21 sierpnia 2012

Rozdział VIII: Hasło

Anya
Błądziłam myślami po wydarzeniach sprzed kilku dni. Od jakiegoś czasu relacje między domownikami nie ulegały zamianie. Napięta atmosfera cały czas wisiała tuż nad nami, co martwiło mnie coraz bardziej. Cały czas zadawałam sobie te same pytania. Przecież chłopcy są najlepszymi przyjaciółmi, dlaczego więc zachowują się tak oschle wobec siebie? Dlaczego zachowują się jak dzieci? Co ich poróżniło i dlaczego nie mogą dojść do porozumienia?
Każda drobnostka stawała się nagle pretekstem do kłótni. Począwszy od złego wyboru kanału telewizyjnego, na krzywym spojrzeniu, które sobie rzucali skończywszy. Ja, jak na dobrą przyjaciółkę przystało, oczywiście cały czas musiałam stawać między nimi, żeby czasem nawzajem się nie pozabijali. To robiło się męczące. Zwłaszcza, że sama również miałam jakieś tam problemy na głowie.
Na początku cały czas obwiniałam za to siebie. W końcu wszystko zaczęło się ode mnie i od Harry'ego. I choć, o dziwo, my szybko uporaliśmy się z komplikacjami, to między chłopakami nie poszło tak łatwo.
Wyszłam na taras, by zaczerpnąć świeżego powietrza i oczyścić myśli. Nasz ogród za domem nie był ogromny, a raczej dość przeciętnych rozmiarów. Wyznaczona przez projektantów główna ścieżka dzieliła przestrzeń na dwie w miarę równe połowy. Po jednej stronie posadzono kilka drzewek liściastych, które teraz dawały nam trochę cienia w najbardziej upalne letnie dni. Drewniane leżaki były wygodniejsze niż mogłoby się wydawać i tworzyły idealne miejscem na odpoczynek. Szklanka lemoniady z dekoracyjną parasolką w środku, deser lodowy, okulary przeciwsłoneczne, olejek do opalania i kolorowe pisemko to moje standardowe wyposażenie na leniuchowanie, na przykład po obiedzie. Na szczęście mieliśmy już czerwiec, więc pogoda robiła się coraz cieplejsza i bardziej przyjazna z każdym kolejnym dniem. Po drugiej stronie ogrodu, oprócz kilku kwitnących krzewów, nie było nic. Pusta przestrzeń, na której można było urządzić piknik, grilla lub pograć w piłkę. Naprzeciwko domu, tuż pod płotem, idealnie na środku stała drewniana, robiona na zamówienie huśtawka. To właśnie tam skierowałam swoje kroki.
Spojrzałam na czyste, błękitne niebo. Nie było nawet jednej ciemnej chmury, które zazwyczaj roztaczały się nad miastem i jego okolicami. Przymknęłam oczy, a moje myśli niespodziewanie powędrowały ku piątkowemu spotkaniu z rodzicami. Zalała mnie fala zmartwienia, a na mojej twarzy pojawił się grymas. Przejmowałam się, że to może nie być zwykła rodzicielska kontrola jakości życia. Bałam się, że wcale im nie zależy na tej durnej gadce przy stole. Czyżby doszli w końcu do wniosku, że wyrażenie zgody na mieszkanie córki z zespołem brata było nieodpowiednie? Wiedziałam, że to było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.
Nie, przestań się martwić na zapas, skarciłam się w myślach. Próbowałam się uśmiechnąć, jednak było zupełnie tak, jakbym straciła czucie w kącikach ust.
W końcu istniało jakieś pięćdziesiąt procent szans, że chcieli nas po prostu zobaczyć. Ostatnio to my odwiedziliśmy ich, a było to ponad miesiąc temu. Zapewne się stęsknili, to wszystko. Odetchnęłam głęboko, licząc do dziesięciu, jak miałam w zwyczaju robić, by nie popadać w paranoję i nie podnosić sobie ciśnienia każdą głupią drobnostką.
- Nie przeszkadzam? – Usłyszałam cichy głos Harry’ego.
Otworzyłam oczy i wpatrzyłam się w postać opierającą się plecami o pobliskie drzewo. Ręce założył na pierś, a nogą wybijał jakiś nieznany mi rytm o podłoże. Do zachodu słońca było daleko, więc bez obaw mogłam mu się lepiej przyjrzeć. Białe adidasy, które nosił niemal cały czas, ponoć jego ulubione, pasowały idealnie do ubrań, które aktualnie miał na sobie. Czarne rurki, do tego biały T-shirt z napisem „Come to me” i rozpięta, czerwona koszula w kratę. Od początku wiedziałam, że chłopak ma styl. Styl, który w szczególności przypadł mi do gustu. Cóż poradzić... miałam słabość do facetów w koszulach.
Przygryzłam wargę, nieco zmieszana nagłym ciepłem, które zalało moje ciało. Zlustrowałam dokładnie twarz kędzierzawego. W jego zielonych oczach tliły się iskierki szczęścia. Uniósł lekko jedną brew do góry. Malinowe usta wykrzywiły się w najbardziej czarującym półuśmiechu, jaki dotychczas widziałam, w policzkach równocześnie pojawiły się przesłodkie dołeczki. Poczochrał dłonią ciemne loki i podszedł nonszalanckim krokiem do huśtawki. Bez słowa usiadł obok, chowając ręce do kieszeni spodni.
Zamarłam.
Emanowała od niego niesamowita pewność siebie. Speszyło mnie to, jak bez wahania wpatrywał się w moje oczy. Uśmiechał się uroczo, ukazując rządek równych zębów. Uderzył mnie zapach jego ostrych, ale bardzo, bardzo przyjemnych dla moich zmysłów perfum. Na chwilę zapomniałam jak się oddycha, więc momentalnie poczułam niemiłe ukłucie w płucach. Złapałam się za klatkę piersiową, próbując odzyskać oddech. Wtedy usłyszałam jego cichy śmiech.
- Wszystko gra? – rzucił, niby to od niechcenia poprawiając swoją grzywkę.
Przetarłam wierzchem dłoni zarumienione policzki. Dopiero gdy byłam pewna, że mój oddech się wyrównał, a głos w ogóle nie drży, odpowiedziałam spokojnie:
- Jasne. Jasne, że tak.
Postanowiłam, iż później przetłumaczę sobie, że on wcale nie jest aż tak nieziemsko przystojny. To tylko przez grę świateł oraz moje dzisiejsze, bardzo dziwne samopoczucie tak na niego zareagowałam. W końcu do tej pory nie czułam tego magnetyzmu, jaki rozpraszał wokół siebie. W dodatku mieszał go z bijącym od niego stoickim spokojem. Wydawał się zdawać sobie sprawę z tego jak działa na kobiety. I właśnie to było w nim najbardziej wkurzające. Czasem miałam ochotę palnąć go w łeb, by przywrócić go do porządku gdy zbytnio się panoszył.
Chociaż musiałam przyznać się przed samą sobą, że onieśmielał mnie swoim zachowaniem i tą cholerną pewnością siebie. Styles był widocznie usatysfakcjonowany z tego powodu, bo w końcu dostrzegł, że potrafił zadziałać również na mnie. To jednak nie zmieniało stanu rzeczy. Jak bardzo by nie próbował mnie do siebie przekonać, i tak bałam się zaangażować. Bałam się podjąć ryzyko po raz pierwszy w całym moim życiu i oddać komuś moje serce. Zwłaszcza, że do tej pory nie czułam nic szczególnego gdy byłam w pobliżu niego. Żadnych motylków w brzuchu podczas pocałunków, przyjemnych dreszczy na ciele, kiedy mnie dotykał...
- Chciałem coś wyjaśnić... - zaczął. - To nie daje mi spokoju.
W mojej głowie pojawił się wielki, jaskrawy znak „uwaga”. Wiedziałam, że zmierzał do poprzedniej nocy, którą to przypadkiem spędziłam nie w tym łóżku, w którym powinnam. Liam powiedział mi o niespodziewanej wizycie kędzierzawego o poranku. Jeżeli wierzyć Paynowi, to Harry zrobił się niemalże purpurowy z wściekłości. To wiele mi wyjaśniło, bo doszłam do wniosku, że to dlatego właśnie chłopak przestał rozmawiać z Niallem. Biednemu blondynowi oberwało się przez moją głupotę.
Kiwnęłam lekko głową na znak, by kontynuował.
- Czy… o Boże, trochę mi głupio… powiedziałabyś mi, gdyby coś… gdyby coś wtedy… prawda? – wydukał z siebie, czerwieniąc się lekko na twarzy. Pokręciłam głową, nie dowierzając, że w ogóle o to pytał.
- Harry, nic się nie wydarzyło. Nic, podkreślam, nic. Gdybyś zastał mnie w pokoju Danielle, albo Marisol, też byś się wściekał? – Już chciał zaznaczyć, że wcale nie jest zdenerwowany, ale go uprzedziłam. – Wiem, że jesteś zły, nie da się ukryć wszystkich emocji.
- Nie jestem zły, jestem wściekły! – warknął, wyginając sobie palce u rąk. Spojrzałam na niego przymrużonymi oczami. Do czego dążył? – Mam wrażenie, że cię nie obchodzę, bo spędzasz każdą wolną chwilę z Horanem! Muszę dosłownie walczyć o twoją uwagę! Nie podoba mi się to.
Rozchyliłam lekko usta ze zdziwienia. Na taką szczerość nie byłam przygotowana.
- Co sugerujesz? Mam przestać z nim przesiadywać, bo tobie się to nie podoba? Mogę ci obiecać, że więcej mnie nie zobaczysz w jego łóżku, to rzeczywiście mógł być cios poniżej pasa, ale na nic więcej nie licz. Skoro ty nie zwracałeś uwagi na mnie i zachowywałeś się jak chamski idiota aż do wczorajszego zdarzenia, to co miałam robić? Liczyłeś, że będę za tobą w kółko biegać? – wybuchłam gniewem. – Ty zacząłeś. Przez cały czas siedzisz u siebie, nie dajesz znaku życia, kiedy proponuję żebyśmy gdzieś wyszli, to mnie zbywasz. Nie proszę o pełną uwagę, bo wiem, że masz sporo na głowie jeżeli chodzi o zespół, ale jako twoja dziewczyna chyba powinnam dostać jej chociaż trochę, co?
- Przepraszam, że tak to odbierasz – powiedział, patrząc w moje oczy. – Zrozum, że poczułem się odrzucony, dlatego wolałem trzymać się na dystans, ale jak zobaczyłem cię z Horanem… Też mam uczucia, Any – szepnął, spuszczając głowę.
Nie sądziłam, że to co się stało, mogło go aż tak bardzo zranić. Zawsze wydawał się taki... obojętny. Chociaż w głębi duszy zaczęłam się zastanawiać, co go bardziej bolało… To, że widział mnie w ramionach innego, czy może to, że zamiast się do siebie zbliżać, to oddalaliśmy się jeszcze bardziej? Ostatni wariant na pewno dawał najbardziej do myślenia.
- Harry, dlaczego nie możemy się dogadać? Dlaczego nie możemy być jak każda normalna para? Pełna miłości, zaufania… Zamiast się do siebie zbliżać, coraz bardziej jesteśmy sobie obcy – szepnęłam. Bo to chyba nie powinno być aż tak trudne? Innym jakoś przychodziło to z łatwością...
- Będzie dobrze. Będzie lepiej – powiedział i objął mnie. Wtuliłam się w jego ramię, wdychając jego perfumy. Były tak przyciągające. – Tylko błagam cię, ogranicz znajomość z Horanem – rzucił tak cicho, że ledwo go usłyszałam. Jednak słowa tak ostre jak te ranią bez względu na to czy są wykrzykiwane, czy wyszeptywane.
- Słucham?! – Wyprostowałam się, zrzucając jego rękę z moich pleców.
- Nie, nic. Nic, naprawdę nic. – Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Nie mogłam się przesłyszeć. Byłam niemal pewna, że kazał mi „ograniczyć znajomość” z moim przyjacielem.
- Nie przyznasz się? – warknęłam. Gwałtownie wstałam z miejsca. – Od kiedy jesteś taki zaborczy, co? – rzuciłam przez ramię. Nie ruszył się nawet o centymetr. Siedział odrętwiały i wpatrywał się w swoje buty.
Musiał poczuć, że mnie traci. Co mogłam poradzić na to, że gdy tylko zaczynało się układać, wszystko chrzaniliśmy? Tym razem czułam, że nie było w tym ani grama mojej winy. Powinien bardziej uważać na słowa.
- Nie jestem twoją własnością. Nie możesz mi mówić z kim mam się zadawać, jeżeli chcesz ze mną  być.  Ach, tu się pojawiają pytania: czy chcesz w ogóle ze mną być? Czy oficjalnie kiedykolwiek byliśmy razem? – fuknęłam i ruszyłam w stronę domu.
Nie odwróciłam się nawet raz. Nie obchodziło mnie, co robił, co wykrzykiwał w moją stronę, co szeptał sobie pod nosem. Na chwilę stałam się głucha na wszelkie słowa, które wypowiadał. Zdążyłam już zapomnieć jak bardzo mnie pociągał. Zdążyłam zapomnieć jak bardzo go zraniłam tego ranka. Zdążyłam zapomnieć, że próbowaliśmy ratować ten "związek".
Próbowałam zapomnieć o nim, chociaż na chwilę. 
To było najlepsze wyjście.

*

Od czasu rozmowy z Harrym minęło zaledwie kilka godzin. Wciąż roztrzęsiona po kłótni, nie potrafiłam nawet spojrzeć chłopakowi w oczy. Dlatego ciężko było mi siedzieć przy jednym stole i w spokoju cieszyć się posiłkiem. Czułam na sobie jego rozgniewane spojrzenie. Albo mi się wydawało, albo naprawdę nie było w nim nawet grama skruchy czy żalu za wcześniejsze słowa. Przecież zachował się jak ostatni idiota próbując stawiać mi warunki i wymagać zakończenia przyjaźni dla naszego „związku”, którego związkiem nawet bym nie nazwała.
Zalegająca wokół cisza, zdawała się nikomu nie przeszkadzać. Najwyraźniej po ostatnio niekończących się kłótniach każdy potrzebował kilku minut spokoju. Milczenie nagle nabrało dla mnie całkiem nowego znaczenia - stało się niezbędne w takich sytuacjach, było prawdziwą muzyką dla uszu. Szkoda, że nie trwało nieco dłużej...
- Czy mógłbyś łaskawie przestać tak memłać? - warknął Niall, najwyraźniej naprawdę wyczulony na punkcie mlaskania przy stole. Dziwne, że wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. Co, jeżeli kiedyś rzucał mi gniewne spojrzenia, gdy ja nie potrafiłam jeść w ciszy? Czy mi w ogóle zdarza się mlaskać w towarzystwie? Czekaj, wróć, nad czym ty się w ogóle zastanawiasz?
Niekontrolowane westchnięcie pełne dezaprobaty dla samej siebie wydobyło się z moich ust. Rozejrzałam się niepewnie dookoła, jednak na szczęście nikt nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi. W końcu teraz na pierwszym planie po raz kolejny znaleźli się Harry z Niallem. Przedstawienie czas zacząć...
- Będę robił to, co mi się żywnie podoba, a tobie nic do tego – odpowiedział Harry, przeżuwając kolejne kęsy z coraz większym zaangażowaniem, wydobywając z siebie coraz to głośniejsze odgłosy.
- Wyczuwam podtekst - bardziej dodał niż zapytał Liam, wymownie spoglądając to na jednego, to na drugiego. Zayn z Louisem pozostali bierni. Przyglądali się tylko uczestnikom nieco zbyt głośnej wymiany zdań.
- Bo tam jest, geniuszu - warknął Harry z perfidnym uśmiechem na twarzy.
Ugryzłam się w język, nim rzuciłam jakimś niemiłym komentarzem. Chyba miałam go już dość. Znów zaczynał się panoszyć. Pan Harry Jestem Najlepszy i Nikt Mi Nie Podskoczy Styles.
- Odpuść sobie, Harry. Przecież wszystko ci wytłumaczyłem. Nie masz się o co dąsać – jęknął Niall, zatapiając zęby w jedzeniu, które wcześniej sama przygotowałam. - Bardzo smaczna sałatka, Any – dodał po chwili, starając się zgrabnie wyjść z kłótni. Nie, żebym się chwaliła, ale naprawdę przeszłam samą siebie, dlatego uśmiechnęłam się do niego delikatnie w podziękowaniu, co nie uszło uwadze Stylesa.
- Oby w twoim zdaniu nie było podtekstu – warknął, przekrzywiając dziwnie głowę. Zmrużył oczy, przez co wyglądał dosyć niebezpiecznie. Speszona spuściłam na chwilę spojrzenie.
- Ty nie masz mózgu? - nastroszył się Niall. Miałam wrażenie, że tym razem powrócił do kłótni tylko po to, by mnie obronić przed rozgniewanym, mega wkurzającym kolegą. - No, wybacz, mój drogi, ale jaki podtekst może kryć się w słowach smaczna sałatka?
Nie chciałam patrzeć na Harry'ego, nie chciałam się wtrącać, choć wiedziałam, że rozmowa dotyczy także mnie. Siedziałam jednak w ciszy, przyglądając się innym przyjaciołom, którzy najwyraźniej również postanowili udawać, że wcale ich tu nie ma. Widziałam jak walczący między sobą kumple wpływają na resztę - byli zdegustowani i rozżaleni sytuacją do jakiej doszło. Zayn siedział nieruchomo, jako jedyny odważnie wpatrywał się w Stylesa, który nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. Widelec, który kurczowo trzymał w ręce nawet nie drgnął. Louis ukrył twarz w dłoniach, mrucząc pod nosem przekleństwa. Tak jak Liam, czekał na wybuch gniewu Hazzy.
- No, ja tam nie wiem. Może macie jakieś ciekawe hasła, co? Na przykład dobra sałatka, jako chodź się całować, czy coś? - Hazza podniósł się z krzesła i spojrzał bezceremonialnie w moje oczy. Nie zdążyłam powstrzymać odruchu i zerknęłam na niego z ukosa. Jego wzrok przeszył mnie na wskroś. Poczułam się nagle, jakbym stąpała po bardzo cienkiej linie, która mogła urwać się przy każdym kolejnym nieprzemyślanym kroku.
- O czym ty mówisz? Gorzej ci, do cholery?
Uczyniłam to samo co on. W przypływie odwagi wstałam tak gwałtownie, że krzesło upadło na podłogę, uderzając o nią z głośnym łoskotem.
Kątem oka wychwyciłam jak Louis beszta Harry'ego. Dopiero w tym momencie uświadomiłam sobie, jak bardzo ich stosunki oziębiły się, odkąd spotykałam się z Harrym. Czy może raczej „spotykałam się”.
- To nie ja całowałam się z Ines na imprezie! - warknęłam, powracając do przeszłości.
Spiorunował mnie wzrokiem. Widziałam jak jego dłonie zaciskają się w pięści.
Staliśmy tak, po przeciwnych stronach stołu, mierząc się wzrokiem. To wszystko, co wisiało w powietrzu od kilku dni, nagle runęło na nas z ogromną siłą. Wszelka irytacja, która kłębiła się w naszych umysłach, wyszła w końcu na jaw.
- Przynajmniej nie grałem z nią w siedem minut w niebie – fuknął. - Do której bazy doszedł? - zapytał z irytującym, nonszalanckim uśmiechem na twarzy.
Przyjaciele wciągnęli gwałtownie powietrze. Niall wpatrywał się we mnie przepraszająco, jakoś tak... błagalnie. W całym tym bałaganie nie było nawet grama jego winy, dlatego naprawdę zdziwiło mnie jego zachowanie. Później przeniósł spojrzenie z powrotem na Harry'ego. Teraz ciskał w niego sztyletami. Gdyby wzrok mógł zabijać... Na ustach Louisa dostrzegłam kątem oka ogromny grymas - jemu chyba najbardziej nie podobało się to, co powiedział Styles. 
Zacisnęłam usta i odwróciłam wzrok. W moich oczach pojawiły się łzy. Nigdy nie sądziłam, że ktokolwiek będzie myślał o mnie jak o łatwej i puszczalskiej. To zabolało, zważywszy na to, że Harry był pierwszym chłopakiem, jakiego kiedykolwiek pocałowałam. Zresztą, do tej pory myślałam, że zdążył mnie choć trochę poznać. Jak widać grubo się myliłam.
Miałam go dość jak na jeden dzień. Miałam go dość jak na jedno życie.
- Jesteś idiotą – skwitowałam i wybiegłam z kuchni, nim łzy popłynęły po moich policzkach.

*

Jestem osobą, która uwielbia obwiniać siebie. Dlatego i tym razem miałam wrażenie, że wszystko, co działo się przez ostatnie dni było tylko i wyłącznie moją winą. Według tego natarczywego głosu, który siedział w mojej głowie, popsułam relacje z Harrym, popsułam przyjaźń między chłopakami, co mogło doprowadzić do trwałych szkód w zespole, pozwoliłam Harry'emu wierzyć, że zdradziłam go z Niallem, co z kolei udowadniało jaką egoistką naprawdę jestem, bo przecież z punktu widzenia Hazzy, Niall zadrwił z ich przyjaźni. A to wszystko przeze mnie...
Nie bardzo wiedziałam gdzie powinnam się udać. Na pewno chciałam być jak najdalej od domu, w którym zapewne wciąż trwała wojna. Z punktu widzenia dotychczasowych obserwatorów, czyli na przykład Louisa, to wojna dopiero się zaczynała.
Westchnęłam, ocierając pierwsze łzy, które znaczyły czarne od tuszu do rzęs drogi na moich policzkach. Pierwszą myślą było udanie się do przyjaciółki, z którą niestety od ponad tygodnia nie trzymałam kontaktu. Dlaczego? Jakoś... samo wyszło. Obydwie miałyśmy swoje problemy, z którymi musiałyśmy się uporać. Na pierwszy rzut oka, mieszkanie Riven wydawało się idealnym schronieniem, nie podobał mi się jednak fakt, że z jej perspektywy odezwałabym się dopiero wtedy, kiedy miałam problem, co byłoby dosyć chamskie. Zapewne zżerałyby mnie później wyrzuty sumienia, dlatego ruszyłam kompletnie inną trasą i skierowałam się do jednej z najbliższych, jednak prawie w ogóle przez nas nieodwiedzanych kawiarni.
Obejrzałam się za siebie zanim weszłam do środka. Z jednej strony nie chciałam być sama, bo dawno już nie przebywałam tylko w swoim towarzystwie i nie miałam stu procentowej pewności ,jakie myśli dopadną mnie, gdy ochłonę z początkowego szoku i stanu moja wina, moja bardzo wielka wina. Z drugiej jednak, może właśnie tego potrzebowałam? Trochę samotności nigdy nie zaszkodzi. Mogłabym w spokoju pochlipać w kącie nad kawą, której zapewne nawet nie ruszę. O dziwo, ta wizja wcale mi nie przeszkodziła, wręcz sprawiła, że bez większego wahania weszłam do środka kawiarni o wdzięcznej nazwie „Niezastąpiona”.
Tak bardzo brakowało mi Marisol. Potrzebowałam udzielającej się od niej buntowniczej aury, odwagi i siły. Ona na pewno nie miałaby mi za złe, gdybym zadzwoniła z problemem. Co prawda Riven również nie odesłałaby mnie z kwitkiem, jednak nie potrafiłabym chyba otworzyć się przed nią aż tak bardzo. Miałabym wrażenie, że zanudzam ją własnymi życiowymi komplikacjami. Nie mogłam jednak zadzwonić do Solly. Z naszej ostatniej, mega krótkiej rozmowy wynikało, że bardzo dobrze dogadywała się z mamą. Zaczęły budować od nowa więź matka-córka, dlatego nie miałam serca przerywać jej sielanki moimi idiotyzmami. Bo w porównaniu do problemów jej rodziny, moje naprawdę wypadały blado...

*
Harry
- Ogarnąłbyś się trochę, Styles. Naprawdę ją zraniłeś - warknął blondas, popychając mnie lekko. Moje dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści.
- Odwal się, to nie twoja sprawa, co mówię lub co robię z moją dziewczyną – syknąłem, mierząc go wzrokiem. W myślach pojawiło mi się czerwone światło. Prawdopodobnie gdybym zaczął bójkę, Horan długo nie utrzymałby się na nogach. Co z tego, że od niedawna trenował? I tak nie dałby rady komuś, kto na siłowni spędza połowę wolnego czasu. Wiedziałem jednak, że tak szybko jak wszystko by się zaczęło, tak szybko zakończyliby to nasi przyjaciele. Szybko odtrąciłem od siebie pomysł z użyciem przemocy i po raz kolejny zlustrowałem Nialla wzrokiem.
- Nie twoja sprawa, co mówię lub co robię z moją przyjaciółką, a jednak masz z tym problem!
- Nie odwracaj kota ogonem. To nie działa w taki sposób – odpowiedziałem zadziwiająco poważnie. Chyba naprawdę z moją sferą emocjonalną było coś nie tak, skoro w jednej sekundzie mogłem być na tyle rozwścieczony, by szukać worka treningowego, a już w następnej coś we mnie pękało i najlepiej schowałbym się w pokoju i po prostu zwyczajnie rozpłakał.
Nie jestem słaby, powtarzałem sobie w myślach, mocniej zacisnąłem szczękę.
Niall prychnął, zakładając ręce na pierś.
Patrzyłem na niego niemalże z nienawiścią w oczach. Próbowałem sobie przypomnieć kiedy to wszystko aż tak się skomplikowało. Ach, tak, dokładnie w momencie, w którym zamknął się w pokoju z moją dziewczyną podczas gry w siedem minut w niebie. Co ją, do cholery, naszło, żeby wymyślać taką zabawę? Cóż, całowałem Ines, ale na jej oczach. Przynajmniej miała pewność, że na tym się skończyło.
- Dosyć już! - wtrącił się Louis. - Właśnie tego się bałem, Harry. Bałem się, że ją skrzywdzisz jak każdą inną laskę, z którą chodziłeś. Nie liczysz się z niczyimi uczuciami, co? - warknął, podchodząc bliżej, rozdzielając tym samym mnie i Nialla. Loui był niższy ode mnie, dlatego jego wzrok wyższości wcale nie sprawiał, że chowałem się w sobie.
- Odwal się, Tommo. To nie jest twoja sprawa – syknąłem bezmyślnie. Skrzywił się, gdy zwróciłem się do niego zdrobniale. W takiej chwili raczej nie podobały mu się czułe geściki. Ech, przecież to nie z nim chciałem się kłócić, dlaczego stawał nam na drodze?
- To jest moja siostra! Wszystko co jej dotyczy, jest również moją sprawą, więc lepiej sobie odpuść. Nie rób jej nadziei. Albo z nią jesteś, albo przestań się bawić jej uczuciami. – Zgrzytałem zębami ze złości. On naprawdę prawił mi kazania? Jakby to miało cokolwiek zmienić.
- To, że ona bawi się moimi już nikogo nie obchodzi, co? - warknąłem.
Zrobiłem krok w tył, by móc ogarnąć wszystkich spojrzeniem. Miny każdego z osobna diametralnie się zmieniły. Świetnie, teraz miałem wrażenie, że zwyczajnie mi współczują, co było chyba ostatnie na liście rzeczy do osiągnięcia.
- Banda kretynów – skwitowałem i wyszedłem z pomieszczenia.

*

Rzuciłem się na łóżko w swoim pokoju. Dlaczego wszyscy nagle się na mnie uwzięli? Stwarzali tym więcej problemów. Gdyby zwyczajnie mnie ignorowali, a nie wtrącali się do wszystkiego, co robię, to dużo szybciej znalazłbym rozwiązanie.
Westchnąłem.
Tak naprawdę wiedziałem, że większość problemów stwarzam sobie sam. To jak traktowałem wszystkich, nie było do końca usprawiedliwione. Oczywiście, że miałem w zanadrzu łzawą historię, przez którą każdy traktował mnie z przymrużeniem oka. Niby to nie fair tak wykorzystywać ją przy każdym niepowodzeniu, a jednak nie potrafiłem przestać. Skoro oni sami co chwilę do tego nawiązywali... Można by nawet powiedzieć, że to oni mnie tego nauczyli. Tego idiotycznego użalania się nad sobą. Bo, oczywiście, nie mogli tego puścić w niepamięć, tylko zaczęli uważać mnie za chłopczyka zrobionego ze szkła. Nie mów tego, bo go zranisz. Nie zrobimy tego, przecież Harry jeszcze się nie pozbierał. Ja wezmę tę zwrotkę, może być dla niego zbyt bolesna. Jeszcze chłopak rozklei się pod wpływem wspomnień.
Nic dziwnego, że w końcu przyjąłem agresywną postawę, żeby pokazać im, że to wszystko naprawdę mnie już nie rusza. Choć ruszało i to dogłębnie.
Odkąd kiedyś po raz pierwszy - i ostatni - w życiu naprawdę się zakochałem, kiedy spotkałem się z odrzuceniem, zdradą i porzuceniem (później również dziwnym zachowaniem przyjaciół)... wszystko się zmieniło. Ja się zmieniłem. Zacząłem traktować dziewczyny tak, jak Joy traktowała mnie. Odpłacałem wszystkim za to, co zrobiła ta jedna, niegdyś tak wyjątkowa dla mnie osoba. Zachowywałem się jak prawdziwy frajer, mówiąc kolokwialnie - byłem prawdziwym dupkiem, ale nie potrafiłem inaczej. Czułem się za bardzo sponiewierany.
Joy była okrutna i ja dobrze o tym wiedziałem. Jednak, mimo wszystko, pozostawała dla mnie jedną z najwspanialszych dziewczyn jakie w życiu spotkałem. Może to dlatego, że była moją pierwszą prawdziwą miłością? Oprócz wielkiej rany w moim sercu zostawiła również dużo lepszych wspomnień, pełnych przyjemnych doznań i nieziemskich uczuć. Na wspomnienie o niej poczułem ciarki na całym ciele, przez co od razu poczułem się gorzej.
Jej czarne, długie włosy, które zawsze upinała w koński ogon. Szare oczy, w których zawsze kryła kłębiące się w jej sercu uczucia. Nieskazitelne rysy twarzy, szczupła sylwetka, której zazdrościły jej wszystkie kobiety. Była piękna, cudowna. Zawsze spokojna, opanowana, wyrozumiała... i uparta. Cholernie uparta.
Myślałem, że dobrze nam się układało. Mówiła, że mnie kocha. Opowiadała o swoich uczuciach do mnie godzinami. Właśnie dlatego w to wierzyłem. Chłonąłem każde słowo, które wypowiadała. Uwierzyłem w nią, by później uwierzyć w nas. Ale ona pod jednym względem nie różniła się od innych. Kłamała, a ja dałem się nabrać na jej słodki, niewinny uśmiech. Czy dlatego bawiłem się teraz uczuciami przyjaciół? Czy to w ogóle było jakiekolwiek wytłumaczenie? Nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na te pytania.
Co będzie teraz ze mną i z Anyą? Zastanowiłem się nad tym chwilę. W końcu nic do niej nie czułem. Od samego początku była tylko bardzo atrakcyjną siostrą mojego kumpla. Gdybym ją kochał, to poczułbym to od razu. Już na pierwszym spotkaniu.
To wszystko przeze mnie. Pomimo tego, że Horan - w przeciwieństwie do mnie - chyba naprawdę darzył ją jakimś uczuciem, to trzymał się na dystans. Dlatego, że jestem jego przyjacielem, zrezygnował z dziewczyny swoich marzeń. To nie tak powinno być. Już dawno powinienem był się wycofać. W chwili, kiedy zorientowałem się, co jest między tą dwójką. Chociaż Anya zapewne nawet nie jest jeszcze tego świadoma. Ale nie, ja musiałem schrzanić jeszcze bardziej. Namieszać wszystkim w głowach. Any, Niallowi, a nawet sobie.
Wciąż nabuzowany emocjami, wyciągnąłem telefon z kieszeni. Nie myślałem trzeźwo, to raczej był zwykły impuls, którego nie potrafiłem zatrzymać. A może nie chciałem? Potrzebowałem mieć kogoś przy sobie. Kogoś, przy kim na chwilę mógłbym przestać myśleć.
Zacząłem dokładnie przeszukiwać listę kontaktów. Zrezygnowany, wybrałem numer Steven. Dziewczyny, która ma niesamowite poczucie humoru. Dziewczyny, która zawsze potrafiła podnieść mnie na duchu. Dziewczyny, która urodą dorównywała obecnej miss kraju. A w dodatku... mojej byłej. Szkoda, że nie odwzajemniałem jej uczuć. Jak większość moich związków, ten również kończył się słowami  „zostańmy przyjaciółmi”.  Oczywiście to były tylko puste słowa.
Odebrała po kilku sygnałach. Sparaliżowany zaciągnąłem się powietrzem, prawie się przy tym dławiąc. Właśnie w tej chwili powinienem był się rozłączyć. Przecież to nie było takie trudne, wystarczyło tylko nacisnąć odpowiedni...
- Halo? - Usłyszałem jej delikatny głos. Nie odzywałem się przez chwilę. To było niewłaściwe. Oficjalnie wciąż byłem z Anyą, choć bardzo chciałem zakończyć ten związek. Teraz. Zaraz. Więc dlaczego miałbym nie spotkać się ze Steven? Anya również miała mnie dość, na jedno wychodziło. Chyba nie mogłem bardziej zawalić?
- Ty, ja, kolacja? Spotkajmy się w parku, przyjdziemy do mnie – powiedziałem szybko, odzyskując głos. Rozłączyłem się, nim zdążyła odmówić.
Pokręciłem głową, wątpiąc w równowagę swojej psychiki. Czy na prawdę musiałem komplikować to jeszcze bardziej? Musiałem liczyć się z tym, że znów zranię uczucia Any. A może ja po prostu lubiłem ranić innych? Skoro oni nie liczyli się z moimi, dlaczego ja miałbym zważać na ich uczucia? Kiedyś postanowiłem, że nie będę sobie zawracał głowy tym, co myślą inni. Robiłem swoje. Robiłem to, na co miałem ochotę.
I tym razem pokierowałem się właśnie tą zasadą.


~*~
#NU_ff
~zaktualizowany dnia 31.05.15

Cześć!
Chyba przyszedł w końcu ten czas, w którym muszę Was wyprzepraszać.
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam...
Wyjechałam nad jezioro, ale oto jestem, razem z nowym rozdziałem! Ech, mówiłam, że będzie dwudziestego, ale zabrakło mi czasu i siły na wstawianie go. Mam nadzieję, że chociaż Was nie zawiodłam, że rozdział jest jako taki. 
Uruchomiłam zakładkę Soundtrack. Znajdziecie tam wszystkie piosenki, które służyły za podkład muzyczny w poszczególnych rozdziałach. Plus - zmieniłam zakładkę "Zwiastun", na zakładkę "Blog". Znajdziecie tam teraz informacje dotyczące bloga oraz pokrótce opis historii :)

Pozdrawiam serdecznie!

21 komentarzy:

  1. NIEEEEEE HARRRY ! NIE WĄZ SIĘ ZDRADZIĆ ANYI !!!! Świetny rozdział tak w ogóle :) Czekam z niecierpliwością na następny.Mam nadzieję że pomiedzy nimi wszystkimi się wkońcu poukłada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze dłuuuga droga przed nimi. Nie mogę niczego zapewnić ;)

      Usuń
  2. Ja mogę powiedzieć, że jestem zadowolona z takiego obrotu spraw. (sama się sobie dziwie...) Ale byłam, jestem i będę kibicem związku Anyi i Niall'a. Oni do siebie po prostu idealnie pasują! :D Ja rozumiem, zamieszanie wszędzie jest potrzebne, ale proszę o więcej scen Niall'a i Anyi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z " Istis. " ma rację. Chciałabym zeby więcej było Nialla i Anyi :D Nie jestem zła na ciebie, że dodałaś rodział dzień po 20. Podoba mi się rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się całkowicie z poprzedniczką! ;D
    Z niecierpliwością czekam na kolejny :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Również zgadzam się z "Istis", cieszę się, że tak się stało :)
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Cudnie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też zgadzam się w 100 % z poprzedniczkami :P
    Niall i Any tak do siebie pasują że szok :)
    Rozdział jest genialny ;))
    Kocham to :D
    Wszystkie żale zostały wyrzucone? Moim zdaniem to dobrze ;)
    Kurde ale to teraz byłoby prze ze strony Harrego gdyby ja zdradził, bo tak to takie zazdrosny i w ogóle a tak to pójdzie z inną? No masakra ...
    Mam tylko nadzieje że jednak wszystko jakoś ułoży się i będzie dobrze :P
    Czekam na następny ;))
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow, strasznie dużo emocji nam zagwarantowałaś *_*
    Anya cierpi, bo nie może odnaleźć się w uczuciach jakimi darzy swojego domniemanego chłopaka i najlepszego przyjaciela. Niall cierpi, bo jego ukochana jest "dziewczyną" jego przyjaciela. Harry natomiast cierpi z braku miłości, tej prawdziwej, bo boi się jej przez doświadczenia jakie zagwarantowała mu Joy. Cieszę się, że wyrzucili z siebie wszystkie żale, ale czy to nie zniszczy ich relacji, które tak długo budowali?
    Rozdział jak zwykle świetny :)
    Nie wiem czy to odpowiednie stwierdzenie, ale uzależniam się od tego bloga ^^ Czekając na następny rozdział zastanawiam się co się wydarzy :) Ja ponownie zatopię się w przemyśleniach, ty dodaj szybciutko rozdział, bo ciekawość zżera mnie od środka :>
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
  8. Boski*.* Jeju. podoba mi się i to strasznie nie wiem co napisać. Czekam na następny.
    Zapraszam do mnie : http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo dobry rozdział. Co tu mam jeszcze pisać? No po prostu bajka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nadrobiłam zaległości na Twoim blogu i popadam właśnie w samozachwyt, a to nie dobrze...
    Rozwinęłaś akcję niesamowicie, jestem pod wrażeniem, ale w końcu co się dziwić nie było mnie tu przeszło półtorej miesiąca.
    Nie mogę nadal uwierzyć, że Niall i Anya są wciąć w strefie przyjaźni. Czytając w poprzednich częściach ich wspólne rozmowy byłam niemalże pewna, że będą razem. W końcu tak świetnie się rozumieją. Ale niestety przeżyłam niemałe zaskoczenie. Harry, och, ten Harry. Od początku nie potrafiłam wyobrazić sobie głównej bohaterki z Stylesem. Mam tylko nadzieję, że nie zdradzi jej z Steven. Inaczej chyba powieszę go za jaja! -.-
    Ale o tym dowiem się w następnym rozdziale, na który czekam z niecierpliwością. :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny blog o.O
    Dopiero dziś zaczęłam czytać, ale podoba mi się :)
    Tyle sie dzieje, peełno emocji ^^
    Juz nie moge sie doczekac co bd dalej...
    -W

    OdpowiedzUsuń
  12. Zaglądam na twojego bloga od niedawna, ale widziałam stary wygl. bloga.Nowy jest suuuper! Nagłówek rewelacyjny! Nie mogę się doczekać nowego rozdziału :)
    -Jane :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, dziękuję Ci bardzo :) Właśnie dzięki takim miłym słowom uśmiecham się później pół dnia :D

      Usuń
  13. Śliczny nowy szablon główny! Bardzo podobają mi się kolory i zdjęcia. Chociaż wydaje mi się, że widzę go trochę... krzywo? Rzeczywiście. Ale to mniej ważne (pewnie wina przeglądarki). Rozdział bardzo mi się spodobał. Robisz coraz mniej błędów, o ile w ogóle jakieś są, piszesz ciekawie, długo i masz wspaniałe epitety. Wczułaś się w naszego Hazzę. Bardzo dobrze, tego mi właśnie brakowało. Żal mi go, bo może faktycznie lubi ranić ludzi. Wiedziałam, że zrobisz coś z Niallem - wiedziałam, że to jemu oddasz Anyę! Dziękuję, kocham cię za to jeszcze bardziej, o ile to możliwe :). Pędzę szybciutko do następnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za miłe słowa :) Na pewno wina przeglądarki. U mnie wszystko jest dopasowane. No cóż, zdarza się i tak :) Ach, błędy jakieś tam zawsze się znajdą, ale staram się :D Odkąd oddałam blog do oceny, jest dużo lepiej ^.^ Wyniosłam z niej więcej, niż bym się mogła nawet spodziewać :)

      Usuń
  14. Jakoś nie potrafię się gniewać na Harrego po tym rozdziale. Mimo, że się starałam przez chwilę go zwymyślać, ale doszłam do wniosku, że co prawda chłopak jest winny połowy swoich problemów i zawiłości jakie ich wszystkich spotkały, ale ja to wspomniał wcześniej także ma uczucia.
    Mam nadzieję, że między nimi wszystko się ułoży. Może wreszcie zdobędą się z Anya na szczerą rozmowę i zakończą ten bezsensowny związek. Bo jak doskonale wiać w tym rozdziale przynosi on same problemy. Nie powinni się sprzeczać. Wiadomo, że takie niby małe sprzeczki czy kłótnie mogą się odbić na całym zespole. A tego chyba nikt nie chce. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Już miało być dobrze, już mieli się dogadać, a ten wyskakuje z czymś takim? No błagam Cię. Nie dziwię się, że An zareagowała tak a nie inaczej. Przecież to nie może być tak, że jeśli są parą to kurczę mają być jak na uwięzi... Tym bardziej, że to przyjaciel ich obu.
    A kłótnia przy stole... O matko. To dopiero hardcore. Wyobrażam to sobie. Widzę wściekłego Harry'ego i wcale nie mniej zdenerwowanego blondyna. Ło, tam aż pioruny strzelają.
    I później jeszcze perspektywa Lokatego. Oh, jak Ty potrafisz dobrze zmieniać fronty. Naprawdę. Niekiedy dziewczyny próbują pokazywać różne punkty widzenia, ale to sprawia że tylko człowiek się gubi. A u ciebie nie. Pomimo, że nie zaznaczasz na początku kto mówi to i tak od razu można wpaść na to kto opowiada. No mistrzunio ♥
    Buźki. ;*

    OdpowiedzUsuń
  16. To mój pierwszy komentarz na tym blogu. Dziś udało misie przeczytać do tego momentu. Opowiadanie jest świetne.
    Anya jak mówiły poprzedniczki cierpi, a możliwe że będzie z Niallem. Czas pokaże
    Sol także jest dobrze przedstawioną postacią.
    Świetnie w czuwasz się w uczucia każdego z nich. Te wszystkie kłótnie i nieporozumienia dodaje jakby takiej wizji rzeczywistości i tak jakby doprowadzić Bjoergenia idealność tego opowiadania. Mam nadzieję że moje przypuszczenia jeśli chodzi o An i Nialla się sprawdzą.
    Do następnego razu.
    Joasia

    OdpowiedzUsuń
  17. Sorry za błędy, ale jestem na telefonie. Chodziło mi że wszelkie "niemiłe rzeczy" dopełniają idealność odpowiadania :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię! To wiele dla mnie znaczy!