16 lipca 2012

Rozdział III: Marisol

Anya
Spacerowałam z Harrym po parku. Wybiła godzina dwudziesta - o tej porze w okolicy robiło się bardzo spokojnie. Ludzie po wieczornej przechadzce z psem wracali do domów, zamykali wszystkie zamki, siadali przed telewizorami i oglądali wiadomości. Zdarzało się, że można było spotkać w parku grupkę dzieci, która i tak za chwilę znikała z oczu przez ustaloną wcześniej przez rodziców godzinę policyjną. Ruch uliczny zmniejszył się do minimum - większość sąsiadów wróciła już z pracy.
Matka Natura sprezentowała nam ciepły, bezdeszczowy wieczór. Jedynie delikatny powiew wiatru co chwilę bawił się naszymi włosami i delikatnie muskał odsłoniętą skórę. Między nami panowała przyjemna atmosfera - nie czuliśmy się nieswojo, a to wszystko dlatego, że wciąż traktowałam go jako bliższego znajomego (niestety, nie potrafiłam od razu nazwać go przyjacielem). Miałam nadzieję, że Harry nie będzie próbował przeskoczyć tego poziomu, na którym powoli zaczyna się kogoś poznawać. Od naszego pierwszego spotkania nie wydarzyło się nic szczególnego. Harry przez prawie całe poprzednie spotkania trzymał mnie za rękę, na szczęście nie pozwolił sobie na nic większego. Buziaki, całusy i ciągły kontakt wzrokowy nie wchodził w grę, przynajmniej póki co. Wydawałoby się, że Hazza jakimś cudem to wyczuwał (lub został dobrze poinstruowany przez mojego brata), ponieważ starał się rozgrywać wszystko powoli. Dzięki temu stopniowo oswajałam się z jego obecnością. Przestałam uciekać wzrokiem, gdy patrzył prosto w moje oczy, co w moim mniemaniu było nie lada sukcesem. Nie potrafiłam jednak przeskoczyć dystansu, który sama perfidnie stworzyłam między nami. Oczywiście nie dlatego, że go nie lubiłam. Harry był niesamowitym facetem, o naprawdę ogromnym sercu. Problem pojawiał się, kiedy próbowałam myśleć o nim, jako o kimś... bliższym.
Umawiać się z przyjacielem swojego brata?
Cóż, w sumie każdy związek to przyjaźń z większą dawką namiętności, jak to mówią. Szkoda, że Styles nie pomyślał o tym, by najsampierw spróbować się ze mną zaprzyjaźnić. Na pewno byłoby nam łatwiej - od przyjaźni do miłości tylko jeden, mały krok. Czy jakoś tak.
- Mogę cię o coś spytać? Tylko chcę szczerej odpowiedzi - zaczął temat, wreszcie przerywając ciszę. Nie przeszkadzała mi... zazwyczaj. Jednak dzisiaj po głowie chodziło mi bardzo dużo ciekawych spraw, które sama chciałam poruszyć, więc cieszyłam się, że zaczął rozmowę.
Harry zerknął na mnie ukradkiem. Jego zielone oczy ujawniły jego lekki strach. Chyba czuł się niepewnie, bo zaczął poprawiać palcami swoje włosy, co wyglądało dość komicznie. T naprawdę wystarczyłoby potrząsnął głową, a włosy ułożyłyby się same.
Moją uwagę przykuł nadgarstek chłopaka, na którym znajdował się niewielki tatuaż.  Wpatrywałam się przez chwilę w napis I can't change, kiedy dotarło do mnie, że szatyn wcześniej zadał mi pytanie. Najwidoczniej wciąż czekał na odpowiedź, skoro nie odezwał się już ani słowem.
- No dobra, postaram się - rzuciłam.
Harry przybrał bardzo dziwny wyraz twarzy. Wyglądał na skupionego, ale, w tym samym czasie, na lekko niepewnego. Jakby jego własne myśli zaczęły mu przeszkadzać. Zachowywał się stanowczo zbyt poważnie jak na niego.
- Ilu chłopaków miałaś do tej pory? Wiem, że pytanie o ex są raczej zakazane, ale za bardzo mnie to intryguje.
Rzeczywiście, zadając to pytanie, w ogóle nie ukrywał zainteresowania. Wręcz przeciwnie, perfidnie wpatrywał się w moje tęczówki. Wzięłam głęboki oddech, odwracając wzrok. Czułam się skrępowana, a to, że wciąż trzymał mnie za rękę, czekając na odpowiedź, wcale mi nie pomagało.
Skąd mógł wiedzieć, że przez to zacznę się stresować?, pomyślałam, usprawiedliwiając go.
- Prawdę mówiąc... - zaczęłam spokojnie, by sprawdzić czy całkowicie panuję nad głosem - ...właściwie żadnego - dodałam po chwili namysłu.
Harry pokiwał głową, patrząc przed siebie, jak gdyby właśnie coś do niego dotarło. Jeżeli chodziło mu o to całe "wolne tempo", to owszem, właśnie znalazł przyczynę. Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi. Przecież powiedziałam prawdę. Do tej pory zajmowałam się dosłownie wszystkim, tylko nie chłopakami. Sprawy sercowe odstawiłam na bok, bo wierzyłam, że miłość z czasem przyjdzie sama. Szkoła, dom, rodzina - to było moim priorytetem, w przeciwieństwie do reszty dziewczyn w moim wieku, które zmieniały chłopaków niczym rękawiczki. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nigdy nie marzyłam o byciu w związku. Zdarzało mi się myśleć nad tym, jak wyglądałby mój wymarzony chłopak, czym by się zajmował i jak by się zachowywał. Jednak na tym wszystko się kończyło. Na zwykłych przypuszczeniach.
Kiedyś myślałam, że już znalazłam tego jedynego, bez którego nie potrafiłabym żyć. Byłam w niego zapatrzona, na każdym kroku próbowałam mu pokazać, jak bardzo mi zależy. Ale on miał mnie tylko za przyjaciółkę. Nie brał pod uwagę związku, zwłaszcza, że od dawna wiedział o swojej przeprowadzce. Nie powiedział mi, chociaż się przyjaźniliśmy. Trzymał to w tajemnicy, pozwolił, bym z dnia na dzień coraz bardziej popadała w zauroczenie. Choć… jak teraz o tym myślę, to możliwe, że naprawdę nie zdawał sobie z tego sprawy. Że dawałam zbyt subtelne, niezauważalne znaki.  Nieważne…  chciałaś zapomnieć, tak? Więc przestań o nim myśleć, najlepiej… na zawsze, upomniałam się.
- Poważnie. Byłam... może na dwóch randkach jak do tej pory? Kiedyś wychodziłam ze znajomym ze szkoły. Poprzestało na przyjaźni, gdy spostrzegliśmy, że tak naprawdę nic nas nie łączy – zaczęłam opowiadać bezpieczną historię, od której przez przypadek nie zaczęłabym płakać. - Nie mieliśmy kompletnie żadnych wspólnych zainteresowań. W pewnym sensie, to nawet cieszę się, że nic z tego nie wyszło. On zdecydowanie nie był... no wiesz... w moim typie.
Między nami zapadła cisza. Kątem oka widziałam, jak Harry wpatruje się w swoje buty, wyglądając przy tym, jakby bił się z myślami. Nie musiał nic mówić, po jego minie widziałam, nad czym się zastanawiał.
Czy był w moim typie?
Niestety, ale na to pytanie sama nie znałam odpowiedzi.
- No, teraz twoja kolej. Ile panienek miałeś do tej pory?
Spojrzałam na niego w przypływie pewności. Speszony odwrócił wzrok. To zły znak, pomyślałam.
- Kilka - odpowiedział, jak dla mnie, stanowczo za szybko.
- Kilka - powtórzyłam z irytacją.
Wyrwałam dłoń z jego uścisku i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Widziałam, że chłopak obmyśla jak tu wyjść z sytuacji obronną ręką.
- Po prostu powiedz - mruknęłam niezadowolona. - Ja powiedziałam.
Prychnął w odpowiedzi, co mnie trochę zdenerwowało. To, że nie miałam o czym mówić, to już inna sprawa. Też było mi głupio, że nigdy dotąd nie byłam w związku, a jednak byłam z nim szczera. Nie odstawiałabym tej szopki, gdyby rzucił to prosto z mostu.
Kilka... I teraz główkuj, co to „kilka” w jego mniemaniu znaczyło.
- Osiem? - odpowiedział po namyśle. Tylko dlaczego, do cholery, postawił tam znak zapytania? – Nie… - dodał, wyliczając coś na palcach. – Jeszcze dwie.
- Czyli dziesięć? - Kiwnął głową, wciąż patrząc pod nogi. - Nie jest tak źle, myślałam, że będzie gorzej. - Szturchnęłam go w ramię. Rozchmurzył się nieco i objął mnie w talii.
- Chociaż tylko jedna była tak... no... naprawdę - przyznał się, a mi spodobała się jego szczerość. - To co dalej? - zapytał, nim zdążyłam choćby pomyśleć nad dość inteligentną odpowiedzią. Ten temat chyba jednak nie przypadł mu do gustu, kiedy to on musiał mówić, a nie ja. - To znaczy, gdzie idziemy? Może pójdziemy coś zjeść?
- Lody? - zapytałam, kiedy poczułam nagłą chęć na coś słodkiego.
Zgodził się i po chwili ruszyliśmy w stronę budki z lodami.

*
Gdy po kilkunastu minutach weszliśmy do domu, wszystko wydawało się być nadzwyczaj normalne. Liam z Zaynem zajęli kanapę. Payn był szczęśliwym posiadaczem pilota do telewizora. Położył go sobie na brzuchu, włączając uprzednio swój ulubiony film Disneya. Zayn co chwile rzucał chłopakowi pełne znużenia i wyrzutów spojrzenie. W pewnym momencie Malik podniósł rękę i powoli zaczął wyciągać ją w stronę upragnionego przedmiotu. Gdy jego dłoń zawisła dosłownie kilka centymetrów od pilota, chłopak zawył i przytulił ją z powrotem do siebie. Jak się okazało, Liam wyczuł idealną chwilę i klepnął Zayna po ręce, wkładając w to całą swoją siłę.
Nie musiałam nawet wchodzić do kuchni, by dowiedzieć się, że to tam znajduje się Louis. Właśnie tam siedział gdy wychodziłam z domu, a biorąc pod uwagę jego ostatnie zachowanie, na sto procent nie ruszył się z miejsca.
Od kilku dni chodził po domu zupełnie bez życia. Zbywał każde moje pytanie o jego samopoczucie, unikał rozmowy, a gdy już do niej dochodziło, starał się wybrnąć, mówiąc, że ma coś do zrobienia. Zmienił się, trochę jakby ktoś wyssał z niego całą radość życia i nieprzewidywalność, z której słynął.
Zresztą, nie tylko ja doszłam już do takich wniosków. Chłopaki nie raz i nie dwa próbowali go rozchmurzyć, jednak bezskutecznie. Nawet Eleanor dzwoniła do mnie kilka razy, by sprawdzić czy jego stan uległ zmianie (Louis unikał rozmowy nawet z własną dziewczyną). Martwiła się o niego, tak samo jak my wszyscy. Tylko, że ona dodatkowo obwiniała siebie za jego dziwne zachowanie, co z kolei było niedorzeczne. Lou kochał Eleanor, a ona kochała jego. To nie mogło być przez nią. Po prostu nie mogło.
Wpadłam do kuchni. Tak, jak się spodziewałam, Louis nie ruszył się z miejsca. Jadł lody widelcem i spoglądał w zamyśleniu na ekran swojego telefonu. Nawet nie zwrócił na mnie uwagi, gdy przekroczyłam próg. Wzięłam sobie sok z lodówki i stanęłam tuż za nim, by spojrzeć na fotografię, od której, jak się okazało, od dłuższego czasu nie odwrócił wzroku. Tuż obok Louisa stała na niej średniego wzrostu blondynka. Prześliczna blondynka o imieniu Alice.
- Dzwoniła do mnie dwa dni temu – szepnął, nie odwracając wzroku od wyświetlacza.
- A wiesz kto dzisiaj dzwonił do mnie? I wczoraj? I przed wczoraj? - zapytałam, siadając na krześle obok. Pokręcił głową, choć w głębi duszy wiedziałam, że znał odpowiedź. - Eleanor. - Spuścił wzrok, odkładając widelec na stół. - Martwi się o ciebie i to bardzo. Mówi, że jesteś strasznie markotny, a ona nie wie dlaczego. Uważa, że masz jej już dość... że to przez nią.
Po raz drugi pokręcił głową. Minęła chwila, nim wreszcie się odezwał.
- Przez nią? Nigdy. To ona jest tą, która mnie uszczęśliwia. Przecież El to wie...
- Może tak, może nie. Boi się, że chcesz z nią zerwać – powiedziałam z powagą.
- Nigdy – powtórzył.
Zerknął na mnie, później znów spojrzał na zdjęcie w telefonie. Skrzywił się, gdy ujrzał uśmiech niskiej, szczupłej blondynki ze zdjęcia, która posyłała w naszą stronę szeroki uśmiech. Lekko krzywe jedynki tylko dodawały jej uroku.
- Alice trochę... - zawahał się. - Alice mnie skołowała -  wyznał w końcu.
- Co powiedziała?
Odszukałam jego wzrok. Jego niebieskie oczy przepełnione były rezygnacją.
- Przykro jej z powodu naszego rozstania, bardzo za mną tęskni, wie, że jestem z Eleanor i że czuje się okropnie, stawiając mnie w takiej sytuacji, ale musiała mi to powiedzieć. Wiesz... że chce mnie z powrotem – opowiadał, nie okazując żadnych emocji. - Powiedziałem jej, że to nie możliwe, bo jestem z Eleanor i bardzo ją kocham.
- Więc, co się dzieje? Czemu się tak zachowujesz? Skoro kochasz Eleanor i, według tego, co mówisz, to powinno być dla wszystkich oczywiste, to co... - zaczęłam, ale nie dane mi było skończyć, bo wpadł mi w zdanie.
- Bo tęsknie za Alice! - warknął pod nosem, po czym rzucił telefonem o stół. Minęła chwila, nim się opanował. Złożył ręce przed sobą, trochę jak do modlitwy. Odetchnął i dopiero wtedy powtórzył, tym razem spokojniej: - Tęsknię za Alice. Nie powinienem, ale to prawda.
Nie czekając na kolejny wybuch złości, położyłam dłoń na jego ręce i zaczęłam mówić:
- Wiadomo, że możesz za nią tęsknić. W końcu byliście ze sobą kilka lat. Spędzaliście razem prawie każdą chwilę, więc jesteś... praktycznie przyzwyczajony do jej towarzystwa. Choć to przecież nie oznacza, że wciąż ją kochasz albo, że masz do niej zaraz wracać, prawda? - Kiwnął tylko głową w odpowiedzi. - Louis, kochasz Eleanor. Skoro jesteś tego pewny, to... Nie pozwól się tak podejść Alice, bo możesz stracić kogoś dużo ważniejszego.
Ostatni raz spojrzałam pokrzepiająco na brata i wyszłam z kuchni, zostawiając go samego z setkami myśli, pytań i wspomnień. Niestety, nie miałam nadzwyczajnych zdolności - nie panowałam nad ludzkimi umysłami, nie mogłam tak po prostu wymazać mu z pamięci obraz Alice. Nie mogłam również naciskać na to, by został z Eleanor. Musiał rozwiązać wszystko samodzielnie. Gdybym się wtrąciła, wybrała za niego… wiadomo, że z upływem czasu miałby mi to za złe.
- Gdzie jest Niall? - zapytałam zaciekawiona nieobecnością chłopaka.
- W naszym pokoju. A gdzie może być? - odpowiedział znudzony Liam, nie odwracając wzroku od ekranu telewizora.
Nie, on nie był znudzony. Był raczej... zatroskany. Z twarzy szatyna można było wyczytać wiele emocji. Wystarczyło spojrzeć na lekko zaciśnięte usta, by wiedzieć, że coś go gryzie. Charakterystyczne pionowe linie pojawiały się między gęstymi brwiami, gdy się martwił. Brązowe oczy wpatrywały się w jeden punkt na ekranie - nie oglądał filmu, myślami był gdzie indziej.
- Prawie stamtąd nie wychodzi. Tylko na próby i z powrotem. To już trzeci dzień. Coś się stało? - dopytywałam się.
Liam spuścił wzrok na dywan. Wiedziałam, że od niego nic nie wyciągnę. W końcu był typem człowieka, który zawsze zachowywał powierzone mu tajemnice dla siebie. Westchnęłam zdegustowana. Postanowiłam sama sprawdzić, co się dzieje. Harry zajął moje miejsce u boku Louisa, a ja udałam się do pokoju Nialla, który znajdował się na piętrze tuż obok mojego.
Stanęłam przed zamkniętymi drzwiami, zza których dobiegały ciche, delikatne dźwięki gitary. Nic nie koiło moich nerwów bardziej, jak dźwięki wydobywające się z tego instrumentu. Dlatego sama tak uwielbiałam na nim grać.
Odkąd One Direction zamieszkało pod dachem naszego domu, to z Niallem zaczęłam spędzać najwięcej czasu. Między nami pojawiła się dość dziwna, ważna dla nas obojga więź, która gdzieś podświadomie zobowiązywała nas do działania w sytuacjach krytycznych. Minął dopiero tydzień, w trakcie którego z Liamem i Zaynem zdążyłam zamienić zaledwie kilka słów. Z Harrym nawiązałam bliższy kontakt tylko dlatego, że sam to zainicjował. Tymczasem, kiedy przebywałam z blondynem, czułam się niemalże tak, jakbym spotkała na swojej drodze kumpla z dzieciństwa. Nie mieliśmy problemu z zaczęciem rozmowy, nie przeszkadzało nam również siedzenie w milczeniu - kiedy mieliśmy ochotę, siadaliśmy na kanapie, jedliśmy ciastka, nie zamieniając nawet jednego słowa. Wszystko przychodziło naturalnie.
Podniosłam rękę, by oznajmić chłopakowi moją obecność, jednak zawahałam się, nim zastukałam w drzwi. W mojej głowie kłębiło się o kilka myśli za dużo, przez co nie bardzo wiedziałam, o czym konkretnie powinnam z nim rozmawiać. Nim jednak zdążyłam zarysować w głowie przebieg konwersacji, moje myśli zmieniły tor i zaczęłam zastanawiać się nad tym, dlaczego zareagowałam tak późno. Przecież nie tylko Louis z dnia na dzień zachowywał się coraz to dziwniej. Niall również musiał przeżywać jakieś wewnętrzne załamanie, gdyż z wesołego, wiecznie uśmiechniętego nastolatka, zmienił się w gburowatego, zimnego chłopaka, który czasem karmił nas sztucznym uśmiechem. Był smutny i zagubiony. A to, że znaliśmy się tak krótko, nie ułatwiało mi postawienia go do pionu.
Gdzie powinnam szukać przyczyny?, zapytałam samą siebie.
Pokręciłam głową, próbując wygonić wszystkie niepotrzebne myśli i oczyścić sumienie. Zapukałam do drzwi i, nie czekając na odpowiedź, zajrzałam do środka. Niall siedział skulony na brzegu łóżka z gitarą na kolanach. Louis już pierwszego wieczoru chwalił przyjaciela - ponoć odkąd zaczął chodzić na siłownię, stracił trochę na wadze, a jego mięśnie zrobiły się bardziej widoczne. Dzięki granatowej koszulce, która dokładnie opinała jego ciało, miałam okazję przyjrzeć się muskułom. Chociaż był tyłem do drzwi, wiedziałam, że jest bliski płaczu, bo usłyszałam cichy, pojedynczy szloch i ciągłe pociąganie nosem. Kolana się pode mną ugięły, kiedy zobaczyłam go w takim stanie.
- Odwal się – warknął cicho, nie przestając grać nawet na chwilę.
Zmarszczyłam brwi w wyrazie zdziwienia.
- No, dobrze. Skoro tak... - zaczęłam spokojnie.
Gdy już miałam wychodzić, Niall odezwał się ponownie. Widziałam, jak dyskretnie próbował doprowadzić się do porządku, by znów udawać twardego faceta bez problemów. Po chwili odwrócił się.
- Czekaj, zostań. Przepraszam. Myślałem, że to znów Liam.
Weszłam do środka, zatrzaskując za sobą drzwi. Powoli podeszłam do łóżka i przysiadłam na brzegu, tuż obok niego. Niall celowo nie patrzył mi w oczy, już od pierwszej chwili, co nie uszło mojej uwadze. Odkąd go poznałam był otwarty, szczery, czasem nawet zbyt ufny. Był jedną z tych osób, które nie potrafiły rozmawiać bez utrzymywania kontaktu wzrokowego. Jego niebieskie oczy nie dawały za wygraną, zawsze szukały twoich.
- Coś się dzieje? - zapytałam.
- Nic takiego - uciął.
Wstał, by odłożyć gitarę na miejsce. Stanął przy oknie, wpatrując się w jeden punkt przed sobą. Znów zaczął odstawiać swój teatrzyk. Chyba nie miał ochoty ze mną rozmawiać. Tylko w takim razie dlaczego kazał mi zostać? Żeby sobie na mnie popatrzeć?
- Niall... - nieznacznie drgnął, gdy wymówiłam jego imię.
Wstałam i powolnym krokiem do niego podeszłam. Nie odwrócił się.
- Naprawdę, nic się nie dzieje – dodał trochę twardszym głosem. - Wszystko jest  w porządku.
Na jego twarzy pojawił się sztuczny, wymuszony uśmiech. Odczekał kilka sekund, zapewne próbował udoskonalić swój gest, i dopiero wtedy odwrócił się przodem do mnie. Pokręciłam głową, pokazując mu tym, że nie kupuję jego sztuczek.
Chyba dwa tygodnie temu poznałam innego Nialla Horana.
Stanęłam na wprost niego, w międzyczasie odszukując jego wzrok. Gdy udało mi się go odnaleźć, podjęłam kolejną próbę przebicia się przez skorupę twardziela.
- Niall... - zaczęłam po raz trzeci, tym razem trochę bardziej błagalnie.
Chciałam, by wiedział, że może ze mną porozmawiać. Nie zamierzałam nikomu wygadać, co miał do powiedzenia. Nie zrobiłabym tego nikomu, bo nie byłam paplą. Lubiłam pomagać ludziom. Dlatego widok nowego kumpla w takim stanie... tak bardzo mnie zabolał. Bo nie mieliśmy jeszcze aż tak dobrze zbudowanych więzi, by bez wahania powiedział mi wszystko. A jednocześnie czułam się tak, jakbym znała go od dawna, co oczywiście nie było prawdą. Na chwilę obecną utknęliśmy gdzieś pośrodku. Gdy zajrzał głęboko w moje tęczówki, miałam wrażenie, że przejrzał mnie na wylot. Nic nie mówił przez dłuższą chwilę. Wydawało mi się, że w myślach oceniał, na ile może mi zaufać. Może czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie, ale to wcale nie znaczyło, że od razu mówiliśmy sobie wszystko.
Jego oczy zaszkliły się. Nie czekając ani chwili dłużej, zarzuciłam ramiona na jego szyję i przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. Minęła chwila nim Niall odwzajemnił uścisk. Chyba był w szoku, że zdobyłam się na taki gest. Do tej pory żadne z nas nie zainicjowało jeszcze takiej fizycznej bliskości.  Po namyśle, wreszcie zamknął mnie w silnym uścisku, jakby to on musiał pocieszać mnie, a nie na odwrót.
Nie rozpoczął rozmowy - nie dowiedziałam się, jaka była przyczyna jego chwilowego załamania, ale nie naciskałam. Poznawanie jego problemów nie było moim priorytetem. Chciałam mu pomóc, a tym małym gestem osiągnęłam swój cel. W końcu mógł zastąpić cały gniew, smutek, wszystko, co ciążyło mu na sercu, dobrymi emocjami. Przyjaźnią, bliskością.
Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że w moich oczach stanęły łzy. Zrobiłam tyle, ile potrafiłam. Starałam się pomóc mu moją obecnością. Najwyraźniej chłopakowi to wystarczyło. Już po chwili wszytko wróciło do normy. Odsunęłam się od niego; od razu ujrzałam jego prawdziwy uśmiech.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo tego potrzebowałem – zaczął, przecierając wierzchem dłoni trochę wilgotne policzki. Spojrzał na mnie i zamarł na dłuższą chwilę. - Ale ty... Jezu, dlaczego płaczesz? - przeraził się.
- To przez ciebie – poskarżyłam się.
Zaśmiał się w odpowiedzi. Wyciągnął rękę w moją stronę z zamiarem otarcia moich łez. Zawisła na chwile w powietrzu; westchnął i dopiero po chwili zdobył się na odwagę, żeby mnie dotknąć - delikatnie, jakbym była zrobiona z porcelany. Ten niewielki gest z jego strony sprawił, że poczułam jakieś dziwne ciepło w okolicy serca. To było przyjemne, ale jednocześnie bardzo peszące.
- Przez ciebie się popłakałam - dodałam, jeszcze bardziej oskarżycielskim tonem. Oczywiście, tylko dla żartów. W końcu tak naprawdę, to nie miałam mu tego za złe.
- Empatyczna z ciebie osoba – rzucił po chwili, dość niechętnie zabierając rękę z mojej twarzy. Mi również zrobiło się smutno, choć nie wiedziałam, dlaczego.
- Czasem za bardzo... - przyznałam.
Nim chłopak zdążył odpowiedzieć, do pokoju wpadł Liam, jego współlokator.
- Nie przeszkadzajcie sobie - rzucił w naszą stronę i wbiegł do łazienki, wcześniej łapiąc z krzesła jedną z czystszych koszul.
Wyszedł z łazienki już nieco spokojniejszym krokiem. W rękach trzymał swoje ulubione perfumy z Pumy, którymi mocno się spryskał. Stanął przed lustrem, by poprawić włosy. Razem z Niallem obserwowaliśmy go chwilę w milczeniu, gdy próbował przygładzić sterczący kosmyk. Kiedy w końcu mu się udało, strzepał z koszulki niewidzialny pyłek, obrócił się tyłem do lustra i zaczął obserwować swoje nogi, co wyglądało dość komicznie. Podciągnął czarne jeansy, mrucząc pod nosem coś o niedopasowaniu kolorów.
- Uhm, co się tak stroisz? - zapytałam.
- No… jak to?! Danielle będzie tu za kilka minut! - Spojrzał na mnie między czynnościami, które wykonywał w błyskawicznym tempie. - Nie mówiłem ci, że przyjeżdża?
Opanował się na chwilę. Stanął na przeciw mnie ze zdziwioną miną.
- Nie, raczej bym pamiętała - powiedziałam, próbując opanować napad śmiechu.
Jego mina była bezcenna: szok zmieszany z przerażeniem, do tego jeszcze lekka nuta niedowierzania i złości na samego siebie.
- No... to słuchaj. Danielle przyjeżdża!
Przez chwilę myślałam, że dostał jakiegoś napadu. Po krótkiej chwili dotarło do mnie, że Liam w ten sposób, poprzez dziki taniec, próbował wyrazić swoją euforię. No cóż, każdy ma w sobie coś, czego za Chiny nie chciałby pokazywać całemu światu, pomyślałam.
- Nie masz nic przeciwko, że tu zostanie na kilka dni, prawda? Louis powiedział, że ma dla niej pokój, ale... - Stanął jak wryty, zupełnie jakby dostał niewidzialną ręką w twarz.
- No coś ty. Wreszcie będę miała okazję ją poznać.

*
Znudzona siedziałam na sofie w salonie, przeglądając programy telewizyjne. Zatrzymałam się na jakiejś komedii romantycznej. Westchnęłam zdegustowana. Trafiłam akurat na cudowny happy end. Rudowłosa kobieta w różowej kiecce obściskiwała się ze średniego wzrostu brunetem o jasnych oczach. Druga kobieta o ciemnej karnacji, o sportowej figurze i ciemnych tęczówkach oglądała całą scenę z drugiego planu. Wyglądała na taką smutną... Westchnęłam po raz drugi, zdegustowana wyborem bruneta. Miałam dość filmów typu „i żyli długo i szczęśliwie”. W życiu takie sytuacje zdarzały się raz na milion. Czy naprawdę można wierzyć, że jest się tym jednym na milion?
- Cześć, piękna.
Usłyszałam głos Hazzy. Byłam tak zaabsorbowana filmem i zatopiona we własnych myślach, że nawet nie zauważyłam, kiedy się przysiadł. Odwróciłam głowę, by się z nim przywitać. Nie spodziewałam się tylko, że chłopak siedzi aż tak blisko. Prawie stykaliśmy się nosami; spoglądał mi głęboko w oczy. Ja również nie mogłam oprzeć się jego hipnotyzującym tęczówkom. Dobrze wiedziałam, co chłopak chce zrobić. Przysuwał się coraz bliżej, jednak... w ostatniej chwili odwróciłam głowę. Wycofał się zdegustowany; nie odezwał się nawet słowem.
Sama nie byłam pewna dlaczego to zrobiłam. Wydawało mi się to... bo ja wiem, niewłaściwe? Jakby to w tej chwili nie miało się wydarzyć. Nie wiedziałam co powiedzieć, co zrobić. Czy powinnam go przeprosić? Ale przeprosić za co?, zastanawiałam się.
Uratował mnie dzwonek do drzwi. Ktoś miał niesamowite wyczucie czasu.
Bez słowa wstałam, by otworzyć drzwi. Nie sprawdzając uprzednio kto nas nawiedził, szarpnęłam za klamkę. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Osoba, która stała przed domem była ostatnią osobą, jaką spodziewałam się zobaczyć.
- Marisol - szepnęłam.
Przed drzwiami stała średniego wzrostu blondynka. Choć sama wizyta dziewczyny była szokująca, najbardziej zaskoczyło mnie to, że moja przyjaciółka jest... w ciąży. Oprócz tego, Hiszpanka nie wiele się zmieniła od czasu, kiedy widziałam ją po raz ostatni. Jej brązowe oczy wciąż miały w sobie te figlarne iskierki. Były standardowo obrysowane grubą, czarną kreską, poprawioną brązowym cieniem do powiek – dzięki czemu wyglądała bardziej zadziornie i kobieco. Lekko różowe policzki zachowały ten sam odcień, nadając jej niesamowitego uroku.
Nie widziałam swojej przyjaciółki prawie rok. Dokładnie rok minąłby wraz z zakończeniem trzeciej klasy liceum, co niebywale miało nastąpić już za miesiąc. Choć rozstałyśmy się w gniewie, obiecując, że już nigdy nie będziemy wchodzić sobie w drogę, to padłyśmy w swoje ramiona, jak gdyby zupełnie nic się wtedy nie wydarzyło. W końcu kto w życiu miałby czas na chowanie urazy?
- Wyrzuciła mnie z domu - szepnęła, gdy odsunęłam się od niej na wyciągnięcie ramion.
Spodziewałam się, że właśnie to usłyszę. Jej "matka" miała dość żelazne zasady. Wzięłam jej walizkę i gestem ręki zaprosiłam do środka.
- Możesz zostać tak długo, jak tylko chcesz – powiedziałam z uśmiechem, przytulając ją kolejny raz.
Do tej pory chowałam wszystkie uczucia z nią związane gdzieś głęboko w środku. Tęsknota i brak jej osoby kiepsko wpływały na moje samopoczucie. Dopiero teraz wszystkie te uczucia, których próbowałam uniknąć, wypłynęły na wierzch.
- Ale najpierw... musisz mi wszystko dokładnie opowiedzieć – rzuciłam, delikatnie ciągnąc ją za kościsty nadgarstek do swojego pokoju.

~*~
#NU_ff
~zaktualizowany w dniu 26.05.2015

Powrót z masą weny i inspiracji znad jeziora. Zdążyłam poprawić wszystkie dziewięć rozdziałów, które do tej pory napisałam. Zastanawiałam się więc (wszystko zależy od Was), czy chcecie, żebym dodawała rozdziały szybciej? Zamiast co tydzień, to powiedzmy co trzy-cztery dni? Chciałabym dojść w końcu do tych ciekawszych wydarzeń, żeby nie było, że tak akcję rozciągam. 
Dziękuję Wam bardzo za te 14 komentarzy pod poprzednim postem. Dziękuję Wam, stałym czytelniczkom oraz tym nowym, które "wpadły tutaj przez przypadek" i na moje szczęście "chcą zostać na dłużej". :)
Prosiłabym, żebyście przeczytały tą króciutką informację, co to się znajduje pod datą na górze. To tak dla jasności. 
A! Zapomniałabym! Postać Ines została dodana już do bohaterów, jeżeli chcecie ją bliżej poznać, to zapraszam TU. Wyjaśnijmy to sobie od razu - Ines jest jedną z kluczowych postaci w opowiadaniu.
Pozdrawiam serdecznie! :*

12 komentarzy:

  1. I love it! :D Strasznie mi się ten blog podoba :) I jestem jak najbardziej na tak co do częściej dodawanych rozdziałów! :) Do następnego ;*

    [http://tell-me-a-lie-lara.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział mi się podoba, czekam na następny <3
    Zapraszam do mnie : http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczyna się robic coraz ciekawiej *_* Czekałam mnóstwo czasu na ten rozdział i mnie nie zawiodłaś - jest świetny :) A teraz czekam na czwórkę ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. No nareszcie się doczekałam :P
    Biedny Niall, ja nie chce żeby on był smutny , bo jak Niall jest smutny to i M. jest smutna :(
    Taki żarcik :D
    Cudowny rozdział ;))
    Nowe postacie? Jak dla mnie spoko ;) tylko interesuje mnie w jakim sensie Ines namiesza, ale tego dowiem się zapewne później, będę czekać cierpliwie chociaż z reguły to ja cierpliwa nie jestem :P ale dla tego opowiadania to zmienię :D
    Lou ma wątpliwości to nie dobrze, wole żeby dalej był z Eleanor ;))
    Czekam na następny i tak che żeby rozdziały pojawiały się częściej :P
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  5. 3 razy tak! Zdecydowanie najlepsze opowiadanie jakie kiedykolwiek czytałam o 1D. Wolałabym, żeby Lou był nadal z Eleanor. Co do Ines to pewnie będzie podrywać Harolda? Lub innego chłopaka, tak czy siak namiesza. Dodawaj rozdziały częściej, informuj o nowych i zapraszam do mnie http://tajemnica-to.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Aa i zapomniałam napisac o tym że chciałabym abyś mnie informowała na twitterze o ile to nie problem :) Mój nick : @naataliey

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastycznie piszesz!!
    Czekam na nastepny <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Końcówka przyznam zaskoczyła mnie, oh.. szczerze? Uwielbiam ten moment z Niall'em oh *.* Taki łysy komentarz bo wstaje jutro o 3 -.- :* weny razy 100

    OdpowiedzUsuń
  9. Boż, jak ja przepraszam, ze tak późno. Och, niedobra Sweetness ;)
    No to jak zwykle świetnie, bajecznie. Podobał mi się fragment z Niall'em, choć to nie mój faworyt ;) Ale i tak było magicznie ;*
    Pozdrawiam, życzę weny.
    Ps. Proszę o informację o nn na : http://flames-of-ice.blogspot.com lub tam gdzie zawsze. Jednak ten pierwszy adres to mój nowy blog o Ginny i Draco ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam rozdział wczoraj w nocy, ale sprzęt mi się rozładował i nie zdążyłam napisać co myślę.
    A więc... Hazza - łowca kobiecych serc. Czułabym się niepewnie wiedząc, że było ich tyle przede mną. Że będzie mnie porównywał i w ogóle. Ale może Harry jest inny. Może to, że on jest pierwszym chłopakiem naszej bohaterki też to zakłopotało w pewien sposób. Tak czy inaczej ja chyba w pełni rozumiem zachowanie dziewczyny. Z jednej strony trzyma go na dystans a z drugiej wie, że jest wspaniały. Hm. No ale przecież do tego wszystkiego dochodzi Niall. Ja wiem, że Anya nie jest mu obojętna, ale ona tego nie wie. Ale się dowie w swoim czasie, prawda? Prawda.
    No i powiem Ci, że kurczę w momencie kiedy doszłam z nią pod drzwi niallowego pokoju to aż mi gardło ścisnęło. Łzy stanęły mi w oczach. Ja stałam obok niej, najchętniej ścisnęłabym ją za rękę. Słyszałam dźwięki gitary. A później stałam w kącie pokoju przyglądając się tej całej sytuacji. Przecież on ją kocha. I to nie jak przyjaciółkę. Om. No. Zdecydowanie ten moment przeżyłam tak mocno, że aż się sama zdziwiłam. Dziękuję Ci za to.
    Ah, no i jeszcze Lou. Czyżby Hanna miała jeszcze trochę zamieszać? Mam nadzieję, że pomimo wszystko Lou jest w porządku i nie zostawi El.
    Aj hołp, że dziś uda mi się nadrobić moim żółwim tempem trochę więcej ♥
    Mmhym. Kocham Cię, Mai ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Boże. I zaś zapomniałam... MARISOL! I TO W CIĄŻY! O matko, się będzie działo. Przecież rodzice przyjeżdżają. Czuję, że z każdym rozdziałem moja wyobraźnia będzie wariować ♥ Wspominałam, że cię kocham? ♥

      Usuń

Dziękuję za opinię! To wiele dla mnie znaczy!