21 lipca 2012

Rozdział IV: Keep calm and stay away

Anya
Przemknęłyśmy z Marisol przez salon na piętrze, wbiegłyśmy po stromych schodach i  od razu udałyśmy się do mojego pokoju - zupełnie jak robiłyśmy to przed naszym „rozstaniem”. Marisol przystanęła przed drzwiami z napisem Keep Calm and stay away i zerknęła na mnie z ukosa.
- Co? - rzuciłam, otwierając wrota do mojego małego świata.
- Nie, nic. Pamiętam, jak to razem przywieszałyśmy. Ciekawe czy w domu mojego ojca wciąż wisi moja tabliczka – westchnęła i ruszyła gdzieś w głąb korytarza.
- Gdzie ty idziesz? - krzyknęłam za nią. Nie odpowiedziała. - Sol?
Przewróciłam oczami i ruszyłam za nią przez stosunkowo długi, wąski korytarz, z którego można było dostać się do wszystkich pokoi na piętrze. Było ich sporo, bo aż pięć. Dziewczyna spoglądała kolejno na każde zamknięte drzwi.
- Ile osób mieszka teraz w tym domu? - zapytała, przystając przed wielkim oknem na końcu holu.
- Sześć? Z tobą siedem. – Zaśmiałam się, widząc minę przyjaciółki. - Oprócz mnie, ciebie i Louisa jest jeszcze Niall, Harry, Liam i Zayn. W dodatku na chwilę ma się u nas zatrzymać Danielle.
- Mam rozumieć, że będziemy mieszkać z pięcioma facetami? - szepnęła, przymrużając oczy. Kiwnęłam głową. - Mam rozumieć, że będziemy mieszkać z pięcioma facetami z One Direction?! - Zadowolona wyrzuciła ręce w górę. 
Wiedziałam, że jej reakcja jest nieco naciągana, bo tak naprawdę rzadko kiedy coś wzbudzało w niej prawdziwe emocje. Była dość spokojną osobą, która dużo przeżywała w sobie, a uzewnętrzniała tylko to, co najgorsze. Jakby chciała tym wszystkich odstraszyć. Cóż, jak widać mało umiejętnie, bo ja wciąż byłam obok niej i w dodatku uważałam ją za swoją przyjaciółkę.
- Tak, też się cieszę. Przynajmniej nigdy nie jest nudno - przyznałam.
W końcu weszłyśmy do mojego pokoju. Od roku nic się w nim nie zmieniło, Sol czuła się więc niemal jak u siebie. Położyła się na łóżku, wciąż stojącym po prawej stronie od drzwi, przy ścianie. Przez chwilę rozglądała się po pomieszczeniu, upewniając się, że biurko wciąż stoi po oknem, a szafki obok wejścia do toalety, po czym przymknęła oczy. Ja w tym czasie zeszłam na dół, by zabrać walizkę dziewczyny i umieścić ją na swoim należytym miejscu. Czyli oczywiście w pomieszczeniu naprzeciwko mojego pokoju.
Złapałam za rączkę torby podróżnej i pociągnęłam do góry. 
Ani drgnęła. 
Przeciągnęłam ją więc na kółkach tylko do pierwszego schodka. Zerknęłam zdegustowana na pełny neseser przyjaciółki i kopnęłam lekko w jego bok.
- Lepiej by było, gdybyś miał skrzydła – warknęłam sarkastycznie.
- Teraz gadasz z przedmiotami?
Usłyszałam gdzieś z kuchni głos Nialla. Po chwili wyłonił się z pomieszczenie i stanął tuż obok mnie.
- Przecież masz przyjaciół, którzy zawsze chętnie służą pomocą - dodał.
Nie umknęło mojej uwadze, że użył słowa przyjaciel. W dodatku dobitnie to zaakcentował, więc nie mogłam nie zastanowić się nad tym, że według niego już przekroczyliśmy tę znaczącą granicę i śmiało mogliśmy przestać nazywać się tylko znajomymi.
- Czyżbyś mówił o sobie? - Zerknęłam pytająco, udając, że nie bardzo łapię o co chodzi. Chłopak spojrzał - niby to obrażony - w moje tęczówki.
- No, teraz to przesadziłaś. Jak mogłaś w ogóle o to zapytać? - Teatralnie przyłożył wierzch dłoni do czoła i ugiął nieco kolana. W zamian za to dostał w twarz koszulką, która wisiała na barierce schodów. - O, dzięki, mała. Miałem ją właśnie wrzucić do prania.
- Żebyś tak chociaż później to pranie zrobił, to byłabym wdzięczna. – Uśmiechnęłam się błagalnie.
- Masz w planach coś lepszego niż robienie prania? - zapytał. - Jestem zaszczycony, że mogę zrobić to za ciebie - dodał po chwili. Spojrzał na walizkę leżącą wciąż u moich stóp. - Czyje to? Chyba się nie wyprowadzasz? Aż tak cię zamęczyliśmy? - rzucał pytaniami na prawo i lewo z przerażeniem w oczach.
- Gdybym się wyprowadzała, nie próbowałabym tego wtaszczyć na górę, nie sądzisz? - Zaśmiałam się. - To rzeczy mojej przyjaciółki, Marisol. Zostanie z nami na trochę.
Chłopak zagwizdał, spoglądając na przepełnioną rzeczami Sol torbę.
- Chyba na dłużej, a nie na „trochę”. Daj, pomogę ci.
Wyciągnął rękę w stronę rączki, którą kurczowo ściskałam w dłoni.
- Nie. Dam sobie radę.
Pokręciłam głową. Nie chciałam pokazywać mu, jaka jestem słaba.  Przecież dam sobie radę, to tylko zwykła, ciężka, bardzo, bardzo ciężka walizka…
Podjęłam próbę wciągnięcia jej na pierwsze schody. Pociągnęłam raz, drugi, trzeci. Udało mi się wtaszczyć ją aż po trzech schodkach! Sukces, jak na osobę, która od wieków unikała lekcji wychowania fizycznego.
Zrobiłam sobie przerwę przy czwartym, dysząc ciężko.
- Tak... O ile nie chcesz wylądować w szpitalu, to lepiej daj sobie pomóc. - Uśmiechnął się.
Westchnęłam i odsunęłam się na bok. Chłopak podniósł zwinnym ruchem walizkę i z wyrazem skupienia na twarzy począł wspinać się po kolejnych schodach. Dając przy tym niezły pokaz siły, nie da się zaprzeczyć. Patrzyłam z podziwem, gdy stanął na ostatnim schodku i postawił walizkę na kółka.
- Dalej chyba sobie poradzisz - stwierdził, spoglądając przez swoje ramię w stronę otwartych drzwi do nowego pokoju przyjaciółki.
- No, nie wiem, możesz jeszcze podźwigać... aż do pokoju. - Spojrzałam na niego spod długich rzęs. Zamrugałam kilka razy zalotnie, co chyba bardziej przypominało komediową wersję podrywu, jak prawdziwą kokieterię. Zaśmiał się perliście, przewracając przy tym oczami, utwierdzając mnie w przekonaniu, że więcej razy mam tego nie próbować. Nigdy. Przy żadnym facecie. 
- Dziękuję – szepnęłam po chwili i szybkim krokiem podeszłam do chłopaka. Nie zważając na nic, cmoknęłam go w policzek.
W końcu sam stwierdził, że jesteśmy już przyjaciółmi, więc chyba pora zachowywać się jak na prawdziwych przyjaciół przystało.
- Do usług. - Ze zdziwieniem, ale i radością w oczach odwrócił się i zbiegł po schodach. Zdążyłam jeszcze zobaczyć lekki rumieniec na jego policzkach.
Wpadłam do pokoju, ciągnąc za sobą rzeczy Marisol. Dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona. Zerkała to na walizkę, to na mnie, po czym zapytała:
- Wtaszczyłaś to sama?
- Oh, tak. Nie wiedziałaś, że dostałam miano Superwoman?
- Ty? - Wybuchła śmiechem na cały dom. Usiadłam zdegustowana na brzegu łóżka, uprzednio zamykając drzwi mojego pokoju. - Nie obrażaj się – rzuciła, spoglądając na mnie spod swojej długiej blond grzywki.
Nie byłam obrażona. Po prostu dotarło do mnie, że nie dostałam żadnych informacji od Sol, zarówno w ciągu ostatniego roku, jak i przez ostatnie kilkadziesiąt minut, przez które gościła w moim domu. Wiedziałam tylko, że przebywała gdzieś na terenie Hiszpanii. To naprawdę dziwne uczucie, nie znać już swojej najlepszej przyjaciółki.

*

- Co się z tobą działo przez ten cały czas? Oprócz tej marnej kartki, nie dałaś nawet znaku życia.
Blondynka westchnęła przeciągle i ponownie zamknęła oczy.
- Mówisz, że to była tylko kartka. Wiesz jak ciężko było mi napisać to marne „przepraszam”? Nie sposób jest tego opisać. Tego, co czuje się po ucieczce z własnego domu. W końcu uciekłam nie tylko od rodziny, ale również od przyjaciół. Z jednej strony chce się wracać, bo tęskni się za najbliższymi, jednak z drugiej wiesz, że czyha na ciebie macocha, wredna wiedźma z miotłą. Nie miałam innego wyjścia - tak mi się wówczas wydawało. Jak decyzja zapadła, nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie byłam pewna, czy w ogóle chcesz jeszcze mieć ze mną do czynienia. Tylko tyle zdołałam napisać.
Wpatrywała się we mnie zaszklonymi oczami, pełnymi łez. Jedna z nich spłynęła po jej różowym policzku, zostawiając za sobą czarną od tuszu smugę.
Położyłam się obok niej i przymknęłam powieki. Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić co ona czuła w tym momencie. Jeszcze nie skończyła liceum, a już oczekiwała dziecka. Dopiero wróciła z Hiszpanii, po roku nieobecności, a od razu została wykopana z własnego domu. Dlatego nie miałam sumienia wypytywać ją o cokolwiek innego. Wolałam przełożyć to na kiedy indziej. Byśmy w spokoju mogły porozmawiać o naszych problemach, bez łez, bez dramatów.
Niegdyś takie szczere rozmowy prowadziłyśmy prawie codziennie. Podtrzymywałyśmy się nawzajem na duchu. Jakoś trzeba było sobie radzić przez pierwszy rok nauki w liceum.
Ona – jako niezdyscyplinowana, pyskata dziewczyna, tłamszona przez macochę, niemalże ignorowana przez ludzi, niegdyś nazywających siebie jej przyjaciółmi. Znienawidzona przez słabszych dręczycielka, bez skrupułów torująca sobie drogę do szczytu. Królowa szkoły, przez wielu nazywana zwykłą suką
Ja – jako siostra wschodzącej gwiazdy, która pochłonęła całą uwagę świata oraz... naszych rodziców. Nieumiejętnie walcząca o pozycję (chociaż) w szkole, u boku wrednej przyjaciółki, na której mimo wszystko mi zależało.
Moja sytuacja w żadnym stopniu nie mogła równać się z sytuacją Marisol. Co z tego, że żyłam w cieniu swojego brata? Oprócz tego miałam wszystko. Jako takie poczucie więzi z rodziną, wspaniały dom, w którym mieszkałam z Louisem, kilku dobrych przyjaciół...
Nawet nie zauważyłam, kiedy Sol odpłynęła w błogi sen. Pewnie znajdywała się teraz w krainie swoich marzeń. W miejscu, gdzie troski i sprawy przyziemne nie miały znaczenia. Dlatego ostrożnie, starając się jej nie zbudzić, zsunęłam się z łóżka i wymknęłam z pokoju, uprzednio przykrywając ją swoim pomarańczowym kocem.
Sama zdecydowałam, że chwilowo prześpię się na kanapie w salonie. Zmęczenie ostro dawało mi się we znaki, nie sposób było już tego ignorować.

*
Byłam tak zmęczona po całym dniu, że gdy tylko usiadłam w salonie, od razu odpłynęłam. Słyszałam przebłyski rozmów. Jakieś szepty. Czułam nawet, jak ktoś dotykał moich włosów. Nie zwracałam jednak na to najmniejszej uwagi. Albo raczej - nawet nie miałam siły, by zwracać uwagę na takie szczegóły.
Dobrze wiedziałam, że Danielle już dawno przyjechała. Od razu wyszła gdzieś z Liamem. Słyszałam jak rozmawiali. Przyszła również Eleanor. Byłam śpiącym świadkiem jej konwersacji z Louisem, która odbywała się za ścianą w kuchni. Chociaż... może powinnam nazwać to kłótnią? Ton ich głosów mówił sam za siebie. Na szczęście wyjaśnili sobie wszystko i było jak dawniej. Przynajmniej to wywnioskowałam z ciszy, która nagle zapadła w całym domu.
Nikt zapewne nie miał pojęcia, że dobrze wiedziałam co dzieje się dookoła mnie, więc pozwalali sobie na praktycznie wszystko. Szkoda, że byłam zbyt leniwa, by chociaż otworzyć oczy.
- Nie! Dorysuj tutaj. Nie umiesz... Mówię tutaj, głąbie -  ktoś szeptał gdzieś blisko mnie.
- Cicho, jest dobrze.
- Nie, nie jest!
- Zamknij się, bo ją obudzisz – warknął „niezidentyfikowany ktoś”.
- Co wy robicie?
Trzecia osoba weszła do pokoju. Ten głos poznałabym wszędzie. Nie miałam pojęcia dlaczego, po prostu tak było. To był Niall. Na sto procent, może nawet na dwieście.
- Nudzi nam się. – Zaśmiał się ktoś...
Czyżby mój braciszek? Szeptał tak niewyraźnie, że ciężko było mi się skupić na rozpoznawaniu wypowiedzianych przez niego słów, a co dopiero na zabawie w „czyj to głos”.
- Dajcie spokój. Nie widzicie, że jest zmęczona? - Jedyny rozumny człowiek w tym domu.
- Nie przesadzaj, bohaterze. Nic jej nie będzie. - Hazza?
- Śpi jak kamień. Bez obaw, blondasku.
Kroki oddalały się i w pokoju znów zapanowała cisza. Jednak, jak się okazało, nie wszyscy opuścili salon. Ktoś po raz koleiny bawił się moimi włosami. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie, zawsze lubiłam to uczucie. Usłyszałam jak ów ktoś siada obok. Później odgłos włączanego telewizora. I kanał sportowy.
Mijały kolejne minuty. Albo... może nawet godziny? Tak dobrze mi się spało! Szkoda, że nie dane mi było pospać dłużej.
- Czas wstawać, kolorowy śpiochu! - Louis wydarł mi się za uchem.
Podniosłam rękę do jego buzi i odepchnęłam go najdalej od siebie, jak tylko mogłam.
- Miażdżysz mi twarz – jęknął.
- Nie budź jej! Tak słodko spała... - powiedziała Eleanor, odciągając go ode mnie.
- Spóźniłaś się, moja wybawicielko.
Otworzyłam oczy. Próbowałam się podnieść, ale zamiast tego wylądowałam na podłodze. Louisa dopadł niepohamowany śmiech. Nawet jego dziewczyna zaczęła cicho chichotać, przez co trochę się zmieszałam.
- Chciałem ci przypomnieć, że idziemy za godzinę na imprezę, do tego tam... z klanu.
Spojrzałam na niego jak na kosmitę.  Do tego tam z klanu... brawo, bracie, od razu wiem o kim mówisz...
- Jack z Klanu Łowców, wiesz tego serialu, co leci na...
- Wiem! Wiem. Już pamiętam. – Wtrąciłam się wpół jego słowa. - Czekaj, zaraz. Nikt mi nie mówił o imprezie. – Spojrzałam na niego, mrużąc oczy.
- No, to teraz już wiesz - rzucił cwanie i wyszedł z pokoju, ciągnąc za sobą Eleanor, która zdążyła tylko posłać mi przepraszający uśmiech.

*
Pozbierałam się do kupy i pobiegłam do własnej łazienki. Jak ja byłam wdzięczna Louisowi, że zgodził się na kupno akurat tego domu, gdzie każdy miał swój kąt. A co najważniejsze, nie trzeba było czekać po pół godziny, aż któreś z nas w końcu się wyszykuje.
Wpadłam do pokoju, gdzie zastałam jeszcze śpiącą Marisol.
- Wstawaj, wstawaj, szkoda dnia! A raczej... no... wieczoru. Idziemy na imprezę! - ryknęłam, aż podskoczyła na łóżku. Przetarła oczy ze zdziwienia i, jeszcze na wpół śpiąc, zajrzała do swojej torby.
Godzina to dość krótki czas na odstawienie się na bóstwo. Jeżeli chłopakom miały opaść szczęki, trzeba było się sprężać. Widok w lustrze był dużo gorszy, niż się spodziewałam. Nie zwracając uwagi na rozczochrane włosy.
Na twarzy miałamwymalowane jakieś kwiatuszki kolorowymi markerami, podpisy chłopaków i teksty ich piosenek. Wkurzona tarłam twarz ile się dało, by tylko zmazać ślady po pisakach. Ubrałam się, umalowałam, uczesałam... Jednak moje policzki wciąż były lekko czerwone. Raczej nie dlatego, że wstydziłam się pokazać w tej nowej bluzce z głębszym dekoltem.
Obym nie miała jakiegoś uczulenia, bo wtedy jesteście nieżywi, syknęłam w myślach.
Emocje jeszcze nie opadły. Wbiegłam do salonu, gdzie wszyscy już się zebrali. Widocznie czekali tylko na mnie, gdyż nawet Marisol była wśród nich. Siedziała z brzegu kanapy, nerwowo zerkając na chłopaków i ich dziewczyny. W tym czasie Harry zdążył zlustrować mnie wzrokiem od góry do dołu. Uśmiechnął się triumfalnie i zaczął mamrotać coś pod nosem do siedzącego obok Zayna.
- Który debil to wymyślił? - krzyknęłam już w progu.
- Co tak poczerwieniałaś? Wyglądasz pięknie, nie masz się czego wstydzić. – Zaśmiał się Louis. Rzuciłam w niego poduszką, która leżała najbliżej.
- Kto mnie pomazał tym durnym markerem, co?
Wszyscy chłopacy zgodnie wskazali siedzącego pośrodku, nieco zdezorientowanego Nialla. Zbulwersowany blondyn gwałtownie podniósł się z sofy, gdy w końcu dotarło do niego, o co został oskarżony.
- To nie ja! Przysięgam! - Stanął obok mnie, wpatrując się we mnie błękitnymi, wielkimi oczami.
Aż miałam ochotę się uśmiechnąć...
- To akurat wiem. Nie czas na zabawę w „blame Niall"! - warknęłam, poklepując przyjaciela po ramieniu i rzucając reszcie ostre spojrzenie.
Od początku wiedziałam, kto tak na prawdę był winny. Chciałam sprawdzić, czy ma on odwagę się przyznać. Odczekałam chwilę, jednak owa osoba dalej udawała, że to wcale jej nie dotyczy.
- Tchórz z ciebie, Styles - fuknęłam.
Gdy Louis zaczął się śmiać, obrzuciłam go kolejnym zdegustowanym spojrzeniem.
- Z ciebie również, Tomlinson. Matko... i niby ty jesteś najstarszy. Zachowujecie się jak dzieci.
Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z pokoju, zabierając uprzednio swój płaszcz z ganku.
Cała zgraja wynurzyła się z domu. Na szarym końcu szła Sol z opuszczoną głową. Stanęli przede mną. Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać, wciąż byłam wściekła i wciąż czułam się nieswojo, bo mój brat wraz z kumplem wywinął mi taki numer przed nowymi znajomymi. Jednak gdy spojrzałam na Marisol, zrobiło mi się jej szkoda. W końcu nie znała osobiście nikogo, prócz mnie i mojego postrzelonego brata.
- A, tak. To jest Marisol. Marisol, to jest... reszta – rzuciłam beznamiętnie.
Widząc zdegustowane i ponaglające spojrzenie przyjaciółki, zaczęłam ich kolejno przedstawiać.
- To jest Niall – wskazałam na blondyna, który uśmiechał się przyjaźnie w naszą stronę – obok stoi Liam wraz z Danielle, jego dziewczyną.
Para pomachała Sol, na co dziewczyna odpowiedziała skinieniem głowy.
- Dalej, oszołom, którego już znasz od kilku lat – wskazałam na brata – Eleanor, jego dziewczynę, zapewne też kojarzysz. Drugi oszołom, którego obecnie nawet nie chcę znać, to Harry. – Zerknęłam z ukosa na kędzierzawego.
- A na końcu mamy Zayna.
Chłopak wpatrywał się w Marisol z radością i zaintrygowaniem w oczach. Ona odpowiedziała mu podobnym, zaciekawionym spojrzeniem.
Odwróciłam się tyłem i stanęłam naprzeciw jakiegoś samochodu. Ludzie po kolei wpakowali się do aut. Louis pojechał z Eleanor, Liamem i Danielle. Mi przypadło podróżować z Harrym, Zaynem, Marisol i Niallem. Po kolei usadawiali się na swoich miejscach. Zostałam tylko ja.
- Wsiadaj – rzucił Hazza, stając gdzieś za mną.
- Nigdzie z tobą nie jadę – warknęłam, nie odwracając się.
- Nie obrażaj się na mnie... - jęknął, kładąc głowę na moim prawym ramieniu.
Drgnęłam. Reakcja zdecydowanie nie została wywołana jego dotykiem. Najzwyczajniej w świecie mnie wystraszył.
- Pfff...
- Przepraszam – dodał, spoglądając mi w oczy z ukosa.
Odsunęłam się i bez słowa wsiadłam na miejsce pasażera, obok kierowcy. Usłyszałam za sobą cichy odgłos, coś w rodzaju warknięcia, gdy zamykałam drzwi. Chłopak usiadł za kierownicą i zapytał przy wszystkich obecnych:
- Z nami w porządku?
- Może – szepnęłam, wzruszając przy tym ramionami.
Zaśmiał się, kręcąc głową.



* blame Niall - czyli w wolnym tłumaczeniu zabawa w "obwińmy Nialla".
P.O.V. - point of view, czyli czyja perspektywa

~*~

#NU_ff
~zaktualizowany w dniu 26.05.15

Buja! 
No i widzimy się już po raz czwarty :D Dobra, licząc z prologiem to piąty ^.^ Jak widać wszystko pomalutku zaczyna nabierać tempa. Mogę Wam chyba obiecać, że do siódmego rozdziału już będzie dużo ciekawiej. Mam nadzieję, że Was w tym momencie nie okłamuję mówiąc to ;p Ale to już będzie zależeć od Was :)
Kurna, do diabła, ostatnio udzieliła mi się dziwna atmosfera i mam wrażenie, że to co piszę jest do bani... chyba naczytałam się za dużo dobrych blogów i coś mi się zablokowało.. Hm. Proszę Was przeczytajcie tą małą informację tam na górze w prawym rogu. Popracuję nad tym, a w między czasie zapytam jeszcze: Jak nowy szablon? Spędziłam nad nim około 4 godziny. Oby się podobał. Chyba jednak zostanę przy dodawaniu rozdziałów co około tydzień, bo wydaje mi się, że nie każdy się wyrobi z przeczytaniem jak będzie co trzy dni :)

     Pozdrawiam serdecznie! 

24 komentarze:

  1. Rozdział świetny :) Czekam na następny! POTATO! .I naprawdę lubię to opowiadanie :) . Zaczyna się robic tajemniczo i intrygująco *_* Like it :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, właśnie przypadkowo trafiłam na tego bloga, ale spodobał mi się wygląd i zaraz zabiorę się do czytania. Potem pewnie jeszcze skomentuję całość. To, że masz niewielu czytelników - żadna tragedia, ja też nie narzekam na nadmiar komentarzy :). Jeśli to lubisz - po prostu pisz! Pozdrawiam.
    ostatni-oddech.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehe ale się uśmiałam kiedy przeczytałam to z boku i pod rozdziałem :P
    Ty tu mi wyjeżdżasz że nie mam sensu, proszę Cię ...
    Jak znałabym Cię osobiście to już po głowie byś dostała i to nie jeden raz , nie no żartuje :P
    Bo ktoś mądry kiedyś mi napisał że nie wolno myśleć że to co się pisze jest bez sensu, chwila to chyba byłaś TY !!! I proszę nie wyjeżdżać mi z tym nigdy więcej!
    Rozdziała świetny :P
    Coś czuje że coś będzie między Zayn i Marisol, już się jaram :D
    Prze to było z tym malowaniem na twarzy :P
    Ja już czekam na następny i proszę go dodać jak najszybciej bo nie wytrzymam tu :P
    Pozdrawiam,
    M.

    A zapomniałabym Kocham jak piszesz normalnie Love forever ;))
    I oczywiście POTATO !!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam oj tam :D Przyznaję, że każdy ma chwilę zwątpienia ;p a dużo ciężej się słucha własnych rad :D

      Usuń
    2. To teraz masz posłuchać mnie :P
      Tak mam to SENS i nie ma że nie !!!

      Usuń
  4. No dobrze, przeczytałam już wszystko. Potato.
    Ocenię obiektywnie - brakuje mi w niektórych miejscach opisów (np. gdyby nie było działu "Występują" to nie wiedzielibyśmy za żadne skarby, kiedy jak, skąd Anya była w Polsce) no i też mało mówisz o postaciach, nie mamy konkretnego opisu domu. Poza tym w niektórych miejscach brak mi kropek, ale tak jest ok. Czekam na następny i wklejam do linków. :)
    ostatni-oddech.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Potato.
    Boski i jeszcze raz boski. Czekam na następny.
    Zapraszam do mnie : http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mi się spodobał wygląd bloga itp. Rozdział Mega Mega super ;d

    OdpowiedzUsuń
  7. Potato :)
    Czyli uważasz, że to co piszesz jest do bani? I tu się mylisz! Wiele pozytywnych opinii przechodzi mi przez głowę,ale wciąż nie wiem co napisać. Sam wygląd bloga jest bardzo zachęcający, nie wspominam już o treści, która może nas zapędzać w kompleksy :> Jeżeli nie jesteś jeszcze pewna, ze masz talent, to ja uroczyście i oficjalnie cie informuję, JESTEŚ ŚWIETNA! :)
    Do następnego!
    http://tell-me-a-lie-lara.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Będę oryginalna i zamiast potato napiszę po polsku ZIEMNIAK! -.-
    Dobra a teraz czas na opinię.
    Jakby tu zacząć...
    Na samym początku chciałam ci bardzo podziękować, za komentarz na moim blogu, który dodał mi mnóstwo energii i poczucia, że jednak ktoś będzie czytał te moje nędzne wypociny.
    Wracając do twojego opowiadania to szata graficzna jest zachwycająca, widać, że dużo włożyłaś w nią pracy. Co do treści to również wszystko jest w jak najlepszym porządku. Błędów mało, a raczej nie występują prawie w ogóle, fabuła ciekawa i wciągająca. Styl pisania również bardzo dobry, czytając twojego bloga człowiek się nie nudzi, dajesz ciekawe opisy, dialogi w których często zawarty jest komizm.
    Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny rozdział :)
    Oczywiście dodaję się do obserwowanych i dopisuję do zakładki 'links'
    Ps. Przepraszam za chaotyczny komentarz, ale jakoś nie jestem w stanie napisać nic sensownego ^^
    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny.
    Fleur♥

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie. Jest takie... inne. Potatotaśne ;) Ładny szablon ^^ Czekam na szybki CD!!! XD

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja nie umiem pisać opinii, więc powiem tylko że rozwaliłas mnie tym ziemniakiem i że opowiadanie naprawdę mi się podoba :) Z niecierpliwością czekam na następny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. hmm.. potato. ;) Rozdział świetny, według mnie zaczyna się robić coraz ciekawiej. Czekam na kolejny rozdział i może masz rację, 1 rozdział tygodniowo wystarczy, tym bardziej, że dużo osób teraz wyjeżdża i później (np.ja) mam zaległości ;) http://tajemnica-to.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Heh, dobry pomysł z tym sprawdzeniem czytelników >D Potato - wolę na początku, bo potem bym zapomniała pewnie.
    Wspominałam już,że naprawdę lubię Twój gust muzyczny? Uwielbiam the offspring i Ellie <3 Poza tym 1D kojarzę, chociaż nie mogę napisać, żebym była jakąś fanką, niemniej chłopaki zrobili na mnie dobre wrażenie, a zwłaszcza Niall i Zayn.
    Główna bohaterka jest siostrą Lou, no proszę, ciekawego ma braciszka, nie ma co. A ten braciszek ma przy okazji całkiem zakręconych przyjaciół ;) Jak ten Harry mógł wymalować biedną Anyę markerem?! Nie wie jak to później trudno zmyć?! Liczę na jakiś rewanż z jej strony :>
    Niall pomógł jej z tą walizką. Jego siła pewnie wynika z pochłanianej ilości pożywienia ;p
    Marisol potrzebuje teraz wsparcia przyjaciółki i jestem pewna, że Anya jej to zapewni.
    Oczywiście proszę o informowanie i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem w 100% za Niall'em! Pomógł jej z walizką, ale nie dał dary obronić przed Lou i Harry'm. Hahahaha! Nie, nie, nie, zdecydowanie Niall. Jak będzie z Hazzą to będzie tak dziwnie, bo może i kędzierzawego do niej ciągnie, ale Anya o wiele bardziej pasuje do Horan'a. :D
    "potato"

    OdpowiedzUsuń
  14. fajny, czekam na następny <3
    ZAPRASZAM NA: http://thedirectionstories.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Potato ;D
    jejka twój blog jest cudowny !
    czekam na następne rozdziały ! <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham to opowiadanie. Jedno z moich ulubionych ;p <3
    Nie powiem, że czekam na następne, bo już je czytałam hahah, chyba, że znowu dodasz coś nowego jednak i będę musiała przeczytać... zrobię to wtedy potato z największą przyjemnością <3
    http://bullshitbby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: Szablon straaasznie fajny :D
      Dobra robota!

      Usuń
  17. dopiero zaczełam czytać ale POTATO !! :DD

    OdpowiedzUsuń
  18. POTATO i bujaaaaa niektórzy zapomnieli

    OdpowiedzUsuń
  19. świetnie piszesz ! naprawdę. Podziwiam cię

    ps.hahah potato :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Teraz czas na moje potato. Jesteś mistrzem za to. :D
    Więc tak... Chcę wiedzieć więcej o Marisol. mam nadzieję, że przy nadrabianiu kolejnych rozdziałów zaspokoję swoją ciekawość. Tak, ciekawa jestem co z jej dzieckiem. Co w tej Hiszpanii i w ogóle. poza tym, czy w oko wpadł jej Malik? A może to tylko taka podpucha. Hm. Mam coraz więcej powodów dla których muszę przypieszyć swoje tempo czytania.
    Hm. Pozabijałabym ich na miejscu, gdyby moja twarz posłużyłaby im za kolorowankę. Hazzie to bym te jego loki z głowy powyrywała... Tak, a po upływie chwili tuliłabym go w swoich ramionach, przepraszając za mój atak agresji. :D No tak czy inaczej impreza w takim towarzystwie będzie niezłą przygodą.Czuję to. <3
    Nie wiem czy to co napisałam ma mniejszy lu większy sens. Ty wiesz, że mi się podoba. ;>
    Buziaki, Mai ;*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię! To wiele dla mnie znaczy!