21 września 2012

Rozdział XIII: Zbrodnia




Anya
- Idę wziąć prysznic - wybełkotał Niall, wstając z łóżka, do którego udało mi się go położyć zaledwie dwie minuty wcześniej. 
Już prawie wygrzebał się z pościeli, kiedy zahaczył nogą o kołdrę i runął na ziemię. Nie poruszył się nawet o milimetr - leżał tak, jęcząc, że życie jest niesprawiedliwe, a przyjaciele zamiast pomagać, tylko rujnują je bardziej. 
Myślałam, żeby go tak za karę zostawić, ale za każdym razem kiedy na niego zerkałam, robiło mi się go żal. Zresztą, trochę za bardzo mi na nim zależało, więc zamiast się mścić, zdecydowałam się mu pomóc. Chwilę później stał przede mną o własnych siłach. 
- Wracaj do łóżka - rozkazałam.
- Chcę chociaż umyć zęby - burknął. Już i tak zachowywał się jak naburmuszone dziecko, ale do pełnego odzwierciedlenia pięcioletniego Horana brakowało jeszcze tylko tupnięcia nogą. Przewróciłam oczami, kiwając głową w stronę łóżka. Ale on też pozostawał nieugięty. - Idę do łazienki! Umyje te zęby, chociażbym miał po drodze walczyć z całą armią! - krzyknął i skierował swoje kroki w kierunku łazienki. 
Usiadłam na brzegu łóżka, przyglądając się jego poczynaniom. Naprawdę powinnam go zostawić samego - był dużym chłopcem, więc powinien sobie radzić w takich chwilach. Ale naprawdę za bardzo go lubiłam, żeby to zrobić. Pomimo tego, co twierdził mój umysł, moje serce obstawało przy swoim: będziesz obok, bo tego chcesz. Nie musisz, ale chcesz.
Więc siedziałam tak, słuchając, jak chłopak tłucze się w łazience, jak klnie pod nosem i jęczy, że wszystko go boli.  Normalnemu człowiekowi mycie zębów zajmuje jakieś pięć minut - pijany Horan spędził w łazience cztery razy tyle. W pewnej chwili już chciałam zrezygnować z czekania i po prostu wyjść - w tej samej chwili Niall wreszcie wyszedł, uśmiechając się szeroko, jakby chciał się pochwalić swoimi pięknymi, czyściutkimi, mytymi ponad piętnaście minut ząbkami. Westchnęłam przeciągle. Powinnam być wściekła, a zamiast tego jego zachowanie trochę mnie rozczuliło.
- No, teraz możemy się całować - stwierdził i zabawnie poruszył brwiami. 
- Dobre żarty - powiedziałam spokojnie, chociaż moje serce właśnie wywinęło koziołka. Im bliżej był Niall, tym szybciej biło, chociaż tak bardzo chciałam, żeby się uspokoiło. Moje ciało już dawno przestało mnie słuchać. Chyba pragnęło Horana bardziej, niż się spodziewałam.
Kiedy chłopak znalazł się na wyciągnięcie ręki, znów niewinnie się wyszczerzył - delikatnie, ale dość zawadiacko. Myślałam, że pociągnie ten temat, ale on tylko wzruszył ramionami.
- Przynajmniej próbowałem. - Zaśmiał się pod nosem i praktycznie rzucił się na swoje łóżko.

- An? - wymruczał, kiedy leżał już grzecznie w swoim łóżku. Nie dał mi wyjść nawet na sekundę. Stwierdził, że wtedy umrze w samotności, a że nie chciałam jego samotnej śmierci, postanowiłam mu potowarzyszyć.
I tak nie masz nic lepszego do roboty, powtarzałam w myślach. To była świetna wymówka, by zostać obok niego. Przynajmniej nie wprowadzała mnie w zakłopotanie, jak myśli typu: wpadłaś po uszy czy do zakochania jeden krok. 
Kiwnął na mnie ręką, nakazując mi, bym położyła się obok. Zlustrowałam go niepewnie wzrokiem. Nic nie odpowiedział, nic nie zrobił. Wbił we mnie spojrzenie i czekał, jakby teraz wszystko zależało tylko ode mnie. Przewróciłam oczami i bez zbędnych słów zrobiłam, o co prosił. Ułożyłam wygodnie głowę na jego klatce piersiowej, a on objął mnie ramieniem. Prawie od razu poczułam silny zapach mięty i drogich perfum. Wtuliłam się w niego, jak gdybym chciała schować się przed całym złym światem.
To zdecydowanie było lepsze niż maraton Pamiętników Wampirów, na który tyle czekałam. Pamiętniki nigdzie nie uciekną, a to mogła być jedyna okazja, by być tak blisko Nialla. Jako przyjaciele nie szczędziliśmy sobie miłych gestów - często się przytulaliśmy, czasem nawet trzymaliśmy się za ręce, jednak nigdy jeszcze nie zrobiło się między nami aż tak... intymnie. Jakby reszta świata na chwilę przestała istnieć.
Mimo cudowności chwili i wszechogarniającej radości, wciąż trochę się o niego martwiłam. Niall musiał mieć jakiś powód, żeby wrócić do domu w takim stanie. Zastanawiało mnie, dlaczego w ogóle poszedł do jakiegoś baru, kiedy wieczorem mieliśmy się spotkać. Obiecał mi wcześniej niezapomniany wieczór i... cóż, nie sądziłam się, że aż tak niezapomniany.


Niall posiadał dziwny dar - potrafił w jakiś fantastyczny sposób odciągnąć mnie od szarej rzeczywistości i wszystkich problemów, które okrutnie przytłaczały. Kiedy byliśmy tak blisko siebie, liczył się tylko on i to, jak mocno mnie do siebie przytulał. Jakby chciał tego równie mocno, co ja. Jakbym nie była sama z tymi wszystkimi uczuciami, które sam wywoływał.
Była tylko jedna, jedyna sprawa, która nie znikała pomimo tego stanu, w jakim się znajdowałam. A był to stan, w jakim wciąż znajdował się Nialler. Na szczęście nie wydawał się już żyć w innym świecie, jak wtedy, kiedy przyprowadziła go Ines. Teraz chyba zwyczajnie był zmęczony. A przynajmniej na takiego wyglądał.
- Wciąż nie rozumiem - burknęłam, po raz tysięczny próbując z niego wyciągnąć tę informację.
- Mówiłem ci, że przyczyna nie jest ważna. To już przeszłość. Liczy się teraz, a teraz mi się podoba - stwierdził, a ja nie mogłam się oprzeć, więc wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. 
W odpowiedzi objął mnie drugą ręką, tak, że teraz naprawdę trwałam w jego pełnym uścisku. Chyba śnię, pomyślałam, przygryzając wargi. 
- Mówił ci już ktoś, jaka jesteś cudowna? - mruknął mi do ucha, bawiąc się końcówkami moich włosami. Poczułam, że się czerwienię. Ba! Czułam, że jest ze mnie dojrzały pomidor, dlatego wcisnęłam się jeszcze bardziej w jego objęcia, żeby tego przypadkiem nie dostrzegł. Westchnęłam ciężko i odpowiedziałam tylko:
- Mówił ci ktoś, jaki jesteś zabawny?
- Cóż za skromność... - dodał wciąż lekkim, ale przepełnionym szczerością i prawdziwą sympatią tonem. Może wciąż był pijany i zwyczajnie bredził? To chyba było całkiem możliwe. Ile czasu potrzebuje mężczyzna, żeby całkowicie wytrzeźwieć?
Schlebiało mi to, co mówił. Nie mogłam się tym jednak szczerze i otwarcie cieszyć. Ile z tego co mówił było prawdą, a ile przypadkiem rzucał na wiatr? Głupie procenty, nigdy nie wiadomo jak wpływają na człowieka. Chociaż podobno wyciskają z ludzi prawdę. Och, gdyby tak było, mogłabym wreszcie po prostu zacząć się cieszyć.
Bardzo delikatnie mnie od siebie odsunął, jakby nie chciał mnie tym wystraszyć czy urazić. Przez chwilę myślałam, że to koniec tej bajkowej sytuacji - pora iść do domu, trochę się nad sobą poużalać i wreszcie zacząć zapominać. Zapominanie zawsze jest najtrudniejszą rzeczą - może lepiej zacząć od razu? 
Wszystkie wątpliwości zniknęły, kiedy złapaliśmy kontakt wzrokowy. Jezu, jego oczy są trzy razy bardziej cudowne z bliska. Błękit sprawił, że na chwilę naprawdę poczułam się jak w niebie. Na kilka sekund utonęłam w morzu cudownych emocji. Zmieszana próbowałam odwrócić wzrok, jednak szybko go odszukał. Wpatrywał się we mnie, chłonąc każdy, najdrobniejszy szczegół mojej twarzy. Sekundy mijały, a my stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Coraz bardziej... Właśnie w ten sposób sprawił, że czułam się jak najbardziej wyjątkowa kobieta na świecie. Jakby nikt inny się już nie liczył. Zahipnotyzował mnie, pozwalając tym samym, bym kompletnie zapomniała o kontroli uczuć.
Nie dzieliło nas więcej niż kilka drobnych, prawie nic nie znaczących centymetrów. Nigdy dotąd nikomu nie pozwoliłam na taką bliskość. Nie cielesną, ale bliskość emocjonalną. Znałam tylko jedną osobę poza Niallem, którą z uśmiechem na ustach bym w ten sposób do siebie dopuściła. Stara historia o nieodwzajemnionych uczuciach sprawiała jednak, że innych przedstawicieli płci przeciwnej odtrącałam, gdy sprawy przekraczały granicę. Teraz Niall miał okazję stać się jedynym wyjątkiem od reguły. Miał szansę, o której prawdopodobnie sam nie miał bladego pojęcia.
To jak natarczywie wpatrywał się w moje oczy, wcale mi nie przeszkadzało. Prawie nie zwróciłam uwagi na to, jak uważnie i powoli zmniejszał odległość między nami. Poziom adrenaliny w moim ciele znacznie się podniósł, czułam mocno bijące ze strachu i ekscytacji serce, które chyba chciało wyskoczyć z mojej piersi. Powędrowałam wzrokiem za dłonią Horana, którą delikatnie pogłaskał mnie po policzku, jakby chciał mnie uspokoić, po czym z powrotem skupiłam całą swoją uwagę na jego oczach. To zdecydowanie było dużo przyjemniejsze i bardziej... na miejscu, niż chwile spędzone z Harrym. Nie czułam się przytłoczona, a tym bardziej obojętna. Zależało mi. Chciałam tego. 
Wiedziałam, że uważnie wyczekiwał mojego ruchu. Nie chciał naciskać, mimo wszystko. Bez zbędnych słów, zdecydowałam się na drobny, bardzo lekki ruch. Zbliżyłam się jeszcze bardziej i trąciłam czubek jego nosa swoim. To wystarczyło, by wyłapał niemą aluzję. Musnął lekko moje usta swoimi. Zamknęłam oczy, by móc rozkoszować się tą chwilą uniesienia. Kilka motylich pocałunków wystarczyło, żebyśmy obydwoje kompletnie się zatracili. Nie minęło więc dużo czasu, nim złączyliśmy nasze usta w bardziej namiętnym, łapczywym pocałunku. Choć Nialler zawsze wydawał się uległy i spokojny, w takich chwilach zmieniał się w swoje całkowite przeciwieństwo. Dlatego kilka sekund później leżałam pod nim na plecach, ciesząc się jego nagłą zmianą podejścia. Wsparł się na łokciach, żeby nie utrudniać mi oddychania i sprawić, żebym czuła się bardziej komfortowo, jednak przyciągnęłam go tak blisko, że częściowo czułam na sobie jego ciężar. Błądziłam rękami po jego ciele. Przez materiał bluzki czułam jego mocno napięte mięśnie. Motylki w brzuchu dały o sobie znać. Moje serce nie zdążyło jeszcze ustabilizować rytmu, a dreszcze, które delikatnie przeleciały wzdłuż linii kręgosłupa, tylko spotęgowały moją radość, kiedy usta Horana dotknęły mojej szyi.




Dopiero po pewnej chwili z przeklętym poczuciem winy zdałam sobie sprawę, co tak naprawdę robimy. Wykorzystałam stan, w jakim znalazł się Niall, dla własnej przyjemności. Może nie protestował, może i sam tego chciał, ale, do diabła, to ja powinnam myśleć trzeźwo. Jeżeli następnego dnia będzie to pamiętał, to prawdopodobnie właśnie zniszczyłam naszą przyjaźń. Co sobie o mnie pomyśli? On przynajmniej miał wymówkę - alkohol. Ja żadnej nie miałam. 
Spanikowałam. Odsunęłam go od siebie, zsunęłam się z łóżka i szybko wstałam. Nie odwróciłam się od razu - zdawałam sobie sprawę, że prawdopodobnie właśnie mocno go zraniłam. Nie chciałam widzieć zażenowania czy smutku w jego oczach, ale nie mogłam również wyjść bez słowa. Chyba by mi tego nie wybaczył. Dlatego poprawiłam włosy i koszulkę, przybrałam w miarę naturalny wyraz twarzy i wreszcie skrzyżowaliśmy spojrzenia. 
Przekroczyliśmy granicę przyjaźni - na pewno zdawał sobie z tego sprawę, ale nie dawał tego po sobie poznać. Zamiast jakiegokolwiek wstydu czy zażenowania, na jego twarzy dostrzegłam tylko lekkie niedowierzanie. Nie wiedziałam, czy zastanawiał się nad całą sytuacją, czy zdziwiła go moja nagła zmiana zachowana. Mimo wszystko zrobiło mi się głupio.
Przeczesałam dłonią blond loki, zarzucając je za ramiona i wpatrzyłam się w jego oczy. Odpowiedział poważnym spojrzeniem. Atmosfera zrobiła się tak napięta, że można było kroić ją nożem. Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniem - ja nie wiedziałam, co powiedzieć, a Niall... Niall chyba po prostu nie chciał nic mówić. 
Uśmiechnęłam się delikatnie, by zatuszować całą sytuację. Przy odrobinie szczęścia, wszystko już wkrótce pójdzie w niepamięć. Jeżeli tylko nie będziemy do tego wracać... Jeszcze przez chwilę przyglądałam się jego twarzy i o mały włos nie wybuchnęłam śmiechem, bo wyglądał teraz jak naburmuszone dziecko. Z całych sił próbowałam powstrzymać prychnięcie, inaczej całkowicie by się na mnie obraził.
- Przynieść ci coś do picia? Może wody? - zapytałam lekkim tonem, by rozluźnić nieco tę napiętą atmosferę. Kiwnął tylko głową, nie odezwał się do mnie słowem. Chyba sam potrzebował kilka cennych sekund, by wszystko ułożyć sobie w głowie.
Gdy wróciłam do pokoju ze szklanką wody mineralnej, leżał tyłem do drzwi. Przez chwilę myślałam, że zasnął, bo nawet nie zareagował na cichy trzask zamykanych drzwi. Wpatrywałam się w jego plecy, zastanawiając się czy powinnam się już ewakuować, jednak nim zdążyłam ruszyć się z miejsca, rzucił coś niezrozumiałego pod nosem. Przewróciłam oczami, bo jego zachowanie zaczęło doprawdy przypominać zachowanie naburmuszonego dzieciaka. Usiadłam obok i wyciągnęłam rękę, żeby dać mu wodę. Nawet nie drgnął, więc postawiłam ją na szafce nocnej. Rozważałam przerwanie zadumy, w jaką wpadł Horan, jednak zdecydowałam, że lepiej będzie po prostu wyjść. Dość namieszałam w naszych relacjach - nie powinnam tego pogarszać.
 Wstałam - sprężyny materaca zaskrzypiały w cichym proteście. Chwilę później Niall również zaczął protestować: 
- Gdzie idziesz? - zapytał, zerkając na mnie przez ramię.
Wzruszyłam ramionami.
- Wydawało mi się, że chcesz pobyć sam - mruknęłam w odpowiedzi. Westchnął przeciągle, po czym rzucił zdawkowo:
- Zostań.
Nie byłam w stanie mu odmówić. Sama nie chciałam tego tak zostawiać, chociaż bałam się, że swoją obecnością mogłam to tylko pogorszyć. Bez zbędnych słów usiadłam jednak na poduszce i oparłam się plecami o zimną ścianę. Nogi rozprostowałam na całą długość łóżka, na nich spoczęły moje splecione dłonie.
Niall po chwili zmienił pozycję i usiadł obok mnie. Żadne z nas się nie odzywało. Nawet na siebie nie spojrzeliśmy. Byłam zbyt zawstydzona, żeby zainicjować jakikolwiek kontakt - wzrokowy czy fizyczny.
Horan załagodził wszystko jednym prostym gestem - sięgnął po moją rękę i złączył nasze dłonie. Nie protestowałam. To nie był pierwszy raz, kiedy trzymaliśmy się za ręce, więc nie czułam się niekomfortowo. Wręcz przeciwnie, dzięki temu wreszcie odetchnęłam. 
Na razie nic się nie zmieniło. Chwilowo wszystko było jak dawniej. 
Wciąż milcząc, Niall oparł się plecami o ścianę i zamknął oczy. Wpatrywała się przez chwilę w nasze splecione dłonie, po czym poszłam w jego ślady.


Niall
Czy ten dzień nie mógł skończyć się szybciej? Głowa pękała mi w szwach. W dodatku wystarczyła krótka myśl o tym, co zrobiłem chwilę temu, bym od nowa zalewał się poczuciem winy. Naprawdę potrzebowałem tej bliskości, dlatego nie mogłem się powstrzymać. Jakoś nie przyszło mi wcześniej do głowy, by pomyśleć o konsekwencjach. Bo ja mogłem zagrać kartą ,,byłem pijany, nie pamiętam", kiedy w jej pamięci to na pewno pozostanie na dłużej. Nasza przyjaźń mogła porządnie ucierpieć, bo nie potrafiłem się opanować.
Wewnątrz modliłem się do niebios, by pomogli mi wszystko zatuszować. Miałem nadzieję, że jakaś cudowna, pomocna, niewidzialna siła wymaże z myśli Anyi to zdarzenie. Albo chociaż uwolni mnie od poczucia winy. Niby nie powinienem był się zadręczać. W takiej sytuacji to było silniejsze ode mnie. Zresztą, nie wyrządziłem jej raczej żadnej krzywdy. Tylką ją pocałowałem, a ona wcale się nie broniła. Może sama tego chciała? Zapewne nie myślała, co robi. W końcu nie bez powodu się ode mnie odsunęła. Po pewnym czasie, ale jednak.
Westchnąłem.
Anya zachowywała się tak, jak gdyby to wydarzenie nie miało miejsca na prawdę, tylko w mojej głowie. Wciąż nade mną czuwała, bo ją o to poprosiłem. Po prostu siedziała obok, trzymając mnie za rękę, sprawiając, że czułem się lepiej. Chyba mnie nie nienawidziła. Chyba nie miała mi tego za złe. Chyba wciąż choć trochę mnie lubiła, inaczej już dawno nie byłoby jej obok mnie.
Westchnąłem ciężko, czym zwróciłem na siebie jej uwagę. Spojrzała na mnie niepewnie. Obserwowałem kontem oka, jak przenosiła wzrok na elektroniczny zegarku, stojący na biurku po drugiej stronie pokoju. Nie było późno, ledwie wybiła dziewiąta, a ja naprawdę czułem się, jakby minęło już pół nocy.
- Jak się czujesz? - zapytała po chwili, odrywając spojrzenie od zegara.
- Okropnie. Chociaż bywało gorzej - zaśmiałem się cicho, bez grama entuzjazmu. - Do czego zmierzasz?
- No nie wiem, mógłbyś ruszyć się trochę z pokoju, może posiedzieć z chłopakami? - rzuciła z nadzieją.
- Mam lepszy pomysł... ja sobie tutaj zostanę, będę w spokoju umierać na ból głowy, a ty leć do chłopaków.
- Żebym chociaż wiedziała, gdzie są. I wiesz, jak tak stawiasz sprawę, to wcale nie mam ochoty do nich iść. Nie chcę, żebyś umierał w samotności. - Zaśmiała się cicho. Zarzuciła grzywką, przeczesała palcami włosy i wpatrzyła się w widok za oknem. Tak zwykłe czynności wykonywała w tak niesamowity sposób, czym doprowadzała mnie niemal do białej gorączki. Nie kontrolowałem już nie tylko swoich myśli, ale również przestałem kontrolować słowa, które jakimś cudem wymsknęły się z mojej krtani.
- Musisz to robić? - jęknąłem.
- Co robić?
Niemal od razu zrobiło mi się gorąco. Chyba byłem już mocno czerwony na policzkach. Próbowałem wymyślić coś szybko na poczekaniu, coś lepszego niż jakiś tandetny tekst z romansidła, który by mnie tylko pogrążył, jednak w głowie miałem kompletną pustkę. Właściwie, to nawet najgorsze teksty świata na podryw zwyczajnie się gdzieś ulotniły. W efekcie siedziałem tak przez chwilę w kompletnej ciszy, czerwony na twarzy, z rozchylonymi ustami. Miałem szczęście, że chociaż było w miarę ciemno, bo nie paliły się żadne światła, oprócz lamp ulicznych.
- Nieważne, mniejsza z tym - odpowiedziałem, kiedy byłem stuprocentowo pewny, że nie znajdę już lepszej wypowiedzi.
- Sen chyba naprawdę jest teraz wszystkim, czego potrzebujesz, bo zachowujesz się coraz bardziej dziwnie - stwierdziła, chichocząc cicho pod nosem. Po chwili opuściła pokój, zostawiając mnie na pastwę mojego chorego z miłości umysłu.


Anya
Zatrzasnęłam za sobą drzwi i oparłam się plecami o zimną ścianę tuż obok nich. Dość mocno uderzyłam w nią głową, próbując się w ten sposób ogarnąć. Powstrzymałam jęk bólu, kiedy po raz drugi powtórzyłam torturę. Na chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami, a dookoła mnie zaczęły fruwać dziwne białe iskierki. Przymrużyłam oczy i osunęłam się po ścianie, przyciągając kolana do klatki piersiowej.
- Głupia, głupia, głupia - warczałam na siebie.
Więc to tak smakują jego usta, usłyszałam cichy Głos. Rozejrzałam się dookoła, jakbym spodziewała się tam kogoś ujrzeć. Czy już powinnam udać się do psychiatryka?
Nie udawaj, że ci się nie podobało, denerwujący Głos znikąd znów dał o sobie znać. Z przerażeniem zorientowałam się, że na mojej twarzy widnieje szeroki uśmiech.
- Nie podobało - mruknęłam do siebie, jakbym naprawdę była w stanie to sobie wmówić.
Kogo ja chciałam oszukać? Z chęcią bym to powtórzyła jeszcze raz. I jeszcze kilka, bo dwa czy trzy to stanowczo za mało. Ten pocałunek był kolejnym potwierdzeniem moich uczuć. Tych uczuć, których zdecydowałam się nie pokazywać, a które przed chwilą tak bezceremonialnie wyrzuciłam z siebie tym jednym gestem. Na szczęście istniał cień szansy, że Horan wcale tych uczuć nie wyczytał, a nawet jeśli, to już wkrótce o nich zapomni.
Jesteś taka zabawna, kiedy starasz się okłamać samą siebie. I tak wszyscy już wiedzą, że go kochasz, prędzej czy później on też się dowie, zaśmiało się to Coś, co nie dawało mi egzystować w spokoju. Głos sumienia? Może to była ta romantyczna i pragnąca miłości Anya, którą od lat próbowałam zamknąć w środku i nie wypuszczać?
W końcu mam coś do powiedzenia. Pamiętasz jeszcze tę historię o przyjacielu, którego kochałaś, który nie miał o tym pojęcia? Zwlekałaś tyle czasu z wyznaniem miłości, w końcu nic z tego nie wyszło. Chcesz to powtórzyć? Czy może tym razem zrobisz to, jak należy?
- Och, zamknij się - fuknęłam, po czym z ulgą stwierdziłam, że Głos sobie poszedł. Jednak już chwilkę później dowiedziałam się, że to nie dlatego, że dał sobie spokój. Wyczuł czyjąś obecność szybciej, niż ja. Dlatego uciekł.
- Any? Z kim rozmawiasz? Czy mam się bać? - usłyszałam głos Liama. Chłopak znikąd pojawił się tuż nade mną. Z przerażeniem wpatrywałam się w jego postać. Jak długo był na piętrze? Czy słyszał moje dziwne wyznania? Postanowiłam udawać, że kompletnie nic nie mówiłam. To był najlepszy sposób, by w razie czego wyjść z sytuacji obronną ręką. Westchnęłam ciężko i wyciągnęłam do niego rękę, by pomógł mi wstać. Dopiero, gdy prawie zrównałam się z nim wzrostem, otrzepałam z kurzu i poprawiłam włosy, spojrzałam na niego i odpowiedziałam spokojnie:
- Gdzie byliście z chłopakami?
- Mieliśmy próbę - rzucił zdawkowo. - O co chodziło przed sekundą? - Cholernie się uczepił tego jakże drażliwego tematu, jakim było moje szaleństwo i rozmowa z samą sobą. Dlaczego? Przecież to wcale nie był temat warty naszego czasu. Zdecydowanie nie był interesujący, a zabawny tym bardziej, więc nie rozumiałam, dlaczego na jego twarzy widniał drwiący uśmieszek. - Anya, wszystko gra? Czy...
- To naprawdę nic takiego - zbyłam go. - Próbę? Przecież...
- Gramy koncert w sobotę wieczorem. Nikt cię nie poinformował? Byłem przekonany, że...
- Jak zwykle nikt o mnie nie pomyślał. Nieważne, mam nadzieję, że jakoś daliście sobie radę bez Horana - mruknęłam. Pokiwał lekko głową.
- Przyciśniemy go na kolejnej. Nie wiesz przypadkiem, dlaczego się nie stawił? Napisał mi tylko ,,nie mogę". Cokolwiek to ,,nie mogę" miało znaczyć. - Podrapał się po głowie, robiąc przy tym zabawną minę myślącego człowieka.
Zaśmiałam się cicho, kręcąc głową. Czy chłopacy się dowiedzą o tym, dlaczego nie było go na próbie, czy też nie, to już nie zależało ode mnie. Jeżeli Niall stwierdzi, że nie ma potrzeby ich informować i niepotrzebnie martwić, ja również nie będę nic mówić. To był jego problem i jego decyzja, na którą wpływu nie miałam. Uśmiechnęłam się przelotnie do Payna, zgrabnie mijając go w korytarzu. Zmarszczył brwi, zacisnął wargi, ale nic nie powiedział. Gdy się odwróciłam, widziałam, jak znikał w progu pokoju.
Co teraz?, pomyślałam. Czy powinnam była udać się w poszukiwanie chłopaków, czy może...
Moja myśl urwała się niespodziewanie. Przystanęłam wpół kroku na szczycie schodów. Zdawało mi się tylko, czy naprawdę słyszałam piosenkę, którą kilka dni temu ustawiłam na dzwonek w komórce? Wytężyłam słuch, odwróciłam się na pięcie i pędem ruszyłam do swojego pokoju. Już w progu, gdy otwierałam z rozmachem drzwi, dokładnie słyszałam dźwięki utworu Ciary, "1, 2 step". Walcząc z wewnętrzną Anyą, która kochała tę piosenkę i pragnęła słuchać jej na okrągło, wyciągnęłam rękę po telefon i z gracją przyłożyłam go do ucha. Jak zwykle - ignorując kompletnie wyświetlające się literki.
- Jezu, Tomlinson, wreszcie odebrałaś. Próbuję się do ciebie dodzwonić od kilku dni! Nie ma cię w szkole. Byłam w twoim domu kilka razy, ale zawsze odprawiali mnie z kwitkiem. Gdzieś ty się szlajała? - usłyszałam barwny głos w słuchawce, pełny obaw i wyrzutów. Dzwoniła Riven - "współlokatorka ze szkolnej ławki". Czy to, że na śmierć zapomniałam o jej osobie, było możliwe? Było, owszem, było. Od ostatniego umówionego spotkania w zeszły piątek (na którym nawet się nie pokazałam), nie dałam jej żadnego znaku życia. 
Dziwiło mnie to, że ktokolwiek mógłby w takiej sytuacji się o mnie martwić. Przecież kompletnie ją olałam, wystawiając wtedy w kafejce. Czasami, nawet nie wiem jak, nie wiem skąd pojawia się ta Anya, której najbardziej nie lubię, Anya-egoistka. Co prawda nie wystawiłam Riven specjalnie. Po prostu zapomniałam. Miałam wtedy na głowie całe One Direction, które nie raz na kolanach błagało mnie, bym nie wyrzucała ich z domu. Tylko że ona o tym nie wiedziała. Mogła pomyśleć, że po prostu nie miałam ochoty na spotkanie z nią. W myślach dziękowałam Bogu, że dała mi o sobie znać. Przynajmniej mogłam jej wszystko spokojnie wyjaśnić.
- Przepraszam - rzuciłam już na wstępie. - Ostatnie dni były... cholernie zwariowane. Kompletnie zapomniałam o wszystkim. Coldaw, nawet nie wiesz jak się cieszę, że dzwonisz.
- O mnie się nie zapomina! - fuknęła oburzona. Zaśmiałam się cicho, siadając wygodnie na łóżku. Przygotowywałam się na długą, długą rozmowę. - Cóż, przynajmniej mam teraz pewność, że wciąż żyjesz - mruknęła i... rozłączyła się?
Spojrzałam przerażona na wyświetlacz komórki. Zadzwoniła tylko po to, by upewnić się, że żyję? Jak dla mnie, to w ogóle nie miało sensu. To było oczywiste, tak samo jak to, że przeciętny człowiek nie poliże swojego łokcia. Tak umieli tylko ci z nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Czytaj: na pewno nie ja. Wybąkałam pod nosem kilka przekleństw, kładąc się na łóżku
- Łobuzie, przeklinać tak w biały dzień?! - usłyszałam za sobą piskliwy głos czarnowłosej.

~ * ~

Tak! Złapałam trochę weny i nie mam pojęcia gdzie! Ale ważne, że jest. Teraz przynajmniej będę mogła napisać coś sensownego :D Nie jestem zadowolona z tego rozdziału, wręcz przeciwnie. Zawaliłam. Ale się poprawię, obiecuję, mam nadzieję, że wierzycie w to tak mocno, jak ja. 
Jak tam szkoła? Ech, ja wreszcie jakoś się wciągnęłam. A raczej przedmioty typu chemia i historia w końcu zaczęły mi wchodzić do głowy. Już się bałam, że nie dam rady siebie przycisnąć w tym semestrze, tak ciężko było się przyzwyczaić. 
LWWY - musiałam użyczyć jako podkład <3 po prostu inaczej się nie dało ^.^ Tak na marginesie, to uwielbiam tę animację, co to ją widzicie kilka linijek wyżej.
Co do opowiadanie - reszta postaci w końcu pomału wchodzi do akcji. Jeżeli ktoś jest ciekawy, co tam u Marisol - wszystko się wyjaśni już niedługo. Powiedzmy, że na pewno przed końcem pierwszej księgi. Tak, nie przywidziało Wam się, przed końcem pierwszej księgi. Wszystko w Spisie Treści jest ciemno na jasnym, więc zapraszam do tamtej zakładki.
Jak się podoba szablon? Ech, jest... jako taki. Strasznie stracił na jakości, kiedy go wrzuciłam. Może uda mi się go jeszcze poprawić. Kiedyś na pewno, a następny będzie lepszy. Musi być ;)
Pozdrawiam! ;*

20 komentarzy:

  1. Nic nie zawaliłaś! Jest świetny !
    Nie mogę doczekać się kolejnego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój pech, że wpadłam na pomysł zrobienia sobie cini-minisów akurat czytając rozdział. Dwa razy się zadławiłam, a co najmniej dziesięć nie trafiłam łyżką do buzi z wrażenia. Rozdział jest genialny, jak śmiesz mówić inaczej?! Ten fragment, w którym opisywałaś pocałunek Anyi wyszedł chyba najlepiej. Aż sama miałam motylki w brzuchu, choć pierwszego buziaka mam już dawno za sobą, to wszystkie uczucia z tamtego dnia powróciły. Czytając twoją historię, aż sama dostaję nagłej weny. Niesamowite.
    LWWY - jaram się bardziej niż Londyn w 1666 roku! Głupie określenie, ale inaczej tego nie potrafię opisać. Dlatego witaj w klubie. Szablon główny wspaniały, dosłownie. Podoba mi się wszystko. Gimp, czy Photoshop?
    Z niecierpliwością wyczekuję ciągu dalszego!
    www.sztuka-zapomnienia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci! :*
      Photoshop, zawsze Photoshop ^.^

      Usuń
  3. Możesz wyjść? Byłabym z tego bardzo zadowolona ._.
    Maamo noo, dlaczego oni nie zauważają, że są w sobie zakochani? Lampki im nie działają czy jak ? Muszę Ci powiedzieć, że początkową scenę czytałam z 438967493 razy, jest po prostu napisana tak, jak mogłaś najlepiej, przynajmniej moim zdaniem. I za pewne baardzo często i chętnie będę do niej wracać. Nie wiem dlaczego ale zaczęłam się śmiać, gdy Li przyłapał An, która gada sama do siebie : o Niby piątek, ale czas goni, Ciesze się, że dodałaś rozdział ii że będzie też księga druga Yeey :D Duuuużo weny życzę :)xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początku bardzo, ale to B A R D Z O M O C N O Cię przepraszam, że zaniedbałam Twojego bloga i nie wywiązałam się z roli czytającego. Liczę jednak, że moje godne zachowanie zostanie wybaczone. :) Nadrobiłam zaległości, co prawda liczyłam, że więcej się tego nazbierało, a tu tylko trzy rozdziały.
    Rozdział 10: rozwalił mnie krótki fragment rozmowy między An a Paynem, o łyżkach. :D Poza tym, nawet nie wyobrażasz sobie, jak wieki uśmiech zagościł na mojej twarzy, gdy przeczytałam o zamiarze Liama. Oświadczyny, jak najbardziej tak! Jestem ciekawa, czy chłopak faktycznie wcieli plan w życie. Nie powiem, bo był on też przepełniony dramatyzmem - śmierć Ari.
    Rozdział 11: cieszę się, że Harry zrozumiał przemyślał sobie co nieco, i że przeprosił Louisa. Nie sądziłam, że tak łatwo pójdzie z wybaczeniem Stylesowi. Ale nie spodobało mi się zachowanie względem Nialla. Wspomnienie Irlandczyka bardzo mi się podobało. Jednak już w roli pijanego, nie bardzo podszedł mi do gustu. Jednak całe szczęście, że cały i zdrowy dotarł do domu.
    No i w końcu obecna część, która jest świetna, i nie rozumiem czego od niej chcesz. Fragment opisujący główną bohaterkę i Horana, przeczytałam z co najmniej t r z y razy! Oczywiście nie mówiąc już o pocałunku, do którego doszło. Czy Ty wiesz, jak długo czekałam na ten moment? Wciąż mam uśmiech wielkości banana i coś czuję, że szybko nie zejdzie. :D Bajka, po prostu.
    Twoje szablony zawsze były i są rewelacyjne. :D Pozazdroszczę znajomości HTML. Ja zawsze mam z tym problem, nie wiem co i jak, co mnie irytuje.
    xo

    www.trzynasty-dzien-milosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och dziękuję za piękny, długi komentarz :) Wciąż się uśmiecham na myśl o nim :) Ajaj, aż tak dobrze HTMLa nie znam niestety. Uczę się - to prawda, ale na razie opieram się na instrukcjach i poradach innych ^.^

      Usuń
  5. Jak widzę zaczął sie szał na Live While We're Young. :D Mi osobiście piosenka się podoba, chociaż bardziej czekam na cała płytę, by kolejny raz wybrać tą (moim skromnym zdaniem) najlepszą. :) ale odbiegłam od tematu! Rozdział baardzo mi sie podoba, szczerze powiem, że liczyłam na coś innego w którymś z tych fragmentów. ;P Ale nie wszystko co człowiek chce może dostać. No więc czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  6. WOW :) Proszę cię nie pisz,że rozdział ci nie wyszedł, bo jest świetny :D
    Nie wiem czy z dajesz sobie sprawę z tego jak długo czekałam na ten pocałunek? Oj bardzo długo! No ale An myśli, ze wykorzystała Horana, natomiast Niall czuje się winny i boi się, że straci jej przyjaźń. Liczę na to, ze wszystko się z czasem wyjaśni :D
    Tak wspaniale opisałaś sceny z Niallem i An, ze mogłam się swobodnie wcielić w uczucia krążące wokół. Szczerze mówiąc miałam ciarki na plecach! ^^
    Życzę weny i do następnego!

    OdpowiedzUsuń
  7. njsndgiosdngoisangfas , tak się zakochałam w Horanie i Anyi, że przebaczam ci Harrego *__* Więcej pocałunków proszę! xd Rozdział wyszedł.I to nawet bardzo.Jest genialny <3 I jak zawsze - wyczekuję następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojej, jaki rozdział cudowny. <3 Jak w ogóle śmiesz mówić, że go zawaliłaś? Serio, ja tego nie rozumiem. *_* Przecież wszystko wyszło Ci idealnie. Ten pocałunek Niall'a i An pozostanie w mojej pamięci na długo. ; D Bardzo mi się podoba.
    Teraz tylko mogę czekać na następny (świetny) rozdział. ; )
    LWWY - umieram gdy widzę ten teledysk i słyszę głosy tych wariatów. <3

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja tyle razy ile będziesz mówić o tym że zawaliłaś będę powtarzać że to nie prawda, a rozdział jest genialny :P
    Ale ja się pytam jak długo An i Niall mają zamiar ukrywać względem siebie to że się kochają, no jak długo? Przecież oni są dla siebie stworzeni :D
    A ten pocałunek, Jezu no kocham Cię za niego, ale nie tylko za niego za całe to opowiadanie ;))
    Co do LWWY to nie mogę przestać słuchać tej piosenki, a jak już mi się zdarzy to i tak ją nucę cały czas :P
    A i co do szablonu to jest naprawdę super, ale czytałam rozdział na telefonie to trochę mi przeszkadzało to zdjęcie po lewej stronie , ponieważ zasłaniało mi literki, ale dałam radę i przeczytałam co jest najważniejsze :P
    To tyle ode mnie :D
    Teraz czekam na następny ;))
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział bardzo udany, ot co! Pocałunek piękny. Szkoda tylko, że An myśli, że wykorzystała sytuację z pijanym Niallem i tylko dlatego do niego doszło. Niall z kolei również czuje się winny, aj. Ta dwójka już dawno powinna szczerze ze sobą porozmawiać na temat swoich uczuć, w końcu póki co nie zdają sobie sprawy, że ich miłość jest w pełni odwzajemniona. Ach, i cała szczena w ogóle pomiędzy tą dwójką bardzo dobrze napisana, przyjemnie się czytało. Wiesz, chyba najbardziej z całego opowiadania lubię, gdy opisujesz sceny między An, a Horanem :)
    Ostatni fragment przezabawny! Riven upewniła się, że jej koleżanka żyje i... rozłączyła się, by po chwili na żywo upomnieć ją za przekleństwa :>
    Jeśli chodzi o jakość tła, to może pomogłaby Ci nieco ta instrukcja, jeśi jej dotąd nie wypróbowałaś: http://s6.ifotos.pl/img/AA-INSTRU_rqaeexa.png

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. zawaliłaś? dziewczyyyyno! asdfghjkl ten rodział był taki sam jak reszta - CUDOWNY! Wreeeeeeszcie pierwszy pocałunek! Tylko dlaczego, o ironio, oboje boją się odrzucenia drugiej osoby, gdy tak bardzo się kochają. Mam nadzieję, że nie puszczą tej sytuacji w niepamięć i to będzie pierwszy krok to czegoś pięknego ;> Niall jest taaaaaaaaaaak uroczy, że nie potrafię czytać tego opowiadania bez uśmiechu na ustach ;D Jedyne czego się boję, to to, że Harry cos tu jeszcze namiesza ;x
    A przy okazji zapraszam na coś nowego u mnie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no specjalnie z dedykacją dla Ciebie - jest i troche Crisa w tym rozdziale ;D Mam nadzieję, że Ci się spodoba ;)

      Usuń
  12. Wypatrzyłam twojego bloga w linkach na którymś, którego pewnie czytam, ale to niewolnicy-uczuc zniechęciło mnie i dopiero niedawno zdecydowałam się wejść na tę stronę i zostaję na dłużej!
    Przeczytanie wszystkich rozdziałów zajęło mi dwa dni, ale było warto, bo jest tutaj wspaniale :) !
    Bardzo lubię długie rozdziały i blogi, które kończą się po setnym rozdziale, więc ja jestem za blogiem długoterminowym (ale nazwę wymyśliłam).
    Wszystko jest bardzo ładnie opisane, a postacie mają wyodrębnione charaktery, a mi to się podoba! :D
    Ja też uwielbiam tą animację z Niallerem! Ona jest taaaka słodka *.*
    our-love-is-eternal.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Jedno co przychodzi mi na myśl po przeczytaniu dotychczasowych opowiadań to - ŁAŁ !
    Naprawdę masz niesamowity sposób pisania, strasznie, ale to strasznie mi się podoba, z chęcią będę czytać dalej ! :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział zajebisty.. w sumie jak każdy iny :D i ten pocałunek... <3 bez komentarza :)... hehe <3

    http://hope-for-a-better-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wiem jaki rozdział miałaś na myśli, bo tego ani trochę nie zawaliłaś. ;P Uwielbiam moment ich pocałunku. Wreszcie się tego doczekałam i zaraz chyba zacznę skakać. Serio. Nieźle to wykombinował. Udał, że jest kompletnie pijany i wykorzystał to do pocałunku, żeby się potem nie musieć tłumaczyć. Dobry jest. ;D Oby tylko powtarzał ten manewr coraz częściej. Ewentualnie może ją pocałować nie udając, że ledwo co trzyma się na nogach. ;d Wtedy, wiadomo, będzie jeszcze ciekawiej!
    I teraz pasowałoby przeprosić za to, że dopiero teraz dotarłam, chociaż przymierzałam się do czytania tego rozdziału już dawno, ale chyba nie ma dla mnie żadnego usprawiedliwienia. Uległam leniowi, nic nowego. xD
    Lecę nadrabiać dalej ;*

    OdpowiedzUsuń
  16. Ah ten Niall! Wiesz... Czytam i myślę sobie "Kurde, gdyby oni tylko wiedzieli ile oboje dla siebie znaczą!". Cwaniak udawał tylko tak pijanego. Zbrodnia - plan doskonały. Miszyn komplit mogłabym nawet napisać. Mam wrażenie, że to przeklęte poczucie winy prawie zżera ją od środka. Kurczę, An, niepotrzebnie. Tak no. I znów, gdyby ona wiedziała jak jemu się to podobało. I kurde gdyby on wiedział. Zawiła ta sytuacja, bardzo no... A scena po pocałunku, jak siada później obok niego i zaczyna bawić się jego włosami - znów tak bardzo urocze! *.* Przecież on ją tak kocha. I ona jego. Moje gadanie nie ma sensu, po prostu powinnam iść i czytać dalej. Tak czy siak, głosik w jej głowie mądrze gada. Punkt dla niego. ♥
    No i kolejna bohaterka. Tak. Dziś muszę dotrzeć do kolejnych rozdziałów.
    Buziaki, Mai ♥

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię! To wiele dla mnie znaczy!