3 listopada 2012

Rozdział XIX: Koszmar na jawie, część druga: Oblężenie

             Z zaciekawieniem wpatrywałam się w chłopaków w trakcie pracy. Ich swoboda na scenie, to, jak potrafili z łatwością poruszyć tak ogromny tłum... To było naprawdę fascynujące. Zaczęłam się zastanawiać, czy to może nie był jeden z powodów, przez który jurorzy bez zmrużenia oka pozbyli się mnie z programu. Ponoć chłopcy nie od razu poznali tajniki wiedzy o tym, co robić na scenie, żeby było dobrze, ale ja w to nie chciałam uwierzyć. Widziałam ich występy na castingu milion razy. No i widziałam przesłuchanie Louisa na żywo, zza kulis. Od razu wydawali się być pewni siebie i potrafili się odnaleźć w całej sytuacji. Wiadomo, że byli zestresowani - kto by nie był? Ale większość umiejętności już posiadali. Gdy obejrzałam swój casting, nie wiedziałam, czy powinnam była płakać, czy się śmiać z własnej głupoty. Nie dość, że wyglądałam jak spłoszona koza, to jeszcze nie mogłam wydukać własnego imienia. Dopiero kiedy zaczęłam śpiewać, nieco się rozluźniłam. W końcu byłam w swoim żywiole - zapomniałam o tym, że patrzyło na mnie ponad tysiąc par oczu. Ale i tak bałam się spojrzeć w twarz jury. Udało mi się przezwyciężyć strach, gdy usłyszałam pokrzepiające brawa. Pamiętałam to, jakby to było zaledwie wczoraj, gdy kilkaset osób zdecydowało się nawet podnieść swoje tyłki z siedzeń. Podobało im się, dzięki czemu z łatwością, jakiej nie miałam na początku, zaczęłam prowadzić dialog z Simonem i Cher.
             Szkoda, że cała pewność siebie zniknęła już na bootcampie. Wszystkie wspomnienia tych dobrych uczuć, które zawładnęły moim sercem na scenie, zniknęły w chwili, w której znów musiałam zmierzyć się z własnym strachem i po raz kolejny spojrzeć w oczy jurorów. Zjadła mnie trema, dlatego nie potrafiłam wydusić z siebie odpowiednich dźwięków. Słowa zaczęły mieszać się w głowie, a w gardle czułam wielką gulę, której za nic nie mogłam się pozbyć. I jak tu śpiewać, kiedy ledwo co się mówi?
             Pokręciłam głową, próbując otrząsnąć się ze wspomnień. Powinnam była skupić się na występie chłopaków, a nie powracać myślami do czasów X-Factora. Zamrugałam kilkakrotnie, by odgonić łzy, które w tajemniczy sposób znalazły się w kącikach moich oczu. Nie chciałam się do tego przyznać, nie tyle na głos przed innymi, co w myślach przed samą sobą, że szalenie zazdrościłam chłopcom, że tak daleko zaszli. Ich strach nie potęgował się wraz z kolejnymi występami, a wręcz przeciwnie. Zdobywali doświadczenie. Doświadczenie, którego tak bardzo potrzebowałam.
             O mało co nie wyskoczyłam z siebie, gdy jedna ze stylistek chłopaków położyła mi rękę na ramieniu. Zauważyła, że odpłynęłam we własnym świecie, że zagubiłam się  na chwilę we własnych myślach. Próbowała do mnie dotrzeć, bym zwróciła uwagę na to, co działo się na scenie. Z trudem wyrwałam się z czarnych macek wspomnień, po czym wsłuchałam się w głosy chłopaków. Właśnie rozmawiali z fanami, zapowiadając kolejny utwór. Najpierw Harry stwierdził, że tę piosenkę powinni dedykować wszystkim, którzy znajdywali się na sali. Później Zayn skwitował to uroczym śmiechem, mówiąc, że jest również kilka specjalnych osób, jak na przykład Danielle czy Eleanor, które powinny górować na liście dedykacji. Najbardziej jednak zdziwiły mnie słowa Nialla, których tak naprawdę na początku nie potrafiłam rozszyfrować. Byłam zbyt zszokowana, podekscytowana, szczęśliwa, czy może jeszcze do końca nie kontaktowałam po wcześniejszych rozmyślaniach?
             - Jest pewna dziewczyna, fantastyczna dziewczyna, której w szczególności chciałbym zadedykować ten utwór. Od początku znajomości była dla mnie bardzo ważna, a teraz chciałbym pokazać jej, jak bardzo. Jestem w stu procentach pewny, że ta dziewczyna wie, że mowa właśnie o niej. - Ukradkiem spojrzał w stronę kulis, gdzie wciąż stałam sparaliżowana przez mieszaninę uczuć. - To dla ciebie!
             Chwilę później do moich uszu dopłynęły pierwsze dźwięki utworu More Than This. Poczułam, jak w moich oczach ponownie zbierają się łzy. Byłam bardzo szczęśliwa, że myślał o mnie, śpiewając. Zwłaszcza, że piosenka mówiła o miłości. Prawdziwej miłości. Zastanawiało mnie jednak to, dlaczego on nie wypowiedział mojego imienia? Bał się reakcji fanów, wstydził, czy po prostu za bardzo się skrępował? W końcu to było swego rodzaju wyznanie miłości. Uśmiechnęłam się do siebie, gdy Niall zaczął swoją zwrotkę.
If I'm louder, would you see me?
Would you lay down in my arms and rescue me?
Cause we are the same,
You save me,
But when you leave it's gone again.

             Po kolejnych trzydziestu minutach - w tym ponad dwudziestu minutach przewidzianych bisów - chłopacy zaczęli żegnać się z publicznością. Zmęczeni milion razy bardziej, niż tego dnia, kiedy wybrali się razem na siłownię, wkroczyli powolnym krokiem za kulisy, gdzie od razu dopadł ich jakiś niski facet z widoczną łysinką. Podał każdemu butelkę wody i z tego, co zrozumiałam z jego bełkotu, pogratulował im występu. Ukradkiem zmierzyłam wzrokiem chłopaków. Wszyscy byli mokrzy i całkowicie nie mieli sił, a jednak wciąż się uśmiechali i tryskali wewnętrzną dobrą energią. Zastanawiałam się jak to było możliwe, że po takim występie mieli w ogóle ochotę na cokolwiek. Na ich miejscu od razu zaszyłabym się w ciemnym kącie, by w głowie przestały mi migotać różnokolorowe światła i bym w końcu mogła odpocząć od hałasu. Kolejny minus dla mnie - brak komunikacji ze współpracownikami i odgradzanie się od innych grubym murem. Chyba będę musiała stworzyć listę wad, które pomogą mi zrozumieć moje błędy w programie, pomyślałam zdegustowana.
             Przeniosłam wzrok na Louisa, który od razu złapał za telefon i zaczął rozmowę z Eleanor. Nie chciałam podsłuchiwać, jak zwierzał się dziewczynie - zresztą, i tak wszystko jeszcze usłyszę od niego w domu - więc odwróciłam się w drugą stronę. Moje spojrzenie od razu padło na Malika, który - o dziwo - również już wisiał na telefonie. Moje wścibstwo dało o sobie znać. Chciałam wiedzieć, kim był ten szczęśliwy człowiek, z którym rozmawiał Zayn. Niestety, nie mogłam sobie ot tak obiecać, że później go o to zapytam, rzadko bowiem z nim rozmawiałam. Mulat był dla mnie zagadką, w przeciwieństwie do reszty chłopaków. Przez chwilkę zastanawiałam się, gdzie podział się Harry, jednak doszłam do wniosku, że nie bardzo mnie to interesowało. Hazza od początku był jak kot - chodził własnymi ścieżkami. To, że nagle znikał, to nie była żadna nowość. Bardziej zadziwiające było jednak to, że Niall również tajemniczo zniknął. Poczułam ukłucie w sercu, gdy dotarło do mnie, że nie przyszedł porozmawiać od razu po występie. Potrząsnęłam głową, próbując nie dołować się dziwnym stwierdzeniem. Żeby zająć czymś myśli odszukałam wzrokiem Liama. Chłopak siedział na krześle pod ścianą i udawał, że słucha paplania jednej ze stylistek. Byłam w stu procentach pewna, że udawał. Siedział ze zwieszoną głową i właściwie, to chyba ledwo kontaktował. Dopiero wtedy dotarł do mnie - bardzo rzucający się w oczy - fakt, że Danielle nie było przez cały koncert. Nie zwróciłam na to wcześniej uwagi.
             Już postawiłam kilka kroków w stronę zdegustowanego i smutnego chłopaka, gdy ktoś bezczelnie stanął mi na drodze. Z trudem pokonałam wewnętrzną chęć nawrzeszczenia na intruza. Wtedy spojrzałam "intruzowi" w błękitne tęczówki i na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech. Jak zrozumiałam, powodem jego zniknięcia było szybkie odświeżenie się, co w sumie wcale nie było już takie dziwne. Założył czarną koszulkę z logo Batmana i luźne, szare dresy. Po chwili dotarło do mnie, że blondyn coś mi wręcza. Przyjrzałam się dokładnie czerwonej róży, po czym z zachwytem rzuciłam się w ramiona Nialla. To było takie słodkie z jego strony! Musiałam stanąć na palcach, by móc wygodniej ułożyć głowę na jego ramieniu, jednak nim się obejrzałam, już wisiałam w powietrzu w jego objęciach. Zaśmiałam się cicho, gdy po kilkunastu sekundach odstawił mnie ostrożnie na ziemię.
             - Dziękuję - szepnęłam mu na ucho. Nie dziękowałam tylko za różę, nie zdążyłam jeszcze zapomnieć o dedykacji, jaką dostałam od blondyna.
             Odsunął się na niewielką odległość i poruszył zabawnie brwiami.
             Bez jakiejkolwiek zapowiedzi, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą w stronę garderoby, z dala od wszelkich żywych dusz. Zastanawiałam się, co nim kierowało. Miałam ochotę wzruszyć ramionami - tak naprawdę wcale mnie nie obchodziło, dlaczego tam idziemy, raczej cieszyłam się, że znów mogłam pobyć tylko w jego towarzystwie.
             Rozejrzałam się dookoła. Pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy, wielkością przypominało mój pokój. Było w nim dość miejsca na trzyosobową kanapę, zrobioną z czarnej skóry. Naprzeciw stał spory, bardzo ciekawie rzeźbiony stolik, na którym leżały wszystkie niezbędne rzeczy do przygotowania na występ. W oczy rzuciły mi się notatniki z nutami, porozrzucane po całej powierzchni blatu. Stało również kilka butelek wody mineralnej oraz kosmetyki chłopaka. Nad stolikiem wisiało przeogromne lustro, do którego po bardziej zewnętrznych stronach doczepione były kartki z pokrzepiającymi hasłami, jak: "Never give up" albo "Straight to stars". Wśród nich było również kilka zdjęć gwiazd, które zapewne przez tak długi okres czasu zdołały przewinąć się przez tę garderobę. Zerknęłam na czerwoną ścianę, widniał na niej ogromny obraz Michaela Jacksona. Tuż obok niego porozstawiane były przyrządy, na których wisiały ubrania chłopaka.
             Gdy dokładnie obejrzałam pokój, spojrzałam na Nialla. Rozsiadł się wygodnie na sofie, przymknąwszy wcześniej oczy. Musiał wyczuć na sobie mój wzrok, bo od razu uchylił powieki i wyciągnął w moją stronę swoją dłoń. Z uśmiechem ją chwyciłam. Stałam  nad nim przez chwilę wpatrując się w jego błękitne tęczówki. Pociągnął mnie za rękę, jakby nie mogąc się oprzeć samemu sobie, zmuszając mnie tym do zajęcia miejsca tuż obok.

             Nie zamieniając z nikim nawet słówka, zniknąłem w swojej tymczasowej garderobie. Przebierałem się niemalże w biegu. Dlaczego tak mi się spieszyło? Odpowiedź była prosta - potrzebowałem chociaż trochę świeżego powietrza. Musiałem jak najszybciej ulotnić się z budynku, inaczej dziwnym przypadkiem mógłbym ześwirować ze świadomością, że wciąż ograniczają mnie cztery ściany. Tak jak zazwyczaj, skorzystałem z wyjścia awaryjnego, które było najprostszą drogą ucieczki. Nikt po koncertach nigdy nie kręcił się na zewnątrz po tej stronie budynku. Mogłem więc spokojnie przysiąść na marmurowych schodach i bez świadków pobić się trochę z myślami.
             Przeczesałem palcami włosy, które nie do końca zdążyłem wysuszyć, i spojrzałem w czarne niebo. Przez deszczowe chmury nie było widać nawet jednej gwiazdy. Ciężko było znaleźć nawet sam księżyc, który zazwyczaj o tej porze powinien rzucać naprawdę dużo światła. W końcu była pełnia. Skrzywiłem się nieznacznie, gdy jedna z ogromnych, lodowatych kropel wody spadła mi na czoło, jednak nie wróciłem do budynku. Na osiemdziesiąt procent się nie rozpada, pomyślałem, opierając głowę na chłodnej, żelaznej barierce od schodów.
             - Na twoim miejscu unikałabym takich zimnych, deszczowych przesiadówek. Wyobrażasz sobie, co by czuli twoi kumple, kiedy przypadkiem straciłbyś głos przed wywiadem? - Usłyszałem znajomy głos, przepełniony drwiną, acz z nutą słodyczy. Na moją twarz wpełzł pełny grymas zniesmaczenia. Machinalnie zacisnąłem dłonie w pięści i lekko spuściłem głowę, żeby nie mogła tak bezkarnie wpatrywać się w moje oczy.
             Wystarczyło, że kątem oka dostrzegłem standardowy cyniczny uśmiech na jej twarzy, a już miałem ochotę zniknąć z tamtego miejsca. Przebywanie w jej towarzystwie było zbyt bolesne i niezręczne. Zwłaszcza, kiedy walczyłem w duszy sam ze sobą, by nie wykrzyczeć jej w twarz, co naprawdę o niej myślałem. Poniekąd wciąż była zwykłą dziewczyną, którą powinienem szanować, jak każdą inną. W pewnym nawet sensie nie chciałem jej robić przykrości. Nie byłem wcale mściwym frajerem, za jakiego niektórzy mnie uważali. Pomimo tych wszystkich jej wad, dziwnych zachowań, chamskich odzywek i tego, że kiedyś roztrzaskała moje serce na kawałki, wciąż pamiętałem, jak bardzo krucha w środku była Joy. Zawsze otaczała się grubym murem i nie dawała ludziom do siebie dotrzeć, bo bała się, że kiedy ktoś w końcu przebije się przez marmur, wystraszy się tego, co zobaczy i odejdzie. Dlatego, kiedy to ja do niej dotarłem, od razu się wycofała. Zrobiła wszystko, co mogła, by mnie w końcu odepchnąć.
             I odepchnęła. Szkoda, że wcześniej nie pomyślała o tym, jak bardzo bolesny sposób sobie wybrała. Nie potrafiłem jej ot tak wybaczyć, dlatego nie czułem się już komfortowo w jej towarzystwie. Chciałbym umieć znów na nią patrzeć w taki sam sposób, co niegdyś. Jak na jedyną kobietę na świecie. Jak na dziewczynę, którą kochałem. Jak na swoją dziewczynę - tą jedyną, której nigdy bym nie skrzywdził. Ale nie potrafiłem wrócić do przeszłości. Kurczowo trzymałem się tej resztki godności, którą raczej niezamierzenie pozostawiła mi Redau.
             Zastanawiałem się, co ją skłoniło do ponownego dręczenia mojego zmęczonego serca. Jej okrutna natura? Może to była ponowna próba postawienia na swoim? Gdzieś w bardzo ciemnej, dalekiej od rzeczywistości przestrzeni w moich myślach, pojawiła się malutka iskierka, która przy najlżejszym kontakcie z dawnymi uczuciami, spowodowałaby niesamowity wybuch emocji. Niedaleko tej "tykającej bomby" krążyła niewielka myśl: co, jeżeli zmieniła swoje nastawienie i tym razem naprawdę chciała tylko mojej miłości? Bałem się w to wierzyć, bałem się, że w końcu naprawdę odkryję dawne emocje, dlatego chciałem utrzymać dystans. Tylko że Redau chyba nie znała definicji słowa "dystans". Nie ważne, ile razy bym to powtórzył, ona wciąż krążyła wokół mnie, niczym magnes.
             - Odjedź - burknąłem, nie podnosząc na nią wzroku. Na pewno wyglądała olśniewająco. Joy miała to do siebie, że byle jak ubrana i byle jak umalowana na ulicy by się nie pokazała.
             - Daj spokój, wiem, że wcale tego nie chcesz - powiedziała spokojnie. Czułem na sobie jej badawczy wzrok. Niemalże mnie nim przeszywała, dlatego nie potrafiłem pokonać samego siebie i w końcu spojrzałem w jej jasne tęczówki. Zmrużyłem oczy, mając nadzieję, że wykażę tym swoje niezadowolenie. Uśmiechnęła się jednak w odpowiedzi i podeszła jeszcze krok bliżej. W pewnym momencie, zaczęła chodzić po prostej, jakby dwumetrowej linii, w kółko. W tę i z powrotem, jakby właśnie poczuła zdenerwowanie i stała się znienacka bardzo niecierpliwa.
             - Co ty tu w ogóle robisz? - syknąłem, wodząc za nią wzrokiem.
             - Próbuję się z tobą porozumieć.
             - Miałem na myśli: co TU robisz? Skąd wiedziałaś, gdzie mnie szukać? - zapytałem zdziwiony.
             - Och, nie trudno było zgadnąć. Kiedyś non stop wymykałeś się po koncertach tylnymi drzwiami, żeby ochłonąć. Wtedy ja do ciebie przychodziłam, kiedy grałeś w Londynie. - Pokiwałem głową w zamyśleniu. Miała rację, tak było. Dziwiło mnie jednak, że to zapamiętała. Myślałem, że wszystkie chwile spędzone razem puściła w niepamięć. Dokładnie w tym momencie, kiedy przyssała się do rudowłosego faceta, zadając mi tym cios prosto w serce.
             - Proszę, nie bądź taki - rzuciła, stając nagle w miejscu i wpatrując się w moje oczy. Po tych słowach, puściły mi całe nerwy, które starałem się trzymać na wodzy. Powiedziała to w taki sposób, jakbym to ja był wszystkiemu winien. Gwałtownie podniosłem się z miejsca i wycelowałem w nią palcem. Próbowałem ignorować łamiący się głos, drżące ręce i łzy, które zbierały się w moich oczach.
             - Jaki?! Jaki mam nie być?! Próbuję dać ci do zrozumienia, że nie chcę więcej przebywać w twoim towarzystwie, a ty to skutecznie utrudniasz. Nie chcę z tobą rozmawiać, nie chcę cię widzieć. Rozwaliłaś nas związek. Sama sprawiłaś, że zacząłem cię nienawidzić, a teraz masz z tym problem? Wiedziałaś, że cię kochałem. Miałaś tego świadomość, bo zawsze ci to powtarzałem. A ty po prostu odeszłaś. Uciekłaś do innego. Teraz nie masz po co wracać - wysyczałem i spojrzałem w jej przepełnione wściekłością oczy.
             Skrzywiła się nieznacznie, robiąc krok w tył.
             - Cóż, chyba jaśniej nie da się wyrazić - rzuciła, a grymas na jej twarzy stał się jeszcze bardziej wyrazisty. - W takim razie... Powiem tylko, że cieszę się, że spotkałam kogoś takiego jak ty na swojej drodze.
             Westchnąłem ciężko i spojrzałem na nią, nie ze złością, tylko ze zdziwieniem. Dotarł do mnie sens jej słów. A raczej to, co było ukryte w tym krótkim zdaniu. Kiedyś często się tak porozumiewaliśmy, gdy byliśmy w szerszym gronie, albo w miejscu publicznym, a potrzebowaliśmy porozmawiać w cztery oczy. Dostrzegłem dziwny błysk w jej oczach. Nagle zniknęła cała obojętność i jej postawa "jestem anty na wszystko". Pojawiła się Joy, którą znałem wcześniej.
             - Mówisz tak, jakby niedługo wszystko miało się skończyć. - Przełknąłem głośno ślinę, co nie uszło uwadze Redau.
             - Zrozumiałam twoją wcześniejszą aluzję. Już nic cię nie obchodzę. Znikam, póki mam jeszcze odrobinę poczucia własnej wartości - mruknęła i odwróciła się na pięcie. Zmrużyłem oczy i ruszyłem za nią. Zdążyłem już zapomnieć, co powiedziałem wcześniej. Wtedy liczyło się tylko wyciągnięcie informacji od Joy.
             Złapałem ją za nadgarstek i delikatnie pociągnąłem w swoją stronę. Zdenerwowana zlustrowała mnie wzrokiem. Zniknęła cała kokieteria, pojawił się ból i prawdziwy smutek. Coś ścisnęło mnie za serce, gdy dotknąłem jej zimnej, delikatnej skóry. Powaga sytuacji zmieniła moje nastawienie do dziewczyny. Znów zacząłem się przejmować, znów zacząłem czuć tę cholerną troskę o jej zdrowie i samopoczucie. Bez żadnych zbędnych słów, złapałem ją w talii i mocno przyciągnąłem do siebie. Przez chwilę stała bez ruchu, zszokowana nagłą zmianą mojego zachowania. Jednak po chwili zarzuciła ręce na moją szyję i odwzajemniła uścisk. Gdy po chwili się od niej odsunąłem, w świetle latarni, które zapaliły się kilka sekund wcześniej, mogłem dostrzec łzy pomieszane z granatowym tuszem do rzęs, płynąc swobodnie po policzkach dziewczyny. Delikatnie starłem je opuszkami palców i spojrzałem jej głęboko w oczy.
             - Joyce, co się stało? Proszę, powiedz mi to, co chciałaś powiedzieć na początku - szepnąłem spokojnie. Skrzywiła się nieznacznie, zapewne z bólu, gdy usłyszała zdrobnienie jej imienia, którego zawsze używałem. Wyswobodziła się z mojego delikatnego uścisku i stanęła tyłem do mnie.
             - Przez moją wcześniejszą wredną naturę narobiłam sobie mnóstwo wrogów i straciłam wszystkich przyjaciół. Teraz nikogo już nie obchodzi, że prawdopodobnie nie dożyję przyszłego roku - powiedziała łamiącym się głosem.
             Przez chwilę myślałem, że żartowała. Miałem nadzieję, że to jeden z jej podłych, w ogóle nie śmiesznych dowcipów. Jednak ona wcale się nie śmiała. Kompletnie mnie zatkało, nie wiedziałem, co powiedzieć, dlatego stałem tam, jak wryty, patrząc, jak jej szloch przeradzał się w głośniejszy płacz. Przystawiła rękę do ust, próbując się opanować. Byłem niemalże pewny, że właśnie przygryzła skórę swojej dłoni. Zawsze tak robiła, kiedy nie mogła przestać płakać. Przenosiła całą swoją uwagę na ból, który się pojawiał, zapominając o źródle smutku i złości. Potrząsnąłem delikatnie głową, próbując wyrwać się z odrętwienia. Powoli, bezszelestnie podszedłem bliżej niej i objąłem ją w talii. Pozwoliłem, by oparła głowę na moim ramieniu i pogłaskałem ją lekko po włosach.
             - Dlaczego tak mówisz? Wytłumaczysz mi? - zapytałem spokojnie, nie przestając gładzić jej loków.
             Już miała się odezwać. Już miałem dostać wszystkie wyjaśnienia. Już miało być dobrze, kiedy usłyszałem krzyk jakiejś dziewczyny, na oko osiemnastoletniej. Byłem tak zaabsorbowany sprawą Joy, że zapomniałem, gdzie tak naprawdę się znajdowaliśmy. Na chwilę zapomniałem, kim jestem, co w pewnym sensie dało mi dużą satysfakcję, jednak przyprawiło nas o delikatny zawał serca. Spojrzałem przerażony na zszokowaną Redau i szybko wypuściłem ją z objęć. Wyszliśmy prawie na główny plac, nie dziwne więc, że fanki, które dopiero opuszczały aulę, albo te, które nie dostały się do środka i wciąż czekały na swoją szansę bez problemu dostrzegły moją osobę.
             - Harry! Harry! - Słyszałem krzyki. Spełniły się moje najgorsze przeczucia: to nie była mała grupa dziewcząt.
             - Masz czym bezpiecznie wrócić do domu? - zapytałem szybko.
             - Przyjechałam samochodem - rzuciła, gorączkowo rozglądając się po placu.
             - Zadzwonię do ciebie. Leć - mruknąłem, odpychając ją lekko od siebie. Pokiwała głową i zniknęła zaraz za rogiem budynku, pędem kierując się w stronę parkingu.
              Rozejrzałem się gorączkowo dookoła własnej osi. Cofnąłem się o kilka kroków, mając nadzieję, że może dziewczyny stwierdzą, że to było tylko przywidzenie i wrócą do swoich zajęć. Po raz kolejny się myliłem. Najpierw podbiegło do mnie kilkanaście osób, wyciągając telefony, aparaty, notesy i wszystko, co każdy bardzo "zaangażowany" fan ma w zanadrzu. Nim zdążyłem mrugnąć, dziesięć osób zmieniło się w dwadzieścia, dwadzieścia w trzydzieści i tak dalej, aż liczenie stało się nie lada wyzwaniem.
             - Hazza? - Dobiegł do mnie skądś głos Zayna. Przez chwilę myślałem, że się przywidziałem, jednak jego nawoływania stały się coraz głośniejsze i coraz częstsze. Po chwili zza rogu budynku wyłoniło się pięć ciemnych postaci.
             Od końca koncertu po Harrym nie było ani śladu. Nie widział go nawet żaden z ochroniarzy, co zaczęło nas naprawdę martwić. Louis, jako że najlepiej znał przyzwyczajenia kumpla, stwierdził, że najprawdopodobniej zaszył się na schodach awaryjnych. Podobno zawsze tak robił, ponieważ po koncertach potrzebował dużo spokoju i ciszy. Całą grupą ruszyliśmy więc do wyjścia awaryjnego, by po chwili znaleźć się na pustym zaułku. Dookoła nie widzieliśmy żywego ducha, jednak wokół wciąż słychać było wrzaski dziewcząt, które zebrały się po drugiej stronie budynku.
             - Czy wam też się wydaje, że Harry wpadł w niezłe tarapaty? - zapytał z nutką strachu w głosie Liam. Pokiwałam spokojnie głową, zastanawiając się, gdzie u licha podział się kędzierzawy.
             Podążyliśmy za piskami i nawoływaniami dziewcząt. Skandowały właśnie imię chłopaka, nic dziwnego, że gdy tylko wychyliliśmy się zza rogu, ujrzeliśmy Harry'ego w środku całego tłumu, który wyglądał na nieco zakłopotanego i przerażonego jednocześnie. Próbował skupić się na jednej dziewczynie, by dać jej autograf, jednak to było dosyć ciężkie zadanie, kiedy ponad trzydzieści osób na raz prosiło o to samo. Nawet gdyby się roztroił, nie dałby sobie rady.
             Jedna z fanek krzyknęła coś o reszcie zespołu, co wywołało u mnie ogromną falę strachu. Dlaczego? Wszystko przez to, że coraz więcej dziewcząt zbierało się w tłumie, w którym jednak z nich zauważyła nas za rogiem. Ponad dwadzieścia par oczu spojrzało na nas z uwagą, wyczekując jakiegoś znaku. Nie zdążyłam mrugnąć, gdy nagle fanki zaczęły biec w naszą stronę. Zerknęłam na stojącego najbliżej mnie Zayna, który z miną pokerzysty lustrował twarze dziewcząt. Po chwili nawet on zawieruszył się gdzieś w niemałym tłumie.
              W tym całym zamieszaniu straciłam z oczu chłopaków. Fanki natarły na nich ze wszystkich stron, zapędzając ich w kozi róg. Zapewne stali teraz przyciśnięci do ściany, czując się niczym sardynki w puszcze. Tyle że jeszcze żywe i - dusząc się - wołające o pomoc. Najgorsze było to, że pojawiało się coraz więcej fanek. Jedna z dziewcząt, torując sobie drogę, uderzyła mnie łokciem w żebra. Zgięłam się wpół, próbując powstrzymać krzyk bólu. Ile tych dziewczyn się tutaj zebrało? Sto pięćdziesiąt? Może nawet więcej. Niektóre twarze kojarzyłam jeszcze z koncertu. Były to dziewczyny, które stały w pierwszym rzędzie. Kilka z nich nie dostało się nawet na salę, przez cały ten czas koczowały pod aulą.
             Gdzieś ponad głowami fanek mignęła mi ciemna czupryna Zayna. Na szczęście jego jasne pasemko na grzywce, postawione do góry, rzucało się w oczy. Och, dzięki ci, Zayn, że tak troszczysz się o swoje włosy, godzinami stawiając je na żel! Od razu skierowałam się w tamtą stronę, próbując się przecisnąć między walczącymi o autografy dziewczętami. Szczupłe i, w większości przypadków, niskie, a miały w sobie tyle siły. Cudem przedostałam się gdzieś w pobliże Malika. Nie minęła chwila, a stałam tuż za nim. Dotknęłam lekko jego ramienia. W porównaniu z szarpaniem i dźganiem, co fundowały mu właśnie jego własne fanki, zapewne nawet nie poczuł mojego dotyku.
             - Chwila, moment. Nie wszystkie na raz, dziewczyny, błagam - mruczał pod nosem. Pociągnęłam go za rękę. Oburzony, obrzucił mnie gniewnym spojrzeniem. Chyba przeze mnie nie wyszedł mu podpis. Jednak, gdy tylko zobaczył moje zmieszanie, od razu przeprosił. - Widziałaś Nialla? - zapytał zatroskany. Pokręciłam przecząco głową, posyłając pytające spojrzenie. - Muszę go znaleźć. On zawsze umiera ze strachu w sytuacjach takich, jak ta. 
             Byłam zdziwiona jego słowami. Przecież działali w branży, w której sytuacje takie, jak ta, były normą. W dodatku tyle razy, ile z nim rozmawiałam, nigdy nie wspomniał o swoim "problemie". Dobrze wiedział, że mi może powierzyć każdy sekret. Czy ten był zbyt wstydliwy, by napomknął o nim chociaż słowem? 
             Zayn, nie zważając na protesty i prośby fanek, próbował utorować sobie drogę między nimi. Chciał jak najszybciej znaleźć Nialla, który według niego, właśnie starał się wybrnąć z przerażającego tłumu. Nie wahałam się zbyt długo, niemalże od razu ruszyłam za Malikiem. Jeżeli on rzeczywiście potrzebował pomocy, nie potrafiłam tego zignorować. Za bardzo mi na nim zależało, by zostawić go na pastwę rozwrzeszczanego i zniecierpliwionego tłumu, domagającego się jego pełnej uwagi. 
             Rozglądałam się dookoła, próbując odnaleźć chłopaka. Niestety, ale nie należałam do najwyższych dziewcząt, dlatego ciężko było mi wyszukać kogokolwiek. Nawet, gdy wspięłam się na palce, moja widoczność wciąż była ograniczona. Zdałam się więc na Zayna, który z kolei górował nad większością dziewczyn, zebranych wokół nas. Gdzieś w tłumie odnalazłam Liama, który ze zniesmaczoną miną, próbował  się ulotnić. Oczywiście nieskutecznie. Pomachałam do niego ręką, pokazując konkretny kierunek, w którym mieliśmy się udać. Nie miałam pewności, czy zauważył, jednak to nie o Payna się teraz martwiłam. 
              W pewnym momencie zorientowałam się, że Malik ponownie zniknął z mojego pola widzenia. Rozpłynął się w powietrzu, zostawiając mnie samą wśród krzyczących, teraz już w moją stronę, dziewcząt. Chwilę później poczułam mocny uścisk czyjejś dłoni. Odetchnęłam z ulgą, gdy znów zobaczyłam twarz Mulata. Uśmiechnął się przelotnie, ciągnąc mnie za sobą. 
              - Jest! Widzę go - powiedział, próbując panować nad emocjami. 
              Ścisnęłam mocniej jego dłoń, kiedy jedna z fanek próbowała mnie od niego odepchnąć. Nie puszczając mojej ręki, chłopak skinieniem głowy nakazał mi iść tuż przed nim. Byłam mu naprawdę wdzięczna, że starał się mnie osłonić. Ruszyłam we wskazanym wcześniej kierunku. Wystarczyło tylko kilka kolejnych kroków, by móc stanąć niemalże twarzą w twarz z blondynem. Chłopak ze strachem w oczach, próbował podpisać jednej z fanek  swoje zdjęcie. Przeszkadzały mu w tym jednak jego trzęsące się ręce. Czyli, że on naprawdę nie dawał sobie rady z pojawiającymi się znikąd, licznymi grupami fanów. Malik stanął u jego boku, posyłając pokrzepiające spojrzenie, z nerwów wciąż ściskając moją rękę.
             - Jesteśmy, stary - powiedział spokojnie Mulat. 
             Niall kiwnął głową, przełykając głośno ślinę. Wyglądał na oszołomionego i nieco roztrzepanego. Jednak, kiedy spojrzał w moją stronę, wydawał się być obecny w stu procentach. Zlustrował mnie wzrokiem, zatrzymując go na mojej dłoni, która trwała w uścisku Malika. Ściągnął brwi i zacisnął usta w cienką linię, jednak powstrzymał się od komentarza. W takiej chwili nie chciałam go bardziej denerwować, dlatego bez zbędnych słów, puściłam rękę przyjaciela i wyciągnęłam ją w kierunku blondyna. Nic nie powiedział, jednak widać było, że nieco się rozluźnił. Złapał moją dłoń i podszedł nieco bliżej mnie. 
             Znikąd pojawił się Louis, który wpadając na mnie, niemalże przewrócił mnie na ziemię. Podtrzymał mnie za ramiona, a kiedy zdążyłam złapać równowagę, obrzuciłam go złowieszczym spojrzeniem.
             - Musimy się stąd wydostać. Co ty zrobiłeś, Harry? Co ci strzeliło do głowy, żeby wyjść z budynku bez ochrony i to po koncercie? - zapytał kędzierzawego, którego ciągnął za sobą. Chłopak tylko uśmiechnął się przepraszająco. Przewróciłam oczami, próbując powstrzymać chęć przyłożenia Stylesowi w twarz.
~*~
Cześć, kochani!
Ach, miałam dodać rozdział wcześniej, a wyszło, że znów o mały włos się nie spóźniłam. No cóż, jak dla mnie, to jest równie dziwny i długi, co poprzedni. Kładąc nacisk na "dziwny". Ale to Wasza opinia jest w tym momencie najważniejsza :)
Ostatnimi czasy coś mało Wam dziękuję. Stwierdziłam, że muszę to nadrobić, dlatego oto ogromne podziękowania ode mnie, specjalnie dla Was! Za to, że jesteście, że to czytacie, że komentujecie, że zasypujecie mnie taką ogromną ilością cudownych słów, które są niczym miód na moje serducho. Dziękuję ^,^ Gdyby Was tu nie było, zapewne już dawno zakończyłabym tę historię. (Ach, ten mój słomiany zapał). A tu proszę bardzo - niedługo kończę pierwszą księgę! Yey! *-*
Okej, co powiecie na nowy szablon? No, niestety, ale nie w każdej rozdzielczości wygląda tak samo. Jeżeli ktoś ma monitor innych rozmiarów, no cóż, wybaczcie utrudnienia :)

17 komentarzy:

  1. Leżę... ;D Harry wpakował ich w niezłe tarapaty. Nieprędko uwolnią się od tłumu rozwrzeszczanych fanek. I w ogóle nie dziwię się Niallowi. Jasne, fajni są fajni, no wiadomo. Ale podziwiam resztę zespołu, że tak spokojnie reaguje na taki tłum. Ja bym chyba uciekła. Oczywiście gdyby mnie przepuścili xD
    Nie mów mi, że między Liamem a Danielle się wali? W tej chwili nie widzę innego wytłumaczenia jego dziwnego zachowania. Niech ktoś zbierze się na pogadanie z nim. Dobrze, że chce sam sobie radzić ze swoimi problemami, ale wszystkiego nie przejdzie sam. Przyjaciele zawsze są potrzebni. ;)
    Joy mówiła poważnie? Jest chora? Zostało jej nie wiele życia? Zupełnie nie wiem co napisać, jestem tak zaskoczona. Chociaż nawet to nie zmienia mojej opinii co do niej. Jest chora, ale w jaki sposób miałoby to tłumaczyć jej zachowanie z parku? ;o Dla mnie nie tłumaczy wcale.
    Marsi? Ahh, kocham <3
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. przyznam, że czytając fragment o nacierających fankach sama czułam przerażenie na samo wyobrażenie tego, współczuje chłopakom, że musza się mierzyć z czyms takim na co dzień... Bardzo ale to bardzo zaskoczyła mnie Joy. Wydawała się być szczera, no i w takich kwestiach raczej się nie żartuje, ale zgadam się z poprzedniczką, to nie tłumaczy jej zachowania w parku, które jak dla mnie było niewybaczalne. Chociaż w takiej sytuacji zapewne Harry będzie chciał jej pomóc jak tylko będzie potrafił i chyba mu się nie dziwie, nieważne co było przedtem, teraz Joy go cholernie potrzebuje.
    Szkoda mi Nialla, bo jak już pisałam, ta sytuacja dla mnie jest rpzerażająca, ja zapewne bym się rozpłakała i uciekła ;D Dobrze, że ma takiego przyjaciela jakim jest Zayn, który od razu o nim pomyślał i przyszedł na ratunek <3

    OdpowiedzUsuń
  3. eeeh chciałam napisac to co dziewczyny, no ale cóż nie chcę się powtarzać. :)
    Rozdział jest prześwietny, jak każdy :)
    Zgadzam sie w pełni z poprzedniczkami i z niecierpliwością czekam na kolejny :) <3

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany, jaki cudny rozdział i długi uhu, uwielbiam. Joy według mnie jest podejrzana. Czy ona coś kręci? Nie wiem, może to bierze się z mojej natury, bo zwykle jestem podejrzliwa i jakoś nie wierzę w to co mówi Joy. Ale że Harry mimo tego jak go zraniła wciąż się nią przejmuje, to się kurde nazywa miłość <3. Tak czy siak nie lubię Joy.
    Ta scena kiedy Zayn szuka biednego Niall'a była taka urocza. To jest takie rozczulające, kiedy chłopcy mogą na sobie aż tak polegać. Ach i oczywiście jeszcze dedykacja piosenki dla Any <3 Nie wiem ile razy ci powtarzałam, ze kocham twój styl pisania i twoje opisy, ale napiszę to po raz kolejny. Kocham, kocham, kocham <3. A szablon jest cudny, co prawda mi się troszeczkę rozjeżdża w połowie, ale to nieważne.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie wyobrażam sobie być w takiej sytuacji, ale po niektórych fanach 1D na pierwszy rzut oka widać, że oni mogą wszystko. można powiedzieć, że z jednej strony współczuję im takiego życia, ale z drugiej chyba jednam bardziej zazdroszczę. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały! Powalił mnie na łopatki! Już nie mogę sie doczekać CD! Czyżby Joyce jednak miała uczucia?

    OdpowiedzUsuń
  7. O jeeej *-* Niall ty słodziaku do jasnej cholery. haha :D Um, Zayn jako, że nasza bohaterka niezbyt często z nim rozmawia zachował się wspaniale pomagając jej, biedny Niall chmara fanów, to nic przyjemnego, oh trochę go zabolało, że Anay'a ( Boże dobrze? ) trzymała rękę Zayna, ale pewnie to zrozumie, w końcu chceili się wydostać. Joy? Mimo wszystko nadal nie do końca mi tutaj wszystko pasuje, ale kto wie może się mylę. Rozdział dłuuugi i strasznie mi się podoba :D a szablon jest piękny :> dużo weny życzę i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaki cuuudowny!
    Zawsze wyobrażałam sobie Nialla właśnie takiego, jako opiekuńczego, słodkiego i kochanego chłopaka!
    Chętnie przywaliłabym Joy patelką. Po tym co zrobiłam nie umiem jej polubić. Ona ma czelność do mnie jeszcze przychodzić! Jakby nie była taka wredna to może ktoś by ją lubił.
    Myślę, że Niall i Anya w końcu ogłoszą, że oficjalnie są parą.
    Zayn ma dziewczynę... Uuuu...
    Tylko mi nie mów, że Liam się rozstaje z Danielle. Nie przeżyje! Dobrze, że chociaż Louisowi się układa z Elką.
    Co do szablonu... jest nieziemski! Czasem są u mnie z nim jakieś kłopoty, ale i tak piękny *.*

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział cudowny ;))
    To jak Niall zadedykował Any More Them This, taki zbiorowe uuuuuu :P
    I teraz czuję że Harry zaopiekuję się Joy, bo w końcu on dalej ją kocha, choć tak bardzo go zdradziła ;(
    Akcja z fankami i przestraszonym Niallem, taka masakryczna, widziałam to oczami mojej wyobraźni, nie ja tak bym nie chciała ...
    To moment kiedy Niall patrzy na splecione ręce Any i Zayna, nasz zazdrośnik :D
    Czekam na następny ;))
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nowy szablon jest poprostu sjdgfiasnfiasn *.*
    Niall jest taki słodki
    I opiekuńczy.
    I kochany.
    Uwielbiam go no xd
    A co do Joy - NIENAWIDZĘ SUKI.
    Przepraszam za wyrażenie ale nigdy nie przestanę jej nienawidzić xd
    Czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Jej cudowne opowiadanie <3 wszystkie wątki są zawarte, fajnie opisane, lecz jak dla mnie to mi brakuje takich scen między Any i Lou jako siostra - brat :) bardzo bym się cieszyła gdybyś co nie co napisała na ich wspólny temat :)
    a tak poza tym to mega wciągające opowiadanie, nie mogłam zostawić nie przeczytanych rozdziałów na następny dzien więc wszystko przeczytałam w jeden wieczór,i dlatego jak dla mnie to musi oznaczać, że opowiadanie jest ciekawe i z sensem :)
    Pozdrawiam i czekam na następny mam nadzieję, że też ciekawy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  12. mam nadzieje, że uda mi sie coś dodać w weekend, ale wole nic nie obiecywać ;c niestety, czasu wolnego mam z tygodnia na tydzień coraz mniej. Przepraszam za to, ale nic nie poradze ;cc i dziękuje, że mimo wszystko jesteś ze mną i tym opowiadaniem ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciężko będzie w jednym komentarzu powiedzieć to wszystko, co miałam w planach podczas pochłaniania rozdziału. Owszem, pochłaniania, bo inaczej tego nie nazwę. Może zacznę od początku. Spodziewałam się takiego obrotu sprawy na koncercie - z tą dedykacją, to takie słodkie. Mniam mniam. Kolejna scena z Hazzą, którego ubóstwiam w całym opowiadaniu. Jest taki chyba najbardziej wiarygodny spośród tych wielu, które miałam okazję czytać. Wybacz, ale muszę to powiedzieć - nienawidzę takich ludzi, jak Joy! Grr, krew mnie zalewa, gdy czytam fragmenty z nią w roli głównej. Wiem jednak, że to nie byłoby to samo bez tej wkurzającej (z trudem powstrzymuję się od wulgaryzmów) postaci. Mimo wszystko zdenerwowało mnie, że Harry przyjmuje ją z otwartymi ramionami. Styles, śpisz za to na wycieraczce. Z drugiej strony dzięki takim właśnie momentom twoja historia przypomina fabułą prawdziwą książkę; nie wszystko lubimy, nie wszystko dzieje się po naszej myśli. Ot co. No i na koniec: wyczuwam jakieś spięcie związane z trójkącikiem Niall/Anya/Zayn? Mniam mniam po raz kolejny. Ach, nie wiedziałam, że słuchasz 30STM! Kocham cię dzięki temu jeszcze bardziej! Całusy przesyła twoja wierna fanka - Kerubit!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zadedykowanie 'More Than This' głównej bohaterce było urocze. Wciąż się uśmiecham, gdy sobie o tym przypomnę. Mieć takie chłopaka, jak nasz kochany Irlandczyk to prawdziwy skarb. Szkoda tylko, że w naszym codziennym życiu nie można na takiego natrafić. Nie powiem, bo odrobinę się zdenerwowałam, gdy pojawiła się Joy. Zdziwiło mnie, po co znowu przyszła? Co chciała powiedzieć Harry'emu? Gdyby nie tłum napalonych fanek wszystko zapewne by się wyjaśniło. W każdym bądź razie mam nadzieję, że wkrótce jednak się dowiem co i jak. :) Ni i końcowy fragment z oszukiwaniem siebie nawzajem wśród rozwrzeszczanych dziewczyn, powaliła mnie na kolana. :D Nie dziwię się, że Niall się bał. Sama na jego miejscu bałaby się o swoje życie, w końcu kto wie co siedzi w głowach fanek. Do wszystkie są zdolne. Ale cieszę, że Mulat przyszedł mu na ratunek, prawdziwy skarb taki przyjaciel. :)
    Czekam na ciąg dalszy. x

    www.trzynasty-dzien-milosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Dopiero co znalazłam Twoje opowiadanie i powiem Ci, że jest świetne -aż tak, że chcę więcej i częściej! Więc nie muszę mówić, jak baaaardzo czekam na następny? Zakochałam się w twoim stylu pisania, w bohaterach jakich wykreowałaś no i ogólnie fabule.
    witness-the-slow-death.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Zadedykowanie utworu to oczywista sprawa. Nie mógł sobie tego odmówić. Nie Nialler. On, taki romantyczny - aw. Czy Twój wymarzony chłopak miałby być taki jak on? Tak się nad tym zastanawiam. Czy jemu właśnie przypisujesz cechy ideału? Nie musisz odpowiadać. To tylko moje dzikie przemyślenia.
    Ale wiesz co Ci jeszcze powiem? Że fragment Nialla jest dla mnie najbardziej charakterystycznym z całej piosenki. To jego solówka wryła mi się w mózg. Gdy pomyślę o More than this od razu słyszę Blondyna. To cudowne, że akurat ta piosenka znalazła się w tym rozdziale. Dla Anyi.
    A poza tym... JOY?! Szokujesz mnie na każdym kroku. Tak jak ona zaszokowała Hazzę. Dlaczego musi być taka zła? Dlaczego musi mieć taką złą przeszłość? Pomimo to na koniec... Zaczęłam współczuć. Potrafisz wzbudzać tak skrajne uczucia, że po prostu odpadam. Jesteś mistrzem kreowania postaci. Mistrzem, geniuszem. Ta historia jest tego przykładem. Zła, okrutna Joy nagle pokazuje swoją słabość. Płacze. Ucieka do Hazzy. Wie, że może mu zaufać. A może wykorzystuje jego słabość do niej? Wie, że jej nie odtrąci. Że nie jest tak łatwo mu o niej zapomnieć. Eh, ciężka sprawa.
    No i zlot fanek. Przecież Harry nie mógł tego przewidzieć. Usprawiedliwiam go. Tak. Bo należy się. Ale powiem Ci, że byłam z nimi w tym rozszalałym tłumie. Szukałam ich między tymi dziewczynami. Po raz kolejny wszystko stało się takie prawdziwe... Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię! To wiele dla mnie znaczy!