomnianej Naginaczce :)
Już nie mogę się doczekać nowego rozdziału..
na wstępie : kawałek backstreetów asdfghjkl.
OdpowiedzUsuńWREEEEEEEEESZCIE wreszcie chłopak sie przełamuje, to zaproszenie to pierwszy dobry krok!
Dobrze, że Any usłyszała ta piosenke, to może sporo między nimi zmienić, oby na lepsze ;) No kurde teraz już musi być tylko coraz cudowniej prawda? Tylko szkoooda że tka krótko bo tej słodyczy nigdy za wiele ;c
Piękna była piosenka Nialla <3 I w końcu Ana się dowiedziała! Ha! Czas najwyższy! :3 Z niecierpliwością wyczekuję kolejnego rozdziału.
OdpowiedzUsuńCzy mogłabym cię zaprosić do siebie? Byłoby mi miło gdybyś wyraziła swoją opinię na temat mojego opowiadania... Może przypadnie ci do gustu.;)
http://atramentowa-milosc.blogspot.com/
Pozdrawiam ciepło i życzę weny! :)
Wróciłam! ;) Boooskie! Dawaj jak najszybciej CD! <3
OdpowiedzUsuńWow, calutki rozdział poświęciłaś Niallowi i An :D Randka... już nie mogę się doczekać ;> Ogólnie świetny rozdział, fajne opisy uczuć, wszystko cudne ^_^
OdpowiedzUsuńDo następnego i zapraszam do mnie na kolejną część! ;*
Taaaaaaaaaaaaaak! :D Gdy Niall spostrzegł, że nie był sam w studiu w pierwszej chwili pomyślałam, że wróciła reszta zespołu. Ale okazało się, że to Anya, a więc od razu myśl, że słyszała słowa piosenki i wszystko stało się jasne. No, ale dziewczyna słyszała tylko część. Mój entuzjazm opadł, ale (za co kłaniam się nisko) postanowiłaś jednak ładnie dokończyć ta akcję. :D
OdpowiedzUsuńI idą na randkę! Cieszę się tym prawie tak jakby to miała być moja własna randka, XD Ale cii. Tak długo na to czekałam, więc nie sposób się nie cieszyć.
Ahh, no <3
O Paulu pierwsze wrażenie mam, sama nie wiem, trochę marne? To chyba nie za dobre określenie, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Po prostu wydał mi się taki mało zabawny. Coś jak ich mama. Ale mam nadzieję, że to tylko ze względu na nieobecność chłopaków na próbie i normalnie jest kompletnie inny. ;p
Cierpi poczwórnie. Z korzyścią dla niego w sumie. Anya to ma jednak wyczucie czasu. Spryciula. Ale on też dobrze wszystko rozegrał. Tak sądzę. No ba! W końcu się spotkają! Cieszę się, bardzo się cieszę! Nialler wymyśli pewnie coś cudownego. On ma takie pomysły. Jest kochany, romantyczny, troskliwy. Boże, on jest idealny, ześlij mi takiego chłopaka.
OdpowiedzUsuńLecę dalej.
Cudowny! <3
OdpowiedzUsuń