12 sierpnia 2015

Rozdział XI: Sekrety


Anya
Ines miała charakterek. 
Była uparta. Potrafiła zawzięcie dążyć do celu, niszcząc wszystko i wszystkich po drodze. Nie udało mi się jej powstrzymać, kiedy rozwalała mój związek z Horanem, więc i teraz czułam, że nie mam najmniejszych szans, gdy mój przyjaciel pomału wpadał w jej sidła. Hemmings dał się złapać w sieć, a ja mogłam jedynie patrzeć z boku, jak pająk pomału się do niego zbliża. 
Odkąd powiedział mi, że się spotykają, widzieliśmy się zaledwie raz. Od tego właśnie się zaczęło. Ukradła mi nasz wspólny czas. Później najprawdopodobniej zabroniła mu ze mną rozmawiać, bo przestał pisać i dzwonić.
Na początku próbowałam sobie wmówić, że wszystko rozumiem. Nowy związek, nowe więzi do stworzenia - początkowe zafascynowanie drugą osobą czasem sprawiało, że przyjaciele i rodzina nagle stawali się mniej ważni. Naprawdę rozumiałam Luka aż za dobrze, bo kiedyś z Niallem zachowywaliśmy się tak samo. Nasz świat ograniczał się do naszej dwójki, dopóki Horan nie zerknął na Demi. A raczej dopóki Lovato nie weszła mu w kadr i nie zafascynowała go do tego stopnia, że pomału zaczął się ode mnie oddalać. 
Luke teraz miał w centrum Ines i zdawałam sobie sprawę, że ona nie da mu się tak łatwo rozkojarzyć. To Nessie rządziła ich relacją, czy Luke o tym wiedział, czy nie, ona miała wszystko pod kontrolą. Dopóki jej się nie znudzi. Do Luka pewnie to kiedyś dotrze. Może kiedyś zrozumie, że tylko traci czas na kogoś, kto nie odwzajemni jego uczuć. To nie było możliwe, by Charpentier naprawdę się zakochała - ludzie z sercami z kamienia chyba nie mają uczuć, prawda? Jeśli już, to tylko te lodowate i negatywne.
Osobiście nienawidziłam Ines nie tylko dlatego, że była moim wrogiem. Nie lubiłam jej, bo jako jednej z nielicznych naprawdę udało mi się ją poznać. Prawdziwą, zawistną, egoistyczną Charpentier, której nigdy nie można ufać. Właśnie to powiedziałam Lukowi, kiedy przyszedł mi oznajmić w kim się zakochał.
- Jak możesz tak o niej mówić? - od razu zaprzeczył. - Nessie jest wspaniała! Tak urocza osoba nie może mieć tylu wad. Chyba mówimy o dwóch różnych dziewczynach - stwierdził z przekonaniem, uśmiechając się przy tym jak idiota. 
Był idiotą, jeżeli w jakimkolwiek stopniu jej ufał, ale wtedy jeszcze mu tego nie powiedziałam. Od razu odbiłoby się to na moją niekorzyść. Musiałam rozgrywać to powoli.
- Mówimy o tej samej Ines Charpentier, rudowłosej, niskiej, używającej przesłodzonego tonu, udającej kogoś, kim nie jest. Nie daj się nabrać, Luke, proszę - kontynuowałam stawianie na swoim. Starałam się nie używać wulgaryzmów, żeby nie zdenerwować Hemmingsa, co było dość trudne, bo na usta cisnęły mi się same brzydkie słowa, które idealnie opisywały Nessie
- Dobra, teraz powiedz mi prawdę.
- Jaką prawdę? - zapytałam zbita z tropu. Do tej pory nie kłamałam, kiedy mówiłam wprost, że jej nienawidzę.
- Co się stało, że masz o niej takie zdanie? Powiedz mi prawdę - nalegał.
Spanikowałam. Specjalnie nie wchodziłam na tę część historii związaną z Niallem, bo to zdenerwowałoby Luka dwa razy bardziej. Od zawsze męczyło go, że wszystkie nasze rozmowy ostatecznie sprowadzały się do Horana. Przy każdej takiej sytuacji wychodził bez słowa, często zatrzaskując przy tym drzwi. Nie chciałam, by tym razem zrobił coś podobnego. Musieliśmy przebrnąć przez to wszystko od razu, póki jeszcze nie było na to za późno. Chciałam mu nakreślić, kim naprawdę jest Ines, bez podawania konkretnego przykładu. Widocznie nie byłam zbyt subtelna w ukrywaniu niektórych faktów, skoro Luke prawie od razu coś wyczuł.
- Sabotowała mój związek z Niallem - wyznałam, odwracając na chwilę wzrok.
Kiedy Luke prychnął, znów wbiłam w niego spojrzenie. Teraz dla odmiany ja zaczęłam się denerwować. Nie lubiłam, kiedy tak robił. Gdy na każdą wzmiankę o Horanie albo robił głupie miny, albo werbalnie zaczynał się z niego naśmiewać. Jakby to miało zrobić jakąkolwiek różnicę - jakbym w ten sposób miała przejrzeć na oczy i z nim zerwać.
- Mówię poważnie! Wysyłała Horanowi nasze zdjęcia, pisała do niego wiadomości, wszystko po to, żeby nas skłócić. Udało jej się, jak już wiesz - burknęłam, krzyżując ręce na piersiach.
- Nasze zdjęcia? - zapytał głosem wypranym z emocji.
- Tak. Nasze. Moje i twoje, Luke - sprostowałam.
Przez chwilę myślałam, że coś do niego dotarło. Przejrzał na oczy!, krzyczałam w myślach, modląc się, by to była prawda. Ale po chwili zastanowienia, Hemmings tylko wzruszył ramionami, wpatrując się we mnie. Wyglądał na zniesmaczonego, ale jednocześnie... jakoś tak, jakby nic go nie obchodziło. Już dawno podjął decyzję i teraz na pewno jej nie zmieni.
- Jak zwykle - mruknął tylko.
Pokręciłam głową, zerkając w niebo, które ani trochę nie odzwierciedlało tego, jak się teraz czułam. Nie było nawet jednej chmury - słońce mocno prażyło. Pożałowałam, że nie wzięłam z domu okularów przeciwsłonecznych. Czyste, błękitne niebo, a w moim sercu burza. Ciemność w duszy, chaos w umyśle. Nic się nie zgadzało, nie to co w filmach.
- O co ci chodzi, Luke? - zaatakowałam go.
- Jak zwykle wszystko kręci się wokół was. Tomlinson i Horan mają z Ines na pieńku, więc ja też automatycznie mam ją znienawidzić?
- Nie zastanawiałeś się, dlaczego w ogóle przyszła z tobą wtedy porozmawiać? Słyszałam, że podpisała kontrakt kilka tygodni temu, więc dlaczego przez tyle czasu cię olewała? Nie dziwi cię, że pewnego dnia po prostu pojawiła się po próbie i zaczęła się do ciebie przystawiać? Przykro mi to mówić, ale ona coś planuje, Lukey. Nie zrobiła tego ot tak - powiedziałam to, co od dawna chodziło mi po głowie. Ines była cwana i zapewne miała w zanadrzu niejeden plan, jak uprzykrzyć mi życie. Czy to dawało jej jakąś satysfakcję, czy może po prostu miała takie hobby, tego nie wiedziałam. Ale zdążyłam się już dowiedzieć, do czego była zdolna, więc bawienie się uczuciami mojego przyjaciela nie wyglądało wcale na nierealne.
- Jesteś po prostu wściekła, że wreszcie o tobie zapominam, Anya! - warknął, wstając z huśtawki. Poszłam w jego ślady, żeby nie stracić do końca głosu w tej kłótni. Oczywiście wciąż górował nade mną wzrostem, ale przynajmniej poczułam się trochę lepiej.
- Nieprawda! - zaprzeczyłam. Nie byłam pewna, czy to słyszał, bo wybuchnął głośno nieszczerym śmiechem.
Wystraszyłam się. Luke jeszcze nigdy się tak nie zachowywał. Zawsze lubił stawiać na swoim, ale potrafił również wysłuchać czyichś argumentów. Teraz liczył się tylko on i jego opinia na temat Ines. Nessie była dla niego święta. Pomału docierało do mnie, że znalazłam się na przegranej pozycji.
- Prawda, prawda. Miałaś nas obydwu przez tak długi czas i teraz, kiedy jeden się wymyka, robisz wszystko, żeby go zatrzymać, tak? - Prychnął pod nosem. - Tak długo się z tym męczyłem... tak długo się za tobą uganiałem, że teraz, kiedy wreszcie pomału daję sobie spokój... Wiesz, że teraz czuję się wolny? Bez ciebie w moim sercu, wreszcie czuję się szczęśliwy - wyznał.
Stałam sparaliżowana, wpatrując się w jego zielone oczy. Nie wiedziałam, co bolało bardziej - jego słowa czy czyny? To, co powiedział, czy fakt, że mówiąc to, oddalił się ode mnie, jakbym mogła go na nowo zarazić tą chorą miłością? Nie odezwałam się słowem. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy, więc zacisnęłam mocno wargi, żeby trochę je powstrzymać. Nie płacz, nie teraz, myślałam. Ale czułam się, jakby ktoś wymierzył mi policzek - nie dość, że cholernie bolało, to jeszcze było mi wstyd. Jakbym naprawdę zrobiła coś złego. Jakby to wszystko była moja wina...
- Biorąc pod uwagę wszystkich ludzi na świecie... - szepnęłam - nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek będę jeszcze płakać przez ciebie.
Już kiedy dostrzegł pierwsze słone krople na moich policzkach, wystraszył się i opanował. Teraz wyglądał na przerażonego. Zrozumiał, że posunął się za daleko, ale chyba nie wiedział, jak się zachować. Grać dalej czy spuścić z tonu? Obstawać przy swoim za wszelką cenę - tak zrobiłaby Ines - czy zastanowić się nad tym, co czują inni?
Nim zdążył podjąć decyzję, ja już szłam w stronę domu. Zostawiłam go za sobą, jakby część moich problemów miała zniknąć, kiedy przekroczę próg budynku. Ale tak się nie stało, bo kiedy weszłam do środka, rozpłakałam się jeszcze bardziej. Pomału docierało do mnie wszystko, co powiedział. 
Wreszcie czuję się wolny.

Jęknęłam, chowając twarz w dłoniach.



Od tamtej pory prawie się nie widzieliśmy. Przeprosił mnie tylko za to, co powiedział i... właściwie to nigdy nie wróciliśmy do tematu Ines, jakby problem w ogóle nie istniał. To był chyba pierwszy raz, kiedy tak się zachował. Bolało, bo do tej pory rozmawialiśmy o wszystkim, a teraz... Nessie już zdążyła popsuć nasze relacje. Tylko się pojawiła i od razu zaczęła nas niszczyć.
Niestety, ale nie tylko Luke był teraz na liście moich problemów. Wolałabym skupić się tylko na nim i znaleźć wreszcie jakieś rozwiązanie, ale zamiast tego na głowie miałam milion innych ważnych spraw, które aż wołały o poświęcenie im uwagi. Jakimś cudem każda nowa życiowa przeszkoda goniła kolejną przeszkodę, nie dając mi nawet chwili wytchnienia. Sporządziłam nawet prawdziwą listę, którą schowałam między kartkami pamiętnika. Nie chciałam, by ktoś ją znalazł, jednocześnie zależało mi, by zachować te ciężkie chwile w pamięci. Nie byłam masochistką, po prostu wierzyłam, że cierpienie jest człowiekowi potrzebne. W końcu, gdyby nie smutek, skąd wiedzielibyśmy, że jesteśmy szczęśliwi?
Westchnęłam, gdy zamykałam szafkę nocną z pamiętnikiem w środku na kluczyk, w głowie powtarzając wszystko, co zapisałam. 
  1. Rodzice niedługo biorą rozwód, a ja nic nie mogę na to poradzić.
  2. Nie mam kontaktu z własną matką.
  3. Nie rozmawiam z Niallem od pamiętnego wieczoru, w którym ostatecznie wybrał Demi zamiast mnie.
  4. Straciłam przyjaciela, który na dodatek dołączył do klubu mojego wroga.
  5. Prawdopodobnie niedługo miałam stracić także najlepsza przyjaciółkę, która za niewiele ponad miesiąc wylatuje do Stanów studiować na Harvardzie. 

- Riven, to wspaniale! - krzyknęłam podczas rozmowy, podekscytowana nową wiadomością. - Harvard, nie do wiary...
Oczywiście byłam z niej dumna - jestem nadal - ale po jakimś czasie dotarło do mnie, że za półtora miesiąca będziemy musiały się pożegnać. Coldaw będzie tysiące kilometrów stąd i... będziemy rozmawiać przez telefon, ale to nie to samo, co móc ją przytulić w rzeczywistości, kiedy źle się dzieje. Próbowałam cieszyć się jej szczęściem, w końcu nie chciałam robić jej przykrości. Udawało się, kiedy była obok. Gdy zostawałam sama, wszystko się waliło. Płakałam, bo wiedziałam, że nigdy nie będziemy mieć już ze sobą takiego kontaktu, jak teraz. Marisol nauczyła mnie, że przyjaźń na odległość bywa trudniejsza niż się wydaje.
Po tej rozmowie wreszcie poczułam, że pomału zaczęłam wkraczać w ten okres życia, w którym wszystko się zmienia. Nadszedł czas, kiedy każde z nas musiało pomyśleć i jakoś zadbać o swoją przyszłość. Riven już to zrobiła - zapewniła sobie świetlaną przyszłość po ukończeniu jednego z najsławniejszych uniwersytetów na świecie. 
Marisol również pomyślała o przyszłości. Decydując się oddać dziecko do adopcji, jednocześnie zdecydowała, że dalej będzie się uczyć. Z naszej krótkiej wymiany zdań wynikało, że miała zamiar studiować bankowość i finanse, czym naprawdę mnie zaskoczyła. Po Sol nigdy nie spodziewałam się podobnego wyboru. Z drugiej strony, dziewczyna była jedną z inteligentniejszych osób, jakie znałam, więc cieszyło mnie, że wreszcie wykorzysta swój potencjał.
Miałam nieprzyjemne wrażenie, że już niedługo wszyscy rozjadą się po świecie, a ja zostanę sama w Londynie, wylewając siódme poty i starając się dogonić artystycznie uzdolnionych studentów ASP, w międzyczasie użalając się nad sobą. W końcu nie osiągnęłam niczego, z czego mogłabym być dumna. Prawie zawaliłabym cały przyszły rok studiów, gdyby nie czuwająca nade mną matka. Moją muzyczną karierę trafił szlag,  nie po raz pierwszy zresztą. Wyniki egzaminów końcowych z liceum wcale nie były zadowalające, więc nawet nie byłam pewna, czy przyjęliby mnie gdzieś na normalny, nieartystyczny kierunek. Jeżeli chodziło o szkołę i hobby, to moje życie było jedną wielką porażką. Mogłabym spokojnie przeżyć załamanie nerwowe, gdyby naprawdę aż tak mnie to obchodziło.
Bardziej martwiły mnie moje relacje z ludźmi, z którymi ostatnio przebywałam.
Choć jeszcze kilka dni temu byłam pewna, że z Horanem przetrwamy wszystko, dzisiaj miałam wątpliwości. Zbyt często się kłóciliśmy, chyba wcale sobie nie ufaliśmy... przy takich okolicznościach nasza miłość wydawała się nie wystarczać. Wokół mnie działo się dużo rzeczy, na których nie miałam żadnego wpływu, tak dużo rzeczy, które oddziaływały na nasz związek... Jak można trwać w związku, nad którym nie ma się kontroli? Ile jeszcze mogliśmy pociągnąć, zanim któreś z nas po raz kolejny zażąda przerwy?
Nie chciałam odpuszczać, bo w pamięci wciąż miałam chwile, w których nie było go obok mnie. Zdawałam sobie sprawę z tego, jak wielką częścią mojego życia zawładnął, jak dużo tak naprawdę mu zawdzięczałam... W jakiś dziwny sposób dzięki niemu udało mi się odnaleźć część siebie. Cała nasza historia - zaczynając od czasów, kiedy byliśmy tylko przyjaciółmi, aż po dzień dzisiejszy - zaprowadziła mnie w to miejsce, w którym się teraz znajdowałam. Przeszłam długą drogę, żeby wreszcie choć częściowo zrozumieć siebie. Byłam mu wdzięczna za to, że był przy mnie w tak ważnych momentach mojego życia. Jednocześnie cholernie się bałam, że właśnie tylko dlatego wciąż nie potrafiłam odpuścić. Nie mogłam dać mu odejść, bo za bardzo na nim polegałam. Miałam wrażenie, że jeżeli Niall teraz zniknie, zwyczajnie nie dam rady zmierzyć się z otaczającą mnie rzeczywistością. Z rozpoczęciem studiów, z nowymi znajomościami, z ogromem pracy, z rozstaniem z przyjaciółmi, z rozwodem rodziców... 
Cały świat, który mnie otaczał, wariował. Wszystko się zmieniało, nawet rzeczy i relacje, które nie powinny nigdy ulegać zmianie, niezaprzeczalnie robiły mi na złość.
Ale fakt, że Niall był przy mnie? To się nie zmieniło. Horan był moją ostatnią nadzieją. Ostatnią osobą, która była blisko i obiecywała, że tak już zostanie. Od dawna nikt nie składał mi obietnic... a teraz Horan robił to codziennie. Nawet kiedy się do siebie nie odzywaliśmy, wciąż zostawiał mi liściki na poduszce, jak gdyby nigdy nic.
Ciekawe, czy Niall myślał o nas tyle, co ja. Czy nasze ciągłe kłótnie mu przeszkadzały? Czy kładąc się wieczorem spać albo wstając rano myślał o tym, że prawdopodobnie po raz kolejny któreś z nas znajdzie kolejny powód do awantury? Ja myślałam, bo pomału miałam tego dość. Choć tak bardzo mi na nim polegałam, jednocześnie był tą osobą, której ostatnio nie chciałam widzieć. 
Cholerny konflikt wewnętrzny, jak zwykle. 
Moje własne myśli sprawiały, że miałam ochotę skulić się w kącie i płakać. Wszystko zwyczajnie zaczęło mnie przerastać, bo nie potrafiłam nawet stwierdzić, co tak naprawdę czuję. Kocham go, czy może to zwyczajne przyzwyczajenie? Wewnętrzna potrzeba bliskości z drugim człowiekiem czy prawdziwa miłość?
Gdyby na miejscu Nialla był ktoś inny... jakbym się wtedy czuła? 
Choć nie miałam okazji się o tym przekonać, jakimś cudem wiedziałam, że nigdy nie pokocham nikogo tak, jak pokochałam Horana. Nawet jeżeli ogień między nami miałby niedługo całkowicie wygasnąć, jeżeli to własnie było zapisane w gwiazdach - nigdy w życiu nie zamieniłabym naszego gasnącego uczucia na nowe. To, co mieliśmy, w pełni mi wystarczało, nawet jeżeli było tego coraz mniej. 
Własnie tej myśli postanowiłam się trzymać, próbując wymazać wszelakie wątpliwości. Bo choć od kilku dni trwaliśmy w kłótni, milcząc, obrzucając siebie nawzajem nieprzyjemnymi, trochę stęsknionymi spojrzeniami, zastanawiając się, kto pierwszy wyciągnie rękę na zgodę... choć denerwowaliśmy się, krzyczeliśmy na siebie i sobie nie ufaliśmy, to naprawdę nie przeszkadzało mi aż tak bardzo, jak kompletny brak jego obecności. Byłam w stanie znieść wszystko, żeby tylko mieć go obok. Jakkolwiek żałośnie to brzmiało, jak idiotycznie i niekomfortowo sama się z tym czułam - trzymałam się swojego postanowienia. Bo co innego mi pozostało?





*

Niall
- Horan, powiedz mi, gdzie ty ostatnio tak ciągle znikasz?
Spojrzałem na Liama kątem oka. Nie mogłem mu nic powiedzieć - nie teraz, kiedy wreszcie podjąłem decyzję. Payne zaraz zacząłby mnie odwodzić od moich szalonych pomysłów, znalazłby milion argumentów przeciwko. Możliwe, że nawet przez niego zacząłbym się nad tym zastanawiać i znów musiałbym zaczynać od nowa, namawiać sam siebie, przekonywać, że wcale nie jestem szalony oraz że taka jest kolej rzeczy. Wszystko się zmieniało - nie mogłem stać w miejscu, bo w ten sposób moi bliscy zostawiliby mnie za sobą. Utknąłbym sam, próbując trzymać w garści to, co dawało mi szczęście. Zniewoliłbym Anyę i sprawił, że byłaby nieszczęśliwa. Tak mi się przynajmniej wydawało, dlatego postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce.
- Nieważne - odpowiedziałem, siląc się na spokój. Nie byłem zbyt dobry w spławianiu ludzi, między innymi dlatego jeszcze nie pozbyłem się Demi, choć nasz pseudo-związek powinien dobiec już końca, jak było zapisane w naszym kontrakcie. 
Oficjalnie mieliśmy ze sobą zerwać w przeciągu kilku dni, ale mówiąc szczerze, trochę się bałem. Lovato nie była mi szczególnie bliska, ale wciąż była moją przyjaciółką. To, jak bardzo ona przyzwyczaiła się do mnie, jak bardzo ostatnimi czasy na mnie polegała, sprawiał, że nie chciałem jej skrzywdzić. Wiedziałem, że to było nienormalne i nienaturalne,  w końcu nigdy nie byliśmy w prawdziwym związku - miałem dziewczynę, na której naprawdę mi zależało i to powinno mi wystarczyć. Jednocześnie nie potrafiłem pozbyć się poczucia winy, jakbym naprawdę ją rzucał. Przygotowywałem się do tego psychicznie, bo zdawałem sobie sprawę, że nie mogę tego dłużej ciągnąć, dla swojego dobra, dobra Demi i Any. Lovato za często wchodziła między nas. Nawet teraz kłóciliśmy się przez nią, przez ten cholerny kontrakt, którego nie mogłem wcześniej zerwać ze strachu. 
Tkwiłem w bagnie po uszy i dopiero teraz zaczynało to do mnie docierać.
- Co to za tajemnica, Horan? - dopytywał się Liam.
- Jak ci powiem, Payne, to już dłużej nie będzie tajemnicą. Sekret pozostanie sekretem - odpowiedziałem.
Liam prychnął. Sądziłem, że na tym zakończy się ta rozmowa, jednak Payne niespodziewanie kontynuował temat.
- Nasz blond dzieciaczek w końcu dorósł i teraz ma nawet tajemnice przed starszymi braćmi, co? - zadrwił.
- Jesteśmy w tym samym wieku, dzieciaku - rzuciłem, mierząc go spojrzeniem.
Próbował zmierzwić mi włosy. Szybko odchyliłem głowę, dzięki czemu w ostatniej chwili udało mi się przed nim uciec. Jego ręka zawisła na chwilę w powietrzu, po czym wylądowała na moim udzie.  Poklepał mnie po przyjacielsku i wreszcie dał mi spokój.
Westchnąłem. 
W tym momencie naprawdę chciałem mu powiedzieć. Kiedy zachowywał się jak mój prawdziwy brat, zaczepiając mnie, próbując mnie rozweselić, miałem ochotę wyznać wszystko, każdą najmniejszą tajemnicę, jaką przed nim skrywałem. Zazwyczaj tak własnie było - ja zaprzeczałem, że coś się dzieje, on nie dawał się nabrać, zaczynał się ze mną drażnić, dogadywać mi, śmiać się z najmniejszych drobiazgów, aż wreszcie pękałem i wyjawiałem całą prawdę. Tym razem zacisnąłem mocniej zęby, znów wracając do przeszukiwania Internetu.
Tajemnica. Sekret. Coś czego nie mogę powiedzieć nawet tobie, Liam. Nie możesz być pierwszym, który się dowie. To musi być ona. 
- Poczekaj, Payne. Niedługo wszystkiego się dowiesz - burknąłem pod nosem, tylko podsycając jego ciekawość.
Warknął coś niezrozumiałego, co brzmiało zadziwiająco podobnie do słowa "frajer".
Byłem z siebie dumny, bo tajemnica pozostała tajemnicą.

Wszystko szło zgodnie z planem.



Anya
Nie raz zdarzało mi się zasnąć podczas pracy.
Czasem spędzałam kilka godzin pod rząd na szkicowaniu, poprawianiu, upiększaniu tego samego rysunku. Tworzenie nowego dzieła bywało fascynujące, dzięki temu mogłam nie spać całą noc, ale rysowanie wciąż tego samego, jednego szkicu sprawiało, że zwyczajnie odpływałam. Nie walczyłam z tym, wręcz przeciwnie - naprawdę lubiłam ten moment, kiedy zasypiałam z ołówkiem w ręce. Nie wydarzyło się jeszcze nic nieprzyjemnego - czytaj: nie zaśliniłam jeszcze żadnej ze swoich prac, więc przymykałam oko na swoje zachowanie. Czasami śniło mi się, że dalej rysuję. Zdarzało się, że właśnie wtedy do głowy przychodziły mi najlepsze pomysły i kiedy budziłam się w swojej rzeczywistości, przelewałam je wszystkie na papier. Dzięki temu łączyłam przyjemne z pożytecznym.
Tym razem wyśniłam tylko czarną pustkę. Ciemność dookoła, ciemność na kartce papieru, ciemność w moim umyśle. Przerażające nic. Nie mogłam się obudzić, choć próbowałam. Chciałam wrócić do rzeczywistości. Teraz, zaraz, bo miałam dość trwającej w nieskończoność samotności. Potrzebowałam jakichś znaków życia, kolorów, zapachów - blasku słońca, zieleni trawy, błękitu nieba, białych, puszystych chmur, ciepłych promieni na skórze, wiatru we włosach, zapachu kwiatów, czyjejś obecności. 
Miałam dość samotności, ale sen jak na złość wydawał się nie kończyć.
Dopiero kiedy poczułam czyjś dotyk na swoim ramieniu, obudziłam się. Zdezorientowana rozejrzałam się dookoła. Jeszcze nie do końca wiedziałam, co się dzieje, kiedy Niall wymówił moje imię. Między innymi dlatego własnie myślałam, że to sen. Uwierzyłam dopiero, kiedy pociągnął mnie za rękę, a moje ramię zaczęło boleć. 
W snach nie czuje się bólu, pomyślałam, więc Horan naprawdę wreszcie do mnie przyszedł. 
Uśmiechnęłam się, choć w tej samej chwili miałam ochotę go uderzyć. Zadziwiające, jak różnorodnie na mnie oddziaływał.
- Gdzie idziemy? - zapytałam, kiedy ciągnął mnie za rękę przez korytarz, po schodach i przed dom, aż do samochodu. 
Uciszył mnie i otworzył drzwi od strony pasażera. Wiedział, że nienawidzę, kiedy się mnie ucisza, a mimo to notorycznie to robił. Już miałam zacząć kolejną kłótnię, już otwierałam usta, gdy - jak gdyby nigdy nic - wepchnął mnie na siedzenie i zapiął mi pasy, kompletnie mnie tym zaskakując. Krzyk gniewu i bezradności ugrzązł mi w gardle, więc siedziałam tak z rękami w górze, śledząc go wzrokiem, kiedy obchodził samochód dookoła. Chwilę później siedział za kierownicą, uruchamiając silnik. Dopiero wtedy dotarło do mnie jak głupio wyglądam, więc szybko opuściłam ręce.
- A twoje? - zapytałam, wciąż go obserwując.
- Co moje?
- Pasy, Niall. Zapnij pasy - grzecznie poprosiłam, choć w środku gotowałam się ze złości.
Wyciągnął mnie ze swojego pokoju - rozczochraną, ledwo umalowaną i prawdopodobnie rozmazaną, dodatkowo w dresach i przydużej koszuli. Nie powiedział gdzie jedziemy. Ba! Śmiał mnie wepchnąć do samochodu i jechać... nie wiadomo gdzie i po co. Dodatkowo nie odezwał się słowem, nie przeprosił, chociaż wiedział, że wciąż jestem na niego wściekła o sprawę z Demi. Obiecałam sobie, że nie będę z nim rozmawiać, dopóki wreszcie nie zrozumie, gdzie popełnił błąd, ale przez jego nienormalne, tajemnicze zachowanie złamałam swoją obietnicę, przez co wściekłam się jeszcze bardziej. Brawo, Horan, ty to umiesz działać na kobiety.
- Martwisz się o mnie? - Zaśmiał się, a ja poczułam, że się czerwienię. Nie wiedziałam tylko czy z nerwów, czy z zakłopotania. A może jedno i drugie? Czułam się niekomfortowo, w końcu wyglądałam ohydnie. W dodatku nie miałam stu procentowej pewności, że nikt oprócz Nialla mnie w tym stanie nie zobaczy, co sprawiło, że zakłopotałam się jeszcze bardziej. Z frustracji miałam ochotę walnąć głową w szybę, jednak zdecydowałam tylko zacisnąć ręce w pięści.
- Nie martwię się o ciebie - burknęłam, wpatrując się w widoki za szybą. - Ale zapnij te pasy - dodałam nieco ciszej.
Zaśmiał się jeszcze głośniej. W odpowiedzi tylko prychnęłam.
Nie odzywaliśmy się przez dłuższą chwilę. Niall był zbyt skupiony na prowadzeniu samochodu, a ja byłam zbyt wściekła i jednocześnie zbyt zaintrygowana tym, co się aktualnie działo, żeby podjąć jakiś błahy temat. Przeżywałam właśnie kulminację konfliktu wewnętrznego, zastanawiając się jak zmusić go do powiedzenia gdzie jedziemy, kiedy Horan zatrzymał samochód na jakimś podjeździe.
Zdziwiona spojrzałam najpierw na niego. Nie uśmiechał się, nie patrzył na mnie. Wbił wzrok w kierownicę, przygryzając wargę. Siedział tak kilka długich sekund, co mnie trochę wystraszyło. Zachowywał się dziwnie i tajemniczo, w dodatku zadziwiająco... władczo. Te nowe cechy trochę zaczynały mnie pociągać, ale szybko się opamiętałam, przypominając sobie jak bardzo jestem na niego wściekła.
Gdy już miałam zadać mu pytanie, odpiął pasy i wysiadł z samochodu, zostawiając mnie z otwartą buzią i zmarszczonymi ze zdziwienia brwiami. Okrążył samochód, otworzył mi drzwi i podał rękę. Odpięłam pasy, ale nie przyjęłam jego pomocy. Wysiadłam sama, rozglądając się po okolicy. 
Westchnął, ale nic nie powiedział. 
- Gdzie my jesteśmy? - zapytałam, nie rozpoznając okolicy.
Na pierwszy rzut oka dzielnica wyglądała podobnie do naszej. Jednak im dłużej się jej przyglądałam, tym więcej różnic dostrzegłam. Kilkanaście domów przy londyńskiej ulicy, stojących w niemałej od siebie odległości. Każdy inny - inaczej zbudowany, o innym kolorze ścian oraz z inaczej przystrojonym ogródkiem. Altanki, huśtawki, place zabaw, miejsca na grille, drogie samochody na podjazdach, mnóstwo różnokolorowych kwiatów i drzew. Śmiech i krzyki bawiących się dzieci na podwórku niedaleko nas, szum drzew, głośne rozmowy sąsiadów. U nas było ciszej, spokojniej. Ta dzielnica była bardziej radosna, kipiąca życiem zamieszkujących ją ludzi.
- Forest Hill, Pearfild Road - odpowiedział Niall.
- Jesteśmy tu ponieważ... - zaczęłam, ale Horan nic nie dodał.
Pokręcił głową i po raz kolejny wyciągnął do mnie rękę. Ujęłam ją z przyzwyczajenia, karcąc się w myślach. Miałam być wściekła, oschła, niedostępna, ale jak zwykle nic z tego nie wyszło.
Stanęliśmy przed jednym z najbliższych budynków. Niall bez słowa otworzył drzwi i kiwnął, bym weszła pierwsza. Zastanawiałam się, czy mieszkał tu ktoś z jego rodziny, skoro chciał wejść bez pukania. Czułam się niekomfortowo, bo nie znałam tego miejsca, jednak wedle rozkazu przekroczyłam próg.
Przeszliśmy przez mały przedsionek i krótki korytarz. Stanęliśmy dopiero na środku zadbanego, czystego i bardzo dużego salonu, utrzymanego w kolorach zieleni i złota, który częściowo służył również za jadalnie. Już z zewnątrz było widać, że dom jest ogromny, jednak będąc w środku dopiero czuło się tą przestrzeń. Nie wiedzieć czemu, kiedy tylko przekroczyłam próg tego pokoju, poczułam się... wolna. Oczyszczona ze zmartwień, jakby problemy jeszcze nie zdążyły przedostać się przez wszystkie ściany. Jakby nikt nie zdołał jeszcze zanieczyścić tego miejsca negatywną energią.
- Niall... - zaczęłam, mocniej ściskając jego rękę - co my tu robimy? - zapytałam.
Puścił moją dłoń i bez słowa wszedł do następnego pomieszczenia, które okazało się być kuchnią. Przestronna, równie zadbana co salon, biało-czarna... po prostu wymarzona. Nie mogłam powstrzymać cichego jęku zachwytu. Niall oparł się o blat kredensu i wreszcie zwrócił na mnie uwagę. Spojrzał prosto w moje oczy i... przez chwilę po prostu patrzył, jakby próbował coś ze mnie wyczytać. Wciąż się nie uśmiechał, cały ten czas zachowywał pełną powagę. Przekrzywił lekko głowę w taki sposób, że jego niepostawiona na żel grzywka lekko opadła mu na oczy. Wyglądał uroczo, a jednocześnie cały czas zadziwiająco poważnie.
- Podoba ci się? - zapytał, całkowicie ignorując moje wcześniejsze pytania. 
- Bardzo - odpowiedziałam. - Jest... jak w marzeniach.
Znów milczał. Tym razem sam rozejrzał się po kuchni, wzdychając. 
- Niall - znów próbowałam zwrócić na siebie jego uwagę, tym razem skutecznie. Pomału zaczynałam rozumieć, co się dzieje, jednak chciałam usłyszeć od niego jasną odpowiedź. Jeżeli miał zamiar się od nas wyprowadzić... chciałam tylko wiedzieć dlaczego. Czy miał zamiar ze mną zerwać? Czy teraz chciał się odciąć ode mnie oraz od reszty i stać się bardziej... samowystarczalnym?  - Czyj jest ten dom? - zapytałam, patrząc mu w oczy.
Nie odpowiedział od razu. Znów wyciągnął do mnie rękę i pociągnął mnie do salonu, gdzie usiedliśmy wygodnie na sofie. Obydwoje byliśmy kłębkami nerwów, co z łatwością można było zauważyć. Niall co rusz przygryzał wargi, próbując uniknąć kontaktu wzrokowego. Ręce mu się trzęsły, kiedy wycierał je o swoje spodnie. Czułam dreszcze na swoim ciele, choć nie bardzo wiedziałam, co było ich przyczyną. Zdenerwowanie? Żal? Niepewność? W końcu nie wiedziałam, co tak naprawdę chodziło Horanowi po głowie, dlatego bałam się, co usłyszę. Nie kocham cię. Zrywam z tobą. Przeprowadzam się, bo nie chcę cię więcej widzieć. Żegnaj. 
Wszystkie wątpliwości, które wcześniej miałam, wszystkie negatywne myśli, które codziennie spacerowały po mojej głowie... dotarło do mnie, że nie mają najmniejszego sensu. Co z tego, jeżeli na nim polegałam? Czy było w tym coś żałosnego? Czy fakt, że pomimo kłótni i sekretów wciąż go kochałam, sprawiał, że powinnam czuć się jak idiotka? Nie chciałam go stracić, wciąż mi na nim zależało i teraz wreszcie poczułam, że moje uczucia nie miały zupełnie nic wspólnego z przyzwyczajeniem. Nie panikowałabym tak, gdyby nie był dla mnie kimś ważnym.
Czułam, jak łzy napływają mi do oczu. Ze strachu, z niepewności, z nerwów. Zdążyłam zapomnieć o wcześniejszych problemach, o Demi, o całej reszcie. Liczyło się tylko to, co Niall miał mi do powiedzenia. 
Szykowałam się na najgorsze.

- Miesiąc temu przypadkiem wszedłem na stronę z ogłoszeniami. Jakiś facet sprzedawał swoje mieszkanie, bo przeprowadzał się z żoną do Włoch - powiedział Niall, łapiąc ze mną kontakt wzrokowy. Początek historii kompletnie zbił mnie z tropu. Sądziłam, że od razu przejdzie do konkretów. - Z ciekawości obejrzałem galerię. Mieszkanie było ohydne i cholernie drogie, ale... pomysł z kupnem mieszkania od tamtej pory cały czas chodził mi po głowie. Zacząłem szukać i w ten sposób, dwa tygodnie później, znalazłem to miejsce. Nie chcę już mieszkać z chłopakami - uwielbiam ich, są moimi przyjaciółmi, ale potrzebuję trochę przestrzeni. Zresztą, mieszkanie w domu kumpla... cóż, to nie jest coś, czym się mogę szczycić. Czuję, że jestem gotowy wreszcie stanąć na swoim - na chwilę przerwał, jakby czekał, aż przetrawię wszystko, co powiedział. Nie dowiedziałam się niczego nowego, w końcu fakt, że się przeprowadza już dawno odgadłam sama. Czekałam więc bez słowa na ciąg dalszy, ani na moment nie czując się pewniej. - Kiedy wszedłem po raz pierwszy do tego domu, pomyślałem, że jest niesamowicie piękny, ale... również niesamowicie ogromny. Stwierdziłem, że smutno byłoby tu mieszkać samemu. Drugim minusem było to, że ta dzielnica jest aż dwadzieścia minut drogi od twojego domu - dodał nieco ciszej. - Długo to rozważałem, naprawdę przemyślałem wszystkie za i przeciw. W końcu doszedłem do wniosku, że to... najlepszy pomysł, na jaki kiedykolwiek wpadłem. Cały ten czas zastanawiałem się jak wprowadzić cię w temat, jak ci o tym wszystkim powiedzieć... Ten dom jest już mój - odpowiedział wreszcie na moje pytanie, spoglądając mi w oczy. Odczekał chwilę i po prostu zapytał: - Any, zamieszkasz ze mną?  




~ * ~ 


Hej, skarby! <3
Jestem po dość długiej nieobecności, kompletnie nieplanowanej, za którą bardzo, bardzo przepraszam. Nikt się jednak nie dobijał drzwiami i oknami, pytając, czekając, ani nic podobnego, tylko jedna osoba się odezwała (dzięki, kochana, poprawiłaś mi humorek), więc stwierdziłam, że chwila przerwy nie zaszkodzi. Złapałam oddech, kilka pomysłów, trochę inspiracji i weny, zabrałam się za pisanie kilka dni temu i ot wyszło takie coś.
Jestem ciekawa Waszej reakcji - czy Waszym zdaniem Anya powinna się zgodzić?
Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego wakacyjnego odpoczynku, xx!
Love ya all~ 
Martis.



16 komentarzy:

  1. Myślę że powinna wtedy byłoby lepiej między nimi:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za odpowiedź, pozdrawiam, xx! :3

      Usuń
  2. Powinna się zgodzić, może w końcu coś zaczęłoby się układac, przydałby się taki jeden sielankowy rozdział z Anyą i Niallem, bo ostatnio jest zbyt poważnie u ciebie ;) Nie dobijałam się bo stwierdziłam że pewnie wypoczywasz na wakacjach, ale skoro ci to pomaga to teraz będę sie dobijać regularnie xD życzę ogromu weny i pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i odpowiedź :) zbyt poważnie mówisz? Cóż, sama nie zwróciłam na to uwagi, ale ogólnie mówiąc fabuła niestety nie pozwalała mi z grubsza na nic sielankowego. Nie chcę spoilerowac dalszych rozdziałów, więc na razie nic więcej nie powiem ;3 och, dobijaj się ile wlezie! to czasem naprawdę daje kopa do pisania <3
      Pozdrawiam, xx!

      Usuń
  3. Oto i jest! Kolejny rozdział, na który czekałam z utęsknieniem :D
    Powiem szczerzę, że bardzo mi się podoba. Bardzo, bardzo, bardzo. Jestem ciekawa jak to wszystko wyniknie z Ines i Lukiem. To na prawdę ciekawy wątek. Ale matko, najbardziej podoba mi się ta ostatnia część - Niall proponuje wspólne mieszkanie? Nie spodziewałam się tego! Po tym pytaniu z jego strony w głowie krzyczałam "TAK TAK TAK ZAMIESZKAM Z TOBĄ". Normalnie tak się ucieszyłam, że knaskfoghad! Ale wiem, wiem, Anya może się nie zgodzić, no ale chyba nie zrobisz tego nam, MI?!
    Cudowny rozdział, i proszę, nie każ nam czekać na następny tak długo! :D
    Jesteś cudowna i pisz jak najwięcej.
    Buziaki xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, kochana, Twój komentarz sprawił, że aż się uśmiechnęłam <3 Cieszę się, że udało mi się Cię zaskoczyć wątkiem z mieszkaniem, serio :3 Zrobię co w mojej mocy, żeby tym razem dodać szybciej. Widzę, że jednak mam dla kogo publikować, więc teraz zdecydowanie będę to robić z radością, a może i częściej <3
      Pozdrawiam i dziękuję ślicznie raz jeszcze, xx!

      Usuń
  4. W końcu kolejny rozdział ;). Nie masz pojęcia jak długo czekałam.
    Zdecydowanie powinna się zgodzić na wspólne mieszkanie. Mieli by wtedy więcej czasu dla siebie, mogli by wszystko poukładać w swoim związku. Mam tylko nadzieję, że nie będzie się czuła w tym domu zbyt samotna w końcu Niall kiedyś pojedzie w trasę.
    A co do Luka cóż kiedyś shipowałam go z Any i był moim ulubieńcem, ale teraz mega mnie wkurzył. Jest zaślepiony 'miłością' do Ines i nie zauważa jaka z niej podła jędza. Jeszcze przyjdzie do Anyi z płaczem i wspomni jej słowa.

    Geniallny rozdział kocham twoje opowiadanie, mam nadzieję, że następny pojawi się już szybciej.Życzę weny.
    @gumizelek13 xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za cudowny i długi komentarz <3 aż się buźka cieszy, kiedy ktoś zostawia bo sobie taki ślad :3
      Czekałas grubo ponad miesiąc, cieszę się, że w międzyczasie nie zwątpiłaś. Kurczę, częściowo przejrzałaś moje plany! Nie powiem oczywiście którą część komentarza mam na myśli, chociaż pewnie sama się domyslasz :D
      Postaram się dodać kolejny szybciej niż ostatnio.
      Dziękuję ślicznie i gorąco pozdrawiam, xx!

      Usuń
  5. Rozdział jak zawsze świetny! :) Czytałam wiele opowiadań i kiedy kończyły się napisane do tond rozdziały w jednym to szukałam drugiego. Jednak w twoim opowiadaniu jest coś przez co z niecierpliwością czekam na następne i następne części. Moim skromnym zdaniem masz WIELKI talent i mam nadzieję, że szybko nie skończysz pisać. Życzę dużo, dużo weny i chęci do tworzenia. <3

    Przykro mi się zrobiło, gdy Luke tak nie miło potraktował Anyę. Gdyby mój przyjaciel powiedział mi coś w tym stylu załamałabym się. Mam jeszcze jedno pytanie co do niego: Jak można być tak ślepym??. Przecież na pierwszy rzut oka widać, że ta Ines coś knuje i znając ją tak szybko nie odpuści. :( Podobno miłość sprawia, że jesteśmy zaślepieni na pewne kwestie, ale w tym temacie nie mam do końca zdania. Co do Any i Nialla to myślę, że jeżeli ona naprawdę go kocha i jest pewna, że on czuje do niej to samo to dlaczego mieliby nie spróbować. Jednak wybór pozostaje w jej rękach.
    Jeszcze raz życzę weny i chęci, czekam na następny rozdział i serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kochana, za tak cudowny i niesamowicie długi komentarz i miłe słowa <3 Tak bardzo się cieszę, że chociaż niektórych udaje mi się zainteresować do tego stopnia, że zostają na dłużej. Fakt, że ktoś pamięta o mnie i o mojej historii sprawia, że serduszko mi rośnie~ ah, to naprawdę cudowne, kiedy ktoś zagłębia się w treść, wtedy ma się pewność, że naprawdę czyta. Dziękuję jeszcze raz za przemiłe słowa!
      Pozdrawiam, xx!

      Usuń
  6. Wróciłam z wakacji i wpadłam tu z nadzieją na nowy odcinek. I się nie zawiodłam :3
    Luke się na tej Ines przejedzie, ja to wiem. Widać bylo juz w poprzednim odcinku, ze ona go tylko wykorzysta. Jest zbyt dwulicowa. Szkoda tez ze on sam nie wysłucha zyczliwych mu osób, ale czasem uczucie zaslepia. Smutne, ze bedzie tylko przez yo cierpiał.
    Pomysl z mieszkaniem zaskoczył mnie, ale to ciekawa odmiana. Początkowo pomyslalam, ze jadą do jej rodzicow xD ale to chyba byloby zbutnie wtracanie się w jej sprawy. Myślę, że Anya się zgodzi. To moze uratować ich związek, bo będą sami i sobie pokładają parę spraw...
    pozdrawiam,
    Suomalainen :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz <3
      Cieszę się, że nie zawiodłam! A dodatkowo jutro już kolejny rozdział, jeżeli będziesz miała ochotę przeczytać, to zapraszam po południu :3
      Ciekawa koncepcja z rodzicami, nie myślałam o tym haha :D
      Pozdrawiam, xx!

      Usuń
  7. jak zawsze jestem jakas opozniona xd no ale, do rzeczy...
    ... myslalam, ze ten rozdzial skonczy sie jakas drama, klotnia, placzem, a tu prosze! Niall chce zamieszkac z Anya! wg mnie to swietny pomysl, w koncu beda sami dla siebie, nikt nie bedzie sie wtracal w ich zwiazek, kazda wolna chwile beda spedzali razem... lepiej byc nie moze! :D
    zaskoczylas mnie zakonczeniem, oczywiscie pozytywnie :D oby Anya sie zgodzila *_*
    do nastepnego ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. to chyba oczywiste, ze ten rozdzial jest cudowny, prawda? :3

      Usuń

Dziękuję za opinię! To wiele dla mnie znaczy!