22 kwietnia 2014

Rozdział XX: Całe wiadro nadziei

P.O.V.  Anya


Nie miałam odwagi kontynuować rozmowy z Lukiem, dlatego zostawiłam go samego w parku, bez słowa wyjaśnienia. Nie potrafiłam również zacząć konwersacji z Niallem, kiedy po długim spacerze dla otrzeźwienia umysłu wróciłam do domu. Czekał na mnie w salonie z gotowymi przeprosinami. Potok słów urwał się dopiero, kiedy wdrapałam się na szczyt schodów, nie odwracając się nawet na chwilkę. To nie tak, że wciąż byłam na niego zła. Przyjęłam jego przeprosiny jeszcze przed tym, jak cokolwiek powiedział. Po prostu było mi wstyd za moje wcześniejsze zachowanie. To nie ja pocałowałam Luka, ale dla mojego sumienia to nie miało zbyt wielkiego znaczenia. Czułam się jak zdrajca, dlatego nie potrafiłam nawet spojrzeć Niallowi w oczy. Miałam wrażenie, że jakimś magicznym sposobem odgadnie, co się stało, zrobi awanturę i zabroni mi widywać Luka. Nie, żeby miał do tego jakiekolwiek prawo, ale właśnie tego bym się po nim spodziewała. Właściwie, to po sprawie z Harrym sprzed kilku miesięcy, spodziewałabym się próby kontrolowania sytuacji chyba po każdym facecie.
Zignorowałam jego nawoływania, jak tchórz schowałam się w swoim pokoju, żeby tylko nie musieć na niego patrzeć, choć tak bardzo tego potrzebowałam. Chciałam zerknąć w jego oczy i znów poczuć się pewnie. Przekonać się, że mimo kłótni i wszystkiego, co stało się później, on wcale mnie nie nienawidzi. Cóż, pewnie na razie jeszcze było w porządku. Na pewno będzie, dopóki nie dowie się o Hemmingsie.
Zdawałam sobie sprawę z tego, że w tym wypadku zatajenie prawdy było kiepskim wyjściem, a jednak wciąż miałam wrażenie, że dobrze robię. Nie chciałam, by Niall poczuł się zagrożony przez obecność Luka. Tliła się we mnie nadzieja, że jeżeli teraz będę unikać Hemmingsa i nigdy więcej nie wspomnę o tym, co się stało, to może wszystko samo się ułoży. Lukey weźmie moje milczenie za oznakę swojej przegranej – nie ma na co liczyć, może ruszyć naprzód, a Horan nigdy nawet się o tym nie dowie. Nie będzie musiał się martwić, nie będzie się tym zadręczał, nie będzie się denerwował, kiedy tylko będę w towarzystwie Luka. Wierzyłam, że wszystko się ułoży.
Problem tkwił w tym, że od incydentu nie potrafiłam przebywać w obecności Nialla. Unikałam kontaktu wzrokowego, rozmów, dotyku. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo go tym raniłam.
- Przeprosiłem cię niezliczoną ilość razy. Co jeszcze mam zrobić, żebyś znów zaczęła ze mną rozmawiać? Zrozumiałem swój błąd, naprawdę! Nie musisz mnie karać cichymi dniami, błagam, no. Co mam zrobić? Zrobię wszystko!
Za każdym razem, kiedy łapał mnie na korytarzu bądź w kuchni (starałam się spędzać jak najwięcej czasu w swoim pokoju lub poza domem, żeby ograniczyć kontakt) podążał za mną, dopóki znów nie zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Coraz ciężej było mi go unikać. Chciałam znów go przytulić i szczerze o wszystkim porozmawiać, ale równocześnie nie chciałam tego na niego zrzucać. A może bardziej bałam się o siebie? Pękło by mi serce, gdyby zaszczycił mnie zawiedzionym spojrzeniem, pełnym pogardy i niezrozumienia.
Mogłoby się wydawać, że to był tylko jeden niewinny całus – skąd tu jakakolwiek afera? Po co tak dramatyzować? Cóż, kiedy chodziło o Nialla i Demi wcale nie myślałam o tym, jak o kompletnym drobiazgu. Ich pocałunek wywołał u mnie tyle negatywnych emocji na raz, że momentami czułam się, jakbym miała za chwilę eksplodować. Niall miał na głowie promocję zespołu, nowy singiel, nową płytę, trasę po Stanach Zjednoczonych… nie mogłam dokładać mu zmartwień. Po drugie… zwyczajnie bałam się jego reakcji. Nie po to staraliśmy się przeskoczyć góry, żeby teraz wpaść prosto w błoto i zaczynać wspinaczkę od nowa.
- Nie musisz nic robić. To nie o to chodzi. Wszystko jest w porządku, naprawdę – powiedziałam, odwracając się od niego z zamiarem pośpiesznego ewakuowania się do swojego pokoju.
Tym razem zareagował szybciej, jakby był już na to przygotowany. Zacisnął palce na moim nadgarstku i pociągnął mnie w swoją stronę, tak, że wylądowałam w jego objęciach. I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie wznowił tematu, bezwiednie prowokując mnie do wyznania prawdy. Nie byłam urodzonym kłamcą. Za każdym razem, gdy próbowałam kogoś oszukać, robiło mi się gorąco, a serce zaczynało bić szybciej. Musiałam się naprawdę napracować, żeby od razu się nie wydać.
- Więc… o co chodzi? – zapytał.
- To naprawdę nic ważnego, wszystko pod kontrolą – mruknęłam, wpatrując się w swoje skarpetki. Wydawały się wyjątkowo intrygujące.
- Jak możemy rozwiązać nasze problemy, kiedy w ogóle mi o nich nie mówisz?
- Nie mamy żadnych problemów. – Paski niezbyt dobrze komponowały się ze spodenkami w panterkę, ale kto by się tym przejmował.
- Och, doprawdy? W takim razie unikasz mnie dla zabawy? – Zaśmiał się bez cienia radości.
- Nie unikam cię. Moje życie po prostu nie kręci się wokół ciebie. Mam czasem inne rzeczy do roboty, których nie mogę odłożyć na później – odpowiedziałam, tym razem zgodnie z prawdą. Moja nagła zmiana pozycji z obrońcy na atakującego chyba nieco zbiła go z tropu, bo rozluźnił ramiona, a ja z łatwością wyplątałam się z jego objęć. Jakoś nie miałam ochoty na zabawę w przytulaski.
- Więc jednak chodzi o to, że cię nie słuchałem? Naprawdę wściekasz się o takie drobiazgi? Mówiłem ci, że byłem zmęczony! Przecież nigdy nie mam dość…
- I znowu mnie nie słuchasz! – wpadłam mu w słowo. – Dopiero co powiedziałam, że nie jestem o to zła, już mi przeszło – wyjaśniłam, krzyżując ręce na piersiach.
Zmarszczył brwi, kiedy świdrował mnie wzrokiem. Przez chwilę wyglądał, jakby walczył sam ze sobą. W końcu zdecydował się zadać mi pytanie, którego zdecydowanie spodziewałam się najmniej.
- Czy tu chodzi o Luka?
Robiłam co w mojej mocy, by ukryć zaskoczenie i zakłopotanie, choć w środku panikowałam jak nigdy dotąd. Serce podeszło mi do gardła, powodując lekkie duszności. Próbowałam zachować poważny wyraz twarzy, kompletnie nie ujawniając emocji, choć byłam prawie pewna, że zamiast tego wyglądałam jak przestraszony kot.
- Luka? – wydukałam, kiedy zauważyłam, że zbyt długo nie udzielam mu odpowiedzi.
- Tak, Luka. Tego chłopaka, który podobno niedawno wrócił po latach do Londynu? Tego, z którym kiedyś tak blisko się przyjaźniłaś? - zaczął. - Wróciły stare uczucia, to pozbywasz się nowych, mniej trwałych, co? – warknął, mrużąc oczy. Wyglądał jeszcze groźniej, jak podczas naszej ostatniej kłótni.
Skąd w ogóle wziąłeś taki idiotyczny pomysł o starych i nowych uczuciach? – rzuciłam, szykując się do obrony. – I skąd w ogóle wiesz kim jest Luke?
- Na pewno nie od ciebie – odpowiedział szorstko. – Szkoda, że trzymasz takie rzeczy w tajemnicy.
- Powinieneś się cieszyć, że nie zasypywałam cię historyjkami o Luku. Ty nie miałeś skrupułów i w kółko mówiłeś o Demi - zarzuciłam mu, nim zdążyłam ugryźć się w język.
Przez chwilę bez słowa mierzyliśmy się spojrzeniem. Nagle spuścił wzrok i schował twarz w dłoniach, jakby wreszcie do niego dotarło, co się dzieje. Westchnął, załamując ręce. Po kamiennym wyrazie twarzy nie było nawet śladu, teraz znów wyglądał na zmartwionego i bardzo, bardzo smutnego.
- Nie, to nie tak miało być. Chciałem tylko z tobą porozmawiać, a nie rozpoczynać kolejną kłótnię. Przepraszam, po prostu dowiadywanie się o takich rzeczach od drugorzędnych znajomych nie jest najlepszym sposobem na świecie – powiedział, opierając się plecami o korytarzową ścianę.
- Kto jest tym drugorzędnym znajomym? – zapytałam kompletnie zbita z tropu. Sądziłam, że dowiedział się od Louisa. Nawet nie brałam pod uwagę innego scenariusza.
- A czy to ważne? Dla mnie liczy się to, że twoja wielka miłość, pan Luke jest w Londynie, najwyraźniej wciąż do wzięcia – burknął drwiąco, rzucając mi podejrzliwe spojrzenia spod kaskady ciemnych rzęs. – A ty… bardzo dziwnie się ostatnio zachowujesz. I skoro to nie przez nasze kłótnie… cóż, chyba wolałbym, żeby chodziło o mnie, niż o niego – dodał, z zakłopotaniem przeczesując włosy palcami.
- Między mną a Lukiem nic nie ma – powiedziałam pierwsze, co przeszło mi przez myśl, jeszcze bardziej zestresowana niż wcześniej. Gdybym tylko była pewna swoich słów, może zdobyłabym się na odwagę i wreszcie go przytuliła, ale przeszkadzały mi w tym trzęsące się jak galareta dłonie.
- Jesteś pewna? Mogę ci zaufać i nie muszę się o nic martwić? Bo gdyby coś się wydarzyło… powiedziałabyś mi, racja? – bombardował mnie pytaniami, a mnie wciąż było stać tylko na przytakiwanie. Nie ufałam swojemu głosowi, który drżał jak reszta mojego ciała.
Cholerna kłamczucha, słowa obijały mi się po głowie, przez co czułam się coraz gorzej.
Na szczęście nie musiałam się wysilać i werbalnie zapewniać go przez kilka dobrych minut, że ma stuprocentową rację. Wyciągnął ręce w moją stronę – na jego twarzy znów widniał szeroki uśmiech, który sprawił, że jeszcze bardziej ścisnęło mnie w żołądku – i porwał mnie w swoje objęcia.
- Pewnie już dawno o tym zapomniałaś, ale… obiecałaś, że to przemyślisz, więc mam nadzieję, że chociaż weźmiesz to teraz pod uwagę. Wybierzesz się ze mną do Mullingar na weekend? – zapytał z nadzieją.
Rzeczywiście, kompletnie o tym zapomniałam. Czas zleciał tak szybko, że nie zdążyłam nawet porządnie tego przemyśleć. Co mogłam zrobić teraz, na poczekaniu? Zadałam sobie najważniejsze pytania: Czy chciałabym spędzić z nim weekend daleko od Londynu, miasta, w którym kręcił się Luke? Czy chciałabym się oderwać od codziennych stresów związanych z wyjazdem do USA razem z dziewczynami, od prób i ciężkiej pracy pod czujnym okiem zdegustowanej i rozdrażnionej Ines?
- Zdecydowanie tak – odpowiedziałam bardziej sobie, niż jemu, właściwie do końca nawet tego nie analizując.
P.O.V.  Anya

- Sama nie wiem, co robić. Z jednej strony cieszę się, że Luke wrócił, bo jednak wciąż jest moim bliskim przyjacielem, ale z drugiej… kto by pomyślał, że to wszystko się tak potoczy? Że będzie chciał… czegoś więcej?
Riven pokiwała głową, sięgając po kubek zimnego napoju. Zanim jednak wzięła choć jeden łyk, przechyliła głowę i spojrzała na mnie z ukosa. Na jej twarzy pojawił się drwiący uśmiech, który zawsze zwiastował same kłopoty.
- A jakbyś tak… umawiała się z obydwoma? Masz dopiero osiemnaście lat, możesz czasem zaszaleć. – Zaśmiała się z własnego pomysłu, po czym zaczęła sączyć pomarańczowy napój przez czarną, firmową słomkę Black Rose.
- Oszalałaś? Matko, co się z tobą dzieje? Jeszcze w życiu nie słyszałam, żebyś mówiła podobne rzeczy – obrzuciłam ją zdziwionym spojrzeniem, przez co roześmiała się jeszcze głośniej.
- No już, cholera, nie pękaj. Żartowałam – odpowiedziała, odkładając z wdziękiem kubek na stolik, który zajmowałyśmy już od dobrej godziny. Z dziewczynami miałyśmy mieć próbę zespołu, która z powodu korków przesunęła się w czasie, więc spożytkowałam ten czas na rozmowy od serca z przyjaciółką. W lokalu i tak nie było nikogo więcej oprócz nas, jednej nieznanej mi barmanki oraz Ines, która zajęła się sprzątaniem stolików i ustawianiem ich na wieczór.
- Mam nadzieję, że żartowałaś, bo przecież wiesz, że nigdy bym im tego nie zrobiła. Zraniłabym Niallera, a Lukey prawdopodobnie nigdy by mi nie wybaczył. Duma, ego i te sprawy – westchnęłam, opierając się o ręce. Cała sytuacja zaczynała mnie męczyć. Dlaczego tak ciężko było mi zdecydować, na kim mi bardziej zależało?
- Może rzuć monetą?
Prychnęłam w odpowiedzi, dając jej do zrozumienia, że ma coraz głupsze pomysły.
- To nie moja wina, że masz takie beznadziejne problemy! W ogóle… kto to widział, żeby móc sobie ot tak wybierać między dwoma mega przystojnymi facetami? Ja nie mam nawet jednej osoby, której by tak na mnie zależało, a ty masz aż dwie. Ktoś tu widział Sprawiedliwość? Chyba jej jeszcze nie poznałam – burknęła, zakładając czarne loki za ucho. Teraz gestykulowała tak gniewnie i mocno, że przez chwilę bałam się, że je sobie powyrywa.
- A Joy? – zapytałam, nie bardzo myśląc nad tym, co mówię.
- Joy? Ona jest moją przyjaciółką, nie dziewczyną – odpowiedziała lekko zdezorientowana.
Wzruszyłam ramionami, podążając wzrokiem za drobną Ines, która jak burza przemieszczała się między stolikami. Ostatnio cały czas była zdenerwowana i… jeszcze bardziej upierdliwa niż zazwyczaj. Rzadko kiedy widywałam ją z szerokim, promiennym uśmiechem, jak kiedyś. Teraz… teraz stała się zwyczajnym gburem. Najgorsze było to, że dziwne zachowanie pojawiło się zaraz po wynikach konkursu.
- Mówiłaś już chłopakom o wyjeździe? – zapytała Riven.
- Tym do Irlandii czy USA?
Coldaw przewróciła oczami, odkładając z hukiem kubek na blat.
- No i jeszcze ma czelność się popisywać! – warknęła, piorunując mnie wzrokiem.
- Wcale nie! Po prostu się nie określiłaś – broniłam się.
- Mówię o USA. W końcu oni też mają tam trasę. A co za tym idzie, 5 Seconds of Summer jako ich support również tam będą. Co… dla ciebie oznacza duże kłopoty – podsumowała.
- Wiem. Muszę to wszystko ułożyć jeszcze przed wyjazdem. Nie chcę tego robić, ale wygląda na to, że rozmowa z Lukiem mnie nie ominie – jęknęłam. – I nie, chłopacy nawet jeszcze nie wiedzą, że jestem w zespole. Dzisiaj przychodzą na wieczorny występ, koniec z sekretem – dodałam.
- Czekaj, czekaj. Czyli spławiasz Hemmingsa? Wybierasz Nialla? - zainteresowała się.
- Chyba tak. Nie, no tak! Oczywiście, że tak – wydukałam.
- No, lepiej szybko się zdecyduj, bo Luke wygląda na zniecierpliwionego – powiedziała cicho Coldaw, wpatrując się w punkt ponad moim ramieniem.
P.O.V.  Anya
Poprawiłam dłonią włosy, prostując się na krześle. Wchodząc do lokalu byłam świadoma, że to nie jest odpowiednie miejsce, w którym mogłabym się zaszyć i w spokoju unikać... kogokolwiek. Najgorszy plan na świecie, biorąc pod uwagę to, że Luke spędzał w Black Rose sporo czasu. Co prawda ich zespół miał mieć dzisiaj spotkanie z menadżerem, więc miałam niewielką nadzieję, że Hemmings nie będzie miał kiedy hasać po klubach.
Riven z szerokim uśmiechem na twarzy pomachała w stronę przybysza, nawet na chwilę nie spuszczając z niego wzroku. Skrzywiłam się na ten przyjacielski gest – odniosłam dziwne wrażenie, że Luke bardzo przypadł jej do gustu. Może trochę bardziej niż powinien.
- Coldaw, opuść wreszcie tę rękę albo ci ją odgryzę – warknęłam, kuląc się z powrotem na siedzeniu. Może dzięki temu Hemmings nie zwróci na mnie uwagi?
- Jesteś trochę zielona – odpowiedziała sarkastycznie. Jednak posłusznie opuściła rękę i splotła dłonie na stoliku.
- Zielona? – zapytałam zdziwiona. Nie przypominałam sobie, żebym jadła wcześniej coś zielonego, ale dla pewności przejechałam językiem po zębach.
- Z zazdrości - wyjaśniła, szczerząc się głupio. Skrzywiłam się.
Zaśmiała się cicho, przyglądając się mojej reakcji. Zmieszałam się, więc spuściłam głowę, by ukryć rumieńce. Ja? Zazdrosna? O Luka? Zabawne. Riven wyjęła z kieszeni telefon, a kiedy przeczytała zawartość wiadomości, wybuchła śmiechem, tym razem w ogóle się nie hamując. Wstała od stolika, zabrała kubek, telefon i torebkę, szykując się do wyjścia.
- Co ty robisz? – zapytałam. Czułam narastającą panikę. Jeżeli Riven zostawi mnie samą, Luke nie będzie miał skrupułów, by podejść i porozmawiać.
- Twój kolega… cóż, mówiąc w skrócie, kazał mi spadać – powiedziała. Pomachała telefonem najprawdopodobniej w stronę samego Hemmingsa. Nie odwróciłam się nawet na chwilę, by to sprawdzić. Naprawdę wolałam nie wiedzieć, czy to wszystko prawda, czy może Coldaw robiła mi kawał. Jeżeli robiła, to całkiem dobrze jej to wychodziło.
Zniknęła bez pożegnania, ale właśnie tego się po niej spodziewałam. Ostatnio nie bawiła się w takie gesty. Kiedy mnie widziała, po prostu zaczynała rozmowę, jakbyśmy nie miały nawet chwili przerwy w pogadance. Już nawet przestałam się tym martwić. Skoro to jej pasowało, to nie miałam prawa jej przekonywać do rzucenia tego dziwnego nawyku.
Nie minęło dużo czasu, kiedy Luke śmiało zajął miejsce mojej przyjaciółki. Rzucił telefon na stoliczek, nawet nie zamartwiając się o jego stan, skrzyżował ręce na piersi i uśmiechnął się nonszalancko, jak to miał w zwyczaju robić. Ciężko było oderwać od niego spojrzenie, kiedy już raz przypadkiem nawiązało się kontakt wzrokowy.
- To nie było zbyt miłe, tak ją stąd przegonić – powiedziałam spokojnie, wreszcie decydując się na odwrócenie wzroku. Dla odmiany zdecydowałam się poobserwować swoje dłonie.
- Twoja koleżanka nie robiła z tego wielkiej afery. Chyba ją polubię – stwierdził
- Mam zacząć żałować, że was ze sobą poznałam?
- Raczej nie.
Miałam nadzieję, że zakłopotanie minie, kiedy zaczniemy rozmawiać. Łudziłam się, że uda mi się uniknąć tego drażliwego tematu „nas”, że Luke zrozumie moje milczenie i pojmie, że nie jestem w stanie zrezygnować dla niego z Nialla. Bo… byłam prawie pewna, że nie potrafiłam tego zrobić. Chociaż samo wahanie było dla mnie złym znakiem – odpowiedź powinna być oczywista.
- Nigdy nie byłem zbyt miły. Do tej pory wiele się zmieniło, ale wiesz… wciąż lubię stawiać na swoim – rzucił. Jego słowa brzmiały trochę jak groźba.
- Zawsze ciężko znosiłeś porażki. – Zdecydowałam wreszcie zmierzyć go spojrzeniem. Moje słowa nie zrobiły na nim wielkiego wrażenia. Przygryzł tylko wargę, wciąż szczerząc się jak wariat.
- Jeszcze nie przegrałem.
- Skąd ta pewność? – zapytałam, nie odrywając od niego wzroku.
Wyraz jego twarzy zmienił się. Nie wyglądał już, jakby obowiązkowo chciał postawić na swoim i nie przyjmował „nie” za odpowiedź. Nie przerażał mnie już swoim świdrującym spojrzeniem, wyzbył się denerwującej nonszalancji, opuścił wszystkie bariery i wreszcie pokazał mi siebie. Tego nieśmiałego, zakłopotanego Luka, którego znałam w szkole. Tego, z którym wspominałam przeszłość, rozmawiałam o teraźniejszości i planowałam przyszłość. Tego, w którym naprawdę kiedyś się zadurzyłam, który wzbudzał we mnie uczucia, o jakich wcześniej nie wiedziałam. Jego uśmiech również się zmienił – teraz był delikatny i przyjazny. Przed chwilą miałam ochotę udusić go za tę cholerną pewność siebie i zarozumiałość, a teraz dla odmiany musiałam uważać, żeby przypadkiem nie rzucić mu się na szyję i dziękować, za zwrócenie mi przyjaciela, który dbał nie tylko o swoje samopoczucie, ale również innych – w tym moje.
- Gdybyś powiedziała mi wprost, że nie mam na co liczyć, to bym się wycofał. Ale tego nie robisz. Zastanawiasz się, a mi to wystarczy. Bo to oznacza, że mam szansę – powiedział cicho. Czekał na moją odpowiedź, wpatrując się w moje oczy. Siedziałam nieruchomo, podążając za nim wzrokiem, kiedy wstawał z miejsca. Nie potrafiłam znaleźć żadnej mądrej odpowiedzi, więc nie powiedziałam zupełnie nic. Może tak było lepiej? Nie pozbawiłam go nadziei, ale równocześnie nie zrobiłam nic, żeby ją pogłębić.
- Widzimy się wieczorem. Za nic nie przegapiłbym twojego występu – dodał, kiedy znajdował się już obok mnie. Schylił się i pocałował mnie w policzek, przedłużając ten gest, jak tylko mógł.
Speszona opuściłam głowę, znowu wpatrując się w swoje dłonie. Trochę czasu minęło, kiedy wreszcie się ocknęłam. Zauważyłam, że o mały włos nie wyłamałam sobie palców ze zdenerwowania, co by wyjaśniało ogromny ból w rękach, który teraz czułam. Miałam w głowie jeszcze większy mętlik, niż wcześniej. Hemmings miał rację – moje milczenie wcale nie było jednoznaczną odpowiedzią. Kiedy ja brałam je za oznakę odtrącenia, Luke wykopał z niego całe wiadro nadziei. Teraz na pewno znacznie ciężej będzie go unikać, kiedy wie, że ma chociaż cień szansy. Najbardziej frustrujące było to, że nieważne jak bardzo próbowałam od tego uciec, tak uczucia do Luka wciąż się mnie trzymały. Minęło tyle czasu… naprawdę sądziłam, że zdążyłam się z nich wyleczyć. Dużo prościej było oszukiwać siebie samą, kiedy jego nie było w pobliżu.

P.O.V.  Harry

Wiedziałem o tym, że Ines zajmuje się muzyką. Przyznała kiedyś, że ma nawet własny zespół, w którym pokłada ogromne nadzieje w przyszłości. Cieszyło mnie to, bo dzięki temu mieliśmy kolejny obszerny temat do rozmów. Plus, zawsze marzyłem, by moja dziewczyna miała jakieś hobby, a zwłaszcza coś artystycznego, w czym mógłbym jej okazjonalnie pomagać. A może nawet ona czasem mogłaby pomagać mnie? Z której strony bym na to nie patrzył, widziałem coraz więcej plusów.
Tego wieczora po raz pierwszy słyszałem jej zespół na żywo. Słyszałem wcześniej jedno demo dziewczyn, które wysyłały na jakiś większy konkurs i już wtedy byłem pod wrażeniem głosu Ines. Dziewczyna wydawała się taka delikatna, kiedy mówiła. Jej głos zawsze był dźwięczny, przyjemny i słodki – nie miałem go dość. Teraz byłem w stu procentach pewny, że naprawdę nigdy nie będę miał go dość, bo wreszcie miałem okazję usłyszeć go w całej okazałości. Kto by pomyślał, że taka drobna kobieta mogła mieć tak ostry, donośny głos? W mgnieniu oka poczułem ciarki na plecach, kiedy wreszcie puściła wodzy fantazji i zaczęła bawić się dźwiękami.
W swobodnym delektowaniu się głosem Ines przeszkadzał mi tylko jeden, mały szczegół – głos Anyi, który momentami górował nad Charpentier. Nie mogłem ignorować drugiego wspaniałego wokalu, który dopiero delikatnie budził się do życia. Momentami wydawało mi się, że Anya nawet za bardzo się nie stara, co z jednej strony było irytujące, ale równocześnie niesamowicie intrygujące. Bo skoro teraz nie jest w pełnej formie, to co będzie, kiedy naprawdę da z siebie wszystko?
W kulminacyjnym punkcie piosenki nie wiedziałem już, na kim się skupić – obydwie brzmiały nieziemsko, dopełniały się.
- Ktoś o tym wiedział? – Usłyszałem pytanie Zayna, który z trudem przekrzykiwał muzykę. Spojrzałem na przyjaciół, którzy kręcili głowami w odpowiedzi. – Niall? Nawet ty?
Horan wzruszył ramionami, nie odrywając wzroku od Anyi nawet na chwilę. Czy on kiedykolwiek wcześniej słyszał, jak ona śpiewa? Wyglądał na oczarowanego jej głosem, dlatego nie śmiałem nawet mu przeszkadzać swoimi pytaniami.
- Ten utwór jest jeszcze niedopracowany, ale nasza perkusistka, Venia, uparła się, żeby go dzisiaj zaprezentować. Osobiście uważam, że mimo wszystko prezentuje się nieźle, więc… ah, czemu nie – zaśmiała się Ines, poprawiając pasek od swojej gitary basowej, który teraz mocno wżynał się w jej ramię.
- Oklaski dla Veni i Caroline, gdyby nie one, ten utwór w ogóle by nie powstał – dodała Anya, uśmiechając się w stronę nieznanych mi dziewczyn.
Perkusistka, czyli Venia – czarnowłosa, niska, ubrana w słodką, białą sukienkę - podniosła się z miejsca i pomachała do publiczności, która z entuzjazmem nagrodziła ją oklaskami. Założyła czarne loki za ucho i delikatnie się ukłoniła, za co obdarowali ją jeszcze głośniejszym aplauzem. Druga dziewczyna, Caroline – wysoka, o pomarańczowych prostych włosach i dość mrocznej kreacji – zacisnęła mocno palce na gryfie gitary i posłała niemrawy uśmiech w naszym kierunku. Dziwne, że grała w zespole, skoro tak ciężko było jej przebywać na scenie. Cóż, przynajmniej tak to odbierałem jako widz.
- Something New to utwór o zakończeniach rozdziałów życia i początkach czegoś nowego, tych łatwiejszych i tych trudniejszych, dlatego chciałabym go zadedykować naszym nowym znajomym. Cieszę się, że razem polecimy na podbój Stanów Zjednoczonych. – Venia przeszukała wzrokiem salę, w której nie znajdowało się dużo osób, coś koło trzydziestu, bez trudu znalazła swoich nowych znajomych i posłała im całusa. Zareagowali dość entuzjastycznie, bo nie obeszło się bez krzyków i gwizdania.
Utwór dopiero się zaczął, kiedy poczułem wibracje telefonu w kieszeni. Menadżer obiecał, że da nam wolny wieczór i nie będzie nas kontrolował, jednak z nim różnie bywało, więc niechętnie opuściłem lokal. Wyciągnąłem komórkę, kiedy znajdowałem się przed budynkiem, gdzie było znacznie spokojniej i dało się przeprowadzić rozmowę.
Otworzyłem szeroko oczy ze zdumienia, kiedy spostrzegłem na wyświetlaczu imię Joycelyn. Przez chwilę zastanawiałem się, czy odrzucić połączenie, czy może w ogóle kompletnie ją zignorować. Jednak coś ścisnęło mnie w żołądku, kiedy mój palec zawisł nad przyciskiem „odrzuć”. Joy nigdy jeszcze do mnie nie dzwoniła. Za każdym razem odwiedzała mnie osobiście lub próbowała dotrzeć przez moich przyjaciół. Czy to kolejna część jakiejś jej cholernej gry, czy może tym razem naprawdę stało się coś złego? Miałem złe przeczucia, czułem, że powinienem odebrać, ale nie mogłem przezwyciężyć strachu.
W myślach policzyłem do trzech i dopiero wtedy odebrałem połączenie. Niepewnie przyłożyłem słuchawkę do ucha i czekałem. Może to był tylko żart? Może nie powinienem się przejmować…
- Pan Harry Styles? – Usłyszałem męski, ciężki głos w słuchawce. Co się dzieje? Gdzie Joy? Co to za facet? Nie odzywałem się, dopóki po raz drugi nie zadał pytania. – Mówi doktor Simson, czy rozmawiam z panem Harrym Stylesem?
Jak idiota pokiwałem głową, niezdolny do wypowiedzenia żadnego słowa. Minęła chwila nim dotarło do mnie, że przecież mężczyzna mnie nie widzi i nie ma innej rady, jak wreszcie się odezwać.
- Tak –wychrypiałem do słuchawki. Odchrząknąłem, starając się opanować głos. – Tak, to ja.
*
Nie informowałem przyjaciół, że dokądś się wybieram. Nie miałem czasu. A może po prostu nie chciałem tego robić? Wszyscy mieli wyrobione zdanie na temat Joycelyn. Przeze mnie. Przez to, co się między nami wydarzyło. Podświadomie wiedziałem, że nie chcieliby mnie puścić do szpitala – odradzaliby mi to na wszelkie znane im sposoby. Ja i tak zrobiłbym swoje – musiałem z nią jeszcze raz porozmawiać, wszystko wyjaśnić i odejść w spokoju, nigdy więcej nie zadręczając się jej osobą.
Droga do szpitala dłużyła mi się niemiłosiernie. Siedziałem w taksówce jak na szpilkach, obgryzając paznokcie prawie do krwi. Pomału brakowało mi powietrza w płucach, łzy zdenerwowania zbierały się w moich oczach, ograniczając mi widok. Nieważne jak usilnie wmawiałem sobie, że jej nie lubię, to wciąż była moja pierwsza miłość, wciąż zależało mi na tym, by zakończyć wszystko jak należy, bez niedopowiedzeń.
Wpadłem do szpitalnego holu jak burza, o mały włos nie przewracając przy okazji jakiejś siwowłosej staruszki. W biegu wymamrotałem przeprosiny, kierując się prosto do recepcjonistki.
Nigdy nie lubiłem szpitali. Wszechobecny biały kolor przytłaczał mnie, gburowate pielęgniarki, na które zazwyczaj trafiałem, wprawiały mnie w zły nastrój, a zapach leków i płynów dezynfekujących przyprawiał o ból głowy. Tym razem starałem się odrzucić wszystkie dolegliwości na bok i skupić się na podążaniu wyznaczonym przez pielęgniarkę szlakiem pod salę operacyjną.

P.O.V.  Harry

Czasami czekanie staje się najgorszą karą, o jakiej ktokolwiek mógłby pomyśleć. Zazwyczaj jest to czas, kiedy podświadomie rozumie się, że czeka się na złe wieści. Z jednej strony robisz się niecierpliwy, bo wolałbyś mieć już wszystko za sobą, ale z drugiej… te chwile czekania są dodatkowymi chwilami niewiedzy i wolności od cierpienia. Powinienem więc dziękować za ten czas, czy może go przeklinać?
Nie obeszło się bez chwili niepewności. Może nie powinienem był przychodzić? Wydawałoby się, że ten rozdział, w którym martwiłem się jej zdrowiem i robiłem dla niej wszystko, by pomóc, jest zamknięty. A jednak w takiej chwili czułem, że wciąż mi zależało. Zawsze mi zależało, nawet kiedy wmawiałem innym, że Joy jest dla mnie niczym. Zmieniły się nasze osobowości, zmieniło się nasze nastawienie, zmieniły się okoliczności, ale nie uczucia. Bo mimo wszystko ona wciąż kochała mnie, a ja wciąż nie potrafiłem się z nią pożegnać. Wiedziałem, że odrzucała mnie tylko dlatego, że się bała. Od zawsze bała się wielkich uczuć – zarówno miłości, jak i nienawiści. Zawsze szukała złotego środka, choć niekiedy wybierała do niego kiepskie drogi.
- Pan Styles? – Głos doktora, tego samego, z którym wcześniej rozmawiałem, przywrócił mnie do rzeczywistości.
Poderwałem się z ziemi, ignorując zdrętwiałe kończyny. Nawet nie musiałem o nic pytać. Wystarczyło jedno spojrzenie na twarz mężczyzny… To koniec.
Nie miałem siły płakać. Może po prostu jeszcze to do mnie nie dochodziło… Przyzwyczaiłem się do braku Joycelyn u mojego boku. Czy teraz będzie inaczej? Czy w ogóle odczuję jej stratę? Czy może… może będzie jak zawsze…
- Nie… nie jestem z rodziny, nie powinno mnie tu być – wydukałem, opierając się plecami o zimną, betonową ścianę.
- Wiem, ale nie mamy nikogo innego, z kim moglibyśmy się skontaktować. Jej rodzice nie żyją, nie mamy żadnych namiarów na najbliższą rodzinę, a prawny opiekun jest w tej chwili za granicą, nie odpowiada – powiedział standardowym, wyćwiczonym tonem. Ciekawe ile razy dziennie musi przekazywać ludziom podobne wiadomości. Czy to robi jeszcze na nim jakiekolwiek wrażenie? - Mam to panu przekazać, panie Styles.
Wręczył mi do ręki białą kartkę, dokładnie złożoną na trzy części. Perfekcjonistka w każdym calu – nawet jej pismo wskazywało na tę cechę – równe, drobne… idealne.
- Joycelyn nie trafiła tutaj przypadkiem. Wiedziała, co robi. Chorowała, nie zostało jej dużo czasu, więc postanowiła to przyspieszyć.
Zagryzłem wargi tak mocno, że w ustach poczułem smak krwi.
- Wszystkie numery w jej telefonie zostały wykasowane. Zapisany był tylko pański – powiedział. Westchnął i położył dłoń ma moim ramieniu. Nie odrywałem wzroku od podpisu Joycelyn na końcu listu. Jeden podpis, jeden list, to wszystko, co mi po niej zostało. – Przykro mi – dodał, po czym wreszcie zostawił mnie samego.
Znów opadłem na zimne kafelki, podciągnąłem kolana pod brodę. Drżącą ręką przejechałem po białej kartce, zapełnionej słowami od serca przez Joy. Mówią, że słowa są więcej warte po śmierci. W tej chwili naprawdę się z tym zgadzałem. Gdybym dzień wcześniej otrzymał list od Joy, nie chciałbym go nawet otworzyć. A teraz? Teraz nie chciałem, by ciąg tych równych, drobnych literek kiedykolwiek się kończył.


Drogi Harry,

Głowa do góry. Tak miało być. Za kilka tygodni i tak by mnie już nie było. To bez znaczenia kiedy, bez znaczenia jak. Przykro mi, że nie pożegnałam się z Tobą osobiście. Naprawdę bardzo tego chciałam, ale bałam się Twojej reakcji na mój widok. Nasze rozstanie nie należało do przyjemnych, żadne z nas nie powiedziało „zostańmy przyjaciółmi”. Wiesz, mimo to wciąż uważam Cię za przyjaciela, dlatego właśnie proszę Cię o ostatnią przysługę. Nie myśl o mnie jak o kimś złym, dobrze? Wiem, że zrobiłam mnóstwo złych rzeczy, za które Cię przepraszam. Przeprosiłabym wszystkich po kolei, gdybym mogła, ale teraz i tak nikt nie chciałby mnie słuchać. Narobiłam sobie tylu wrogów, że nawet nie zliczę. Ale to nic. Może kiedyś mi przebaczą. Skrycie na to liczę. Dużo bardziej jednak zależy mi na Twoim przebaczeniu. Pozwoliłam sobie wierzyć, że już dawno przyjąłeś moje przeprosiny, dlatego tak łatwo jest mi teraz do Ciebie pisać. Inaczej chyba bym się nie odważyła. To głupie, wiem. Przecież zawsze mówiliśmy sobie wszystko. To moja wina, że przestaliśmy, ale wierzę, że każdy ma prawdo popełniać błędy. Żałuję, że wcześniej nie przejrzałam na oczy, że nie naprawiłam ich, kiedy miałam okazję za pierwszym naszym spotkaniem po rozstaniu. Teraz nic z tym nie zrobię, więc pozwolę sobie o tym zapomnieć. Tak będzie łatwiej. Harry, nie gniewaj się już na mnie, dobrze? Mimo wszystko naprawdę mi na Tobie zależało, nieważne co mówiłam wcześniej. Zresztą, wiesz, że często zdarzało mi się mówić bez sensu, taki urok.
Trzymaj się. Życzę Ci, żebyś znalazł kogoś, kto pokocha Cię jeszcze mocniej, niż ja potrafiłam kiedykolwiek pokochać.

Joycelyn Redau


~*~
gif credit to owner

Witajcie~
Przepraszam, że kazałam Wam tyle czekać na ten rozdział. Mnóstwo dialogów, ale tak miało być. To taki... rozdział-podrozdział, wyjaśnienie i nakierowanie na odpowiednią akcję. Przedostatni, dlatego taki a nie inny. Jeszcze jedno - od razu zaznaczam, że to tylko fanfiction - kreuję własną rzeczywistość i własny świat. Oczywiście w granicach rozsądku.
Zbliżamy się do końca księgi drugiej, dlatego opinie mile widziane :)
Pozdrawiam, xx.

21 komentarzy:

  1. Jej jej jej...
    Martwię się Harrym i obawiam się, że się zalamie po śmierci Joy... ale mam nadzieję, że Ines pomoże mu przejść przez ten trudny okres
    A jeśli chodzi o Anye Nialla i Luka... Czuję, że będzie gorąco w następnym rozdziale i że Anya rozstanie się z Niallem. .. ale mam nadzieję, że tak się nie stanie :D
    Kiedy planujesz dodać następny rozdział? :) pozdrawiam, buziaki xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach..Brak mi słów..
    Jest to oczywiście pozytywne odczucie.
    Ten rozdział ukazuje tyle cudownych emocji i odczuć.
    Przedstawiłaś to wszystko na swój własny, piękny sposób.
    Te niepozorne słowa przerodziły się w coś co oddziałuje na człowieka.
    Chciałabym powiedzieć coś więcej,ale naprawdę trudno jest dokładnie opisać coś tak pięknego.
    Każdy twój rozdział jest idealny.
    Opisujesz relacje między bohaterami tak jak chcielibyśmy to wiedzieć.
    I mimo tak długiego oczekiwania na to dzieło, muszę stwierdzić,że było warto.
    Życzę ci jak najwięcej weny i radości z tego co robisz.
    Jest to piękne i sprawia,że ludzie są szczęśliwi.
    Pozdrawiam N;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem co napisać. Rozdział był niesamowity. Luke misi odpuścić sobie Anye bo one musi powtarzam MUSI BYĆ Z NIALLEM. Smutny a zarazem intrygujący rozdział. Czekam na nexta i do zobaczenia

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny! Muzyka idealnie dobra! <3
    Do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że tak mówisz, tym razem wyjątkowo dokładnie dobierałam utwory :3

      Usuń
  5. Wow, rozdział niesamowity, pełen akcji i trochę smutny z powodu Joy i Anyi (że nie wie jak uniknąć przed wyjawieniem prawdy)

    OdpowiedzUsuń
  6. jejejejj... ale się porobiło ;o super rozdział <3 troszeczkę smutny , ale wywiera bardzo fajne emocje :D omfg mam wrażenie , że Anya się pokłóci z Niallem albo się rozstaną , ale oby nieeeeee... ten Lukas mnie już denerwuje xD Czekam na następny z niecierpliwością i mam nadzieję , że szybko dodasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. To już będzie koniec części 2?! OMG. ! *-* Mam nadzieje że będzie kontynuacja !
    Rozdział jest świetny zresztą jak wszystkie. Świetnie piszesz! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział jest wspaniały *-* Tam bardzo uwielbiam, ten blog że sama siebie czasem nie rozumiem. Boli mnie, że Anya ucieka, że zamiast porozmawiać z Niallerem, to mąci jeszcze bardziej niż to możliwe. Ale w końcu .... trzeba zaznaczyć, że jesteśmy na blogu "niewolnicy uczuć" więc moim zdaniem wszystko wychodzi Ci wspaniale. Przykro mi z powodu Joy, tak bardzo że nie wiem co powiedzieć. Przyznam, że za nią nie przepadałam, ale i tak jest mi przykro :<
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Śle Ci milion buziaków ;*
    Weny

    OdpowiedzUsuń
  9. No nareszcie! Jezu, co tu sie dzieje. Jedna umiera, kolejna stoi przed dylematem kogo wybrać... oczywiście Nialla! Coś mi "śmierdzi" ten cały Luke. Pojawia się z nikąd, nie odzywał się jak wyjechał nie przywitał się od razu po przyjeździe. Spotkali sie przecież przez przypadek... Eh. Czekam na nn:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana!
    Czytam twojego bloga od dawna, ale dopiero teraz komentuję, Zastanawiam się, dlaczego... Chyba z lenistwa. No ale wracając. Muszę Ci powiedzieć, że przeczytałam dziesiątki, może nawet setki opowiadań. Twój blog jest u mnie bezwzględnie na pierwszym miejscu. Wydaje mi się, że Niall i Anya powinni sobie że tak powiem bardziej '' dogłębnie '' wyjaśnić parę rzeczy. A tak poza tym: SUPER SUPER SUPER! Ehh.. dziewczyno, wiesz ile ja bym dała, żeby tak pisać?

    Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  11. jakie cudowne!!! Dopiero znalazłam twojego bloga, a już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Uwielbiam twój sposób pisania. Naprawdę mnie urzekł
    przy okazji zapraszam, może wpadniesz?

    http://szpiegostwo-poplaca.blogspot.com/

    theeternalkids.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham Twojego bloga <3 Jest naprawdę świetny i widać,że masz talent :))
    http://otherside-zayn-malik.blogspot.com/
    http://nobody-and-nothing-one-direction.blogspot.com/
    zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Jezu, jezu, jezu! <3 Przepraszam z góry, że dopiero pod tym rozdziałem komentuje, bo czytam Twojego bloga już dłuższy czas, ale ten rozdział jest najlepszy jak do tej pory, naprawdę! Czekam niecierpliwie na następny, pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
  14. Ohh jakie wspaniałe :3 nie wiem czemu ale naprawdę pokochałam tego bloga :-) życze weny :-) //Zuziaaa :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciągle czekam, ale nie wiem czy się doczekam .... Dagmara

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie chcę się czepiać, ale to w najbliższych dniach strasznie się ciągnie, a ja bardzo lubię twoje opowiadanie i nie mogę się doczekać nowego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, jest mi strasznie przykro z tego powodu, bo naprawdę chciałam już zakończyć II księgę i nie niecierpliwić Was, ale szkoła i kursy po szkole mi na to nie pozwalają... mam zaledwie połowę rozdziału, a czasu na dokończenie brak. Zrobię co w mojej mocy, żeby w miarę szybko go opublikować, proszę o cierpliwość... ^^'

      Usuń
  17. Rozdział jest świetny :) Miło się czytało i nie mogę się doczekać jak zakończy się ta księga. Naprawdę, jesteś genialna <3
    + Świetnie dobierasz muzykę do każdej części rozdziału, przez co jeszcze bardziej czuć klimat sytuacji :)
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię! To wiele dla mnie znaczy!