Anya
Wczorajsza
rozmowa z Riven o dziwo trochę mi pomogła. Pozbyłam się z głowy wszystkich
zbędnych myśli, opowiadając jej większość chwil spędzonych z chłopakami.
Poczułam się lepiej. Zupełnie jakby ktoś zdjął z moich barków kilka kilogramów,
które nieświadomie dźwigałam. Coldaw zapewniała mnie przez dobrą godzinę, że
sprawą pocałunku nie powinnam się w ogóle przejmować. Według niej nie powinnam mieć nawet grama poczucia winy. Powtarzała to raz za razem, w ten sposób
utwierdzając mnie w jej przekonaniach. Uwierzyłam w te słowa, w duchu modląc się, by
miała rację.
O
ponownym spotkaniu z Niallem jednak nie przestałam myśleć. To miała być ta
chwila, w której dowiem się, ile chłopak pamiętał z poprzedniego
wieczoru. I czy w ogóle coś pamiętał. Liczyłam na to, że po jego zachowaniu będzie dało się wywnioskować, co mniej więcej dzieje się w jego głowie. W końcu nie był zbyt dobrym kłamcą, co w takich momentach mogło mi ułatwić sprawę. Znałam go na tyle dobrze, żeby dość szybko rozpracować jego gesty i słowa. Na przykład, miał bardzo charakterystyczny tik - kiedy kłamał, marszczył nos. Zawsze tak robił.
– No dobra, teraz twoja kolej na
spowiedź – zaśmiałam się, usadawiając się wygodniej na podłodze, naprzeciwko Niallera. Dzieliło nas zaledwie pół metra i postawiona między nami miska
popcornu.
Cały dom należał do nas. Naszym współlokatorom zebrało się bowiem na długi spacer po parku. Podziwiałam ich za to,
że w tak ekstremalną pogodę w ogóle wyszli z domu. Było zimno,
wiatr kilkakrotnie próbował już dokonać zamachu na roślinki w doniczkach,
postawione na tarasie, a w dodatku na niebie wisiała przeogromna czarna chmura.
Kto normalny chciałby chociażby wystawić nos poza dom? Na pewno nie ja, choć sama do
najnormalniejszych nie należałam.
Zaszaleliśmy więc i zrobiliśmy sobie
po wielgachnym, półlitrowym kubku gorącej czekolady, a do tego przeogromną
miskę popcornu, którą prawie w całości zdążyliśmy opróżnić w kilkanaście minut.
Spotkanie dwóch takich żarłoków jak my, nie wróżyło nic dobrego dla naszej
lodówki. Zasiedliśmy na dywanie w salonie, włączyliśmy jakąś głupią komedię i
zaczęliśmy grać w pytania. Choć przez parę ostatnich dni zdążyliśmy dowiedzieć
się o sobie naprawdę dużo, to dla nas obojga i tak wciąż było za mało. Jako ''przyszli przyjaciele" chcieliśmy znać się
na wylot.
– Oczekuję szczerych odpowiedzi! –
rzuciłam, zjadając kolejną garść popcornu.
– Czy ja ci już kiedyś przypadkiem nie
obiecałem, że nie będę cię okłamywał? – zapytał, spoglądając w przestrzeń,
udając zamyślonego. Po chwili pokiwał energicznie głową i dodał: – Tak, jestem
w stu procentach pewny, że tak było.
Przewróciłam oczami, hamując
wewnętrzną chęć rzucenia w niego garścią przysmaku. Graliśmy według naszych
zasad, więc zadawaliśmy sobie po pięć pytań na zmianę. Zaczęłam od
najprostszych, typu: "bardzo tęsknisz za rodziną, kiedy tak długo
przebywasz poza domem?". Kiedy zaczął opowiadać o tym, jak bardzo ich
kocha oraz o tym, że czasem zdarza mu się nawet popłakać, gdy nie widzi ich
przez długi czas... Już wcześniej wiedziałam, że Niall jest bardzo uczuciowy.
Nie sądziłam jednak, że aż tak. Stwierdziłam wtedy, że Horan jest najsłodszym
facetem, z jakim w życiu rozmawiałam. Nawet powiedziałam to na głos, na co tylko głośno zaśmiał się w odpowiedzi.
Trzy kolejne pytania były równie
naturalne i chłopak bez wahania na nie odpowiadał. To, na
które tak bardzo chciałam znać odpowiedź, zostawiłam na sam koniec. Gdy przestaliśmy się śmiać z fazy Harry'ego na bieganie po domu w samych
bokserkach, rzuciłam tajemniczym tonem:
– Opowiedz mi o swoim życiu
miłosnym.
– To nie jest pytanie – burknął, wcale długo się nad tym nie zastanawiając. Trafiłam w czuły punkt?
– Nie bądź taki... – Szturchnęłam
go lekko w ramię. Przewrócił oczami i spuścił wzrok na swoje ręce, które
nawiasem mówiąc, chyba próbował sobie połamać. Wyginał je pod dziwnym kątem, co
wywołało u mnie lekkie zniesmaczenie. Aż zabolały mnie nadgarstki na sam widok. – Po prostu powiedz, no... nie wiem, ile
miałeś dziewczyn? Byłeś już zakochany? Cokolwiek...
– Rozstałem się z dziewczyną,
gdy dowiedziałem się, że dostałem się do X–Factora. Zgodnie stwierdziliśmy, że
to byłoby bez sensu, gdybyśmy wciąż próbowali ratować związek w takich
warunkach. W końcu długo przed programem za dobrze nam się nie układało. A... cóż, zakochany jeszcze nie byłem. To była czysta fascynacja – odpowiedział tak dziwnym tonem, jak gdyby
opowiadał historię o swoim sąsiedzie. Pokiwałam
lekko głową, gdy dorzucił jeszcze parę zdań: – Ona też nie traktowała mnie poważnie. Chyba
podkochiwała się w moim przyjacielu, tak mi się wydawało, i to nieco utrudniało
całą sprawę.
Milczeliśmy przez chwilę. Ja
próbowałam przetrawić nowe informacje i wymyślić w miarę inteligentną
odpowiedź, w której chciałam zawrzeć słowa pocieszenia, natomiast po chłopaku
było widać, że myślami wciąż błądził po swoich wspomnieniach. Bez żadnego
komentarza podniosłam się z ziemi i skierowałam do kuchni, gdzie planowałam
zrobić nam po kolejnym kubku kakao.
Gdy wróciłam do salonu, Niall
siedział na kanapie i przełączał kolejne kanały w telewizji.
Niezdecydowany, w końcu się poddał i całkiem wyłączył sprzęt. Postawiłam napoje
na stole i usadowiłam się obok niego. Zdążyliśmy już całkowicie zapomnieć o
naszej zabawie w pytania. Moje myśli krążyły wokół przykrej historii o nieszczęśliwej miłości Nialla.
Zastanawiałam się, jak mogłabym go rozweselić. W końcu, w pewnym sensie, to
przeze mnie stracił dobry humor. Szybko wpadłam na jeden, ciekawy – w moim
mniemaniu, niemalże doskonały – plan. Dźgnęłam go lekko palcem w bok. Tak,
jak się spodziewałam, przeniósł całą swoją uwagę na mnie. Zlustrował mnie
wzrokiem, zatrzymując go na mojej dłoni. Uniósł brwi do góry w niemym pytaniu.
Zaśmiałam się cicho, dotykając go jeszcze kilka razy, szukając czułych punktów.
Tak jak sądziłam – miał łaskotki.
Niestety, kolejne ataki stawały
się coraz trudniejsze – złapał mnie za nadgarstki i, nim się
zorientowałam, już leżałam na jego kolanach. Pomimo tego, że doskonale
wiedziałam, na co się naraziłam, cieszyłam się, bo udało mi się wywołać uśmiech
na jego twarzy.
– Odwet! – krzyknął, śmiejąc się
i zaczął mnie łaskotać jedną ręką, drugą wciąż przytrzymując moje
nadgarstki.
– Nie! Niall, błagam, przestań! –
dukałam pomiędzy kolejnymi salwami śmiechu. Nie posłuchał. Dlaczego nie chciał
posłuchać?! Zaczęłam wierzgać nogami we wszystkie strony, co tylko bardziej go
rozbawiło. Dręczył mnie przez kilka dobrych minut, aż w końcu i on opadł z sił.
Zmęczona, wciąż leżałam mu na kolanach, wcale nie zamierzając się podnosić. Nialler nie narzekał. Puścił wreszcie moje nadgarstki, jego dłoń delikatnie spoczęła na moim brzuchu. Chyba nam obojgu było całkiem wygodnie. Uśmiechnęłam się, poprawiając swoje długie blond loki, które teraz
wyglądały jak po przejściu tornada.
– Przestań, jest pięknie. –
Zaśmiał się, odciągając moją dłoń od grzywki. Pokręciłam głową, jednak nie
miałam zamiaru się z nim przekomarzać. Zrobiłam, co kazał, ignorując
ostrzegawcze myśli typu "wyglądasz jak potwór, a on tylko chce się z
ciebie dłużej pośmiać".
Ku mojemu zaskoczeniu, wcale się
nie śmiał. Przyglądaliśmy się sobie przez chwilę, aż w końcu on pierwszy
odwrócił wzrok. Przeszło mi przez myśl jedno niewielkie pytanie, które jakimś
cudem odnalazło wyjście z pułapki myśli.
– A czy teraz masz kogoś na oku? –
wypaliłam.
Przez chwilę miałam wrażenie, że
chłopak wyśmieje mnie i moje dziwne pytania. Wyglądał na lekko zdziwionego i...
zestresowanego? Zaczął krążyć spojrzeniem dookoła, unikając kontaktu wzrokowego. Zamrugał kilka razy, zmarszczył nos i odchrząknął głośno, szykując się do odpowiedzi.
– Hej, ferajna! Powrót króla! –
Usłyszałam krzyk mojego brata, który wpadł przez frontowe drzwi do salonu. Tuż za
nim wpakowała się reszta zespołu. Jak się później okazało, wrócili wcześniej,
bo rozpadało się na dobre. To by wyjaśniało, dlaczego cała podłoga była mokra,
a Zayn omal nie wybił sobie zębów, próbując przejść do kuchni. Najzabawniejsza i tak była mina Louisa – przerażenie zmieszało się z czystym zmartwieniem, kiedy ogarnął wzrokiem całą scenę: mnie, leżącą na kolanach jego przyjaciela i
zakłopotanie na twarzy Niallera, jakby właśnie przyłapano nas na czymś
niedozwolonym. Nie wiem, co urodziło się w głowie Louisa, ale jego czerwone policzki sprawiły, że wybuchłam głośnym śmiechem, zwracając na siebie uwagę Liama. Padło na nas jego zaciekawione spojrzenie - wzruszył tylko ramionami, mrugnął do Nialla i wyszedł.
Nie wróciliśmy już do podjętego
tematu życia miłosnego Horana, a ja nie dostałam jasnej odpowiedzi na dręczące
mnie pytanie. Czy miał kogoś konkretnego na myśli, kiedy speszony próbował
wychwycić cokolwiek innego, cokolwiek ciekawszego, co pomogłoby mu przerzucić
się na inny temat? Jeżeli tak, może jakoś mogłabym mu pomóc? Do tej pory swatanie
szło mi całkiem dobrze.
Po
wykonaniu porannej toalety, włożyłam krótkie dżinsowe spodenki oraz bluzkę na
ramiączkach z nadrukowaną flagą Wielkiej Brytanii, ignorując fakt, że na dworze
było zaledwie dwadzieścia stopni. Od zawsze byłam zmarzluchem, więc
założenie tak skąpych ubrań w taki dzień było dla mnie nie lada wyczynem. Kilka
minut później siedziałam już w kuchni, jedząc pyszne śniadanie przygotowane
przez lustrującego mnie wzrokiem Zayna, najwyraźniej próbującego ocenić, czy
aby na pewno przyrządził je odpowiednio i czy da się je zjeść. Uśmiechnęłam się
do niego z pełną buzią i uniosłam obydwa kciuki w górę, na krótką chwilkę
odrywając się od jedzenia. Chłopak zaśmiał się cicho pod nosem, zostawiając
mnie sam na sam z posiłkiem. Niestety, nie na długo. W kuchni pojawił się Liam,
który zaczął przeglądać wszystkie szafki i szuflady po kolei. Nie dość, że
narobił huku, to jeszcze porozwalał sztućce. Choć w mojej głowie już pojawiła
się lampka ostrzegawcza, postanowiłam to zignorować.
– Będziecie
z Danielle na obiedzie? – zapytałam, przełykając kolejny kęs kanapki.
–
Oczywiście – rzucił mimochodem. Miałam wrażenie, że w tym momencie zgodziłby
się na wszystko, co bym zaproponowała, był tak zaabsorbowany szperaniem w
szafkach. Jeszcze przez chwilę obserwowałam go w ciszy. Z każdą kolejną chwilą
robił się coraz bardziej zły, co odbijało się w jego ruchach – krótkich i
ostrych. Rzeczy odbijały się od ścianek kredensu, kiedy szybko przekładał je z
miejsca na miejsce.
Nie
potrafiłam dłużej tego ignorować – własnie rozwalał mi rzeczy, których pewnie
nawet później nie posprząta! Faceci...
– Co ty
właściwie robisz? – zapytałam nieco ostrzej, niż zamierzałam. Najwyraźniej
udzielił mi się jego humor. Nic dziwnego, skoro wokół niego rozciągała się
teraz tak okropna aura.
Payne
rozchylił usta, zastanowił się chwilę nad odpowiedzią, po czym pokręcił głową i
po prostu wyszedł z kuchni. Wzniosłam oczy ku niebu, wzdychając ciężko. Nawet
nie chciało mi się główkować nad jego zachowaniem. Wczoraj bardzo chciał ze mną
rozmawiać, ale nie miałam czasu... ani ochoty, szczerze mówiąc. To musiało mieć
coś wspólnego z jego podłym nastrojem. Otworzyłam na chwilę usta, z których
wydobył się tylko cichy jęk. Chciałam go zawołać i obgadać to, dlaczego wczoraj
wpadł z niezapowiedzianą wizytą, jednak dałam sobie spokój. Nie miałam siły nie
tylko na krzyczenie, ale również na wspomnianą rozmowę. Miałam dość swoich
problemów do rozwiązania, by jeszcze zajmować się cudzymi. Tak, to było
egoistyczne i to bardzo. W dodatku całkowicie niepodobne do mnie. Ostatnio
coraz częściej zachowywałam się... niepodobnie do siebie. Jakby moja
egoistyczna, mroczna strona próbowała wydostać się na wierzch i przejąć nade
mną kontrolę. Udało jej się już sporo osiągnąć. Nie dość, że
olewałam szkołę, nie dość, że skłóciłam ze sobą najlepszych kumpli przez
dziecinne zachowanie, to jeszcze z ogromną, nieznaną mi dotąd łatwością
ignorowałam problemy innych. Normalna-ja do tej pory pomogłaby już Liamowi,
przestała bawić się uczuciami Harry'ego i... Nie. Normalna–ja również nie
powiedziałaby Niallowi, co czuje. Którą sobą aktualnie bym nie była, mówienie o
uczuciach nie wchodziło w grę. To chyba nasza jedyna wspólna cecha...
Po
włożeniu brudnych naczyń do zmywarki i poukładaniu rzeczy, które Liam tak
brutalnie przed chwilą potraktował, wytoczyłam się z kuchni. W życiu nie byłam
tak najedzona. To cud!, pomyślałam, bo chyba nigdy dotąd nie udało mi się
najeść do syta. Byłam wiecznie głodna, jednak – na szczęście – nie było tego po
mnie widać. Marisol od zawsze zazdrościła mi tych nadludzkich zdolności do
przemiany materii. Ona sama bez względu na to, co jadła, wcześniej nie mogła
sobie na tyle pozwolić. Trzymała się konkretnych wytycznych, od czasu do czasu
bawiąc się nawet w liczenie kalorii.
Myślami
byłam we własnym świecie, zastanawiając się jak uniknąć wchodzenia na górę po
schodach. Nie dość, że odezwała się we mnie egoistka, to jeszcze leń...
Zatrzymałam się wpół kroku, żeby przyjrzeć się siedzącemu na kanapie Harry'emu.
Coś wyglądało... nie tak. I wcale nie chodziło o to, że widok Harry'ego w
salonie był taki niesamowity. Zdziwiło mnie raczej to, że chłopak wylewał
właśnie łzy, ocierając nos kolorową chusteczką w kaczuszki. Może próbuje swoich
sił w aktorstwie?, przeszło mi przez myśl. Od razu odrzuciłam tę głupią teorię.
Gorszej chyba nie mogłam znaleźć. Musiało stać się coś naprawdę okropnego, do
tej pory nie widziałam jeszcze, żeby Hazza płakał. Zawsze trzymał nerwy na
wodzy, nie dawał po sobie znać, kiedy był smutny czy zrozpaczony, choć tak
naprawdę każdy wokół to wyczuwał. Oczywiście nigdy mu tego nie mówiliśmy, bo
wiedzieliśmy, jak ważna była dla niego własna duma.
Przygryzłam
mocno wargę, marszcząc brwi. Nie bardzo wiedziałam, co powinnam zrobić. Podejść
i porozmawiać, czy może uciec i dalej udawać naburmuszoną? No właśnie...
udawać. Tak naprawdę od dawna już się na niego nie gniewałam. Czy miałam w
ogóle jakiekolwiek powody, żeby się na nim wyżywać? Niekoniecznie. Ta durna
pseudo–zdrada już dawno poszła w niepamięć, a męczyłam go tylko po to, żeby
zapamiętał sobie raz na zawsze, że tak się kobiet nie traktuje. Nieważne czy
koleżanki, czy siostry przyjaciół.
Niepewnie
do niego podeszłam. W głowie miałam parę czarnych scenariuszy, o których
bałam się nawet wspomnieć. Zdobywając się na odwagę, czym prędzej
usiadłam obok, nim straciłam całą pewność siebie. To był ten przełomowy moment,
w którym coś we mnie pękło i historia z moją egoistyczną stroną od razu została
zapomniana. Zajmowanie się swoimi problemami szlag trafił. Najwidoczniej nie
potrafiłam choć przez jeden, zwykły dzień poudawać egoistki. Chłopak musiał
kątem oka mnie dostrzec, bo odwrócił się lekko plecami i zaczął
gwałtownie ocierać policzki z łez. Przysunęłam się bliżej i odciągnęłam
delikatnie jego dłonie od twarzy. Błądził wzrokiem po pokoju, próbując uniknąć
mojego badawczego spojrzenia, jednak po chwili dał za wygraną. Przyjrzałam mu
się jeszcze uważniej.
Miał
zapuchnięte oczy, czerwony nos i prawdziwy ból wymalowany na twarzy. Wyglądał
tak, jakby ktoś wyssał z niego całą dobrą energię, entuzjazm i radość. W jedną,
najwyraźniej przepłakaną noc, stał się człowiekiem, który ledwo się trzymał.
Najwyraźniej i psychicznie, i fizycznie. Na mojej twarzy również zagościł
smutek. Choć zachowywał się wobec mnie nie fair, nie potrafiłam dłużej
"gniewać się" na kogoś, kto był w rozsypce. Ogarnęła mnie chęć
niesienia pomocy – wręcz miałam ochotę go przytulić, przekazać mu jakoś tę
dobrą energię, by nie musiał dłużej cierpieć. Wstrzymałam się z tym jednak,
próbując najpierw pojąć, o co w ogóle chodzi.
– Co
się dzieje, Harry? – zapytałam spokojnie, kładąc mu rękę na ramieniu. Nie
mogłam bezczynnie siedzieć i patrzeć, jak jeden z moich kolegów przeżywa
wewnętrzne katusze.
Hazza
pokręcił głową, niemal dławiąc się powstrzymywaną, kolejną falą łez. Próbował
zachować się jak mężczyzna, pokazując, jaki jest silny. Pewnie miał nawet
zamiar powiedzieć, że nie potrzebuje mojej pomocy. W ostatniej chwili chyba
zmienił zdanie i choć rozchylił lekko wargi, nie odezwał się nawet słowem. Ten
widok był na tyle przykry, że nie mówiąc nic więcej mocno się do niego
przytuliłam, próbując pomóc w jakikolwiek sposób. Wywołałam tym u niego bardzo
dziwną reakcję. Najpierw trwał w bezruchu, niczym posąg, by później
unieść ręce ku górze w geście obronnym. Zacisnął pięści na kilka sekund i
dopiero wtedy, przełamując się od środka, otoczył mnie ramionami,
odwzajemniając uścisk. Chwilowo liczył się tylko Harry i jego podły humor,
który natychmiast trzeba było zażegnać. Pociągnął kilkakrotnie nosem i dopiero
po jakimś czasie wypuścił mnie z objęć.
–
Widziałem się z nią – powiedział, opanowując drżenie głosu. Naprawdę próbował
wyglądać na silnego, niestety słabo mu to wychodziło. Dlaczego faceci zawsze
starają się to wszystko w sobie tłamsić, zamiast po prostu się tego pozbyć? –
Chyba znów chciała się pobawić, sam już nie wiem. Ale mam tego dość. Tego
wszystkiego, nie tylko jej – dodał. Mówił coraz pewniej, jakby każde kolejne
słowo dodawało mu siły.
Moja
spostrzegawczość dała o sobie znać. Z jego zachowania oraz po jego słowach od
razu było widać, że dziewczyną, którą spotkał, była Joycelyn. Kiedy to wyznał,
zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno. Jak dla mnie spotkanie z miłością
swojego życia, która złamała ci serce, było równoznaczne z bólem i cierpieniem,
dlatego trochę go rozumiałam.
–
Chcesz o tym pogadać? – zapytałam, bo zdawałam sobie sprawę, że sam nie
pociągnie tematu.
– Nie –
rzucił ostro. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu, kiedy zaczął kręcić głową i
powiedział cicho: – Może...
Znów milczenie.
Cierpliwie czekałam, aż ułoży sobie wszystko w głowie.
– Chyba
wciąż ją kocham. Po tym wszystkim, co mi zrobiła. Czy to w ogóle normalne? –
Zaśmiał się, choć nie było w tym geście nawet cienia radości.
Kilkakrotnie
otwierałam i zamykałam usta, próbując coś z siebie wykrztusić, ale nie
potrafiłam. Nie wiedziałam, czy to, co naprawdę miałam do powiedzenia mogło mu
w jakikolwiek sposób pomóc. Gdy tylko słyszałam imię Joy, w mojej głowie
zapalało się czerwone światło. Wyzywałam ją już nie raz, za to, jak
potraktowała Stylesa, a teraz doszedł kolejny powód. Rozdarła wszystkie
zagojone rany na jego sercu jednym spotkaniem. To dopiero talent... Z tego co
mówili chłopacy, to już pomału zapominał o miłości do niej. Tylko, czy to było
dla niego odpowiednie życie, to życie bez niej? Podobno przy niej najczęściej
się uśmiechał. Dzięki niej wszystko nabierało sensu, jak to mówił. Czy dlatego
zrobił się taki zgorzkniały i samolubny? Dlatego że musiał nauczyć się żyć bez
miłości?
–
Jesteś w stu procentach pewny, że to miłość? – zapytałam, szukając jakiegoś
punktu zaczepienia, od którego mogłabym zacząć monolog.
– Ty
nie jesteś w stu procentach pewna, że kochasz Nialla, gdy go
widzisz, rozmawiasz z nim albo go dotykasz? – odpowiedział pytaniem na
pytanie, totalnie zbijając mnie z tropu.
Zamarłam.
On nie powinien o tym wiedzieć. Nikt nie powinien tego wiedzieć!
– Nie
wiem o czym mówisz – odpowiedziałam szybko, starając się uciąć temat.
Harry,
błagam, nie drąż tematu, modliłam się w duchu.
– Daj
spokój, przecież dobrze wiem, co jest grane. Nie musisz tego przede mną ukrywać
– wyjaśnił i rzeczywiście uciął temat. Na chwilę mogłam odetchnąć z ulgą i znów
wrócić do jego problemów. – Wiesz, wczoraj był taki moment, w którym myślałem,
że będę mógł wszystko jej wygarnąć i kompletnie się od niej odciąć. Przez długi
czas zastępowałem miłość do niej nienawiścią, zbroiłem się na ten moment, w
którym to wszystko z siebie wyrzucę. Ale ona od razu zaczęła owijać mnie sobie
wokół palca. Nie miałem z nią szans. Nawet, jeżeli wcześniej powiedziałem jej
kilka niemiłych rzeczy, to chyba wciąż mi na niej zależy – mówił jakby bardziej
do siebie. Mamrotał pod nosem, bo chyba nie czuł się zbyt pewnie, zwierzając
się mnie.
–
Harry, nie daj sobą manipulować. Zrobisz, co będziesz chciał. Nawet,
jeżeli do niej wrócisz, jeżeli chcesz dać jej jeszcze jedną szansę, to daj. Ale
nie daj sobą manipulować – odpowiedziałam, zastanawiając się jak to w ogóle
możliwe, żeby tak inteligenty chłopak dał się podejść komuś takiemu, jak Joycelyn.
Musiała być naprawdę przebiegła i utalentowana, skoro wciąż potrafiła wracać do
tej samej osoby i mamić ją tymi samymi sztuczkami.
Nadszedł
wreszcie piątek – dzień obiadu z rodzicami, zaplanowany od pierwszej sekundy,
aż do ostatniej. Gdy tylko wybiła godzina trzynasta, usłyszałam dźwięk dzwonka
do drzwi. Punktualność mojej rodziny czasem mnie przerażała. Z drugiej strony,
chciałabym ją odziedziczyć, przynajmniej ludzie nie musieliby tyle na mnie czekać. Krótkie przywitanie, kilkuminutowa pogawędka i zasiedliśmy w końcu
naszą, jakże teraz wielką, rodzinką przy stole w jadalni.
Co
chwile spoglądałam na matkę, próbując odgadnąć jej skryte, niewypowiedziane
myśli. Czarne farobowane loki zostały zgrabnie upięte w koński ogon. Dzięki
takiej fryzurze jej twarz stawała się optycznie bardziej wydłużona. Cóż, gdy
włosy opadały jej zgrabnie na ramiona, wyglądała przezabawnie. Kształt jej
twarzy kojarzył mi się wtedy z pulpetem. Z natury miała puszyste policzki, nie
dlatego, że miała nadwagę, wręcz przeciwnie. Powiedziałabym, że niedowagę,
bo niektóre ubrania wisiały już na niej, niczym na wieszaku. Kobieta
spoglądała ogromnymi, ciemnobrązowymi oczami, spod czarnych, długich rzęs
kolejno to na moich przyjaciół, to na brata, to na mnie, to na ojca. I tak od
początku, dopóki Lou nie przerwał tej, chyba już wszystkim ciążącej, ciszy.
–
Zupa smakuje? – zaczął byle jaki temat.
Mama
uśmiechnęła się nieznacznie i bez słowa jadła dalej. Ojciec pokiwał głową
pomiędzy kolejnymi łyżkami, zachłanne przez niego zjadanymi. Nigdy nie
szczędził sobie jedzenia i to chyba właśnie po nim odziedziczyłam swoje
obżarstwo. Mężczyzna, pomimo swojego wieku – przekroczył już czterdziestkę –
wciąż utrzymywał swoją atletyczną figurę. Był szeroki w barkach, miał bardzo
umięśnione ramiona i zawsze chodził w koszulkach, które gładko przylegały do
jego torsu. Dużo moich znajomych, na pierwszy rzut oka dochodziło do
stwierdzenia, że mój tata jest przerażający. Nikt nie wiedział jednak, że
specjalnie robił tak wściekłą minę, by móc śmiać się później z ich wyrazu
twarzy. Dopiero, gdy poznało się go bliżej, można było stwierdzić, jaki ma
niesamowity charakter. Potrafił rozbawić tłumy jednym żartem, tylko dlatego, że
miał tak oryginalne poczucie humoru.
Zerknęłam
speszona na brata, który tylko wzruszył ramionami w odpowiedzi. Robiło się
coraz bardziej niezręcznie – nie dało się tego ukryć. W tym momencie, jak na
zawołanie, pojawiły się obie zguby. Harry zdążył chyba zapomnieć o swoim
podłym, porannym humorze. Z Niallem nie widziałam się od poprzedniego wieczoru.
Nie miałam więc pojęcia, czy wszystko między nami w porządku i czy czuł się w
ogóle na siłach, żeby schodzić na dół, czy może zrobił to tylko dla nas. Obydwaj uśmiechnęli się do wszystkich, kolejno witając się z naszymi rodzicami,
by później zająć swoje miejsca przy stole.
– Mają
państwo szczęście, że dzisiaj gotowała Anya. Loui w kółko robi tylko tę swoją
zupę ogonową i nic więcej – zaśmiał się cicho Harry. Tommo zbeształ go
wzrokiem, a ja omal nie wyplułam tego, co już znajdowało się w moich ustach,
krztusząc się własnym śmiechem. Niall, który siedział obok mnie, od razu
przyszedł mi z pomocą, delikatnie poklepując mnie po plecach. Za wszelką cenę
próbowałam zignorować ciepły dreszcz, który przebiegał po linii kręgosłupa wraz
z jego dotykiem.
Po jego zachowaniu z łatwością wywnioskowałam, że między nami wszystko w porządku. Wydawało mi się wręcz, że było lepiej niż zazwyczaj. Cały czas zerkaliśmy na siebie nawzajem, szukając pocieszenia i wsparcia w tych dziwnych chwilach z moją rodziną. Zdarzyło się nawet, że jego dłoń znalazła się na moich plecach - jego dotyk naprawdę uspokajał, więc w pewnym sensie byłam mu wdzięczna, choć przez chwilę czułam się dość niekomfortowo. Bałam się, że rodzice albo (co gorsza) przyjaciele zobaczą, jak Horan mruga do mnie porozumiewawczo.
Wracając, to
nie zupa ogonowa tak mnie rozbawiła, tylko sam fakt, jak swobodnie Harry poczuł
się w towarzystwie moich rodziców, którzy z kolei – przynajmniej mama – nie
pochwalali takiego zachowania. To dziwne, że tata z mamą od tylu lat są razem,
skoro tak wiele ich różni. Humor mojej matki nijak ma się do poczucia humoru
ojca. Z chęcią bym się założyła, że ona go w ogóle nie posiada. Może usunęła go
sobie jako nastolatka? Wyrwała, jak niechcianego zęba.
– Liam
przyjdzie? – zapytał jakby od niechcenia Zayn, dłubiąc w kawałku marchewki z
zupy, wyciągniętej uprzednio na brzeg talerza. Zerknęłam na brata, który
patrzył zdegustowany na kumpla, który dalej babrał się w jedzeniu.
–
Przyjdzie razem z Danielle – odpowiedziałam. – Ale tylko na chwilę. Chyba mają
jakąś rezerwację na wieczór, czy coś.
Zauważyłam,
że Harry rozchyla usta, a w jego oczach dostrzegłam ten standardowy błysk i już
wiedziałam, że zaraz dopuści się strasznego czynu, jakim będzie rzucenie
nieprzyzwoitego komentarza w towarzystwie moich rodziców. Zareagowałam
szybciej, niż się spodziewał. Siedział naprzeciwko mnie, nie miałam więc
problemów z "dyskretnym kopnięciem" go w kostkę. Chłopak zawył cicho,
łapiąc się za bolącą część ciała.
–
Państwo wybaczą, ale chyba coś mnie ugryzło – powiedział przez zaciśnięte usta
i niemal wybiegł z jadalni, po drodze posyłając mi zabójcze spojrzenie.
Mama
przewróciła oczami i spojrzała wymownie na Louisa.
–
Powiedz, co u Eleanor? – rzuciła niepewnie, rozglądając się po zebranych przy
stole, jakby się zastanawiała, czy ten temat nie jest czasem w strefie tabu.
– Wszystko
w jak najlepszym porządku – odpowiedział jej grzecznie Louis, po czym wstał, by
pozbierać puste talerze.
– Po posiłku zostały już tylko wspomnienia – jęknął pod nosem, niezadowolony
ze swojej porcji, Niall.
–
Później – szepnęłam bezgłośnie, odwracając twarz w jego stronę, tak by nikt
więcej nie mógł tego zobaczyć. Blondyn przewrócił oczami i rozsiadł się
wygodniej na swoim siedzeniu.
Louis
po chwili zajął już swoje standardowe miejsce naprzeciw Niallera. Uśmiechnął
się do rodziców, po czym wrócił do podjętej uprzednio konwersacji.
– Kilka
dni temu odebrała swoje prawo jazdy – powiedział. Widać było na
kilometr, jak bardzo dumny był ze swojej dziewczyny. Ojciec zaśmiał się
cichutko.
– Alice
zdała za pierwszym podejściem. Pamiętasz, jaki wtedy byłeś z niej dumny? –
zagaił, jak gdyby nigdy nic. Wstrzymałam oddech, czekając na odpowiedź brata.
Lou
patrzył przez chwilę gdzieś pod nogi, później w niebo (czyżby modlił się, o
więcej cierpliwości?), by następnie, ze stoickim spokojem, spojrzeć na ojca.
Nasi rodzice od zawsze bardziej preferowali Alice od Eleanor. Blondynka była
dla nich chodzącym ideałem. Ich mina, gdy Lou zakomunikował, że więcej Alice
najprawdopodobniej nie zobaczą, była bezcenna. Myślałam, że nawet ojcu polecą
łzy – jednak zachował honor. Mama za to, nie zważając na nic, wprost
powiedziała, że popełnił błąd. Wiedzieli, że nie mogą wiecznie kontrolować
życia swojego syna, mieli jednak widoczną dla wszystkich nadzieję, że wywrą na
nim chociażby w tej sprawie jakikolwiek wpływ. Zdążyli w końcu pokochać Alice,
jak swoją własną córkę.
– A
pamiętasz, jak dwa dni po dostaniu nowiutkiego prawa jazdy, rozbiła mój samochód? –
rzucił to niemal jak obelgę Louis. Przecież każdemu mogło się zdarzyć! I wcale
nie próbowałam siebie przekonać dlatego, bo kiedyś ja sama rozbiłam mu
samochód... Cóż, głównie dlatego niezbyt lubiłam jeździć – bo nie byłam zbyt
dobrym kierowcą. Prowadziłam tylko z ogromnej konieczności, kiedy wszystkie
inne możliwości były niedostępne.
Atmosfera
robiła się coraz bardziej gęsta. W powietrzu wisiało widmo kłótni o Alice,
które nie wróżyło nam nic dobrego, tylko kolejny płotek do przeskoczenia w
biegu o szczęście rodzinne. Dobra, może nie było tak źle. W naszej rodzinie
wciąż było dużo miłości i wsparcia, ale obok niektórych tematów nie dało się
przejść obojętnie.
Na
szczęście w porę przybyli Liam z Danielle, którzy na chwilę znaleźli się w
centrum uwagi. Na tyle długo, żeby trochę tę atmosferę oczyścić.
–
Wracając do tematu... – zaczął ojciec, kiedy już przywitali się z przybyłą
parą.
Zakryłam
twarz dłonią i pokręciłam nią na znak protestu. Tata nie zwrócił na mnie
najmniejszej uwagi i zerknął na nowo przybyłych. Sięgnęłam po kubek soku, który
należał do siedzącego obok Nialla. Szykowałam się do dłuższej rozmowy, więc
musiałam trochę oczyścić gardło. Z nim nigdy nie dało się zamienić kilku zdań.
Czasem odnosiłam wrażenie, że mówił więcej, jak mama. Dziwne, zazwyczaj to
kobiety zbyt dużo mówią. Najgorszy jednak był brak taktu – niestety, ale chyba
był mistrzem zadawania niestosownych pytań w złych sytuacjach. My już się do
tego przyzwyczailiśmy, jednak nowi towarzysze – czyli nasi przyjaciele –
niestety mogliby się zdziwić.
– Jak
twoje podboje miłosne, córko? Znalazłaś w końcu kogoś? – zapytał z takim
spokojem, że nagle uciekła ze mnie cała pewność siebie.
Byłam
tak zaskoczona jego bezpośredniością i otwartością wśród nowych znajomych, że
wyplułam łyk soku, który aktualnie miałam w buzi, machinalnie odkładając
przedmiot na stół. Niall sięgnął po swój kubek, zerknął do środka i wzruszając
ramionami, bezceremonialnie wypił połowę jego zawartości. Zayn wpadł w
niepohamowany śmiech, Louis próbował go uspokoić, rzucając mu pochmurne
spojrzenia, kiedy ja krztusiłam się własną śliną. Właściwie, to starałam się
przeciągnąć tę chwilę w nieskończoność, bo nie miałam bladego pojęcia, jak
zareagować. Speszona wytarłam usta i spojrzałam na ojca.
–
Słucham? – rzuciłam, jak jakaś niedosłysząca.
Zastanawiałam
się, jak w ogóle mógł o to pytać w towarzystwie?! Właśnie taki nietakt miałam
na myśli – zazwyczaj na oczach gości obrywało się albo mnie, albo Louisowi,
kiedy ojciec przejmował pałeczkę i zaczynał rozmowy. Wyobrażacie sobie sceny z
filmów, w których to ojcowie bądź matki zaczynają paplać na temat przygód z
dzieciństwa swojej pociechy? I zaczynają opowiadać przekomiczne w ich mniemaniu
historie w towarzystwie twojej największej sympatii? Cóż, zarówno ja, jak i
Louis już mamy to za sobą.
Spuściłam
wzrok na swój talerz. Starałam się nie patrzeć w stronę Nialla, bo to od razu
zdemaskowałoby mnie przed wszystkimi. Nie tylko przed moim tatą, ale przed
przyjaciółmi i... samym zainteresowanym, Niallerem, który z zaciekawieniem mi
się przyglądał, jakby specjalnie chciał mnie speszyć.
–
Znalazłaś w końcu kogoś? – dopytywał się ojciec, ignorując przedstawienie,
które mu zafundowałam. Mama spojrzała na mnie badawczo, próbując rozgryźć moją
minę. Co ich nagle wzięło na badanie mojego życia towarzyskiego?
– O
proszę! Sok się skończył! – Zerknęłam na resztę chłopaków, szukając
jakiejkolwiek pomocy.
– To
może ja przynio... – zaczął Niall, który najwyraźniej bardzo chciał dostać się
do kuchni pełnej żarcia. Ja też byłam głodna, a zdecydowanie mniej narzekałam!
– Nie,
nie. Ja pójdę. – Zerwałam się z miejsca i złapałam, niemal w tym samym czasie
co Niall, rączkę od szklanego dzbanka, którego zawartości tak naprawdę
starczyłoby na jeszcze kilka szklanek. Po tym jednym, przypadkowym zetknięcie
się naszych dłoni, a obydwoje zawstydzeni odwróciliśmy wzrok. Gwałtownie
cofnęłam swoją rękę, ukrywając falę ekscytacji pod maską znudzenia i
zirytowania. Poczułam to samo dziwne ciepło w sercu co zawsze, gdy dotykałam
jego ciepłej skóry. Nie uszło to uwadze mojego ojca, który ze zdziwieniem
przyglądał się całej sytuacji. On chyba naprawdę nie dostrzegał, że to wszystko
wina jego i tych dziwnych pytań.
– My
pójdziemy – zdecydowaliśmy chóralnie i czym prędzej wyszliśmy z jadalni.
Zerknęłam
na chłopaka, którego wyraźnie to wszystko zawstydziło. Lekko zaczerwienione
policzki tworzyły idealny kontrast dla tych niebieskich, nieziemskich oczu,
którym tak bardzo lubiłam się przyglądać. Niall zręcznie dopełnił dzbanek
sokiem, po czym wyciągnął go w moją stronę. Wzięłam go do ręki, specjalnie się
przy tym ociągając, z nadzieją, że może znów przypadkiem się dotkniemy; przy
okazji wciąż "ukradkiem" – robiłam to dość nieumiejętnie –
spoglądałam mu w oczy. Rzeczywiście, nie wiem, czy zrobił to specjalnie, czy
tym wszystkim znów zarządził los, ale otarł się o moją dłoń, spokojnie
przekazując mi naczynie.
Uśmiechnął
się delikatnie; speszona odwróciłam wzrok, gdy dotarło do mnie, że on również
zaczął mi się przyglądać. Poczekał chwilę i gdy zobaczył, że nie zamierzałam
się wcale ruszyć przysunął się o kilka kroków bliżej. Był nieco wyższy, ale nie
aż tak, żebym musiała zadzierać głowę wysoko do góry. Po prostu uniosłam oczy,
by znów skrzyżować nasze spojrzenia.
–
Zaniesiesz im to? Czy może po prostu posiedzimy sobie w kuchni? – szepnął,
zarzucając jeden z moich niesfornych, blond kosmyków za ucho.
– Nawet
nie wiesz, jak bardzo bym chciała... – powiedziałam bez zastanowienia. Blondyn
zaśmiał się perliście i spojrzał na mnie spod długich, jasnych rzęs. Kolana
niemal się pode mną ugięły, gdy tak wpatrywał się w moje oczy. Przechylił
trochę głowę, nie spuszczając ze mnie wzroku. Uśmiechnął się szeroko,
uspokajająco, wyciągając do mnie ręce. Pozwoliłam mu się przytulić, rozkoszując
się jego bliskością, ciepłem, dotykiem i tymi zabójczo pachnącymi perfumami. W
jednej ręce wciąż kurczowo ściskałam dzbanek, drugą jednak położyłam na jego
plecach, przylegając do niego trochę mocniej. Właśnie takim, bardzo prostym
sposobem dodał mi otuchy na cały wieczór w towarzystwie rodziców, który ciągle
miałam przed sobą.
–
Wszystko idzie świetnie, co? Będzie dobrze. Nie wiem, dlaczego nagle twoja mama
miałaby zmienić zdanie, co do ciebie mieszkającej w tym domu wariatów. –
Zaśmiał się cicho, wypuszczając mnie z objęć. Stłumiłam westchnięcie. To na
pewno był czysto przyjacielski gest, który miał mi pomóc przetrwać to wszystko.
Byłam
tak podenerwowana, że nie zauważyłam wchodzącej do kuchni matki. Kobieta
odchrząknęła dwuznacznie. Niall potarł dłonią moje ramię po raz ostatni,
zdecydowanie po przyjacielsku, odebrał mi dzbanek i wyszedł z nim do salonu.
Mijając kobietę w progu, kiwnął lekko głową w moją stronę. Matka przeszła się
wokół pomieszczenia, dokładnie oglądając każdy jego skrawek. Zajrzała do kilku
szafek, do lodówki, później do kredensu i w końcu przemówiła:
–
Jesteś pewna, że chcesz tutaj nadal mieszkać? – zapytała z jakąś dziwną
nadzieją w głosie, której nie dało się przeoczyć. – Odniosłam wrażenie, że
raczej męczy cię to miejsce.
–
Wywnioskowałaś to po zaglądnięciu do kredensu i lodówki? – Uniosłam brwi do
góry w rozbawieniu. Mamę ostatnio opuściło poczucie humoru, nie wiedzieć czemu.
Dlatego spojrzała na mnie z wyższością i rzuciła:
– Nie
rób z siebie pajaca. – Przewróciłam oczami.
–
Oczywiście, że chcę tutaj dalej mieszkać. Oni są moją rodziną, mamo, nie
dałabym rady teraz ich opuścić. – Zaśmiałam się cicho na myśl o moich szalonych
przyjaciołach. Mama pokręciła głową w zadumie.
–
Jesteś tu jedyną kobietą. Zapewne ciężko jest zapanować nad tym całym
harmidrem. Może lepiej by było gdybyś...
– Nie
jestem tu sama. To po pierwsze. Marisol wraca niedługo od mamy, więc będziemy
znów we dwie, jak na razie Danielle zastępuje jej miejsce. A po drugie, mi to
wcale nie przeszkadza. Jestem bardziej odpowiedzialna, odkąd chłopaki z nami
mieszkają. Do tej pory byłam odpowiedzialna tylko za siebie, teraz czuję, że w
pewnym sensie jestem również za nich. A po trzecie: jak już powiedziałam, oni
są moją rodziną. Nie opuszczę ich w takim momencie.
– To
znaczy? W jakim momencie?
– Mamo,
daj spokój. Oni i tak niedługo znowu ruszają w trasę koncertową. Zapewne nie
będę ich widzieć przez kilka tygodni albo, jak dobrze pójdzie, to i miesięcy.
Daj mi się tym wszystkim nacieszyć, póki jeszcze mogę – powiedziałam ze
smutkiem w głosie. W końcu mówiłam szczerą prawdę. Przerwy między trasami nie
trwają wiecznie.
– I tak
uważam, że to nie jest odpowiednie środowisko dla młodej kobiety – powiedziała
władczym tonem. Nagle to do mnie dotarło. Uderzyło mnie, niczym rozpędzona
strzała z łuku.
– Ach,
więc to o to w tym wszystkim chodziło? Pozwoliłaś im się tutaj wprowadzić, bo
miałaś nadzieję, że wtedy wrócę do domu? – Matka odwróciła wzrok, co tylko
potwierdziło moje przypuszczenia. – Nie wróciłabym przed wprowadzeniem się
chłopaków i nie wrócę teraz. Nie ma takiej opcji – szepnęłam.
–
Równie dobrze mogłabym ci nakazać... – zaczęła, ale ja nie pozwoliłam jej
dokończyć. Wiedziałam, co miała na myśli. Wiedziałam, aż za dobrze, gdyż wiele
razy nasłuchałam się tego, gdy mieszkałam z rodzicami.
– Tak
się składa, że za równe dwa tygodnie kończę liceum. Mam już osiemnaście lat, od
dłuższego czasu. Jestem dorosła. A wiesz, co to znaczy? To znaczy, że podejmuję
własne decyzje. Nie powinnaś mi przeszkadzać, kiedy próbuję zachować się
dojrzale – rzuciłam i wyszłam z kuchni. Usłyszałam tylko ostatnie ciche
westchnięcie, o dziwo, wcale nie przepełnione gniewem i urazą.
Pomimo
tego, że mama często zachowywała się okropnie, próbując dyrygować mną i
Louisem, to i tak wciąż pozostawała moją najukochańszą rodzicielką. Tylko to,
że bardzo ją kochałam, powstrzymywało mnie przed wykrzyczeniem tego, co czasem
naprawdę myślałam. Nie chciałam jej nigdy zranić. Ranienie czyichś uczuć nie
było moim celem. Ja po prostu chciałam cieszyć się wolnością.
Stanęłam
w progu, przyglądając się chłopakom. Wzrok zawiesiłam na Niallu, który żartował
właśnie z Lou i obsesji ojca na punkcie Alice. Przez chwilę miałam wrażenie, że
tata się wkurzy, ale ku mojemu zdziwieniu, tylko zawtórował mu głośnym
śmiechem. Cieszyło mnie, że chociaż oni się dogadali. W dodatku szczery uśmiech
na twarzy chłopaka, wywołał jego odzwierciedlenie na mojej.
To był
tylko mój najlepszy przyjaciel. Nikt więcej. Przyjaciel – przeliterowałam sobie w myślach, żeby to słowo na
pewno dotarło do wszelkich zakamarków umysłu oraz do serca. Później, nim
spostrzegłam, literowałam już słowo b y ł. Był tylko przyjacielem, zanim
się w nim zakochałam. Próbowałam przekonać o tym samą siebie, że nie czuję do
niego nic więcej. Nigdy dotąd nie byłam w takiej sytuacji. Owszem, byłam
zauroczona w Luku, przyjacielu z liceum, ale do miłości... chyba było znacznie,
znacznie dalej. Zakochanie było dla mnie taką samą tajemnicą, co trójkąt
bermudzki dla wielu naukowców. Istniało sobie gdzieś. Gdzieś, gdzie nie miałam
dostępu. Owe "gdzieś" nie interesowało mnie w żadnym stopniu, aż do
teraz. Musiałam wziąć się w garść i zacząć poważniej rozmyślać o swoich głęboko
ukrytych emocjach. W końcu z dnia na dzień, Niall stał się dla mnie
najważniejszą osobą w życiu. Zaczęłam reagować na każdy jego ruch, na każde
westchnienie i każdy uśmiech.
Czy istnieje jakieś lekarstwo na
miłość?

rozdział edytowany 21.11.2015r.
#NU_ff
Cześć kochani! :)
Wybaczcie opóźnienie. Zwyczajnie się nie wyrobiłam. Cóż, rozdział
jako taki. Nie jest najgorzej, tak sądzę. Wyszło przeokropnie długo, ale to
chyba nie jest problem, prawda?
Jak widać, nowy szablon już zagościł. Jak dla mnie, jest znacznie
lepszy od poprzedniego, ale ogólną ocenę pozostawiam w Waszych rękach. Większość
rozdziałów po nadrabiałam. Czytam również kilka nowych historii, tam staram
się, jak mogę, by wyjść na prostą :)
Miałam coś jeszcze Wam zakomunikować, ale zapomniałam. Jeżeli mi
się przypomni, to napiszę o tym w "aktualnościach". Pozdrawiam
najserdeczniej! ;*
W pewnym momencie, pomyślałam gdzie jest Niall?! I zaczęła się część z obiadem. Szczerze mówiąc chyba najbardziej czekałam właśnie na moment kiedy się spotkają. W ich zachowaniu z daleka widać, że coś się kroi, wszyscy w koło widzą nikt nic nie mówi, a oni tego do końca nie dostrzegają. Biedy Harry, Joy jest okropna i w tym momencie na prawdę mu współczuje. Nie wiem dlaczego, ale zastanawiam się jakie Liam i Danielle załatwiają sprawy, jakoś takoś no nie wiem. Rozdział świetny, podoba mi się ! :) Pozdrawiam ! :)x
OdpowiedzUsuńDoczekałam się :P
OdpowiedzUsuńJuż wczoraj sprawdzałam kilkanaście razy czy jest już nowy :D
Rozdział cudowny ;)
Ten moment przy stole jak ojciec zapytała o sprawy sercowe Any, było prze :P
A cała akcja z sokiem Nialla i Any była przekomiczna jak dla mnie :P
Ten moment kiedy Harry płakał w salonie, samej chciało mi się płatać ;( biedactwo moje
Ale zauważył że Any zakochała się w Niallu, więc może już niedługo będzie z naszym kochanym blondynem :D liczę na to
Kocham Cię za tego bloga :P
Szablon z Nialla jest idealny :DD
Czekam na następny ;))
Pozdrawiam,
M.
Cudowny rozdział! I do tego ten śliczny nagłówek z Niall'em. Po prostu chce się czytać cały czas. <3
OdpowiedzUsuńCały czas czekałam na to spotkanie Any z blondaskiem, no i się doczekałam. Mimo, że nic sobie nie wyjaśnili to i tak to ich zachowanie mówi samo za siebie. Oni są po prostu dla siebie stworzeni. < 3 Aż się sama do siebie uśmiechałam gdy czytałam ten rozdział.
Ale ta zmianka o Harrym. Strasznie szkoda mi go. Taki biedny. : c
Teraz tylko czkeać na kolejny rozdział. : )
super. nie magę doczekac się nexta:D napiałabym o wiele dłuższy koment ale spieszy mi się :D <3333
OdpowiedzUsuńJaaaaaaaki szablon genialny! Taak,ten jest o wiele lepszy niz poprzedni :p Co do rozdzialu,ten moment z Niallerem w kuchni mnie rozjebal,łagodnie mówiąc *_______* Ty maaaaasz talent!
OdpowiedzUsuńŚwietny! Jak zawsze <3
OdpowiedzUsuńKolacja trochę niezręczna
i hahaha Anya wypluła sok do szklanki Nialla? Tak?
I moment Nialla i Any w kuchni <3
Jej mama mogła nie wchodzić :)
Czekam na nexta :)
http://hope-for-a-better-world.blogspot.com/
Cały czas zastanawiam się jak to możliwe, że pod poprzednim postem nie znalazłam swojego komentarza, skoro doskonale pamiętam, że go pisałam. Nie wiem, naprawdę nie wiem jak to możliwe... Powracając do minionej części to zrobiło mi się dziwnie smutno i ogarnęło mnie współczucie, po tym jak Joy potraktowała Harry'ego. Owszem, nie powiem, że chłopak jest święty, bo to jak zranił główną bohaterkę, to najlepszych czynów nie należy, ale... nie wydaje mi się by zasługiwał na takie coś. W każdym bądź razie Joy jest jedną wielką francą. Wybacz, ale inaczej nie mogę jej nazwać. Moment rodzinnego obiadu uważam, za najlepszy w tej części. Hm, ale nie, najlepsze są zdecydowanie sceny Anya-Niall. Po tym jak opisujesz uczucia obu bohaterów, chemię między nimi czuć na kilkanaście kilometrów. I mam nadzieję, że już niedługo doczekam się sceny, kiedy wyznają sobie to piękne uczucie. :) Oczywiście, nie obeszło się też bez chwilowych napadów śmiechu. Chociażby wtedy, kiedy Zayn dłubał w biednej marchewce, a wszystkiemu przyglądał się Louis. :D
OdpowiedzUsuńCzekam na ciąg dalszy.
www.trzynasty-dzien-milosci.blogspot.com
Na początek serdecznie dziękuję ci za te komentarze u mnie, nawet nie wiesz, jak mnie one cieszą. Ale do rzeczy. Normalnie umarłam z pytania tatuśka xd. Aż się popłakałam ze śmiechu z tych podboi miłośnych. Szkoda mi generalnie Harry'ego, wydaje sie teraz taki bezbronny jak małe dziecko i aż chce się go przygarnąć. Oczywiście domagam się więcej scen z Niall'em, tak świetnie opisujesz ich reakcje na siebie że czytam jak zaczarowana. Pisałam już, że kocham twoje opisy? Jeśli tak, to powtórzę. Kocham je <3 Dzięki nim mogę sobie idealnie wyobrazić wszystko co tylko opisujesz, a przez to chcę czytać więcej i więcej i nie mogę się doczekać kolejnych świetnych rozdziałów. I ci powiem jeszcze, że ten nowy szablon jest przepiękny. Zdolna pisarka jak i grafik, tylko pozazdrościć ;).
OdpowiedzUsuńPierwszy raz podczas całego opowiadania gdzie Harry był chamem mam ochotę go przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze :) Anya i Niall - saifansifmsa *_* Czekam na następny rozdział i mam nadzieję, że będzie równie świetny i genialny jak ten :)
OdpowiedzUsuńZacznijmy od początku, czyli szablonu. Jest zajebisty! Mogłabyś podać mi dokładny adres tej stronki z której bierzesz zdjęcia? : )
OdpowiedzUsuńNiesamowity rozdział, no i nareszcie trochę więcej Nialla i Anyi! Nie mogę się doczekać co wyjdzie z tej ich "przyjaźni". Nawet Hazza zauważył, że coś między nimi jest.
Rodzice An - szkoda gadać, większych baranów na świecie nie widziałam! A szczególnie ta jej matka.. A Hanna to, a Hanna tam to..
Ale ta scena w kuchni była niesamowita! Kurczę, opisałaś to nieziemsko : ) Ach, ten słodki blondynek ^^
Harry... Co ja mogę powiedzieć? Aż mi się chcę płakać jak wyobrażam sobie tego załamanego loczka :'(
To chyba wszystko co chodziło mi po głowie :D
Aha, oh yeah jest długaśny rozdział :) Kocham twoje długie, cudowne rozdziały ♥
Weszłam tu dzisiaj po południu. Dzisiaj również uważnie, z zapartym tchem przeczytałam wszystkie rozdziały.
OdpowiedzUsuńTreść jest niesamowita, choć zastanawiam się nad Twoją logiką odmieniania imienia Anyi. Nie jest to obraza! Absolutnie. Po prostu czasem odniosłam wrażenie, że błędnie odmieniasz jej imię. Oczywiście, mogę się mylić, bo nigdy takiego nie słyszałam.
Och, jak ja już bym chciała nową notkę. Nie mogę się doczekać co wyniknie z ostatecznych przemyśleń ich obojga i kiedy zaczną rozmawiać o pocałunku. Jestem taka podekscytowana.
Mam jeszcze jedno pytanie. W spisie treści księga druga jest przekreślona. Planujesz pisać dalej, czy rozdział czternasty jest ostatni?
Możliwe, że gdzieś mi coś umknęło - zjadłam literkę w jej imieniu, albo coś podobnego, ale w większości odmiana jest poprawna. Tak mi się zdaje, ale ja również mogę być w błędzie, szczerze mówiąc. Tak czy siak, dziękuję za zwrócenie na to mojej uwagi. Z pewnością teraz będę się bardziej przyglądać tej odmianie.
UsuńBędę pisać dalej, na dwieście procent. Przekreślone są rozdziały, które jeszcze nie wyszły. Jestem prawie pewna, że dobrnę do końca tej historii, która w sumie może mieć ok. 30 rozdziałów, więc bez obaw :)
Dziękuję za opinię i poświęcony czas, na czytanie N-U! :)
nowy na sufrir-y-llorar zapraszam ;D || Aaaaaa nowy rozdział a ja go przegapiłam?! Jutro nadrobie! <3
OdpowiedzUsuńKompletnie powalił mnie tekst Louisa, który jest w tytule. On zawsze robi wejście smoka. Rozumiem Nialla i Any. Boją się tego, że drugie nie odwzajemni ich uczuć. Może nagły przypływ odwagi, albo przypadek ich do siebie zbliży.
OdpowiedzUsuńPS: Uwielbiam Twoje opowiadanie ;)) Mam nadzieję, że moje też polubisz, choć jest o zupełnie innej tematyce.
Wybacz kochanie, że komentuję tak późno, ale sama wiesz, jak to bywa. Szkoła pochłonęła mnie całkowicie. Bleh, nienawidzę tam chodzić. No ale dość o mnie, troszkę może o rozdziale. Muszę powiedzieć, że kiedyś chciałabym pisać w taki sposób, jak ty. Nikt inny nie potrafi tak opisać uczuć bohaterki, tak wspaniale uwypuklić cały jej charakter. To na swój sposób wspaniały dar. Scena obiadu mnie rozbroiła, tak samo tekst Louisa. Kocham cię właśnie za to, że tak cudownie nam ich przedstawiasz. Oby tak dalej, nie trać weny!
OdpowiedzUsuńwww.sztuka-zapomnienia.blogspot.com
Świetny, boski, cudowny !! Uwielbiam twoje opowiadanie. Z ogromną niecierpliwością czekam na nowy rozdział (;
OdpowiedzUsuńrany aż trudno uwierzyć jak naiwny jest Harry jeśli chodzi Joy... Ona się z nim bawi, daje mu do zrozumienia, że nic dla niej nie znaczy, a on dalej do niej wydzwania i liczy na Bóg wie co... Po raz pierwszy w tym opowiadaniu jest mi go szkoda, nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Chociaż można by tez myśleć że to swojego rodzaju karma. Dostał po tyłku za to jak potraktował Any ;d A ten ''rodzinny obiad'' jakoś poprawił mi humor ;D No i te niezręczne sytuacje między Any i Niallem, to takie urocze! :D Ale już miałam nadzieje, że dojdzie do czegoś więcej w tej kuchni ;> no ale sa na najlepszej drodze do ukazania sobie swoich uczuć, prawda? ;D
OdpowiedzUsuńprzypominam, że dzisiaj dwunasty :D
OdpowiedzUsuńUwielbiam długie rozdziały. :D
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze, że zdecydowała się podejść do Harrego. Nie ma co przedłużać tego nie fajnego stanu. Tym bardziej, że nie jest już na niego wściekła.
Tak się zastanawiam dlaczego ich matka jest taka dziwna? Jakby się uśmiechnęła chociaż trzy razy podczas kolacji nie umarłaby. xD Za to ojciec wydaje się fajny, choć zaskoczył mnie tym pytaniem o miłosnej podboje córki. Nie spodziewałam się tego i wydało mi się jakoś nie na miejscu to pytanie. Tylko zestresował córkę i jednego z jej współlokatorów. Jednak jakby spojrzeć na to z drugiej strony, biorąc pod uwagę to krótkie, ale jak ciekawe wydarzenie w kuchni, niech zadaje takie pytania jak najczęściej. :D
Nie wiem dlaczego, ale przy wzmiance o spowodowanym wypadku przez byłą Lou nie mogłam opanować śmiechu. Mimo, że sytuacja nie posiadała ani krzty komedii, a ich nastroje były przeciwne do stanu wybuchnięcia śmiechem. xD
Generalnie cały czas czekam na rozwój akcji pomiędzy Anyą a Niallem. :P
Lubię czytać ich wspomnienia. Lubię poznawać ich przeszłość. Niedaleką, ale zawsze przeszłość. To co było. To co doprowadziło ich do stanu obecnego. Lubię. To w jaki sposób się poznawali. To urocze.
OdpowiedzUsuńI znów Harry. Szkoda mi go. Teraz mi go szkoda. Teraz, bo cały czas się zastanawiam jaki on jest naprawdę. Nie potrafię go rozgryźć. Teraz płacze. Ale w sytuacji z An nie miał żadnych skrupułów. Kurczę. Może powinnam przestać patrzeć w przeszłość. Oboje zapomnieli o złości na siebie. Ja też powinnam, prawda? Postaram się.
No a teraz jeszcze obiadek. Przyznam się, że zdążyłam zapomnieć o tym zaplanowanym wydarzeniu. Ale mi przypomniałaś. Podobało mi się. Pomimo, że musiało być... Stosunkowo sztywno to mnie się podobało.
Skupiłam się na Niallu i An, bo gdybym miała opisywać każdy szczegół Twojego opowiadania to byś chyba tego komentarza nigdy nie skończyła czytać. Gdy ojciec zadał pytanie o "podboje miłosne" to mnie samej oczy wyszły z orbit. Córka też się pewnie nie spodziewała zejścia na taki temat. Jej reakcja dokładnie to pokazuje. ;D Nialler też się nieźle zakręcił. I wpadli. Oh, jak oni są cudowni. Jestem głupia, ale myślałam że już w kuchni ją pocałuje! Ale no cóż, mamusia przyszła.
Jejku no lubię ich. Lubię? Nie, co ja plotę. Kocham ich. I Ciebie. Muszę to częściej podkreślać. Buźki. ;*
Świetne! <3
OdpowiedzUsuń